Ottawa, 24 czerwca 1990

O REFORMIE STP

Na ostatnim walnym zebraniu Koła STP w Ottawie w maju 1990, zgłosiłem wniosek o wyłonienie 2-osobowej komisji do rozpatrzenia możliwości i postulowania sposobów zreformowania Stowarzyszenia, aby je odnowić, odmłodzić i uaktywnić, jeżeli istnieje do tego potencjał w postaci zapotrzebowania i woli innego działania.

Uzasadniłem swoja sugestię pewną apatią, charakteryzującą nasze Stowarzyszenie, a wynikającą, moim zdaniem, z niewłaściwego kierunku, w jakim STP zdąża i niewłaściwego charakteru organizacyjnego, jaki posiada. Między innymi wygłosiłem pogląd, że jedną z naszych słabości jest pozorne ograniczenie się do problemów inżynierskich w naszej działalności jak i rekrutacji nowych członków, w rezultacie czego nie możemy nabrać masy krytycznej, która umożliwiłaby większą efektywność i rozmach działania. Nasza aktualna działalność wydaje się być ograniczona do przygotowywania obchodów 50-lecia. Jakkolwiek słuszna, konieczna i energicznie wykonywana jest to akcja, symbolizuje ona nasze życie przeszłością i brak programu na przyszłość, czy nawet na dzień dzisiejszy. Sugerowałem możliwość zmiany nazwy Stowarzyszenia na bardziej odpowiednią do naszych aspiracji, na przykład na Polish Canadian Professional and Business Association, co podkreśliłoby nasze otwarcie się na nie-inżynierów. Zalecałem ścisłą współpracę z innymi grupami polonijnymi w Ottawie, aż do możliwości połączenia się z niektórymi z nich włącznie, etc.

Wniosek stworzenia komisji do rozpatrzenia zmian został przyjęty zdecydowaną większością głosów. Jak to zwykle bywa, wnioskodawca został wybrany jednym z członków komisji. Drugim został dr Stefan Grochowalski.

Wobec wyjazdu S. Grochowalskiego na krótko po zebraniu, nie udało nam się przedyskutować naszego zadania w szczegółach. Ogólnie plan jest taki, aby rozeznać się w nastrojach i poglądach członków i sprowokować skoordynowaną dyskusję na łamach Biuletynu na temat ewentualnej reformy STP, której punktem kulminacyjnym byłoby walne zebranie Oddziału gdzieś późną jesienią.

Celem niniejszego artykułu jest "kick-off" tej dyskusji. Jest on napisany subiektywnie i może nawet prowokacyjnie. Celowo. Chodzi mi o "wsadzenie kija w mrowisko" raczej niż podanie naukowej analizy sytuacji.

STP, tak jak wiele innych organizacji polskich, cierpi na chroniczny kryzys tożsamości i celu istnienia. Mimo że pewni, choć nieliczni, nasi koledzy uważają, że jesteśmy organizacją inżynierską, w gruncie rzeczy nią nie jesteśmy, mimo że większość z nas ma inżynierskie dyplomy. Jesteśmy natomiast grupą inteligencji polskiego pochodzenia, która czuje pewną potrzebę zrobienia czegoś dla swojej imigranckiej społeczności, ale nie jest pewna, co to takiego ma być.

Ale czy jest coś wartego zachodu? Czy nasza potencjalna działalność może mieć jakiś sens dla nas? Czy wreszcie należy spodziewać się, że to właśnie nasza organizacja ma zaspokoić te potrzeby?

Moim zdaniem odpowiedź na te pytania jest TAK, ALE NIE W FORMIE, W JAKIEJ OBECNIE DZIAŁAMY.

Czego możemy oczekiwać od organizacji polonijnej? Jakie są nasze aspiracje jako Kanadyjczyków polskiego pochodzenia czy Polaków rzuconych na kanadyjską ziemię, za jakich niektórzy się uważają?

Może wydać się, że już tu mamy pierwszy dylemat: kim jesteśmy? Jest to dylemat pozorny. Niezależnie od wybranego wariantu nasze ogólne cele są podobne. Są to dobro Polski, dobro Kanady (na szczęście nie ma w tym sprzeczności), dobro Polonii, więź z naszą tradycją i kulturą, kariery i interes materialny nasz i naszych dzieci, wreszcie jakieś aspiracje zawodowe, moralne, intelektualne, polityczne czy prestiżowe.

Są to wszystko sprawy niezwykle ważne, obchodzące nas bezpośrednio, dotyczące naszych domów, kieszeni, emerytur, dusz, sumień. Zabiegamy o nie codziennie, można rzec całe nasze życie obraca się dokoła nich. Czy mamy nadzieję, że organizacje polonijne mogą pomóc nam w tym jako jednostkom i jako grupie?

Pytanie retoryczne. Oczywiście, po to do nich należymy. Ale czy nasze oczekiwania mają szansę być spełnione? Chyba szanse te są niewielkie. Spójrzmy na to po kolei.

Dobro Polski: STP nie prowadzi praktycznie żadnej działalności, która miałaby wpływ na sytuację w Polsce, choć są obecnie skromne próby takiej działalności. O rezultatach jeszcze nie można mówić. Tak więc działalność dla Polski musimy raczej ocenić jako znikomą. Powiedzmy zero z plusem; zresztą statut nasz nie przewiduje takiej działalności.

Dobro Kanady: żadnej działalności. Pełne zero, bez plusa.

Dobro Polonii: tu są pewne osiągnięcia. Odczyty, trochę działalności towarzyskiej, sponsorowanie kilku przyjezdnych, kursy językowe sprzed dziesięciu lat, etc. Nie będę tego oceniał w punktach, niech sobie to każdy zrobi po uważaniu.

Więź z tradycją i kulturą polską: raczej niewiele tu mamy do wykazania się. Kilka wieczorków, czasem odczyt na temat polskiej tradycji inżynierskiej czy historii, niektóre bardzo dobre np. o lotnictwie polskim p. Onoszko, czy o Wojnie 1920 roku p. Słubickiego kilka lat temu, że wspomnę tylko te dwa (było więcej), ale w sumie mało.

Kariery nasze i interes materialny: owszem, wielu kolegom Stowarzyszenie pomogło w pisaniu podań, udzieliło fachowej porady w szukaniu pracy, szereg kolegów znalazło pracę przez Stowarzyszenie i choć przeważnie odbyło się to w końcu poprzez kontakty nieformalne, faktem pozostaje, że w jakimś stopniu Stowarzyszenie się do tego przyczyniło. To chyba wszystko. Nie mamy systemu, mechanizmu, działającego sprawnie i efektywnie w tej dziedzinie. O interesie materialnym w innej formie nie ma co chyba mówić.

Aspiracje zawodowe, moralne, intelektualne i prestiżowe: i tu niewiele da się znaleźć. Jako członek Komisji Matki od szeregu lat w Ottawie wiem, że niełatwo znaleźć pełny skład zarządu na każdą nową kadencję. Gdyby Stowarzyszenie zadowalało nasze aspiracje, pewnie proces ten byłby łatwiejszy. A więc znowu niewiele. Co do statutu STP to są tam punkty dotyczące spraw zawodowych. Wśród celów widzimy "rozwój świadomości (?) inżynieryjnej i kulturalnej", "popieranie działalności zmierzającej do technicznego postępu", etc. Są to raczej puste frazesy, jeśli skonfrontować je z rzeczywistością naszej działalności. Zresztą trudno sobie wyobrazić jak mięlibyśmy je realizować.

Bilans powyższy jest mniej niż imponujący, co wyjaśnia małe zainteresowanie, jakie działalność Koła w Ottawie wzbudza wśród swoich członków.

Czy tak być musi i być powinno? Czy są inne drogi, lepsze i sprawniejsze niż STP, zadawalania naszych potrzeb życiowych, politycznych, społecznych, etc.?

A przede wszystkim, co to są za potrzeby? Przejdźmy znów tę samą drogę.

Dobro Polski: nasze możliwości są, rzecz jasna, bardzo ograniczone. Zbieramy (ale raczej nie przez STP) pieniądze na różne cele krajowe. Moglibyśmy zrobić więcej. Wiele z nas widzi różne możliwości pracując w rządzie federalnym czy po prostu czytając gazety. Moglibyśmy, jako minimum, ułatwić polskim instytucjom lepsze rozeznanie i dostęp do systemu federalnego; gdzie nawet bez bezpośredniej pomocy finansowej ze strony Kanady, przez jakieś formy współpracy naukowo-technicznej z poszczególnymi ministerstwami czy instytucjami, przez dostęp do informacji, wyników badań, etc., Polska mogłaby wiele skorzystać. Jestem przekonany, że taka forma pomocy Polsce, nie wymagająca zbytniego nadwyrężenia kiesy federalnej, byłaby również do przyjęcia dla kanadyjskiej strony.

Tego typu działalność jest możliwa głównie w Ottawie i nasze rozeznanie w rządzie federalnym mogłoby być pewną pomocą w inicjowaniu kontaktów. Ale w tym celu należałoby liczyć się nieco na giełdzie politycznej z jednej strony, i mieć efektywny dostęp do polskiej ambasady z drugiej. Poza tym STP nie ma takich aspiracji (vide statut).

Dobro Kanady: piszę te słowa w dzień po wyborze Jean Chretien, w dwa dni po upadku Meach Lake Accord i w sam dzień St. Jean Baptiste. Wydarzenia te nastrajają do refleksji. Pociąg kanadyjski posuwa się w jakimś kierunku, może w kierunku niebezpiecznym, a my, Polacy, stoimy przy torze i nawet nie bardzo wiemy czy to nas wszystko powinno obchodzić czy nie. Nie jesteśmy zresztą wyjątkiem, bo chyba tylko Indianie, choć nieco poniewczasie, uznali, że czas dać znać o sobie. Inne mniejszości też siedzą cicho. I tak oto, obok nas, ale bez nas, English Canadians ułożą się z French Canadians, podzielą się tym i tak za krótkim kanadyjskim kocem, a nam po wsze czasy gołe nogi będą spod niego wystawały. Dlaczego brakuje naszego głosu w debacie? Dlaczego pozwalamy pasywnie anglo i frankofonom zniszczyć może ten kraj, który dla zdecydowanej większości spośród nas będzie ziemią gdzie złożymy nasze kości? Gdzie jest organizacja, która nas i nasze poglądy reprezentuje w tej sprawie?

Z pewnością żadna partia polityczna nie traktuje Polaków czy innych etników bardzo poważnie, mimo że jest nas kilka milionów. Czy Polish Canadians nie mogliby zainicjować dyskusji nad postawą, jaką powinni przyjąć członkowie mniejszości narodowych w kwestii konstytucji? Albo chociaż być w tej sprawie poinformowani? Są też inne kwestie polityczne. Choćby polityka imigracyjna - czy jest nam ona obojętna? Ona to przecież zdecyduje, jaki będzie ten kraj za lat 10 czy 20. Albo deficyt budżetowy rządu federalnego - on to zdecyduje, czy nasze emerytury będą warte więcej niż ten przysłowiowy funt kłaków za lat 10 czy 20. Czy nie powinniśmy zabrać głosu w tych sprawach?

Oczywiście nasze "inżynierskie" Koło takich aspiracji mieć nie może.

Dobro Polonii: w tej dziedzinie jest pewnie najwięcej do zrobienia. Przygniatająca większość polskich imigrantów przyjechała tu na imigrację lub później zdecydowała się zostać na stale. Tak jak w sprawie konstytucji, tak i w wielu innych sprawach, interesy Polonii wraz z interesami innych mniejszości idą na bok w wielkim "tug of war" między anglofońską i frankofońską Kanadą. Wśród wielu tego przykładów widać to wyraźnie np. w polityce kadrowej rządu federalnego. Faworyzowanie w niej jednego z "founding nations" odbywa się głównie kosztem "invisible minorities", takich jak my. Czy powinniśmy w takich sprawach zająć stanowisko, w imieniu własnym, naszych dzieci, czy innych, młodszych imigrantów? Myślę, że tak, ale Stowarzyszenie nie ma takich celów.

Więź kulturalna z tradycją polską: jest szereg akcji polonijnych, które cierpią z powodu bezwładu naszych organizacji. Do takich należy np. akcja budowy muzeum na Kaszubach. Ani Zarząd Główny, ani nasze Koło nie zdobyły się na poparcie tego projektu. Choć wydaje się teraz, że projekt ruszy mimo wszystko, jednak odbędzie się to z inicjatywy innej organizacji. A szkoda, bo jest to rzecz konkretna i trwała, projekt godny naszej właśnie grupy, która chlubi się posiadaniem budowniczych (inżynierów i architektów) w swoich szeregach.

Jest wiele innych projektów działalności, które byłyby warte zachodu, np. poparcie obchodów 200-lecia Konstytucji 3-go Maja, która przypada w przyszłym roku. O ile mi wiadomo, planów takich nie mamy, a jest już nawet trochę za późno na większą akcję. Może Kongres za nas to załatwi, ale to też nie jest pewne. Czy jest nasza wola, aby okazja taka przeszła bez wykorzystania jej dla celów propagandowych Polonii?

Co do kariery osobistej czy interesów materialnych nas i naszych dzieci, wspomniałem już, jako przykład, sprawę polityki kadrowej rządu, która, moim zdaniem, egzekwowana jest niezwykle tendencyjnie i cynicznie, co odbija się niekorzystnie na poszukujących pracy członkach mniejszości etnicznych. Należałoby ją zneutralizować.

Są i inne możliwości działania. Sprawa pomocy w znalezieniu pracy nowo-przyjezdnym, funkcjonująca jako tako, mogłaby być wzmocniona i usystematyzowana. W połączeniu z bardziej sprężystą organizacją mogłaby ona dawać znacznie lepsze rezultaty. Powstają, choć z rzadka, polskie biznesy w Ottawie. Każdy początek jest trudny i ryzykowny. Zawsze pomoc Polonii byłaby mile widziana, np. w dziedzinie reklamy. Czy nie powinniśmy jako organizacja służyć taką pomocą nowym firmom polskim?

Szereg lekarzy polskiego pochodzenia nie może uprawiać zawodu, bo rządy prowincjonalne nie chcą wyrazić zgody na ich rezydenturę. Ci, którzy uzyskali ten przywilej, musieli często zmienić specjalizację, bo tutejsze Medical Associations uznały, że pewne specjalizacje są zarezerwowane dla lekarzy wykształconych w Kanadzie. Jednocześnie trudno dostać się nieraz do specjalisty a nawet do lekarza ogólnego, trzeba czekać tygodniami czy miesiącami. I, o ironio, dzieje się to w imię troski o koszt "medicare"! Nie wiem jak większość Państwa zapatruje się na tę sprawę, ale ja uważam, że to granda i chętnie widziałbym jakąś dyskusję na ten temat.

Inna dziedzina, w której organizacja polonijna mogłyby działać z korzyścią dla naszej społeczności i dla nas osobiście, jest np. turystyka i obozy młodzieżowe, gdzie tax deductibility status naszej czy innej organizacji (np. parafii) mógłby być wykorzystany.

Wreszcie kwestia aspiracji zawodowych, moralnych, intelektualnych, politycznych czy prestiżowych: nasza organizacja, gdyby była więcej znacząca i aktywniejsza, mogłaby łatwiej zadowolić takie aspiracje ludzi w niej zaangażowanych. Mogłaby ona być trampoliną do kariery politycznej czy społecznej na wyższym szczeblu. Wreszcie, gdyby udało się nam urosnąć do odpowiednich rozmiarów i być w stanie zrekompensować przynajmniej koszty operacyjne naszych aktywistów, czuliby się oni zobowiązani do nawet większych wysiłków i systematycznej pracy niż to ma miejsce dziś, a w żadnym razie nie musieliby dokładać z własnej kieszeni do organizacji. Jest dla mnie rzeczą oczywistą, że dodałoby to naszej działalności dużo wigoru. A nie jest to możliwe przy budżecie paru tysięcy dolarów rocznie.

Co do aspiracji politycznych naszych członków, zawsze wydawało mi się, że istnieje realna możliwość wpływu na rozwój sytuacji politycznej w Kanadzie poprzez istniejące partie polityczne. Apatia w tych sprawach nie jest monopolem Polonii (choć my może bijemy jej rekordy). Większość Kanadyjczyków też ignoruje proces polityczny. Istnieje więc względna próżnia, którą można wypełnić stosunkowo małym wysiłkiem. Powinniśmy wziąć to pod uwagę jako narzędzie do osiągnięcia naszych celów, tak jak to robią French Canadians czy Jewish Canadians - wysiłkiem świadomym, czy English Canadians - siłą swej liczby.

Dlaczego nie ma u nas żadnego klubu politycznego, którego celem, oprócz dyskusji i informacji, byłoby trzymanie palca na pulsie liberalnym i konserwatywnym i zapewnienie, że nic bez nas, co nas dotyczy?

Poza tym, istnieje jeszcze ta niezrealizowana możliwość stworzenia czegoś w rodzaju stronnictwa politycznego niektórych mniejszości (takich, z którymi możemy mieć wspólne cele, jak np. Węgrzy czy Ukraińcy) i wzmocnienia w ten sposób ramienia dzwigni etnicznej.

Na zakończenie osobiste credo i krótkie podsumowanie.

Jesteśmy organizacją zbyt małą, nie reprezentujemy przekroju społeczności polonijnej, żyjemy na jej marginesie. Nasze cele są niejasne i nasza działalność nieistotna nawet dla nas samych. Mamy pewne aspiracje, ale ich realizacja nie może nastąpić poprzez nasze Koło czy nawet przez STP jako całość. Jednocześnie nie ma innej organizacji polonijnej, która spełniałaby nasze oczekiwania pod tym względem. Czas przekształcić się w coś bardziej istotnego, przestać się oszukiwać co do naszej działalności czy celów. Aby osiągnąć tę metamorfozę, trzeba rozpocząć dialog z innymi organizacjami, urosnąć w siłę kilkuset czy tysiąca członków. W ramach takiej większej organizacji znajdzie się miejsce na różne kluby, wśród nich klub inżynierów, oczywiście, gdzie działalność nasza obecna mogłaby być kontynuowana. Znajdzie się też jakaś siedziba, "stały adres" na brak którego cierpimy, wreszcie znajdą się może ludzie, którzy zechcą poświęcić czas takiej większej sprawie, a którzy nie dołączają do nas dzisiaj, bo nie warto.

Na pewno ominąłem tu masę różnych innych spraw, które mogłyby dać naszej organizacji "raison d'être", ale wydaje mi się, że pierwszym zadaniem moim i mojego partnera jest wysondowanie opinii Państwa w tej sprawie i następnie podsumowanie tych opinii w następnym artykule. Proszę więc o przekazanie zdania Państwa na temat STP i jego przyszłości. Jak powinno ono działać? Czy chcielibyście coś zmienić w naszej organizacji? Czy macie aspiracje, których STP nie zaspokaja, czy nie jest w stanie zaspokoić? Czy macie konkretne projekty reformy? Czy ściślejsza współpraca z innymi organizacjami, do połączenia się włącznie, wydaje się Wam właściwym celem taktycznym dla STP? Czy odstąpienie od "inżynierskiej czystości", poświeconej poszerzeniu szeregów, jest dla Was do przyjęcia? Czy należałoby pomyśleć o zmianie nazwy?

Ponieważ przyszła teraz moja kolej wyjazdu (wracam dopiero pod koniec sierpnia), piszcie Państwo do Stefana Grochowalskiego, który nie ponosi żadnej odpowiedzialności za powyższy tekst, ale będzie aktywnie uczestniczył w dalszych etapach sondażu.

Załączam pozdrowienia i życzenia pięknego lata (które ja spędzać będę nad Zambezi i Limpopo).

Z uszanowaniem,

Stanisław Zaborowski

Początek strony