Marii Knapik-Sztramko
Sukcesy jak z worka

31 stycznia br. jak donosi program New York Grand Opera a więc w najbardziej renomowanym miejscu na tym kontynencie bo w samej Carnegie Hall - wystąpi Maria Knapik jako sopran w roli głównej "Alziry" Verdiego pod batutą maestro - Vincenta La Selva!!!

Przytaczam parę dat z ostatniego okresu kalendarza Marii Knapik - Sztramko dla zobrazowania jakiej kategorii wydarzenie artystyczne macie Państwo przed sobą - czy to poprzez osobisty udział w spektaklu - czy chociażby poprzez prześledzenie tego wydarzenia w środkach masowego przekazu. Innymi słowy prezentuję jedną z naszych rodaczek, która swoimi osiągnięciami artystycznymi szczególnie na to zasługuje. Rozwiązując worek z sukcesami Marii - których wciąż przybywa - zaczynam od końca. 15 września 2002 w Warszawie zagrała główną partię "Hrabiny" Stanisława Moniuszki do libretta Włodzimierza Wolskiego w opracowaniu i reżyserii wielkiej Marii Fołtyn - niegdysiejszej najwspanialszej Halki w Polsce i również na świecie. W tej roli wystąpiła w Carnegie Hall w 1959 roku. Jako ciekawostkę dodam, że tą rolą debiutowała artystka w 1953 w Moskwie w spektaklu, który obejrzeć musiał sam Stalin. Potrzebne mu to było oczywiście do "przyjacielskiego" zniewolania naszego narodu. Teraz "Halki" nie sposób uświadczyć nawet w Warszawie - łatwiej już w Ottawie, ale o tym na deser. Obecnie "Hrabina" wystawiona została staraniem Marii Fołtyn - na scenie Studia Koncertowego Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego w Warszawie. Nie jest to Scena Narodowa - powie ktoś złośliwy ale nie będzie miał racji do końca, bo narodową jest ta właśnie - gdzie pokazywany jest ojciec polskiej sceny narodowej - a więc Moniuszko. W tym wypadku zresztą - sala wyszła na zdrowie zarówno artystce jak też i kompozytorowi, gdyż operę transmitowano również w II programie telewizji i programie II Polskiego Radia. Zasięg jej odbioru był w ten sposób bez porównania większy niż gdyby była w Narodowym. Poza tym sala ta jest najlepszą akustycznie salą w Europie i daje możliwość dokonywania nagrań. Moniuszko był dyskryminowany w tym zakresie do tego stopnia, że nagrań na rynku nie ma prawie wcale. Tak więc jak dobrze pójdzie to będziemy mogli przynajmniej "Hrabinę" słuchać do woli z polskich nagrań z korzyścią dla wszystkich, a nade wszystko dla polskiej kultury. Nie ulega wątpliwości, że obsada tej roli nie była przypadkowa. Oczywiście - musiał decydować tu warsztat ottawskiej artystki - biorąc pod uwagę, że pani reżyser jest chyba najbardziej wymagającą osobą na świecie, a już na pewno w zakresie uwielbianego przez siebie Moniuszki. Chwała Bogu - w ten sposób - sukcesu "Hrabiny" wystarczy teraz dla obydwu Marii. Rozgadałem się a tu sukcesów z worka nie ubyło wiele.

Jako następny od końca był występ w Central Park w Nowym Jorku 3 lipca 2002. Tam proszę Państwa tej publiczności było dużo mniej niż przy telewizorach w Polsce, ale i tak przecież dziesieć tysięcy. I znowu ten wspaniały Vincent La Selva - ulubieniec Nowego Jorku. Ceniony tam od 50 lat - powierza Marii rolę "Manon Lescaut" Pucciniego. Maestro nie mógł się pomylić. Wiedział. Oklaskiwali najbardziej serdecznie wykonywane przez nią partie. A potem na końcu już na stojąco - entuzjastyczny aplauz - została ich ulubienicą - gwiazdą Nowego Jorku.

Giacomo Puccini (1858 - 1924) włoski kompozytor epoki romantyzmu, jest rodakiem Vincenta La Selvy. Pani Maria również z Europy - swoją głębię czyli artystyczną duszę, a więc warunek konieczny do osiągnięcia takiego sukcesu, zdobyła jak sądzę - w obcowaniu z Moniuszką - który uosabia odmianę twórczości charakterystyczną dla romantyzmu patriotycznego. Ten nasz romantyzm narodowy - doświadczany w czasach rozbiorów i powstań - zawiera w sobie oprócz miłości - dramatyczne elementy heroizmu, lecz także i zdrady, upodlenia lecz również najgorętszej wiary - z której czerpano odżywczą nadzieję i siłę do przetrwania, do walki, do zwycięstwa. Zawiera więc polski romantyzm pierwiastki tworzywa artystycznego o niespotykanej gdzie indziej ekspresji i sile i one to właśnie - ukształtowały wnętrze artystyczne Marii - niezbędne do osiągania takiego wyrazu. Sukces zawdzięcza więc Maria niejako Moniuszce.

Pomimo mego mozolnego pisania - dalej ten worek Marii z sukcesami jest pełen i przestaję się już łudzić, że kiedykolwiek go opróżnię, ale przynajmniej trochę. Zaczerpuję oczywiście z wierzchu i oto 26 marca 2002 w Carnegie Hall również wystąpiła nasza gwiazda. W tym wypadku 3000 rozentuzjazmowanych widzów. Koncert odbył się dokładnie w 175 rocznicę śmierci Ludwika Van Bethowena. Poświęcony został ofiarom terroryzmu z dnia 11 września z nadzieją na zasklepienie - zranionego tym atakiem - serca humanizmu świata. Najważniejszym utworem koncertu była "IX symfonia Beethovena". Maria uniosła jej ciężar. Jako sopran wytrzymała niekończące się przez dwanaście taktów najwyższe A. Nie dała się pokonać 70 - osobowej orkiestrze, 200 - osobowemu chórowi, silnemu tenorowi Perretta, barytonowi Martina... Jedynie Elsa Larsson jako mezzosopran trochę tam pomagała naszej wspaniałej Marii. "IX symfonia" przeniosła ją przez najwyższy szczebel kariery. Ta scena gościła kiedyś Paderewskiego i ona rozpoczęła jego gigantyczny sukces. Maria Knapik oklaskiwana była owacyjnie tak samo jak kiedyś Maria Fołtyn w "Halce". Po tym wyczynie La Scala - dla naszej gwiazdy ottawskiej - nie jest już myślę wyłącznie marzeniem.

"IX symfonia" - skomponowana przez Beethovena do słów "Hymnu do wolności" Schillera - została oficjalnie uznana jako hymn Wspólnoty Europejskiej. Jego refren brzmi: Uściśnijmy się miliony! /Pocałunek całej ziemi! /Musi nad gwiazdami temi /Ojciec mieszkać upragniony. Ten fragment - śpiewany przez chór jest najważniejszym w IX Symfonii - stanowi jego credo, a więc powinien tę Europę określać duchowo. Niechaj więc to uściśnięcie się nasze przebiega zgodnie z prawidłami Ojca upragnionego - nad gwiazdami temi. Pomni przy tym niedawnego wyzwolenia z ogrodów śmierci komunizmu - urządzajmy je teraz w ten sposób - aby nie być podległym na nowo prawu wyrywania "chwastów".

Proszę wybaczyć, że sięgnąłem spoza worka - za to teraz - żeby za dużo już nie nudzić zaczerpnę dla odmiany z dna samego. Oto widzimy jak Maria - no powiedzmy Marysia raczej - śpiewa i muzykuje razem z siostrami w ośmioosobowym zespole sióstr Knapik. Ośmioosobowy zespól śpiewających sióstr to ewenement na miarę światową. Zjeździły zatem siostry kawał świata - rozsławiając Polskę - najbardziej tę krakowską skąd pochodziły. Z tego zespołu Maria została porwana za wodę lecz zespół dalej występuje. Pamiętam taki koncert w Ottawie - co prawda w niepełnym składzie ale za to w szlachetnej incjatywie - ratowania polskich dzieci na Wschodzie. W koncertach charytatywnych moża spotkać Marię często. Bywa tam zatem i Moniuszko. Ba - Moniuszkę śpiewają w Ottawie już nawet kanadyjscy artyści - czesto nawet po polsku - specjalnie dla emigrantów. Pisałem o tym nieraz. Nie będę więc tematu rozwijać. Chciałbym natomiast wspomnieć o jednym jeszcze koncercie - jednym wprawdzie z wielu, ale tym - który utkwił mi szczególnie w pamięci. Było to w katedrze przy ulicy Sparks w Ottawie 10 marca 2002. Brawa gwałtowne jak tętent rumaków przewalały się tam huraganami. Publiczność wypełniająca całą świątynię była życzliwa, lecz również wymagająca... Karmiona duchowo Verdim, Bachem, Vivaldim, Beethovenem, Weberem - doznawała coraz większego wyzwolenia lecz dała się również podbijać. Kulminacyjny punkt jednak w którym pani Maria otworzyła ostatnie serce wśród publiczności, nastąpił w czasie sceny końcowej z "Halki". Od tego momentu w jej śpiewaniu zakochani byli bez wyjątku wszyscy. Dalsze losy koncertu były przesądzone - nie przebiegały bowiem w materialnej sferze.

Tak była przyjmowana Halka Moniuszki w Ottawie - nigdy tu wcześniej nie promowana. Myśle, że tamto wydarzenie było przełomowym momentem w życiu artystycznym Marii - ale wiem, że rozpoczęło się ono trochę wcześniej. Myślę, że nastąpiło to wtedy kiedy występujące tam chórzystki narzuciły na ramiona chusty góralskie, a chórzyści przywdzieli haftowane serdaki. Wtedy to się stało...

Wojciech Kozłowski

Początek strony