![]() |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
BIULETYN - WRZESIEŃ 2002SPIS TREŚCI | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||
MIEJSCE POLSKI W NOWEJ EUROPIE(Uwaga redaktora: Normalnie wystrzegam się od zamieszczania w Biuletynie artykułów o wydźwięku politycznym. Tym razem zdecydowałem zamieścić poniższy artykuł ze względu na fakt, że omawia potencjalny rozwój sytuacji, która może decydować o miejscu Polski w świecie na wiele lat.) Nasz najlepiej rozumiany interes gospodarczy to Unia Europejska, a polityczny i wojskowy to sojusz z USA Reportaże z wizyty prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego w USA, w lipcu b.r., były entuzjastyczne: wizyta państwowa, obiad oficjalny, inwestorzy amerykańscy u progu. Komentarze krajowe natomiast były pełne zadziwienia: czemu właściwie zawdzięczamy takie honory? Na pewno nie kwestiom gospodarczym. Wymiana handlowa jest niewielka (trzy miliardy dolarów). Nie będzie łatwo ją zwiększyć. W przeddzień wizyty prezydencki minister podkreślił w wywiadzie, że Polska jest potęgą w eksporcie ozdób choinkowych do USA. Właśnie. Za chwilę staniemy się członkiem UE, co utrudni handel ze Stanami Zjednoczonymi, i tak niełatwy ze względu na dystans, różnice w poziomie rozwoju technologicznego, przestrzeganie prawa autorskiego. Nie ma przecież jednak między Polską a USA wojny handlowej, do której załagodzenia konieczny byłby taki właśnie spektakularny gest. Nie może chodzić o względy czysto militarne. Nasze postępy związane z wejściem do NATO są dalekie od oczekiwań: nie zmodernizowaliśmy uzbrojenia, reorganizacja struktur nie jest zakończona, a nawet gdy sobie z tym poradzimy, to na jak długo wystarczy stu czy dwustu oficerów, którzy naprawdę potrafią porozumieć się po angielsku (a nie tylko mają masowo produkowane zaświadczenia językowe STANAG)? Strategiczna sympatia państwa Bushów Zapewne to fakt, że państwo Bush lubią państwa Kwaśniewskich, co dla takiej wizyty może być warunkiem koniecznym, ale na pewno niewystarczającym. Nie znaczy to oczywiście, by należało lekceważyć aspekt "dobrej chemii". Serdeczna przyjaźń Clintonów z Blairami była faktem politycznym, a i na polsko-amerykańskim gruncie jest w tej dziedzinie znamienny precedens. Gdy ważyły się losy decyzji o rozszerzeniu NATO, prezydent Wałęsa spotkał się z prezydentem Clintonem w Gabinecie Owalnym przy okazji inauguracji Muzeum Holokaustu. Swoim zwyczajem odrzucił przygotowane tezy i wygłosił emocjonalny apel moralno-historyczny. Polscy uczestnicy spotkania (wiem, gdyż byłem jednym z nich) wyszli ze spotkania zdruzgotani: oto była wielka szansa przedstawić prezydentowi USA poważne argumenty, a polski prezydent opowiadał o Jałcie i Katyniu; przy takim podejściu do wielkiej polityki możemy zapomnieć o rozszerzeniu. Gdy jednak kilka lat temu zaczęły się ukazywać książki analizujące proces podejmowania decyzji o rozszerzeniu (nie dlaczego, ale jak administracja amerykańska dochodzi do tak przełomowych wniosków), okazało się, że bezpośrednio po spotkaniu z Wałęsą wyraźnie wzruszony Clinton przekazał swym doradcom, iż właśnie podjął decyzję o rozszerzeniu i zleca im jej realizację. Warto o tym pamiętać teraz. Tego rodzaju względy mogą oczywiście być pomocne tylko pod warunkiem, że odpowiednie decyzje leżą w interesie państwa: przy całej charyzmie Lecha Wałęsy do rozszerzenia nie doszłoby, gdyby nie leżało ono w najlepiej rozumianym interesie USA. Podobnie jest dzisiaj: sympatia George'a W. Busha do Aleksandra Kwaśniewskiego ma znaczenie tylko pod warunkiem, że jest częścią długoterminowej strategii USA, w której znalazło się miejsce dla Polski. Jaka zatem byłaby to koncepcja? Łatwiej zrozumieć cel obecnej wizyty, jeśli umieścić ją w dalszej perspektywie. Rozciąga się ona od wczesnych działań na rzecz przyjęcia Polski do NATO aż po osiągnięcie w przyszłości przez Polskę silnej pozycji przywódczej w Europie Środkowowschodniej i znaczącej roli w strukturach europejskich, przy jednoczesnym potwierdzeniu spolegliwego partnerstwa wobec USA. Od doktryny powstrzymywania do idei integracji Ekipa decydująca obecnie o polityce zagranicznej wywodzi się w znacznej mierze z czasów prezydentury George'a Busha seniora. Po niemal trzech latach prac sformułowano wówczas tzw. regionalną strategię obronną, firmowaną przez ówczesnego sekretarza obrony Dicka Cheneya; w jej przygotowaniu brali udział przede wszystkim Paul Wolfowitz, obecnie zastępca sekretarza obrony, i Lewis Libby, obecnie dyrektor zespołu wiceprezydenta Dicka Cheneya. Podstawowymi założeniami strategii było niedopuszczenie ("wszelkimi środkami") do pojawienia się konkurencyjnego supermocarstwa oraz aktywne kształtowanie wydarzeń w świecie - a nie tylko reagowanie na samoistny rozwój wydarzeń. W strategii znakomicie mieściło się, zainicjowane przecież za prezydentury George'a Busha, rozszerzenie NATO jako sprzeczne z mocarstwowymi ambicjami ZSRR/Rosji. Po powrocie na decyzyjne stanowiska autorzy strategii tym bardziej doceniają potrzebę wypromowania pewnej liczby państw - przywódców regionalnych, które pomogłyby Stanom Zjednoczonym w utrzymaniu stabilności regionalnej i w realizowaniu koniecznych zadań taktycznych. Powinny to być zarazem państwa pozbawione potencjału mocarstwowego, by nawet w odległej przyszłości nie były w stanie wykorzystać swej promocji dla stworzenia konkurencyjnego ośrodka o zasięgu globalnym. Jest to polityka o pokoleniowej przynajmniej w perspektywie czasu, a zatem stosunkowo mało czuła na chwilowe zakłócenia. Dla jej realizacji nie ma żadnego znaczenia na przykład poziom bezrobocia w Polsce w 2002 roku - choć z pewnością istotną zmianą było wejście USA do Azji Środkowej czy uzyskanie decydującego wpływu na politykę Pakistanu. Jest już właściwie oczywiste, że takim państwem w części Europy znajdującej się poza "tradycyjnym" obszarem NATO ma być Polska, co jest wyborem poniekąd naturalnym, zważywszy na wielkość, potencjał gospodarczy, siłę wojskową (na tym obszarze mimo wszystko najpoważniejszą) czy wreszcie położenie. Dla realizacji tej koncepcji kluczowe znaczenie ma zarazem zapowiadane "wielkie rozszerzenie" NATO. Richard Haass, również członek ekipy George'a Busha seniora, został obecnie dyrektorem Departamentu Planowania w Departamencie Stanu. Stanowisko to zostało stworzone swego czasu dla i przez George'a Kennana, po jego powrocie z Moskwy, jako autora "Długiej depeszy". Zapytany, czy ekipa obecnego prezydenta myśli o koncepcji porównywalnej z "doktryną powstrzymywania" z czasów Kennana, Haass proponuje ideę "integracji". Jej sens polegałby na przekonywaniu innych państw do potrzeby zaakceptowania zasad demokracji, walki z terroryzmem i rozprzestrzenianiem broni masowej zagłady jako podstaw polityki zagranicznej - by następnie włączyć te państwa w struktury, które wymuszałyby przestrzeganie tych zasad także w przyszłości. Polska i Europa Środkowa w strukturze NATO Kraje naszego obszaru geograficznego mają różne tradycje historyczne i polityczne, nie zawsze zgodne z wymienionymi pryncypiami. Wykorzystanie powszechnego dążenia do członkostwa w NATO (dającego swego rodzaju certyfikat dojrzałości politycznej) dla wzmocnienia i utrwalenia takich wartości to klasyczny przykład idei integracji w działaniu. W strukturze takiej jak NATO możliwe jest przy tym wypromowanie jednego państwa (w tym przypadku Polski) jako przywódcy regionalnego - co byłoby znacznie trudniejsze, jeśli w ogóle możliwe, bez takiego wsparcia instytucjonalnego. W tak pomyślanym porządku traci zarazem sens alternatywa "USA czy Europa", a także - megalomańskie skądinąd - postrzeganie Polski jako amerykańskiego konia trojańskiego w zjednoczonej Europie. Utrzymanie stabilności w Europie leży nie mniej w interesie USA niż Francji czy Niemiec. Jednocześnie państwa obecnej Unii nie mają czasu ani ochoty zajmować się Wschodem i zapewne z ochotą scedują ten obowiązek na kogoś innego. Nie ulega przy tym wątpliwości, choć to temat do odrębnych rozważań, że ulega podstawowej zmianie charakter samego NATO, które w roli sojuszu integrującego, a nie militarnego, staje się zupełnie możliwy do zaakceptowania przez Rosję. Paradoksalnie, na rzecz specjalnej roli Polski w szerokim NATO przemawia też nasz mizerny bilans handlowy z USA: nasze wejście do Unii i związane z tym ograniczenia nie spowodują istotniejszych skutków dla dwustronnej wymiany handlowej i nie narażą nas na znaczącą krytykę amerykańskich eksporterów. Nasz najlepiej rozumiany interes gospodarczy to Unia Europejska, natomiast naszym najbardziej wartościowym sojusznikiem politycznym, a także wojskowym są i powinny pozostać Stany Zjednoczone. Takie rozróżnienie, a zarazem współdziałanie nie jest czymś wyjątkowym, by wspomnieć tylko Wielką Brytanię, która znakomicie godzi specjalne stosunki z USA z powinnościami wynikającymi ze wspólnej Europy. Sygnał z Białego Domu Nie można jednak zapominać, że proponowana nam rola przywódcy regionalnego może także oznaczać konieczność podejmowania trudnych decyzji; pierwszą będzie zapewne uczestnictwo w spodziewanej interwencji w Iraku. Szykując się do tej operacji - a tyle już o tym powiedziano, że niemal nie sposób się wycofać - USA zapewne nie zwrócą się do NATO jako instytucji, ale zwrócą się, i już się zwracają, do kilku jego członków, których udział w tej interwencji będzie oczywistością, jak w wypadku Wielkiej Brytanii, albo sprawdzianem spolegliwości i poważnego podejścia do zobowiązań partnerskich, a tak należałoby traktować udział Polski. Istnieje wiele powodów, dla których nie należy naciskać na aktywny udział polskich żołnierzy w takiej operacji, i nie można wykluczyć, że ostatecznie sami Amerykanie odstąpią od takich oczekiwań. Jest jednak znacznie prawdopodobniejsze, że zostaniemy zaproszeni do udziału w operacji militarnej, a wówczas jakiekolwiek wahanie, mnożenie przeszkód czy trudności zostanie odczytane jako brak gotowości do przyjęcia na siebie obowiązków strategicznego partnera USA. Trudno też nie wspomnieć o decyzji dotyczącej samolotu wielozadaniowego. Ideałem byłoby wybranie najlepszego samolotu (choć żaden nie ma istotnych wad) przy najlepszych warunkach ekonomicznych. Nie można jednak nie dostrzec specyficznej symboliki tej decyzji: jeżeli mamy być przywódcą regionalnym, specjalnym partnerem politycznym USA, jeżeli jest to (a jest) zupełnie nadzwyczajna szansa dla Polski nie tylko dla tego pokolenia - to może w interesie państwa jest, by pokazać, że rozumiemy partnerstwo jako wzajemność, a nie tylko jako gotowość do przyjmowania: "nie pytaj, co przyjaciel może zrobić dla ciebie, ale co ty możesz zrobić dla niego". Przyjęcie Polski do NATO, przy wszystkich sprzyjających okolicznościach, nie dokonało się samoczynnie: był to proces starannie monitorowany, wspomagany i kierowany przez "grupę dobrej woli", składającą się z dyplomatów i klasycznych szarych eminencji, którzy tak w Polsce, jak i w USA działali w najlepiej przez siebie rozumianym interesie swoich państw, a interesy te okazały się zbieżne. Ukoronowaniem tych starań byłoby teraz wypromowanie Aleksandra Kwaśniewskiego na sekretarza generalnego NATO. Wizyta prezydenta RP w Waszyngtonie nie stała się przebojem medialnym poza Polską, to oczywiste. Ale kilka tysięcy zagranicznych dyplomatów w Waszyngtonie zalicza się do czołówki swojej profesji. Każdy z nich doskonale rozumie symbolikę i konsekwencje takiego dowodu uznania i każdy zapewne poinformował swoją stolicę, że działania na rzecz zapewnienia wielkiego miejsca dla Polski w nowej Europie właśnie zyskały dobitne potwierdzenie swej skuteczności ze strony Białego Domu. ZBIGNIEW LEWICKI Autor jest profesorem i dyrektorem Ośrodka Studiów Amerykańskich Uniwersytetu Warszawskiego. W latach 1991 - 1994 był dyrektorem Departamentu Ameryki Północnej i Południowej MSZ. (Polemiczny artykuł, przedstawiający inny punkt widzenia roli Polski, będzie zamieszczony w następnym numerze Biuletynu. Redakcja.) |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
DROGIE KOLEŻANKI I DRODZY KOLEDZYWalne Zebranie Oddziału w dniu 23 maja 2002 zatwierdziło 2 wnioski Zarządu:
A oto wyjaśnienie, dlaczego tak postanowiono: Średnio tylko 60 członków (2/3 stanu) płaci składki. Do tej pory tylko 50 % członków zapłaciło składki za 2002 rok. Biuletyn: Drukowanie Biuletynów kosztowało nas średnio do tej pory ok. $1200.00 rocznie. Przyjmując, że 60 osób płaci składki, łatwo policzyć, że z każdej zapłaconej składki członkowskiej około $20.00 idzie na Biuletyn. Jak wszyscy członkowie wiedzą, Biuletyn ukazuje się na naszej stronicy internetowej (http://www.kpk-ottawa.org/sip/biuletyn.html) regularnie już od listopada 2000 i to w dwóch wersjach - html i pdf. Można go więc sobie samemu drukować w domu lub w pracy. Z tego powodu Zarząd postanowił wprowadzić opłatę za wysyłanie Biuletynu pocztą - dla tych, którzy nie mają dostępu do Internetu i do drukarki. Podniesienie składek: Do paru lat coroczne zestawienie finansowe wykazuje stały deficyt Oddziału. Wynika z tego, iż w każdym roku część naszej działalności finansujemy z naszych oszczędności. Tak dalej być nie może i Zarząd postanowił coś z tym zrobić. Oto zestawienie na co wydajemy pieniądze:
Razem: $20 (Biuletyn) + $12.50 + $1.50 + $8.00 + $1.00 + $1.00 + $2.00 + $4.00 + $2.00 + $1.50 + $1.00 + xy > $50.00 Jak łatwo policzyć całość przekracza $50.00 - normalną składkę członkowską, a przecież składka członka emeryta wynosi tylko $25.00. Jak jasno wynika z powyższego rozliczenia, podniesienie składek wydawało się konieczne i usprawiedliwione. Mamy nadzieję, iż wszyscy członkowie rozumieją i popierają tę podwyżkę. Mała dygresja: kol. Bogdan Gajewski zaproponował podczas Walnego Zebrania inny sposób zwiększenia funduszy. Ponieważ prawie każdy pracujący czy emeryt płaci rocznie jakąś składkę na United Way, można byłoby przekazywać część lub całkowitą sumę tej składki do SIP. Doskonała i łatwa do zrealizowania propozycja, nad którą warto się zastanowić! Czy jest jakaś szansa, że tak się stanie? Poza tym przypominamy, iż nasz przewodniczący, Jan Janeczek, zaapelował aby każdy członek postarał się o jedno płatne ogłoszenie do Biuletynu oraz starał się zachęcać znajomych do wstępowania do Stowarzyszenia Inżynierów Polskich, jedynej polskiej organizacji technicznej na terenie Kanady. Prosimy o jak największy odzew członków! Zarząd SIP Ottawa. |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
W PUSTYNI I W PUSZCZY14 maja 2002 spotkaliśmy się w Domu Polskim SPK na kolejnej projekcji polskiego filmu. Tym razem była to najnowsza ekranizacja powieści Henryka Sienkiewicza "W pustyni i w puszczy" w reżyserii Gavina Hood. Publiczność dopisała znakomicie i przyszło ponad 100 osób w najróżniejszym wieku, zaczynając od juniorów i skończywszy na seniorach, których było chyba nawet więcej niż tych pierwszych. Widownia z zapartym tchem oglądała przygody Stasia i Nel w nowej, jakże bliższej teraźniejszości wersji. Nawet ci najmłodsi, dla których normalnie przesiedzenie w jednym miejscu prawie dwóch godzin nie jest możliwe, sprawowali się bardzo dobrze i tylko troszeczkę przeszkadzali pozostałej widowni. Opinie na temat filmu były, jak się można domyślić, różnorakie, aczkolwiek wszyscy zgodnie zaznaczali, iż miło spędzili 2 godziny i liczą na zorganizowanie kolejnych projekcji tego typu. Lidia Zielińska |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
PODZIĘKOWANIEChciałbym bardzo serdecznie podziękować wszystkim, którzy odpowiedzieli na apel kol. Marii Zielińskiej o odnalezienie i dostarczenie nam starych numerów New Link i Biuletynów. Dzięki Waszej pomocy udało się skompletować braki w kolekcji Biblioteki Narodowej oraz zapewnić dalszy, regularny legalny depozyt przez Zarząd Główny SIP. Skompletowaliśmy też dodatkowo dwa zestawy - jeden dla naszego Oddziału a drugi przygotowaliśmy dla Biblioteki Towarzystwa Chrystusowego w Poznaniu (cały komplet wysłany będzie jesienią tego roku). Szczególnie chciałbym podziękować kol. Marii Zielińskiej za kompleksowe zajęcie się uporządkowaniem kolekcji New Link i Biuletynów w Bibliotece Narodowej. Czasem zdarza się, że otrzymujemy prośby o udostępnienie starych publikacji SIP dlatego zwracam się do wszystkich z prośbą, aby nie wyrzucali dawnych numerów New Link lub Biuletynów naszego oddziału bez porozumienia się z kol. Marią Zielińską, członkami Zarządu lub ze mną. Jan Janeczek |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
SPOTKANIE Z PŁK LOT. JANUSZEM ŻURAKOWSKIMW dniu 25 czerwca 2002 odbyło się, w audytorium Saint Paul University, spotkanie autorskie ze znanym nam wszystkim pilotem - legendą polskiego i kanadyjskiego lotnictwa, płk lot. Januszem Żurakowskim. Spotkanie zostało zorganizowane przez kilka organizacji polonijnych pod patronatem Okręgu Stołecznego KPK, tj. SIP, SPK, PINK oraz Polski Fundusz Wydawniczy w Kanadzie. W programie spotkania było przedstawienie autobiografii J. Żurakowskiego pt. "Nie tylko o lataniu", która właśnie została wydana przez PFW. Już na godzinę przed spotkaniem zaczęli ściągać goście, aby mieć możność zakupić książkę i otrzymać dedykację od autora. Książka rzeczywiście godna pochwały za niezwykle piękną szatę graficzną, bardzo liczne, kolorowe fotografie, piękną oprawę i koszulkę, a także wyraźny i czytelny druk. Drukowana i oprawiona przez University of Toronto Press przynosi specjalny zaszczyt nawet tak prestiżowemu wydawnictwu jak UTP. Nic dziwnego, że spotkanie autorskie z państwem Żurakowskimi zgromadziło całą elitę intelektualną Ottawy, a duże audytorium uniwersyteckie było wypełnione prawie do ostatniego miejsca. Piszę: spotkanie autorskie z państwem Żurakowskimi, bo choć p. Janusz tworzył historię, to uwieczniła ją p. Anna. Zebranych powitał dr Jerzy Dobrowolski z SPK, Koła nr 8. Nastepnie kilka słów wygłosił prezes KPK Ottawa dr Jerzy Zarzycki, a postać prelegenta przedstawił prezes PINK'u dr Aleksander Jabłoński. Wprowadzenia autora oraz jego autobiografii dokonał w imieniu PFW red. Edward Zyman. Następnie, znana z występów na różnych obchodach i imprezach polonijnych studentka Uniwersytetu Ottawskiego, Magdalena Golędzinowska odczytała fragmenty z książki. Doskonały ich zestaw pozwolił prześledzić w skrócie całe życie autora, które można podzielić na dwa 40-letnie okresy porównane bardzo pięknie do dwóch skrzydeł samolotu. Pierwsze 40 lat to życie autora jako pilota, a następne 40 jako kanadyjskiego pioniera i budowniczego ośrodka wypoczynkowego Kartuzy Lodge nad malowniczym jeziorem Kaminiskeg. Po odczytaniu wyjątków z książki autor odpowiadał na liczne pytania, wywołując salwy śmiechu swymi dowcipnymi powiedzeniami. Podsumowania wieczoru, oraz podziękowanie za przybycie na spotkanie wygłosił prof. Juliusz Łukasiewicz a pani Annie wręczono piękny bukiet kwiatów. Po zakończeniu oficjalnego spotkania wszyscy zostali zaproszeni przez organizatorów na przyjęcie z lampką wina. Był to naprawdę wieczór, który na długo zostanie w pamięci wszystkich uczestników. Maria F. Zielińska |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
PIKNIKDorocznym obyczajem w dniu 14 lipca 2002 odbył się na farmie państwa Gałków piknik urządzony wspólnie przez SPK i SIP. Słowo "wspólnie" brzmi w tym wypadku niestety bardzo ironicznie, gdyż z pośród członków SIP'u, nie będących równocześnie członkami SPK, zjawiły się zaledwie trzy osoby. A szkoda, bo metereolodzy odwołali zapowiadany deszcz i mieliśmy cudowną słoneczną pogodę z przyjemnym, ochładzającym wiaterkiem. Nie wiem co się stało z tradycyjną flagą, która od lat oznaczała wjazd na teren pikniku, ale w tym roku zastąpił ją ... parasol w białe i czerwone pasy. Parasol wypełnił chlubnie swoje zadanie, nikt się nie zgubił, a ci, co zdecydowali się przyjechać, spędzili przemiłe popołudnie na świeżym powietrzu na przyjacielskich pogwarkach. Jedzenie było świetne, porcje, które zaspokoiły chyba każdego do poniedziałkowego obiadu, a desery - palce lizać. Państwo Kuźminowie królowali przy stoisku z napojami. Wybór był jak zawsze ogromny, począwszy od zimnej herbaty poprzez różne wody gazowane, kilka gatunków piwa i napoje alkoholowe. Kol. Kielar z małżonką zapewnili doskonałą rozrywkową muzykę, za co należą się im specjalne podziękowania. Równie serdeczne podziękowania należą się tym Paniom i Panom, którzy zamiast się bawić ofiarowali swój czas na smażenie kiełbasy i hamburgerów, przygotowanie kawy i obsługę słodkiego bufetu. Słowa uznania dla Pań, które przyniosły wypieki! Na piknik przybył z ramienia Ambasady gen. Saczonek oraz znany wszystkim płk. Williams. Prezes SPK Piotr Nawrot wygłosił jak zwykle króciutkie przemówienie, złożył życzenia tym, którzy w tym dniu obchodzili urodziny czy imieniny i wręczył każdemu solenizantowi czerwoną różę. W sumie trzeba ocenić piknik jako bardzo udaną imprezę. Maria F. Zielińska |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
ŻYCZENIAZ okazji Srebrnych Godów naszego Przewodniczącego, Kolegi Jana Janeczka i jego małżonki Jadwigi, składamy najserdeczniejsze życzenia doczekania w zdrowiu i wzajemnej miłości Godów Brylantowych! Zarząd i członkowie SIP, |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
TŁOCZYĆ CZY SSAĆ?Finansowanie polskiej nauki wymaga fundamentalnych zmian. Już niedługo Komitet Badań Naukowych ma przekształcić się w ministerstwo nauki. Proponowane założenia tej reformy zawierają jednak - obok świetnych pomysłów - kilka rozwiązań nierealistycznych. Trudno zrozumieć dlaczego, mimo negatywnych doświadczeń z ostatnich dziesięcioleci, są one nadal forsowane. Utworzenie Komitetu Badań Naukowych złożonego z wybieranych w wyborach bezpośrednich przedstawicieli uczelni i instytutów badawczych miało być odpowiedzią na stary, centralistyczny system zarządzania nauką i jej finansowania. Wkrótce jednak okazało się, że taka hybryda administracji państwowej i naukowców, odpowiedzialnych tylko przed swoimi wyborcami, nie może działać sprawnie ze względu na partykularyzm interesów różnych grup. Dlatego od dawna mówiono o potrzebie reformy. Pierwszym jej krokiem było mianowanie przewodniczącego Komitetu Badań Naukowych na ministra nauki (na razie bez ministerstwa). Nowe ministerstwo nauki (a może ministerstwo nauki i technologii lub nauki i informatyzacji) ma być resortem o typowej strukturze, ale pozostałością KBN ma być w nim rada nauki, organ opiniodawczo-doradczy ministra. Członków tej rady ma powoływać minister spośród kandydatów wybranych przez środowisko naukowe. To odejście od wyborów bezpośrednich jest bardzo dobrym pomysłem. W krajach zachodnich o utrwalonej demokracji nie tylko członkowie podobnych organów doradczych, ale nawet rektorzy uczelni są powoływani przez odpowiedniego ministra spośród przedłożonych mu kandydatów. To podkreśla przecież odpowiedzialność, jaką dana osoba ma wobec organów zwierzchnich, a nie tylko wobec swoich wyborców. W "Projekcie założeń reformy systemu realizacji polityki naukowej państwa" KBN czytamy między innymi, że jednym z zadań rady nauki ma być "opiniowanie lub przygotowywanie propozycji działań dotyczących zwiększenia innowacyjności gospodarki (w tym np. opracowanie propozycji strategicznych kierunków modernizacji polskiej gospodarki)". Moim zdaniem jest to kontynuacja niczym nieuzasadnionej wiary, że to właśnie naukowcy powinni zajmować się reformowaniem gospodarki. Tymczasem naukowcy na gospodarce słabo się znają. Reformowaniem gospodarki na świecie zajmują się wykształceni menedżerowie i tak też powinno być w Polsce. Przez długie lata panowała u nas wiara w efektywność działania "pompy tłoczącej". Pracownicy instytutów naukowych mieli przekazywać wyniki swoich badań do przedsiębiorstw, a te natychmiast je wdrażać i podnosić naszą gospodarkę na wyższy poziom. Tymczasem efektywność takiej "pompy" okazywała się bliska zeru, bo nasz przemysł nie myślał zmieniać ani swoich technologii, ani przyzwyczajeń. Wyniki badań trafiały na półki i tak zrodziło się ironiczne powiedzenie, że w wielu instytutach prowadzi się "badania stosowane, ale niestosowalne". W innych krajach "pomp tłoczących" nie stosuje się, natomiast wszędzie działają "pompy ssące", bo to przedstawiciele przemysłu dają zadania instytutom, wiedząc, że tędy prowadzi droga do zwiększenia konkurencyjności ich firm. Te badania na zlecenie przemysłu są oczywiście finansowane przez przemysł, a nie przez organy rządowe. I tak dochodzimy do największej wady proponowanych założeń reformy, jaką jest utrzymanie jednego tylko źródła finansowania wszystkich badań. Taki monopol nie może dobrze działać, nie mówiąc już o tym, że - jak wiadomo - tłoczenie się wszystkich petentów przy jednym tylko okienku nikomu nie służy. Wzory efektywnych rozwiązań finansowania nauki mamy choćby za miedzą, w Niemczech. Federalne Ministerstwo Badań i Technologii jest tam największym, ale nie jedynym dysponentem środków budżetowych na badania. Pieniądze takie rozdziela także kilka innych ministerstw, w tym na przykład Ministerstwo Obrony. Istnieje wiele kanałów rozprowadzania środków rządowych, jak Towarzystwo im. Maxa Plancka, Towarzystwo im. Fraunhofera, Niemiecka Wspólnota Badawcza, Niemiecka Służba Wymiany Akademickiej. Ponadto badania są w znaczącym stopniu finansowane przez przemysł i różne fundacje. Zatem w Niemczech nie wszyscy muszą stać w jednej kolejce. Podobnie jest we Francji, gdzie poza Ministerstwem Badań i Technologii w finansowaniu badań udział bierze kilka innych ministerstw, w tym Ministerstwo Obrony. Pieniądze na badania są, podobnie jak w Niemczech, rozdzielane przez wiele "okienek", co zwiększa efektywność badań. Uważam, że w takim właśnie kierunku powinna zmierzać reforma zarządzania i finansowania nauki w Polsce. Należy odejść od obecnego układu, w którym to KBN musiał finansować wszystkie badania, nie tylko na uczelniach i w instytutach PAN, lecz także w jednostkach podległych innym resortom. Przecież na świecie to resorty obrony finansują badania na rzecz wojska, u nas zaś proponuje się, aby takie badania nadal finansowało ministerstwo nauki. Sądzę ponadto, że nawet środki w dyspozycji ministerstwa nauki powinny być rozprowadzane przez kilka kanałów, w tym Polską Akademię Nauk oraz różne agencje i fundacje. Pewna część pieniędzy umożliwiająca przetrwanie infrastruktury badawczej mogłaby być kierowana bezpośrednio z ministerstwa nauki do instytutów, natomiast pozostała powinna być rozdzielana na zasadzie konkurencji projektów badawczych przy uwzględnieniu ustalonych priorytetów. ANDRZEJ KAJETAN WRÓBLEWSKI Autor jest profesorem na Wydziale Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego i członkiem rzeczywistym PAN, w latach 1989-1993 był rektorem UW, a w latach 1992-2000 wiceprzewodniczącym Komitetu Badań Naukowych. |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
IGNACY DOMEYKO31 lipca 2002 r. minęła dwusetna rocznica urodzin tego wybitnego geologa. "Jestem dziś w smutku, tracę Domeykę, starego i doznanego przyjaciela. Bóg wie, kiedy go zobaczę" - napisał Adam Mickiewicz w 1838 r., gdy Ignacy Domeyko wyjeżdżał z Francji, by objąć stanowisko profesora chemii i mineralogii w szkole górniczej w Chile. Badania prowadzone w tym właśnie kraju miały przynieść polskiemu uczonemu międzynarodową sławę. Zanim się tam jednak znalazł, studiował na Uniwersytecie Wileńskim. Za udział w działających tam Towarzystwach Filaretów i Filomatów w 1823 r. został uwięziony. Dzięki zabiegom krewnych uniknął jednak wywózki w głąb Rosji i sześć kolejnych lat spędził, zajmując się gospodarstwem stryja. W 1830 r. włączył się jednak w powstanie listopadowe, a po przegranej emigrował najpierw do Drezna, a potem do Paryża. We Francji uzyskał dyplom inżyniera górnika, dzięki czemu władze Chile zaoferowały mu sześcioletni kontrakt. I choć Domeyko mawiał "lubię Chile, ale wzdycham do Polski", to do kraju rodzinnego zawitał dopiero po 46 latach pracy w Ameryce Południowej. W tym czasie udało mu się m. in. opracować i opublikować pierwszą mapę geologiczną Chile, opisać wiele nieznanych nauce minerałów (jeden z nich został później nazwany domeykitem), odkryć złoża saletry oraz węgla, opublikować trzytomowe dzieło o mineralogii Ameryki Południowej, zrealizować projekt budowy wodociągu dla stolicy, zreformować chilijskie szkolnictwo oraz przez 16 lat być rektorem stołecznego uniwersytetu. Zmarł 23 stycznia 1889 r. - kilka tygodni po powrocie z Polski. miko, Gazeta Wyborcza (03-07-2002) |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
WIEŚCI Z KRAJU
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
IMPREZY, OGŁOSZENIA*** Stowarzyszenie Inżynierów Polskich w Kanadzie
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||