Polskie Boże Narodzenie

Gdzieś w Ziemi Krakowskiej w wieczór Św. Szczepana (26 grudnia) przychodzą do włościańskiej chaty kolędnicy serdecznie witani przez Gospodarzy. Odświętnie przybrana izba zaludnia się śpiewającą i barwną grupą. Są w niej: Święta Rodzina, Aniołowie, Gwiazdor, Pasterze z Turoniem, Trzej Królowie, Król Herod z Hetmanem i Strażnikami, Herodowa, Śmierć i Diabły. Kolędnicy odgrywają dla Gospodarzy opowieść o Bożym Narodzeniu - Jasełka.

Jasełka - których pierwsze polskie zanotowane teksty pochodzą z XVI w. miały zawsze niezmierne powodzenie u publiczności. Stały się teatrem, w którym łączyły się sprawy boskie z ziemskimi, niekiedy rubasznymi. Stąd w XVIII w. zakazano grywania jasełek w kościołach. Zatem przeniosły się one do dworskich sieni, wiejskich chałup, zaległy place i miejskie podwórka. Niekiedy grywane były w przenośnej szopce kukiełkowej, która osiągnęła swoisty styl i mistrzostwo w "Szopce Krakowskiej". Po ludowe i staropolskie teksty jasełkowe sięgali najwięksi mistrzowie polskiej sceny jak Leon Schiller, Wilam Horzyca, Juliusz Osterwa.

Sięgnęła też po te teksty pani Maria Berwid-Gawalewicz by w wieczór Trzech Króli roku 2001 wyczarować nam Polskie Boże Narodzenie, a 8 grudnia roku 2002 jeszcze wzbogacone powtórzyć w Domu Polskim SPK - Koło nr 8.

Kolędnicy

Widowisko było szopkowo-jasełkowym przedstawieniem Klubu Teatralnego z Ottawy im. Jadwigi Domańskiej i zadedykowane zostało niegdysiejszej twórczyni tego teatru, której imieniem Teatr właśnie żyje. Warto wspomnieć, że zwyczaj wystawiania jasełek przez Teatr w Ottawie został już wznowiony w węższym zakresie w ratuszu miasta Hull właśnie przez panią Marię Berwid-Gawalewicz, która była również reżyserem tamtego przedstawienia. Zbiegło się ono wówczas z obchodami wielkiego Milenium narodzenia maluśkiego lecz zarazem największego Pana. Jakże musiał być wielkim, skoro tradycja bożonarodzeniowa wciąż tak ogromna. Pozwolę sobie przypomnieć co wówczas donosiła Gazeta na ten temat: Pejzaż zimowy - ogromny jak scena - samego mistrza Andrzejewskiego - tworzył klimat zadumy świątecznej. Chaty i kościółek w stylu wyraźnie słowiańskim zwiastowały przeżycia szczególnie nam bliskie. Słońce zachodzące - jako pewnego rodzaju novum bożonarodzeniowe - symbolizowało tutaj mijające tysiąclecie, lecz było też zwykłym procesem wygaszania nieba przed rozbłyśnięciem gwiazdy betlejemskiej...

Widowiska jasełkowe należą do najpiękniejszych reliktów rodzimej kultury. Jesteśmy więc radzi, że znalazły się powtórnie w repertuarze naszego teatru. Myślę, że tak jak nieprzypadkowo dzieciątko zrodziło się w ubogiej szopie, tak nie przypadkiem ludowe zapisy literackie tego misterium są najwspanialszą formą jego adoracji. Znaleźć w nich można wartości głębsze od materialnych - bogactwem ducha - będące szczególnie w dzisiejszych czasach wymowne.

"Boże Narodzenie" pani Maria przywiozła nam z Polski. Szperała tam w archiwach, księgach pożółkłych i zapiskach etnografów. Szczególnie przydatna zamiarom okazała się "Szopka krakowska" i "Pastorałka" Leona Schillera. Z takich właśnie rodzimych skarbów z wykorzystaniem polskich kolęd, pastorałek i tekstów ludowych - stworzyła nam "Polskie Boże Narodzenie". Była jego reżyserem lecz również i twórcą scenariusza. Powstało w ten sposób widowisko niezmiernie bogate w środki przekazu lecz przy tym też spójne, artystycznie subtelne, plastycznie - barwne, uczuciowo - głębokie. Słowno - muzyczne spoiwo akcji tworzyło nastrój podniosły, świątecznie wesoły, obrzędowo polski - jakim było niegdyś kolędowanie z gwiazdą.

Dekoracje przygotowane przez pana Romana Wodejkę - mówiły same za siebie. Kostiumy uszyły, a właściwie wypieściły z atłasowych materii i kosztownych złotek - Irena Beker - Borowska z Marią Berwid - Gawalewicz i Marią Podsadowską, a w przypadku Śmierci - Iwona Buziak. Nagłośnienie oraz specjalne efekty akustyczne były dziełem pani Elżbiety Nowickiej - Kielar. Oświetleniem zajmowała się pani Danuta Skąpska. Kwiaty do pająka wykonała Justyna Kąkol z Milówki. Na akordeonie przygrywał wesoło Adam Kamiński. Gwiazdą kręcił gwiazdor nad gwiazdorami pan Stanisław Kielar, który też prowadził konferansjerkę lecz najwięcej śpiewał - wyręczając w tym śpiewaniu nawet i osła i woła.

W premierze przedstawienia wzięło udział aż trzydziestu trzech aktorów. W następnym roku czterdziestu czterech. Poczynając od kolędnicy pani Ireny Baker - Borowskiej, która również wcielała się w diabła, a kończąc na aniele IV, lub jak kto woli córce gospodyni Oliwii Wiśniewskiej. W czasie widowiska przekonaliśmy się, że talenty aktorskie występują nierzadko obficie w tej samej rodzinie i tak oprócz Oliwii wystąpił jej brat Maciek - najpierw jako syn gospodyni, a później już wcielony w diabła II. W innym przypadku wystąpiła Maria Podsadowska z synem Marcelem jako aniołem. Z kolei Joasi Cieślukowskiej - córce gospodyni albo anielicy I, towarzyszył ojciec Stanisław jako król Baltazar. Aż wreszcie najwspanialsza para małżeńska na scenie - pani Maria Berwid Gawalewicz - reżyser, scenarzysta i aktor zarazem - śpiewająca kolędnica i jej znakomity mąż jako kolędnik, pasterz czy późniejszy rabin - szczególnie życzliwie i entuzjastycznie odbierany przez publiczność. Postać żydowska jest właściwie obowiązkowa w jasełkach jako, że stanowi jedyny kontrapunkt w pastuszkowych kwestiach narodzenia Pana. Pan Witold błysnął również zdolnościami plastycznymi wykonując ludowe maski gadających zwierząt.

Talenty aktorskie były na scenie ogromne. Wszystkie role zagrano z największym wdziękiem i aktorskim kunsztem. Grażyna Ozorowska we wcieleniu najwspanialszym - Matki Boskiej - wzbudziła zachwyt usypiając dzieciąteczko śpiewaniem: "Lili lili laj...". Ten występ solowy publiczność odebrała bardzo entuzjastycznie. Trudno jest rozstrzygnąć czy to śpiewanie było bardziej matczyne czy może bardziej anielskie. Kolędę: "Oj maluśki, maluśki, maluśki..." w duecie prawdziwie góralskim z Andrzejem Niedzielą zaśpiewała przepięknie pani reżyser. Nie chodziło w tym przypadku jednak o usypianie dzieciątka lecz o obudzenie w nas miłości do niego największej. Gospodynią całą gębą była Stefania Baraniak - wszystkie dzieci jak przystoi - obdarowała ciastem i kiełbasą; Gospodarz - a jakże - Krzysztof Kościk; Parobek - niekiepski - Janusz Koperczak; Turoń - nie podły całkiem i Hetman - Sergiusz Foyer. Pasterzy dobroci - była zgraja; aniołów - chmara; kolędników, królów i diabłów - niemiara. Nie sposób wszystkich docenić i wspomnieć. Ważną rolą - szczególnie "politycznie" - wręcz zawsze aktualną w jasełkach - jest Herod. Był nim doskonały Marcin Kraszewski. Strażnikami królewskimi - Maciej Kępka i Janusz Koperczak. Świętym Józefem - Bronisław Rudak. Tragiczną Herodowę zagrała Teresa Mardyła. Największą jednak niespodzianką - jeśli tak można powiedzieć, bo wpędziła nas niemal do grobu - była jako śmierć, niegdysiejsza z "Gazety" - Jolanta Szaniawska. Ta rola miała też jakieś swoiste przesłanie związane z niedawnymi wypadkami w Nowym Jorku i globalistyczną wojną. Właśnie w kontekście obrazu współczesnego świata w którym jest coraz mniej czasu i miejsca dla miłości - śmierć musi zbierać niezwyczajne żniwa. Zarówno z pokłosia terrorystycznego jak też i terroru. Śmierć poza tym jako nie dająca się korumpować nawet dzisiaj - nieprzekupna - pełni również "szlachetną rolę" wyrównywania rachunków.

Pani Maria Gawalewicz odniosła przeogromny sukces. Był nim nie tylko ten artystyczny lecz również pasja wspaniała - czerpania skarbów z rodzimej kultury. Tą pasją zaraziła najpierw pani Maria osoby teatralnej trupy. Oni z kolei porazili nią swoje rodziny, a na końcu wszyscy już rodacy rozkochali się w kulturze polskiej stajenki - biednej ale jakże znakomitej - jakże inspirującej bez końca.

Klub teatralny wprowadził w Ottawie zwyczaj polskiego kolędowania z gwiazdą. Zaczął w zeszłym roku od polskich kombatantów. Robił też dobrą robotę w ambasadzie polskiej na opłatku z uczniami szkół polskich. W bieżącym roku jego plany są jeszcze bardziej ambitne. Wybiera się wkrótce do Montrealu. Ma już za sobą Świąteczny Koncert z dnia 20 grudnia, gdzie reprezentował nas w Stowarzyszeniu Przyjaciół Kultur Słowiańskich - pod auspicjami merostwa miasta Hull w Sali teatralnej Jean-Despre'g w kompleksie samego ratusza. W występach uczestniczyli artyści serbscy i bułgarscy. Można więc to wystawienie porównać do wspaniałej wigilii słowiańskiej w której artystyczne potrawy wokalno - muzyczne były nader wykwintne - duchowo niepostne - właśnie wręcz ożywcze. Odegrane tam fragmenty misterium bożonarodzeniowego w miejscu tak dostojnym sprawiły, że stajenka licha wywołała uczucia szczególnego zakłopotania, lecz przy tym sprawiła, że boskie dzieciątko stało się jeszcze bardziej człowieczym. Uczy więc stajenka, że w życiu są wartości większe od materialnych i można być najbiedniejszym a zarazem najwspanialszym Panem... Kiedyś nasz Ojciec Święty wyraził się jakoś tak o artystach, że są oni najlepszymi interpretatorami boskiej tajemnicy. Ośmielam się przeto prosić: Podnieś rączkę boże dziecię, błogosław aktorom swoim z teatru ottawskiego, a błogosław też Polonii i Polsce i Światu na ten Nowy Rok.

Wojciech Kozłowski

30 grudnia 2002

Uwaga: wprowadzenie zacytowałem na podstawie Marii Berwid-Gawalewicz z teatralnego programu.

Początek strony