![]() |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
BIULETYN - LISTOPAD 2003SPIS TREŚCI | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||
SPRAWOZDANIE Z ZEBRANIA ZARZĄDU SIPw dniu 14 października 2003 r. Obecni:
Sprawozdanie sporządziła |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
PRZYDAŁABY SIĘ NOWA KOMISJA EDUKACJI NARODOWEJRozmowa z prof. Franciszkiem Ziejką, przewodniczącym Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich (KRASP), rektorem Uniwersytetu Jagiellońskiego Rz: Jak zapowiada się nowy rok akademicki? FRANCISZEK ZIEJKA: Są przesłanki, aby sądzić, że będzie lepszy od poprzednich. Od września br. wchodzi w życie drugi etap podwyżek dla pracowników. Dostaną oni od około 280 do 950 złotych brutto. Do projektu budżetu państwa na przyszły rok rząd wpisał trzeci etap podwyżek. To dla naukowców, a co się zmieni dla studentów? Mamy zapewnienia Ministerstwa Finansów, że znacząco, bo o 700 milionów złotych zwiększona będzie kwota na stypendia socjalne. Rektorzy od dawna o to zabiegali. Systemem stypendialnym objęci zostaną też studenci zaoczni i wieczorowi, zarówno ze szkół publicznych, jak i niepublicznych. Minister edukacji Krystyna Łybacka deklaruje, że rząd da więcej pieniędzy na kredyty studenckie. Korzystać z nich będą mogli doktoranci - walczę o to od pięciu lat. Wzrosnąć mają też nieco nakłady na inwestycje w nauce. A poza finansami? Trwają ostatnie prace nad redakcją znacząco poprawionego projektu ustawy o szkolnictwie wyższym. Zajmuje się tym zespół powołany w styczniu przez prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, z udziałem przedstawicieli uczelni i pod przewodnictwem prof. Jerzego Woźnickiego. Dlaczego projekt powstaje pod patronatem prezydenta, a nie jest propozycją rządową? Nie mogliśmy doczekać się działań rządu w sprawie tej ustawy, na naszą prośbę inicjatywę przejął więc Aleksander Kwaśniewski. Z ostatnich informacji wynika, że do parlamentu trafi projekt prezydencki, ale wspierany przez rząd. Przyspieszy to proces ustawodawczy. Chcielibyśmy, żeby nowa ustawa została uchwalona przed naszym wejściem do Unii Europejskiej. Liczymy, że zaprezentujemy ją na spotkaniu rektorów dziesięciu krajów wchodzących do UE oraz aspirujących do niej Rumunii i Bułgarii. Odbędzie się ono w kwietniu 2004 w Lublinie. Co zmieni ustawa? Stanowi ona próbę uporządkowania stanu edukacji wyższej, uregulowania m.in. praw i obowiązków uczelni prywatnych, kwestii odpłatności w szkołach publicznych, uznawalności dyplomów zagranicznych. Wiele zapisów wiąże się z przystosowaniem do prawa Unii Europejskiej. Projekt kładzie nacisk na jakość kadry naukowej. Przewiduje nawiązywanie stosunku pracy na podstawie mianowania tylko z doktorami habilitowanymi i profesorami. Inni pracownicy naukowi zatrudniani będą na terminowe kontrakty. Jeśli nie będą się rozwijać naukowo, będą zwalniani. Tę zasadę oprotestowują starsi wykładowcy z magisterium i doktoratem, którzy nie robiąc postępów naukowych chcą dotrwać na uczelni do emerytury. Część z nich obsadziła stanowiska w związkach zawodowych i podnosi bunt. Projekt przewiduje uznanie KRASP za jednego z przedstawicieli środowiska akademickiego i partnera do rozmów z rządem o szkolnictwie wyższym. Krytykują to związkowcy z "Solidarności". Trudno się z taką krytyką zgodzić. Przecież faktycznie jesteśmy takim partnerem i skutecznie zabiegamy o akademickie sprawy. Spójrzmy tylko, kto walczył w ostatnim roku o utrzymanie dla naukowców 50-procentowych kosztów uzyskania przychodów i o odejście od opodatkowania kosztów delegacji służbowych naszych pracowników i studentów? Ostatnio KRASP uzyskał m.in. zapewnienie o wycofaniu się władz z zamiaru opodatkowania dochodów szkół wyższych i stypendiów naukowych, a także ważną deklarację, że przekazujący uczelniom darowizny, będą je mogli odliczyć od podatku, do wysokości 15 procent dochodów. Uznanie KRASP przez ustawę, zmusi rząd do konsultowania z nami wszystkich przepisów dotyczących nauki i uczelni. W porę więc będziemy mogli interweniować w interesie szkolnictwa wyższego. Jak nowe przepisy będą regulować zatrudnianie się kadry naukowej poza macierzystą uczelnią? Projekt wprowadza wymóg uzyskania zgody rektora. Podniosły się głosy, że doprowadzi to do śmierci szkoły niepubliczne, które istnieją często tylko dzięki wieloetatowcom. Być może niektóre tak. Ale niech wreszcie szkoły niepubliczne zaczną budować własne zespoły naukowo-dydaktyczne. Z uczelni publicznych wychodzi wielu młodych naukowców po studiach doktoranckich, można ich wykorzystać zamiast opierać się na figurantach z nazwiskiem. Tylko nieliczne szkoły niepubliczne mają obecnie silną, własną kadrę. Głośna uchwała Senatu UJ ograniczająca zatrudnienie kadry naukowej tej uczelni poza nią, odczytywana jest jako sygnał do wojny uczelni państwowych z prywatnymi. Chodziło nam tylko o to, by wreszcie porozmawiać o patologiach w stosunkach między tymi uczelniami. Nie może być tak, że ktoś jest przed południem profesorem UJ, a po południu rektorem prywatnej szkoły po sąsiedzku. Czyj interes ten profesor reprezentuje? Bywa też, że znacząca grupa moich profesorów publikuje w wydawnictwach szkoły prywatnej. Te publikacje umacniają dorobek naukowy innej uczelni, a nie mojej. Powinni więc zdecydować, z którą uczelnią się identyfikują. Uchwała Senatu UJ nie przewiduje żadnych represji, ma tylko formę apelu. Uważaliśmy, że trzeba rozpocząć dyskusję nad poziomem moralnym i etycznym naszej korporacji zawodowej. Prawdziwy uczony to chyba człowiek etyczny? Z reguły tak jest. Ale są jednak w naszym zawodzie tacy, którym trzeba o etyce przypominać. Może trzeba im tylko lepiej płacić? Jak ktoś chce zarabiać krocie, to idzie pracować do biznesu, nie do uczelni. Ale i u nas pensje nie są głodowe. Średnie zarobki profesora w UJ (z pensji, zajęć za studiach zaocznych i z grantów) wyniosły w ubiegłym roku, w zależności od wydziału, od 5600 do 8100 zł brutto. Teraz będą jeszcze podwyżki. Oczywiście jest to średnie wynagrodzenie, są więc tacy, co mają dużo mniej, ale i tacy, którzy otrzymują więcej. Czy uczelnie odczuły już wpływ niżu demograficznego? Jeszcze nie. Maturzystów było w tym roku trochę mniej, ale ten brak wypełnili absolwenci szkół średnich z poprzednich lat. Słyszę jednak, że zmniejszyła się trochę liczba kandydatów do szkół niepublicznych. Sądzę, że uczelnie wyższe nie powinny bać się, że zabraknie studentów. W przyszłości będzie się bowiem rozwijało kształcenie ustawiczne, pojawi się też, moim zdaniem, większe zapotrzebowanie na studia podyplomowe. Obserwuję wielkie przebudzenie młodzieży, która chce się uczyć. Nie można jednak pozwolić, żeby była oszukiwana. Aby dostawała iluzje dobrego kształcenia, nie zaś rzeczywiście wysoką jakość studiów. Przy czym nie dzielę uczelni na publiczne i niepubliczne, lecz na dobre i złe. Uczelnie przygotowane są do naszej obecności w Unii Europejskiej? Szkolnictwo polskie nie jest w złej sytuacji, zwłaszcza wyższe uczelnie. Jeśli jednak chcemy mocniej zaistnieć w Europie, należy wyłączyć edukację spod wpływów polityków. Wkrótce minie 230 lat od powołania Komisji Edukacji Narodowej. Potrzeba nam znów takiej komisji, która dokończyłaby reformę całej oświaty tworząc nowoczesny system kształcenia, odpowiadający wyzwaniom współczesności. W takiej komisji powinny zasiadać autorytety, a nie przedstawiciele partii. Cel jest jeden: tak wykształcić młodzież, żeby wygrywała konkurencję z rówieśnikami z innych krajów. Szkoły wyższe mają obawiać się zagranicznej konkurencji? Dobre uczelnie na pewno nie. Choć na razie nie widać, aby zagraniczna konkurencja szykowała się do jakiejś ekspansji w Polsce. Ale w przyszłości, dlaczego nie? Widzę natomiast kierunek odwrotny. Już dziś studiowaniem na polskich uczelniach zainteresowanych jest coraz więcej studentów zagranicznych. Rozwijamy więc studia z wykładowym językiem obcym. W UJ mamy obecnie ponad tysiąc studentów z innych krajów. Bylibyśmy w stanie przyjąć kilka tysięcy, ale nie mamy dla nich miejsc w akademikach. Rozmawiał Jerzy Sadecki |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
DOLINA LOTNICZAFirmy z południowo-wschodniej Polski uruchamiają program pozytywistów dla regionu - Mamy tradycje, potencjał lotniczy i doskonałych fachowców, a Zachód chce z nami współpracować. Dlaczego nie mielibyśmy wykorzystać tej okazji? - pyta Marek Darecki, prezes WSK PZL Rzeszów i inicjator powołania Doliny Lotniczej. - Powinniśmy się uczyć od narodów mądrych, a ich doświadczenia wskazują, że w gospodarce światowej najważniejsze są dziś nowoczesne technologie. Stowarzyszenie Dolina Lotnicza powstało właśnie w tym celu, by region południowo-wschodniej Polski stał się nowoczesnym parkiem technologicznym produkującym na potrzeby światowego przemysłu lotniczego i by była to wiodąca branża polskiej gospodarki - przekonuje Marek Darecki, prezes WSK PZL Rzeszów i inicjator powołania Doliny Lotniczej, a od kilku dni jej prezes. Darecki wzbrania się przed porównywaniem go z Eugeniuszem Kwiatkowskim, wicepremierem rządu w II RP i twórcą Centralnego Okręgu Przemysłowego. - To nie ta skala, ale to, co robimy w WSK Rzeszów i będziemy robić w Dolinie Lotniczej, to taki "program pozytywistów Polski południowo-wschodniej" - dodaje. Pomysł z Doliną Lotniczą jest w pewnym stopniu kontynuacją idei COP, tylko w nowym wydaniu, dostosowanym do sytuacji na świecie i nowej pozycji Polski. Jego twórcy mają nadzieję, że tak jak przed wojną budowa COP zmieniła region z "kraju leśnego i polnego w kraj zbrojny i przemysłowy" - jak pisał Melchior Wańkowicz, tak teraz region zmieni się w "kraj najnowocześniejszych technologii lotniczych". Pomysł atrakcyjny i pociągający, ale w pełni realny. - Przemysł lotniczy w tym regionie to trzy czwarte całości polskiego przemysłu lotniczego. Mamy tradycje, potencjał lotniczy i doskonałych fachowców, a Zachód chce z nami współpracować. Dlaczego nie mielibyśmy wykorzystać tej okazji? - pyta Darecki. Robert Robinson z Pratt & Whitney, należącego do koncernu UTC producenta silników samolotowych i przewodniczący rady nadzorczej WSK Rzeszów, potwierdza, że Rzeszów już stał się częścią światowej rodziny lotniczej. Wieloletnie tradycje Pomysłowi Dareckiego przyklasnęli prezesi innych firm lotniczych, od Świdnika, przez Rzeszów, Krosno, Mielec po Bielsko-Białą. - Dolina Lotnicza to fantastyczna idea, która może promieniować na całą Europę. Dzięki wspólnym działaniom możemy produkować wyroby najwyższej światowej jakości znacznie taniej niż w zachodniej Europie - podkreśla Ryszard Łęgiewicz, prezes Snecma Polska w Sędziszowie Małopolskim. Francuzi dwa lata temu zbudowali tę fabrykę od podstaw, przewidując, że branża lotnicza może stać się kołem zamachowym polskiej gospodarki. - To nie był przypadek, że Snecma ulokowała się w tym regionie. Postąpiła tak nie tylko dlatego, że tu jest piękna okolica. Zdecydowały wieloletnie tradycje lotnicze, natężenie firm z tej branży oraz dostęp do kadry o wysokich kwalifikacjach - tłumaczy Łęgiewicz. Ożywienie w polskim przemyśle lotniczym to głównie efekt sprywatyzowania WSK PZL Rzeszów. Ocenia się, że była to jedna z najlepszych prywatyzacji polskich przedsiębiorstw. Przejęcie rzeszowskiej fabryki przez Pratt & Whitney dodało jej skrzydeł. Zakład przechodzi gruntowną modernizację, a ponad 80 procent produkcji trafia na eksport, głównie do USA. Dodatkowym impulsem rozwoju zarówno WSK, jak i pozostałych firm lotniczych w regionie stał się offset związany z zakupem samolotów F-16. Firma sporo na tym skorzystała. Wraz z amerykańskimi inwestycjami do regionu zaczęły płynąć nowoczesne technologie. W przygotowanym przez "Rz" i CASE rankingu firm innowacyjnych WSK Rzeszów zajęła drugie miejsce w kraju. Dla dużych i małych Założycielami Stowarzyszenia Grupy Przedsiębiorców Przemysłu Lotniczego Dolina Lotnicza jest siedemnaście przedsiębiorstw z tej branży oraz instytucji współpracujących. Oprócz WSK Rzeszów do stowarzyszenia przystąpiły inne znane polskie fabryki przemysłu lotniczego: WSK i Goodrich w Krośnie, PZL w Mielcu i Świdniku, Snecma czy Fiat Avio oraz małe firmy rodzinne, pracujące na potrzeby większych zakładów. Przykładem może być firma Ultratech, założona trzy lata temu przez dwóch inżynierów z rzeszowskiej WSK. - Wiedzieliśmy, że jest nisza w branży lotniczej dla takiej małej firmy rodzinnej. Za pożyczone od szwagra pieniądze wzięliśmy w leasing dwie nowoczesne maszyny, ale od początku mieliśmy pomysł na to, co chcemy robić - mówi Marek Bujny, dyrektor produkcyjny Ultratechu, a od środy wiceprezes Stowarzyszenia Dolina Lotnicza. Dziś firma zatrudnia 18 osób i produkuje elementy podwozia do samolotów Boeing 737 i CRJ 700 Bombardier, którym podróżują VIP na całym świecie, a także elementy drzwi do Boeingów 757. - Lotnictwo to branża z dziedziny najnowocześniejszej techniki, tzw. high-tech, i niewiele jest państw, które produkują na potrzeby tego przemysłu. Jest to również branża "wysokiej odpowiedzialności" za to, co się robi. Tu nie może być pomyłki, bo w lotnictwie oznacza to sabotaż - dodaje Grzegorz Więcek, dyrektor ds. jakości w Ultratechu. Więcek pracował w WSK, a później w światowym gigancie General Elektric. Zrezygnował, żeby sprawdzić się we własnej firmie. Obaj prezesi chylą czoła przed Dareckim, z którym znają się od lat, ale mówią też o swoim wkładzie do stowarzyszenia. - Przeszliśmy twardą szkołę uruchomienia własnej firmy i wiemy, jak współpracować z tak dużym organizmem jak WSK - podkreślają. Podobnie nadzieje z Doliną Lotniczą wiąże inna rodzinna firma, Wiet-Pol, która w dwóch zakładach w Krośnie i Tarnowcu zatrudnia 90 osób. Dostarcza podzespoły i elementy do podwozi do samolotów F-16, produkowanych przez krośnieński Goodrich, a także do samolotów Boeing. - Firmy, które są w stowarzyszeniu, mają ogromny potencjał, a bez Doliny nie mamy szans, by wejść na wielki rynek - uważa Piotr Wietecha, prezes spółki. To właśnie małe firmy mogą najbardziej skorzystać z tej inicjatywy. Stowarzyszenie oferować będzie plany marketingowe, wspólną prezentację oraz szkolenia; razem będą się starać o pieniądze na realizację wspólnych projektów. Klucz do sukcesu Wśród członków założycieli istotne miejsce przypada Politechnice Rzeszowskiej, największej technicznej uczelni w regionie i jedynej w kraju, która kształci pilotów cywilnych. Statut stowarzyszenia przewiduje wsparcie materialne dla studentów kierunków lotniczych oraz uczonych prowadzących prace badawcze z zakresu lotnictwa. Michał Kleiber, szef Komitetu Badań Naukowych, podkreśla, że integracja w ramach Doliny Lotniczej jest przykładem dobrze układającej się współpracy między przedsiębiorcami i naukowcami i zapowiada wsparcie finansowe KBN dla projektów realizowanych w ramach Doliny Lotniczej. - Zakłady zrzeszone w stowarzyszeniu mają nie tylko ogromny potencjał technologiczny, ale też różnorodne możliwości. Wejście do tego konsorcjum to klucz do sukcesu - mówi szef KBN. - Tak jak Szwajcaria słynie z serów i zegarków, a Francja z dobrego wina i pięknych kobiet, tak Polska słynna będzie nie tylko z pięknych kobiet, ale też z lotnictwa - przekonuje Marek Darecki. Józef Matusz |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
GENETYCZNIE MODYFIKOWANE (GM) ROŚLINY - ZBAWIENIE CZY ZARAZA?Dr Łukasz Pietrzak Rośliny, już od czasów starożytnych były podstawą wyżywienia człowieka. W momencie, kiedy zaczęto uprawiać małe poletka z kukurydzą, speltem czy kamutem, narodziła się hodowla, czyli selektywna modyfikacja roślin w celu poprawienia wielkości zbiorów czy też lepszego przystosowania do ówczesnych warunków ekologicznych. Hodowla roślin jest procesem bardzo żmudnym i długotrwałym. We współczesnym świecie wyhodowanie nowej odmiany pszenicy trwa około 13 lat. W ostatnich latach rozwinęły się nowe techniki badawcze określane inżynierią genetyczną. Tak zaczęły powstawać nowe modyfikowane organizmy. Co to jest GMO, dlaczego powoduje tyle sensacji i zainteresowania? Na czym polega różnica w hodowli opartej na klasycznej, mendlowskiej genetyce i przy pomocy współczesnych technik inżynierii genetycznej? Po co to robimy? Czy rośliny genetycznie modyfikowane są uprawiane w Kanadzie na skalę przemysłową? Czy żywność produkowana z GM roślin jest szkodliwa dla zdrowia? Co to jest "super chwast"? Przyszłość GMO. Na te i inne podobne pytania Łukasz będzie próbował pomóc znaleźć odpowiedź w swojej prelekcji. Dr Łukasz N. Pietrzak - Notatka biograficzna Dr Łukasz Pietrzak ukończył studia na wydziale Technologii żywności SGGW w Warszawie, a doktorat robił z zakresu biochemii zbóż. Jest jednym z założycieli Ogrodu Botanicznego PAN w Powsinie pod Warszawą, gdzie był Kierownikiem Banku Genów, a później Zastępcą Dyrektora. Po odbyciu studiów podoktoranckich na Uniwersytecie w Idaho wyjechał do Afryki pracując jako profesor na Uniwersytecie w Zarii. W Nigerii wykładał chemię, biologię i hodowlę roślin. W 1985 roku przyjechał do Kanady i podjął pracę naukową na Uniwersytecie w Saskatoon w dziedzinie genetyki populacji. Od 1989 roku kieruje Pracownią Kontroli Jakości Zbóż w Ministerstwie Rolnictwa w Ottawie. Jest członkiem kilku międzynarodowych towarzystw naukowych, a jego główne zainteresowania naukowe to chemia i spektroskopia zbóż, jak również opracowywanie metod przewidywania jakości pszenicy. Jego pasje pozazawodowe to żeglarstwo, tenis i narty. |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
ZAPISANE W HISTORII POLSKIEJ TECHNIKIPolskie Towarzystwo Historii Techniki wydało, dzięki finansowemu wsparciu KBN, "II Rocznik PTHT" poświęcony nie tylko dokumentacji działalności w latach 1998-99, ale też przypomnieniu ważnych zagadnień dotyczących historii polskiej techniki. Większość zamieszczonych w roczniku referatów była wygłaszana na konferencjach naukowo-technicznych organizowanych przez Towarzystwo: "Technika polska w 20-leciu międzywojennym" (1998 r.); "Ochrona zabytków techniki w okresie 20-lecia międzywojennego" (1998 r.); "Dzieje polskiego czasopiśmiennictwa technicznego" (1999 r.); "Polski wkład intelektualny w wysiłek zbrojny Sprzymierzonych podczas II wojny światowej" (1999 r.). W zbiorze wiele miejsca zajmują problemy czasopiśmiennictwa technicznego. Autorzy referatów z racji zainteresowań Towarzystwa zajęli się głównie aspektami historycznymi prasy technicznej. Udokumentowali bardzo bogato jej rozwój i stan obecny. Szkoda, że nie pokusili się o pewną analizę jej wpływu na życie gospodarcze, naukowe i techniczne kraju. Jest to temat otwarty, gdyż czasopisma techniczne w wielu okresach historycznych były nie tylko zbiorem artykułów, czy źródłem informacji naukowo-technicznej, lecz inspirowały wiele działań na rzecz kraju, skupiały ludzi mających wpływ na poziom życia i gospodarki. Czytelnicy interesujący się okresem II wojny światowej znajdą w tym roczniku niezwykle ciekawe informacje z zakresu technicznego zaplecza tej okrutnej wojny, w tym oczywiście wkładu Polaków. Miłośnicy historii łączności, a szczególnie krótkofalarstwa, znajdą w roczniku niezwykle interesujący referat poświęcony łączności radiowej SZP-ZWZ-AK. Omówiono w nim prace konstruktorskie i zagadnienia produkcyjne w czasie II wojny światowej. Autor omawia także zagadnienia eksploatacji sprzętu radiowego różnego pochodzenia, w tym dostarczonego z Wielkiej Brytanii. Chociaż zainteresowanie krótkofalarstwem i łącznością radiową nie jest obecnie tak duże jak niegdyś, to na pewno warto zapoznać się z dorobkiem Polaków, a działo się to w czasach zagrożenia życia za posiadanie odbiornika radiowego. Na konferencji pt. "Ochrona zabytków techniki w okresie 20-lecia międzywojennego" podjęto małe znane wątki z zakresu dbałości o przeszłość techniki. W dwudziestoleciu międzywojennym, mimo młodej polskiej państwowości i ogromu zadań, jakie stały przed tym państwem, nie szczędzono wysiłku na rzecz ochrony dorobku materialnego polskich twórców techniki, zachowania pamięci o ludziach i ich dziełach. Uznawano to za ważny dowód tożsamości kraju i wkładu jego obywateli w wielkie dzieło "czynienia ziemi poddaną". Wśród referatów zawartych w omawianym "Roczniku PTHT" warto zwrócić uwagę na tekst Janusza Żarnowskiego "Społeczne skutki rozwoju cywilizacji technicznej w Polsce międzywojennej". Jest to analiza wpływu techniki na poziom i sposób życia w Polsce. Autor przypomina powody, dla których nasz kraj wszedł w wiek XX z zapóźnieniem cywilizacyjno-technicznym. W syntetyczny sposób pokazuje, jak osiągnięcia niektórych dziedzin przemysłu w latach 1918-39 zmieniały styl życia społeczeństwa. O ile sukcesy przemysłowe Polski międzywojennej zdecydowanie odmieniły losy dużej części mieszkańców miast, to wieś polska prawie nie odczuła skoku cywilizacyjnego, zauważa autor opracowania. Z żalem można dodać, że podobna sytuacja jest dziś. Tematów poruszonych w "Roczniku" jest znacznie więcej. PTHT - członek Federacji Stowarzyszeń Naukowo-Technicznych - jest jednym z aktywniejszych stowarzyszeń działających na rzecz podnoszenia prestiżu zawodu inżyniera. Walka o to, by w historii kraju odnotowywać i uznawać dorobek techniki i jej twórców, ma tu ogromne znaczenie. Dokumentowanie dorobku technicznego i przemysłowego oraz ukazywanie, jak zmienia on poziom życia, pracy, a nawet kulturę życia codziennego, jest jedną z najlepszych metod dbania o wizerunek polskiego technika i inżyniera. Oczywiście artykułów opublikowanych w "Roczniku" jest znacznie więcej i mam nadzieję, że zainteresowani dotrą do nich. Chciałabym tu jeszcze zwrócić uwagę na wspomnienie o prof. Eugeniuszu Olszewskim, człowieku niezwykle zasłużonym dla historii polskiej techniki. A o to niektóre fragmenty wspomnienia o Profesorze pióra Bolesława Orłowskiego. (...)1 czerwca 1994 r. zmarł profesor Eugeniusz Olszewski, uczony o błyskotliwej inteligencji i wszechstronnych, wręcz renesansowych, zainteresowaniach, wielki erudyta. Nie sposób Go przypisać do jakieś dyscypliny naukowej, sam określał się najchętniej jako filozof techniki. Historia techniki była tylko jedną z kilku dziedzin, jakie uprawiał z zamiłowaniem i właściwą Mu skrupulatnością. Ale zawdzięcza Mu wyjątkowo dużo. On to bowiem głównie sprawił, że zalicza się ją dziś w Polsce do uznanych oficjalnie dyscyplin naukowych. (...)Eugeniusz Olszewski wywarł bez wątpienia niemały wpływ na swoich współpracowników, doktorantów, asystentów. W znacznym stopniu ukształtował intelektualnie badaczy działających dziś w Polsce na tym polu (...) Jeśli nasza historia techniki jest stale obecna na forum międzynarodowym, to w dużym stopniu także Jego zasługa, dzieje się bowiem tak dzięki Jego uczniom. Eugeniusz Olszewski był jednym z założycieli PTHT, w dwóch pierwszych kadencjach (1984-86 i 1987-89) pełnił funkcję jednego z wiceprezesów, a w 1990 r. uchwałą III Walnego Zgromadzenia otrzymał tytuł członka honorowego Towarzystwa. EMC |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
MISTYFIKACJA Z KIOTOKlimatologia. Istnieją poważne wątpliwości, czy dwutlenek węgla ociepla klimat. Klimat Ziemi ociepla się. Temperatura wzrasta od 1680 roku z różnym nasileniem w różnych okresach. Ostatni szczyt ocieplenia miał miejsce w latach 40. Ocieplenie globalne jest przede wszystkim związane z aktywnością Słońca. Ale opinia publiczna jest mylnie informowana, że wzrost temperatury naszego klimatu jest spowodowany wzrostem ilości dwutlenku węgla w atmosferze i że to człowiek, poprzez działalność gospodarczą, może doprowadzić do katastrofy ekologicznej. Aby wytłumaczyć zachodzące procesy, do nauki o zmianach klimatu wprowadzono pojęcie efektu cieplarnianego, które opiera się na założeniu, że znajdujące się w atmosferze para wodna i dwutlenek węgla zatrzymują długofalowe promieniowanie cieplne emitowane przez Ziemię i tym samym przyczyniają się do stopniowego ocieplania klimatu. Ocieplenie? Nieoczekiwanie w latach 1940 - 1965, a nawet do roku 1980, zanotowano wyraźne ochładzanie się klimatu i wśród naukowców powstały wątpliwości, czy mamy do czynienia z procesem globalnego ocieplenia. Problem powrócił, gdy stwierdzono, że w latach 1980 - 1983 oraz 1986 - 1990 średnia temperatura globalna znowu wzrastała. Umiejętnie łącząc obserwacje przedstawiono hipotezę, która zakłada, że najważniejszym czynnikiem powodującym ocieplenie globalne jest wzrastająca ilość dwutlenku węgla w atmosferze. Głównym winowajcą tego wzrostu jest nieprzemyślane działanie człowieka, który spala ogromne ilości węgla, ropy naftowej i gazu. Hipoteza ta przyjmuje, że ilość pary wodnej w atmosferze nie zmienia się. Jest to bardzo istotne założenie, ponieważ para wodna stanowi przynajmniej 75% masy gazów cieplarnianych w atmosferze, a dwutlenek węgla tylko 25% Część naukowców twierdzi, że udział pary wodnej jest znacznie wyższy (w szklarni para wodna stanowi aż 97% objętości gazów szklarniowych, a CO2 tylko 3%). Trudno jednak bezdyskusyjnie przyjąć, że ilość pary wodnej (chociażby w postaci chmur) jest w atmosferze stała i dlatego nie podlega dynamicznym zmianom. Jeśli woda pod różnymi postaciami jest szczególnie ważnym czynnikiem kształtującym klimat, nie wolno pomijać zmieniającej się ilości pary wodnej w atmosferze. Katastrofy nie będzie Niektórzy eksperci, opierając się na założeniach przytoczonej wyżej hipotezy, wyliczyli, że w najbliższych latach ilość dwutlenku węgla w atmosferze ulegnie podwojeniu, co spowoduje znaczne ocieplenie klimatu na Ziemi. Wskutek tego planecie grozi katastrofa ekologiczna: stopione lody Arktyki i Antarktydy spowodują wzrost poziomu wody w oceanach nawet o 25 m, które zatopią znaczną część lądów. Musimy więc przeciwdziałać grożącej katastrofie podejmując działania ograniczające wydalanie dwutlenku węgla do atmosfery, najlepiej angażując do tego siły i środki rządowe (protokół z Kioto). Zaskakujące jest przy tym, że eksperci popierający ideę z Kioto nie potrafią wytłumaczyć, dlaczego klimat Ziemi ociepla się od 1680 r., chociaż jednocześnie przyjmują, że dopiero w 1850 r. rozpoczęło się intensywne emitowanie dwutlenku węgla z fabryk i elektrowni opalanych węglem, ropą naftową czy gazem! A więc przez prawie 200 lat nie wzrastała ilość CO2 w atmosferze, a mimo to trwało globalne ocieplenie... Nie musimy się jednak bać! Stopiony lód nie zatopi nas. W rzeczywistości poziom wody obniży się, ponieważ zamarzająca woda zwiększa swoją objętość i dzięki temu lód pływa, a nie tonie. Dla poparcia hipotezy o wpływie dwutlenku węgla na ocieplanie się klimatu wykorzystano model obiegu węgla i bilans jego przemian na naszej planecie przyjmując, że wody głębinowe Oceanu Światowego zawierają 34 000 Gt C (gigaton węgla), wody powierzchniowe 900 Gt C, ziemia i rośliny 1750 Gt C, a w atmosferze znajduje się 740 Gt C. Węgiel w każdej z tych stref występuje głównie w postaci dwutlenku węgla, metanu i innych związków, np. freonów czy halonów. Podane ilości CO2 w atmosferze są szacunkowe, gdyż brak dostatecznej wiedzy na temat zachodzących w naturze procesów oraz stopnia ich złożoności. Dlatego różni eksperci przyjmują różne wielkości: ilość wydalanego CO2 waha się w ich raportach od 5 do 7 Gt C, ilość CO2 w atmosferze waha się od 740 do 770 Gt C, w roślinach i ziemi od 1700 do 2200 Gt C, w wodach powierzchniowych oceanów od 900 do 1000 Gt C, a w głębinach oceanów nawet od 34 000 do 38 000 Gt C. Przyjmijmy, że w wyniku działalności człowieka co roku do atmosfery ziemskiej wydalane jest 6 Gt C, głównie w postaci dwutlenku węgla. Jeśli rolnictwo pochłania rocznie 3 Gt C, to w atmosferze pozostaje 3 Gt C. Nawiasem mówiąc, należałoby płacić rolnikom za tę wielką przysługę dla ochrony środowiska naturalnego. Potrzebne badania W celu uwiarygodnienia swoich prognoz ekologiczni eksperci opierają się na komputerowych modelach klimatu, w tym na najnowszych wersjach Modelu Ogólnej Cyrkulacji (GCMs = General Circulation Models). Niestety, programy te mają poważne ułomności głównie z tego powodu, że klimat jest niezwykle złożonym procesem o szczególnie rozbudowanych wzajemnych zależnościach. Ta złożoność powoduje, że uzyskujemy różne prognozy, nawet przy tych samych danych wyjściowych. W tym miejscu pojawiają się kolejne wielkie problemy. Chcąc uzyskać model klimatu, musimy wprowadzić dane wyjściowe. Jeśli przyjmiemy, że corocznie w atmosferze pozostaje 3 Gt C z całości, jaką przemysł emituje, to ilość ta stanowi zaledwie 0,4% całej ilości dwutlenku węgla w atmosferze i z powodzeniem może mieścić się w błędzie, jakim są obarczone powyższe dane szacunkowe. Po prostu nauka jeszcze nie wie wszystkiego! Mimo to przyjmuje się z pełną wiarą, że hipoteza, na której oparto postanowienia z Kioto o konieczności ograniczania ilości emitowanego dwutlenku węgla z działalności gospodarczej człowieka, jest prawdziwa z naukowego punktu widzenia. Niestety, nie jest do końca prawdziwa. Dlatego z uznaniem trzeba przyjąć inicjatywę administracji prezydenta Busha o sfinansowaniu badań nad wyjaśnieniem wpływu dwutlenku węgla w atmosferze na klimat Ziemi. dr inż. Andrzej Konarkowski Autor jest specjalistą od rynku rolnego. Zajmuje się wpływem środowiska naturalnego na rolnictwo. |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
WIEŚCI Z KRAJU
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
IMPREZY, OGŁOSZENIA***Stowarzyszenie Inżynierów Polskich w Kanadzie, Oddział Ottawazaprasza na odczyt dra Łukasza Pietrzaka"Genetycznie modyfikowane (GM) rośliny - zbawienie czy zaraza?"Data: 18 listopada (wtorek) 2003 r. ***SPK Koło Nr 8zaprasza na pogadankę p. Stanisława ToporowskiegoWspomnienia o gen W. SikorskimData: 4 listopada (wtorek) 2003 r. Po programie Koło Pań przy SPK zaprasza na kawę i ciastka. ***SPK Koło Nr 8zaprasza na pokaz filmu "Akcja pod Arsenałem"Data: 20 listopada (czwartek) 2003 r. ***Nowy zarząd Oddział SIP TorontoHieronim Teresiński - Przewodniczący *** |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||