![]() |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
BIULETYN - PAŹDZIERNIK 2004SPIS TREŚCI | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||
WALNY ZJAZD STOWARZYSZENIA INŻYNIERÓW POLSKICH W KANADZIEDATA: 6 listopada 2004 r. |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
MOBILNOŚĆ I TRADYCJAKonieczność zmian życia społecznego nie oznacza zakwestionowania fundamentalnego porządku wartości Czy można uniezależnić sposób istnienia społeczeństwa od postępu technologicznego, czyli od form i warunków pracy? Czy można zatrzymać ów postęp w imię zachowania tradycyjnych modeli życia i zakorzenionych w nich wartości? Na pytania takie odpowiedź jest jedna. Nie jest to możliwe, a każda próba narzucenia siłą tradycyjnego ładu obróciłaby się w swoje przeciwieństwo, albowiem musiałaby prowadzić do zaprzeczenia wartości, w obronie których konserwatyści chcieliby wystąpić. Pytania te są właściwą konkluzją niezwykle interesującego artykułu Piotra Skwiecińskiego "Tradycjonaliści na szlaku nomadów" ("Rzeczpospolita" z 10 sierpnia). Natomiast wnioski autor wydaje się wyciągać odwrotne. Pokazując nie bez racji niebezpieczeństwa związane z wymogiem mobilności, który jest efektem dynamicznych zmian rynku pracy, Skwieciński przyjmuje, że należy odrzucić imperatywy rynku, czyli konsekwencje modernizacji i za wszelką cenę trwać (jak można domyślić się przy pomocy państwa) w tradycyjnych strukturach społecznych. Rozwiązanie to jest niebezpieczną utopią. Nie znaczy to, że musimy pogodzić się z negatywnymi konsekwencjami postępu technologicznego i wywołanych nim zmian warunków życia. Również przyjmując ich nieuchronność można dochowywać wierności wartościom i zachowywać tradycyjne cnoty, chociaż w nowych warunkach będą się one przejawiały nie do końca w tych samych formach. Czy jesteśmy skazani na postęp techniczny? Człowiek dąży do zwiększenia swoich możliwości. Postęp techniczny służy podbojowi świata. Nie tylko poprawia warunki życia i czyni je przyjaznymi, nie tylko redukuje uzależnienie od otaczającej przyrody, ale uwalnia w człowieku twórcze możliwości i pozwala realizować coraz ambitniejsze projekty. Biblioteki napisano już o niebezpieczeństwach związanych z cywilizacją techniczną, z jej wyobcowaniem, polegającym na tym, że środki do działania stają się celami, z pychą, obudzoną kolejnymi osiągnięciami, a prowadzącą do samozniszczenia. Rozumni krytycy współczesności nie postulowali jednak ograniczenia poznawczej i twórczej działalności człowieka. Wskazywali tylko na potrzebę pogodzenia jej z tradycyjnymi formami życia i fundamentalnymi zasadami określającymi ludzki porządek wartości. Współczesny konserwatyzm, który datowany zwykle bywa od "Rozważań na temat rewolucji we Francji" Edmunda Burke'a z końca osiemnastego wieku, próbuje pogodzić pierwiastek zmiany z potrzebą ciągłości i zachowania tego, co najważniejsze. Istniał także radykalny konserwatyzm nazywany niekiedy w sposób uzasadniony reakcjonizmem, którego klasykami byli porewolucyjni reakcjoniści francuscy, tacy jak de Maistre i de Bonald i który nawoływał do odbudowy minionych porządków w ich integralnej formie, choć w rzeczywistości odwoływał się raczej do mitycznego o nich wyobrażenia. Jednak ten radykalny, "rewolucyjny" konserwatyzm pozostał ruchem marginalnym, który nie potrafił przedstawić żadnej koncepcji odpowiadającej wyzwaniom współczesności. Problem polega bowiem na tym, że zmiana wpisana jest w naszą zachodnią, judeochrześcijańską kulturę. To w Biblii pierwszy raz spotykamy się z koncepcją czasu linearnego, który biegnie od jednoznacznie określonego początku w kierunku konkretnego celu. Inne kultury poruszają się po ustalonych i niezmiennych torach wyznaczanych przez czas cykliczny odtwarzający święty ład. To w Biblii Bóg daje człowiekowi ziemię i wszystko, co na niej zamieszkuje, i pozwala użytkować ją dla swoich celów. Daje mu wolność. W innych kulturach działania ludzkie skrępowane są przez dany raz na zawsze ład otaczającego go świata, który człowiek może tylko odtwarzać, porządek wynikający z sakralizacji natury. Dwudziestowieczni antropologowie (i przedstawiciele kontrkultury) zachwycali się cywilizacją australijskich Aborygenów, która była tak doskonała, że nie zmieniła się od dziesiątków tysięcy lat i pozostała na etapie kamienia. Mało jest jednak prawdopodobne, aby sami Aborygeni chcieli do niej powrócić, nie mówiąc już o innych. Można słusznie zauważać, że zatraciliśmy kontemplacyjny stosunek do świata bardziej obecny np. w kulturach Wschodu, ale nie możemy zanegować, że to my wygraliśmy konkurencję z nimi, a ich przedstawiciele wcale nie chcą wracać do swoich tradycyjnych postaw, które naprawdę funkcjonowały tylko w wąskiej elicie. Można z uzasadnieniem narzekać, że postęp niszczy środowisko naturalne, ale odbudować może je jedynie postęp właśnie, a nie jego ograniczenie, postulowane (niekonsekwentnie) przez partie zielonych i dominujący nurt zabarwionych ideologicznie ekologów. Można z niepokojem obserwować negatywne konsekwencje współczesnej dynamiki gospodarczej, ale nie zaradzi im europejska stagnacja państwa opiekuńczego, w którym zjawiska te występują ze zdwojoną siłą. Uniknąć konsekwencji Przyjęcie za naturalne i nieuniknione procesu postępu technologicznego, który w warunkach wolności prowadził będzie do zmian form pracy, nie oznacza, że nie należy dostrzegać związanego z tym ryzyka. Trzeba przyjąć, że fundamentalnym elementem kondycji człowieka jest ryzyko właśnie, a rozsądek podpowiada jedynie, jak można je ograniczać ze świadomością, że wyeliminować go nie sposób. W rzeczywistości niezwykle szybkich zmian, które stały się naszą codziennością, należy jak najtroskliwiej pielęgnować tradycyjne cnoty i wartości. Innymi słowy: każdy rozumny człowiek współcześnie musi być konserwatystą. W ciągu ostatnich stu lat warunki życia człowieka zmieniły się całkowicie, a człowiek pozostał taki sam od wielu tysięcy lat. Sytuacja ta stwarza fundamentalny konflikt egzystencjalny, a jego przejawy widzimy dziś zarówno w rozwiniętych społeczeństwach postindustrialnych, jak i w dużo biedniejszych i bardziej tradycyjnych, choć próbujących się modernizować. Jego efektem jest zanik norm i zasad wyznaczających ład zbiorowy, czyli tak zwany kapitał społeczny, który pozwala zachować spoistość zbiorowościom ludzkim. Konsekwencje tego są zabójcze dla wspólnoty i katastrofalne dla indywiduów, które ją utraciły, a więc zatraciły poczucie elementarnego bezpieczeństwa. Trzeba mieć rzeczywiście mało rozsądku i wyobraźni, aby dziś domagać się jeszcze intensyfikacji przemian społecznych, które mają jakoby wyemancypować człowieka z jego tradycyjnych kulturowych, a nawet biologicznych uwarunkowań w kierunku... właściwie to nie wiadomo czego, w każdym razie z pewnością czegoś bardzo dobrego, kolejnej wersji nadczłowieka czy człowieka nowego. Pretensjonalne egzaltacje statusem nomada czy turysty, który jakoby ma stać się zwieńczeniem kondycji człowieka ponowoczesnego, są niemądre i niebezpieczne. Znani nam nomadzi funkcjonowali w grupach, w których uzależnienie jednostki od wspólnoty było rygorystyczne. Arystoteles zauważył, że samotnie istnieć może tylko Bóg lub zwierzę. Figura postmodernistycznego, samotnego nomada, którego nic nie łączy nie tylko z miejscem, ale i jakąkolwiek zbiorowością, żyjącego więc poza wszelką etyką i jakimikolwiek lojalnościami, a w konsekwencji również poza kulturą, przybliża go do tego drugiego gatunku, zresztą o ile zwierzęcość człowiekowi osiągnąć jest wyjątkowo łatwo, to z boskością jest na odwrót. Eksperymenty kontrkultury z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych pokazały swoje opłakane konsekwencje, a ofiarami ich padli zarówno biedni eksperymentatorzy, którzy nie wycofali się na czas, jak i wiele fundamentalnych instytucji społecznych: rodzina, szkoła, wymiar sprawiedliwości itd., a konsekwencje ich ponosimy do dziś. Czy jednak sama świadomość zagrożenia wystarcza i jakie są możliwości obrony przed niebezpieczeństwami, które niesie ze sobą świat gwałtownych zmian? Rozpad i odbudowa Francis Fukuyama w "Wielkim wstrząsie" pokazuje, jak odbudowuje się kapitał społeczny we współczesnych Stanach Zjednoczonych. Po okresie niebezpiecznego kryzysu, który nastąpił zwłaszcza w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych minionego wieku współcześnie można obserwować nawrót tradycyjnych wartości i postaw. Autor "Końca historii" dowodzi, że nieomal analogiczną sytuację mogliśmy obserwować w dziewiętnastym wieku. Rewolucja przemysłowa była wielkim wstrząsem, który naruszył tradycyjne struktury społeczne i m.in. doprowadził do wielkiej migracji ze wsi do miast. Wiązało się to z wszelkimi negatywnymi zjawiskami, jakie niosą za sobą tego typu procesy (rozpad rodzin, wzrost przestępczości, alkoholizm), a więc załamaniem się tradycyjnych norm tworzących kapitał społeczny. Rygoryzm moralności wiktoriańskiej (tak wyśmiewanej przez licznych postępowców) był właśnie reakcją na ten kryzys i to reakcją zwycięską. Fukuyama uważa za Arystotelesem, i demonstruje to na licznych przykładach, że człowiek z natury jest istotą społeczną. To znaczy, że jeśli mu w tym nie przeszkadzać, w warunkach wolności dążył będzie do tworzenia wspólnot rządzących się w miarę precyzyjnymi etycznymi zasadami. Można kontynuować, że fundamentalnym czynnikiem odbudowującym kapitał społeczny jest praca. Amerykański model wolnej konkurencji narzuca rygorystyczne podejście do pracy. To ten model wykpiwany przez mędrków (i legion ich naśladowców) jako "wyścig szczurów" i diagnozowany jako choroba ("pracoholizm") generuje dyscyplinę przekładającą się potem na całość życia społecznego i warunkuje niezbędne współdziałanie między pracownikami, które staje się wzorcem dla wszelkich zachowań społecznych. Ten model potrafi twórczo użytkować niezbędną człowiekowi ambicję i chęć rywalizacji. Oczywiście, jak zawsze, również w tym wypadku pozytywne postawy mogą prowadzić do skrajności, stając się swoim zaprzeczeniem. Nie umniejsza to jednak w niczym ich wartości. Skwieciński pisze, że w Stanach Zjednoczonych wielopokoleniowa rodzina jest rzadsza niż w Europie. Być może tak jest, ale warto przyjrzeć się kondycji owych rodzin. Zachodnioeuropejska rodzina Kiepskich od pokoleń żyjąca na zasiłku i reprodukująca pasożytnicze obyczaje, nie musi być godna naśladowania. Państwo, które broni i utrzymuje nierentowne profesje i zbiorowości odmawiających wysiłku i ryzyka podjęcia nowych wyzwań, nie tyle broni tradycyjnych modeli życia, ile kreuje ubezwłasnowolniony, a roszczeniowy plebs. W Polsce i gdzie indziej Również w Polsce w wielu wypadkach owe wielopokoleniowe rodziny nie są wcale wcieleniem tradycyjnych cnót. Łączy je wyłącznie gnuśność i brak odwagi. Odmowa podjęcia ryzyka poszukiwania pracy nie wynika w większości z uznania wartości tradycyjnego modelu życia, ale z lęku przed nieznanym. Można przyjąć, że są to dwie strony tego samego zjawiska, ale warto przyjrzeć się, co w danym momencie decyduje. Trudno lękliwość podnosić do rangi cnót. Można nachylać się ze współczuciem nad poszczególnymi wypadkami, natomiast uznawanie racji takich postaw jest zasadniczym nieporozumieniem. Przykład amerykański pokazuje, że mobilność nie musi prowadzić do kryzysu rodziny ani wspólnoty sąsiedzkiej. Jest uderzające w USA, jak natychmiastowo nowy przybysz wchodzi w struktury sąsiedzkie i angażuje się w rozmaite wspólne przedsięwzięcia. I być może to jest pozytywna perspektywa współczesnego, mobilnego społeczeństwa. Łączy się w niej przywiązanie do tradycyjnych wspólnotowych wartości (w tym również rodzinnych) i otwartość na nowe wyzwania. Globalne, cywilizacyjne wstrząsy w Polsce zwielokrotnione są przez konieczność gruntownej przebudowy komunistycznego dziedzictwa. Wymaga to wysiłku i podjęcia śmiałych przedsięwzięć. Alternatywą tego jest stagnacja i utrwalenie się patologii, które w innym wypadku można by dużo prędzej przezwyciężyć. Przyjęcie, że tradycyjne wyznaczające godność ludzkiego istnienia wartości wiązać się mogą z wyłącznie z tradycyjnym, archaicznym modelem życia, oznaczałoby ogłoszenie klęski. Na szczęście nie jest to prawda. Warunki życia zmieniają się radykalnie, a człowiek pozostaje w swoim fundamentalnym psychofizycznym wymiarze identyczny ze swoim przodkiem sprzed tysięcy lat. Przez ten czas wielokrotnie zmieniały się modele życia społecznego, zmieniały się formy manifestowania religijności i możliwości, jakimi człowiek dysponował. A jednak w nowych kostiumach odnajdujemy te same wcielenia fundamentalnych ludzkich postaw, w odmiennych okolicznościach inaczej realizują się tradycyjne ludzkie cnoty. Ich obroną nie jest kurczowe trzymanie się nieadekwatnych do nowych warunków form życia społecznego ani tym bardziej sztuczna ich hodowla. Przykład amerykański pokazuje, że można połączyć dynamizm i kult twórczej innowacji z przywiązaniem do najbardziej tradycyjnych wartości. A wewnętrzne zagrożenia? Oczywiście, że istnieją, tak jak istnieją w każdym przejawie ludzkiego życia. BRONISŁAW WILDSTEIN |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
NAPRAWIANIE NATURYPierwsze eksperymenty z kończynami sterowanymi impulsami ludzkiego mózgu Jak ułatwić niepełnosprawnym wykonywanie prostych czynności? Wystarczy pomyśleć - odpowiadają amerykańscy naukowcy, którzy dokładnie zidentyfikowali neurony odpowiedzialne w mózgu człowieka za ruchy rąk. Dzięki ich odkryciu możliwe będzie skonstruowanie mechanicznych kończyn sterowanych wyłącznie siłą woli. Próby wykorzystania mechanizmów sterowanych samymi tylko impulsami mózgu trwają już od kilku lat. Najbardziej oczywistym zastosowaniem takiej technologii są urządzenia mające usamodzielnić osoby o dużym stopniu niepełnosprawności. Po eksperymentach na zwierzętach okazało się, że małpy ze wszczepionymi do mózgu elektrodami mogą poruszać mechanicznym ramieniem prawie tak, jakby była to ich własna łapa. Elektrody wszczepiono do wybranych części kory ruchowej, rejestrowały one aktywność elektryczną mózgu towarzyszącą podnoszeniu ręki. Za pomocą komputera wyłowiono te sygnały, a następnie korzystając z nich manipulowano sztucznym ramieniem. - Dokonana przez nas analiza sygnałów wykazała, że zwierzę nauczyło się traktować sztuczne ramię jak własne, żywe - mówił o swoim eksperymencie dr Miguel Nicolelis, neurolog z Centrum Medycznego Duke University. Gry na stole Teraz ten sam naukowiec zaprezentował pierwsze wyniki badań na ludziach. Do eksperymentu wybrano pacjentów cierpiących na chorobę Parkinsona, którym lekarze postanowili wszczepić do mózgu stymulatory powodujące złagodzenie oznak choroby. Zespół neurologów skorzystał z okazji - w czasie każdej z 11 operacji wszczepienia stymulatorów naukowcy dostali "pięć minut" na przeprowadzenie testów. Pacjentom - świadomym i przytomnym - implantowano zestaw 32 elektrod. Następnie operowani przez kilka chwil bawili się... grą wideo. W tym czasie komputer analizował impulsy w mózgu związane z ruchami rąk - celem było odnalezienie neuronów, które aktywują się, gdy ktoś świadomie myśli o wykonaniu ruchu. To właśnie one mogą sterować mechanicznymi ramionami poruszanymi "potęgą myśli". Amerykański zespół opracował również bezprzewodowy model elektrod - doskonale nadający się do wszczepienia ludziom. Wykorzystywane w pierwszych eksperymentach zwierzęta miały bowiem implantowane elektrody z przewodami łączącymi je z komputerem. Prace dr Nicolelisa sponsorowane są przez amerykańską wojskową agencję zaawansowanych projektów badawczych DARPA. Prawdopodobnie technika ta znajdzie zastosowanie w wojskowych urządzeniach - np. samolotach. Wyniki badań naukowców z Duke University ukażą się w piśmie "Neurosurgery". Zdalne sterowanie Podobne rozwiązanie może być wykorzystane do kierowania np. wózkami inwalidzkimi osób sparaliżowanych - uważa dr David Turner - jeden z członków zespołu Centrum Medycznego Duke University. Oprócz sterowanych myślą wózków i kończyn dr Turner pracuje również nad klawiaturą, na której można by pisać nie używając rąk, a jedynie myśląc o naciśnięciu klawisza. Eksperymenty polegające na sterowaniu myślą np. kursorem na ekranie komputera są prowadzone również w Europie. W szwajcarskim Dalle Molle Institute for Perceptual Artificial Intelligence dzięki elektrodom umieszczonym na głowie ludzie mogą zdalnie sterować wózkiem jeżdżącym w labiryncie. Jednym z najnowszych pomysłów - informuje o nim BBC - jest gra komputerowa, w której bohaterem kieruje się wykorzystując fale mózgowe. W wyprodukowanej przez MIT Media Lab Europe oraz University College Dublin grze Mind Balance używa się specjalnego "hełmu" nakładanego na głowę. Oko kamery Prace nad technologiami mającymi ułatwić życie niepełnosprawnym nie kończą się na likwidowaniu ograniczeń ruchowych. Prototypowy system mający pomóc niewidomym opracowali naukowcy z Wright State College of Engineering and Computer Science oraz Arizona State University pod kierunkiem Nikolaosa Bourbakisa. System Tyflos (Ślepiec) składa się z zainstalowanej przy okularach miniaturowej kamery przesyłającej dane do laptopa. Komputer interpretuje dane i zamienia je w dźwięki. Jak twierdzi Bourbakis, Tyflos pozwala poruszać się w nieznanym otoczeniu, a nawet rozpoznawać ludzi. - To wspaniałe uczucie dla osób niewidomych móc po raz pierwszy samemu rozpocząć rozmowę - od np. "cześć John" - zamiast czekać, aż ktoś podejdzie i zacznie mówić - tłumaczy Bourbakis. Całkowicie sztuczne oko skonstruowali natomiast specjaliści z firmy Dobelle Institute. Zbudowane jest ono z kamery i elektrod przekazujących impulsy elektryczne bezpośrednio do mózgu. Protezę taką otrzymał niewidzący pacjent, który po kilku miesiącach po operacji mógł samodzielnie nawet prowadzić i parkować samochód. Szansą dla osób z najczęściej występującymi uszkodzeniami wzroku - zwyrodnieniem plamki żółtej i barwnikowym zwyrodnieniem siatkówki - jest wszczepienie tzw. sztucznej siatkówki. Została ona opracowana przez dr Alana Chow i firmę Optibionics. Układ przetwarzający dane jest mniejszy od łepka od szpilki i ma grubość kartki papieru. Implanty wszczepiono kilku pacjentom, u wszystkich zanotowano poprawę widzenia. Jeszcze lepsze rezultaty lekarze osiągają w usuwaniu wad słuchu. Tzw. implanty ślimakowe mogą przywrócić słuch osobom ze sprawnym nerwem słuchowym. Tylko w Polsce takim operacjom poddało się prawie tysiąc osób. Dzięki implantom wszczepianym bezpośrednio do pnia mózgu lub w jego okolice można pomóc ludziom nawet z uszkodzonym nerwem słuchowym. Z kolei specjaliści NASA znaleźli sposób na przechwytywanie sygnałów płynących z mózgu do... gardła. Wprawdzie NASA zamierza wykorzystać ten pomysł w skafandrach dla astronautów, jednak analiza impulsów elektrycznych pozwoli również pomóc osobom, które straciły głos lub nie mówią od urodzenia. PIOTR KOŚCIELNIAK |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
JAK POLACY OCENIAJĄ TRANSFORMACJĘ 1989 - 2004?Są dumni z udziału w Unii Europejskiej, wystawiają negatywną ocenę państwu Przystąpienie Polski do Unii Europejskiej, wolność słowa i swoboda podróżowania - to największe sukcesy piętnastu lat polskiej transformacji. Do największych porażek zaliczamy wysokie bezrobocie, korupcję i nieuczciwość polityków. - To bardzo realistyczny obraz świata - komentują socjologowie. Dwunastego września 1989 roku rozpoczął się faktyczny demontaż komunizmu - rządy przejęła "Solidarność", rozpoczęły się rynkowe reformy, a kraj otworzył się na świat. Piętnaście lat później Polska znalazła się w Unii Europejskiej, powróciła do zachodniej europejskiej rodziny. Marzenia stały się faktem. Zapytaliśmy Polaków, co udało nam się zrobić przez ten czas, w jakim miejscu jesteśmy. Unijny sukces Okazuje się, że właśnie przystąpienie do Unii Europejskiej jest wymieniane przez nas jako jeden z kilku największych sukcesów. Za osiągnięcie uznajemy także wolność słowa, przywróconą w 1989 roku, i atrybut wolnego państwa, jakim jest swoboda podróżowania. Wśród największych sukcesów - wskazywanych przez ponad 25% z nas - znalazły się jeszcze przystąpienie Polski do sojuszu północnoatlantyckiego, wprowadzenie demokracji i koniec PRL. Wśród sukcesów dość często umieszczamy wprowadzenie religii do szkół, a także podpisanie konkordatu. Okazuje się, że młode pokolenie w o wiele większym stopniu uznaje za sukces przystąpienie do UE niż osoby starsze. Podobnie jest też z wolnością słowa - ma ona większe znaczenie dla młodych. Socjalna klęska Nasz sondaż pokazuje, że o wiele wyraźniej niż sukcesy dostrzegamy porażki - ostatnie 15 lat to naszym zdaniem wielka porażka państwa w sferze socjalnej, to także klęska naszej klasy politycznej. Ponad trzy czwarte Polaków uważa, że największym problemem jest wysokie bezrobocie, ponad połowa dodaje do tego sytuację w służbie zdrowia i zubożenie społeczeństwa. Wielkie porażki dotyczą też klasy politycznej - uważamy za takie korupcję i nieuczciwość polityków. Wskazujemy też często na zagrożenie przestępczością, reformę emerytalną i proces prywatyzacji. Oni zmienili nasz kraj Kto miał największy wpływ na wydarzenia piętnastolecia? Bezapelacyjnie Jan Paweł II, którego wskazuje ponad trzy czwarte z nas. Druga najbardziej wpływowa osoba to były lider "Solidarności" Lech Wałęsa. Bardzo wysoką pozycję zajmuje też Jacek Kuroń. Obecnego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego wskazuje prawie jedna trzecia z nas, Tadeusza Mazowieckiego - pierwszego nie komunistycznego premiera - prawie jedna czwarta. W czołówce wpływowych osób znalazł się też Leszek Balcerowicz, autor reform rynkowych po 1989 roku. Lech Wałęsa To pokolenie ponosi koszty zmiany systemu, niszczenia wartości i autorytetów. Nie ma się więc co dziwić, że największymi porażkami są bezrobocie, korupcja i nieuczciwość polityków. A skoro płaci, to dlatego jako sukces dopiero na szóstym miejscu znalazł się upadek PRL, a na piątym wprowadzenie demokracji. Trudno! Dopiero następne pokolenie doceni i oceni, że to właśnie finezyjne zwycięstwo nad komunizmem i upadek PRL uruchomiły wszystkie inne procesy. Pierwsze miejsce Ojca Świętego jest oczywiste i nie podlegające dyskusji. Nie trzeba wyjaśniać dlaczego. Jak na tak wielkie koszty zmiany systemu ocena Wałęsy jest dobra. Zaskakująco dobra. Może coraz więcej ludzi docenia walkę narodu pod moim przewodem, zakończoną upadkiem peerelu? Miejsce takich ludzi jak Balcerowicz czy Geremek jest jednak niezasłużenie niskie. Wysoko mamy za to kilku bohaterów jednego sezonu - jak Kwaśniewskiego, który zmarnował swoje 5 minut, ale jest zgrabny i układny. Wysoko mamy też Leppera, bohatera sezonu na populizm i demagogię. Za następne 15 lat, kiedy będziemy pytali już o 30-lecie, z tej listy pozostanie tylko parę nazwisk. Na pewno dwa, może jeszcze ze trzy. I proszę to zapisać, żeby zostało na papierze, a za 15 lat będziemy mogli się przekonać, czy miałem rację. Jedenaste miejsce w naszym rankingu zajmuje Adam Michnik (9%), potem są dwaj byli premierzy - Józef Oleksy (7%) i Jerzy Buzek (6%). Dalej lista przedstawia się następująco: prymas Józef Glemp (5%), premier Marek Belka i o. Tadeusz Rydzyk (po 4), byli premierzy Hanna Suchocka i Włodzimierz Cimoszewicz (po 3), Jan Olszewski, Waldemar Pawlak i Marian Krzaklewski (po 2), Czesław Kiszczak i Jan Krzysztof Bielecki (po 1). Polski pragmatyzm - To dość optymistyczny i realistyczny obraz świata. Ten realizm objawia się choćby przez to, że nie uznajemy za największy sukces końca PRL - to sygnał, iż pojawiły się nowe problemy, wobec których tamta ulga przestaje być tak bardzo zauważalna. Myślimy więc bardziej pragmatycznie, ustosunkowujemy się do konkretnych wyzwań, nie do ideologii - komentuje wynik naszego sondażu Paweł Śpiewak, socjolog. Nie dziwi go, że wielu z nas uznaje za sukces wprowadzenie religii do szkół i podpisanie konkordatu, bo wielu Polaków bardzo silnie identyfikuje się z kościołem katolickim. Co oznacza fakt, że Polacy nie dostrzegają w zasadzie problemu w takich kwestiach, jak dekomunizacja czy lustracja? - Dla młodego pokolenia problem lustracji czy dekomunizacji w praktyce nie istnieje. To nie są sprawy ani pierwszorzędne ani nawet drugorzędne. A tych, których ten problem dotyczy, jest z każdym rokiem coraz mniej - mówi Śpiewak. Aleksander Kwaśniewski Z wynikami sondaży trudno dyskutować. Trzeba je po prostu respektować. Podzielam zresztą większość ocen zawartych w tym badaniu. Myślę, że podobnie uszeregowałbym ludzi oraz sukcesy i porażki. Cieszy mnie szczególnie wysokie miejsce Tadeusza Mazowieckiego, do którego odnoszę się z nadzwyczajnym szacunkiem. To niewątpliwie najwybitniejsza postać ocenianego okresu. Piętnaście lat temu podjął się heroicznego zadania i sprostał mu mimo ogromnych trudności. Godne uznania jest również to, że zachował swoją aktywność przez następne lata, już po ustąpieniu z funkcji premiera. Ma niekwestionowany autorytet w kraju i za granicą. Życzę mu jak najlepiej. - Uderza mnie to, że tak wysoko w zestawieniu znalazł się Jacek Kuroń. To oznacza, że stał się ikoną wolnej Rzeczypospolitej, z którą mocno się identyfikujemy. Nie dziwi mnie też wysoka pozycja Leszka Millera, bo demontaż największej formacji lewicowej jest dużym osiągnięciem. Niektórych może dziwić, iż Aleksander Kwaśniewski jest w tym zestawieniu wyżej niż Tadeusz Mazowiecki. Ale tak nakazuje logika, bo obecny prezydent piastuje swoje stanowisko prawie 10 lat, a rząd Mazowieckiego, choć przełomowy, zaczynał wielką przebudowę - uważa Śpiewak. FILIP GAWRYŚ |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
NOWE WYZWANIE DLA BIOMEDYCYNYZaledwie przed dwoma laty świętowano najbardziej podniosłe wydarzenie w historii nowoczesnej biologii. Dzięki olbrzymiemu międzynarodowemu wysiłkowi udało się zsekwencjonować ludzki genom. - Powstała najwspanialsza mapa, jaką kiedykolwiek stworzył człowiek - podsumował sukces genetyków prezydent Bill Clinton. Zanosi się jednak na jeszcze większy przełom w biologii. Wszystko bowiem wskazuje na to, że w 2003 r. dziedzina określana mianem proteomiki - zajmująca się identyfikowaniem białek i poznawaniem ich funkcji wewnątrz komórek - wyznaczy nowe granice dla biomedycyny. Geny są tylko zestawem instrukcji, na podstawie których odbywa się syntetyzowanie białek. Jak już wiadomo, materiał genetyczny - czyli nić DNA - jest to bardzo długi ciąg instrukcji zapisanych za pomocą kodu chemicznego. Instrukcje te dzielą się zaś na odcinki zwane genami. Ciąg liter w każdym genie przekłada się na ciąg aminokwasów budujących białka. A to właśnie białka spełniają wszelkie zadania wewnątrz komórek organizmu; na przykład umożliwiają uzyskiwanie energii ze spalania cukrów, komunikowanie się komórki z innymi komórkami i utrzymywanie integralności komórki jako odrębnej całości. Niemal wszystkie leki wpływają na funkcjonowanie białek, a nie na geny. Zatem poznanie białek i zadań, jakie one wykonują, stanowi klucz do stworzenia rzeczywiście skutecznych leków przyszłości. O tym, że białka są tak istotne, świadczy to, iż pierwsze symptomy upośledzenia wydolności narządów i tkanek odzwierciedla zmiana składu białkowego organizmu. Czyni to białka najbardziej czułymi wskaźnikami diagnostycznymi. Dlatego dla biomedycyny zasadnicze znaczenie ma koncentracja na poznaniu białek i ich funkcji, jeśli nawet jest to nieporównywalnie trudniejsze niż poznanie genów. Dlaczego jest trudniejsze? Dlatego, że białek jest o wiele więcej niż genów. A dlaczego ma zasadnicze znaczenie? Ponieważ, jeśli stworzy się jakieś białko, to będzie je można modyfikować na wiele różnych sposobów. W przypadku człowieka w grę może wchodzić zaledwie 35 tys. genów, podczas gdy białek jest prawdopodobnie aż ponad milion. Te ostatnie pełnią zaś różne funkcje i uaktywniają się w określonych okolicznościach oraz przedziałach czasowych, w zależności od zadania wykonywanego przez komórkę. Różne rodzaje komórek zawierają całkiem odmienne białka - na przykład komórka wątroby spełnia inne funkcje niż komórka krwi i odpowiednio wykorzystuje do tego inne białka. Ponadto białka wywierają wpływ w głównej mierze poprzez wzajemne oddziaływanie z innymi białkami, przez co przyczyniają się do olbrzymiej złożoności organizmu. Spis wszystkich ludzkich genów można porównać ze spisem wszystkich mieszkańców niewielkiego miasteczka. Pomimo iż poznamy nazwiska tych wszystkich osób, nie będziemy wiedzieć, co każda z nich robi, jak oddziałują na siebie nawzajem i na jakiej zasadzie miasteczko to funkcjonuje jako całość wraz ze swoją gospodarką. Nie będziemy też wiedzieć, kto w owym mieście żyje z rozboju - odpowiednik wadliwie funkcjonujących białek, z którymi trzeba sobie poradzić, by zatrzymać rozwój choroby. Dlatego właśnie pojawiła się potrzeba całościowego zrozumienia przez biomedycynę złożonego, dynamicznego świata interakcji białek. Prawdopodobnie najbardziej ekscytujące osiągnięcia będą miały związek z możliwościami oferowanymi przez mikroukłady przeciwciał. Otóż przeciwciała są specjalnymi cząsteczkami wiążącymi się z określonymi białkami. I każdy mikroukład przeciwciał jest w stanie w jednym czasie rozróżnić wiele różnych białek występujących w bardzo niewielkich stężeniach, co czyni możliwym rozpoczęcie monitorowania aktywności systemów białek oddziałujących na siebie. Ważnym sygnałem, że głównym nurtem badań stają się te prowadzone w ramach proteomiki, jest stale pogłębiająca się międzynarodowa współpraca w tym zakresie. Świadczy o tym powołanie Human Proteomics Organisation (HUPO, odpowiednik Human Genome Organisation - HUGO), która zrzesza wiele laboratoriów i badaczy. Jeden z projektów ma na celu rozpoznanie wszystkich białek wątroby i ich funkcji; uczestniczą w nim kraje azjatyckie, przede wszystkim Chiny - prawdopodobnie obejmą one pozycję lidera, po części z powodu dużego rozpowszechnienia tam pozapalnej niewydolności wątroby. Rozpoczęto też realizację projektu, służącego rozpoznaniu wszystkich białek osocza krwi oraz ich funkcji, który zdaniem prezesa HUPO Samira Hanasha z Uniwersytetu Stanu Michigan dostarczy podstaw do stworzenia najlepszego narzędzia diagnostycznego. Krew krąży po całym organizmie i kompletna lista wszystkich zawartych w osoczu białek da możliwość wnioskowania o stanie zdrowia wszystkich narządów i tkanek. Rok 2003 będzie jednak zaledwie początkiem rozwoju proteomiki, gdyż pewnego dnia może udać się nam stworzyć pełną mapę funkcji milionów białek naszego organizmu. Ale jak wynika z projektu mającego na celu rozpoznanie składu białek osocza krwi i ich funkcji, wymierne korzyści przyniesie już nawet sam etap katalogowania białek. A jeśli będą mogły zostać wykorzystane nieoczekiwane postępy technologiczne, osiągnięte w zaciętej rywalizacji o zdobycie pierwszeństwa w zsyntetyzowaniu genomu człowieka, to stanie się to szybciej, niż przypuszczamy. ALUN ANDERSON |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
WIEŚCI Z KRAJU
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
IMPREZY, OGŁOSZENIASPK Koło nr 8zaprasza na odczyt mgra Henryka Brzezińskiego "Powstanie Warszawskie z perspektywy 60. lat"Data: 5 października (wtorek) 2004 r. *** |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||