![]() |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
BIULETYN - MARZEC 2002SPIS TREŚCI | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||
CO PRZESZKADZA W SZYBSZYM ROZWOJU
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
MUSZĘ ZDOBYĆ PIENIĄDZE SPOZA BUDŻETURozmowa z profesorem Michałem Kleiberem, kandydatem na ministra nauki w rządzie Leszka Millera Przed kilku laty, w wywiadzie dla "Rz" powiedział pan: "Potrzebne jest szybkie doprowadzenie wysokości nakładów na naukę do poziomu światowego, gdyż w przeciwnym wypadku Polskę czeka zapaść cywilizacyjna". Od tego czasu nakłady na naukę jeszcze spadły, a pan ma zamiar zostać ministrem. W pełni podtrzymuję to, co wtedy powiedziałem. Nakłady na naukę są niewspółmiernie małe w stosunku do potrzeb, co powiększa dystans dzielący nas od państw Zachodu. Sytuacja jest tym trudniejsza, że nauka - z czego nie wszyscy zdają sobie sprawę - może być tylko dobra. Ze złej czy nawet średniej nie ma żadnego pożytku. Można powiedzieć, że jeśli mamy wydawać pieniądze wystarczające jedynie na badawczą wegetację, to rozsądniej byłoby przeznaczyć je na co innego. Powtarzam więc - albo poważnie zainwestujemy w naukę i wejdziemy do grona państw rozwiniętych, albo nie zrobimy tego, rezygnując na wiele lat z przynależności Polski do bogatych krajów Zachodu. W tej samej rozmowie mówił pan: "Reguły demokracji są oczywiste - dla polityków liczą się głosy wyborców, a znacznie łatwiej jest je zdobyć, obiecując na przykład zwiększenie nakładów na walkę z przestępczością, niż na naukę". Nie jestem naiwny. Nie liczę na to, że pójdę do ministra Belki, porozmawiamy jak profesor z profesorem i załatwię sprawę finansowania nauki. Ale nie podjąłbym się obowiązków ministra, gdybym nie widział innych sposobów ratowania sytuacji. Moje najważniejsze zadanie, to stworzenie mechanizmów pozyskiwania środków na badania spoza budżetu państwa. Odsetek produktu krajowego brutto przeznaczany na rozwój nauki jest niski, ale, prawdę mówiąc, można bez trudu wskazać państwa, w których sytuacja jest zbliżona. Nie to decyduje więc o naszej złej sytuacji. Porównanie z innymi krajami przynosi bowiem inne ważne spostrzeżenie - u nas niemal całość nakładów na naukę obciąża budżet, podczas gdy w niektórych państwach rozwiniętych do 70% środków pochodzi spoza budżetu, a więc od przedsiębiorstw zlecających potrzebne im badania. Jak jednak sprawić, by firmy chciały wydawać na naukę? Po pierwsze - powtórzę pogląd, który głoszę od lat - naukowcy muszą aktywniej przekonywać współobywateli, że nakłady na naukę nie są żadną darowizną dla naukowców, ale po prostu rodzajem wspólnej inwestycji. Priorytety badawcze trzeba formułować, wychodząc od ważnych społecznie celów, takich jak na przykład poprawa bezpieczeństwa obywateli. I dopiero wtedy wskazywać, jakie badania naukowe są niezbędne do osiągnięcia takiego celu. Na pewno potrzebne jest także stworzenie mechanizmów podatkowych zachęcających do inwestowania w naukę. Nie jest to żadne odkrycie - duże ulgi wprowadzili, na przykład, Węgrzy i bardzo dobrze na tym wychodzą. Kolejna ważna sprawa, to sposób prowadzenia procesów prywatyzacyjnych, szczególnie przy udziale obcego kapitału. Popełniono w tej dziedzinie błędy bardzo istotne właśnie z punktu widzenia polskiej nauki. Nigdy nie naciskaliśmy, by działalności produkcyjnej towarzyszyła działalność naukowo-badawcza, o czym pamiętali i Czesi, i Węgrzy. My dość naiwnie cieszyliśmy się tym, że chcą u nas inwestować w produkcję. Tymczasem trzeba zdawać sobie sprawę, że - oczywiście w dużym uproszczeniu - działalność naukowa jest czysta, proekologiczna i wysoko opłacalna, a produkcja przemysłowa brudna i szkodliwa dla środowiska. Państwa rozwinięte chcą więc mieć naukę u siebie, a produkcję przesunąć gdzieś dalej. Inwestycje w laboratoria badawcze są bardzo cenne, gdyż nawet jeśli - w najgorszym wariancie - po dziesięciu latach nie ma już i firmy, i laboratorium, to pozostają wysoko wykwalifikowani fachowcy. Kończąc ten wątek, dodam, że środki pozyskane od firm i przedsiębiorstw powinny być podstawowym źródłem finansowania działalności jednostek badawczo-rozwojowych. Pracują w nich dziesiątki tysięcy ludzi o najwyższych kwalifikacjach, które trzeba koniecznie wykorzystać z pożytkiem dla kraju. Jakie jeszcze inne źródła finansowania nauki zamierza pan wykorzystać? Oczywiście, środki unijne. Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że sektor nauki jest już właściwie w Unii - formalne przystąpienie do niej nic w sferze naszej działalności nie zmieni, bowiem już dziś działamy w strukturach unijnych na dokładnie takich samych zasadach, jak Francja czy Hiszpania. Wybaczy pan, ale nie jest tajemnicą, że - jak do tej pory - do unijnego koszyka naukowego wkładamy więcej niż wyjmujemy. To, w pewnym sensie, prawda. Jest rzeczą oczywistą, że musimy to zmienić. Może najpierw przedstawię, jak cała sprawa dziś wygląda. Otóż wszystkie państwa uczestniczące w tzw. V Programie Ramowym składają do wspólnego koszyka odpowiednią kwotę, w wypadku Polski powinno to być, mniej więcej, 240 mln euro. Powinno, ale nie jest, gdyż udało nam się wynegocjować, by w początkowym okresie kwota była o jedną trzecią mniejsza. Na tym jednak nie koniec. Z pozostałych dwóch trzecich połowa, a więc około 80 mln euro, pochodzi nie z polskiego budżetu, ale ze środków pomocowych PHARE. Realnie płacimy więc około 80 mln euro. Tyle właśnie środków polscy naukowcy pozyskają zapewne ze wspólnej kasy. Tak więc udało się odzyskać to, co naprawdę wpłaciliśmy, nie udało się natomiast wykorzystać przysługującej nam zniżki i środków pomocowych. Dlaczego tak się stało? Po pierwsze, decyzja o objęciu państw stowarzyszonych, w tym Polski, wspólnym programem naukowym, decyzja oczywiście polityczna, podjęta została kilka miesięcy przed uruchomieniem V Programu Ramowego. Mieliśmy zaledwie kilka miesięcy na to, by zapoznać się z procedurą i wystąpić z wnioskami o finansowanie. Nie było to łatwe. Wiem o tym, bo właśnie przy kierowanym przeze mnie Instytucie Podstawowych Problemów Techniki PAN stworzony został, w największym pośpiechu, tzw. Krajowy Punkt Kontaktowy ds. Współpracy Europejskiej. Musieliśmy szybko nauczyć się wielu spraw. Obecnie udaje się nam uzyskiwać akceptację około jednej szóstej polskich wniosków o finansowanie prac. W przypadku państw Unii akceptowany jest, średnio, co czwarty wniosek, a więc jak na debiutantów nie wypadamy wcale tak źle. Dziś poziom merytoryczny wniosków składanych przez polskie placówki naukowe jest już zupełnie przyzwoity. Opanowaliśmy procedurę, co znacznie zwiększa nasze szanse na pozyskiwanie środków w ramach VI Programu Ramowego, który ruszy z początkiem 2003 roku. Nie da się też ukryć, że kiedy jeździłem do Brukseli w sprawach Programu Ramowego, w pierwszym roku jego działania, byłem tam witany ze zdziwieniem. W drugim roku traktowano nas już poważnie, a obecnie coraz częściej spotykam się z życzliwością. A te pozornie powierzchowne odczucia przekładają się na ostateczne wyniki konkursów - decydują o nich eksperci, których wiara w możliwości polskiej nauki jest jednym z elementów sukcesu. Są jeszcze inne bariery do pokonania. Polscy naukowcy muszą, na przykład, nauczyć się śmiałości. Jeśli Francuz do sprawnej realizacji prac potrzebuje dwóch urządzeń po 100 tys. euro, to po prostu wpisuje je do budżetu. Polski naukowiec wpisuje jedno albo nie wpisuje w ogóle, bo przyzwyczaił się, że w kraju takie "ekstrawagancje" nie mają szans na realizację. Zmiany wymaga też system naliczania wynagrodzeń. Na razie przeliczane są one według średnich płac w danym kraju, co sprawia, że za tę samą pracę polski naukowiec otrzymuje wielokrotnie mniej niż niemiecki. To także wpływa na wielkość otrzymywanych przez nas kwot. Negocjacje w tej sprawie mają spore szanse na sukces. Zostanie pan ministrem nauki i informatyzacji. Jak wyglądać będą działania resortu w tej drugiej dziedzinie? Nie chciałbym wypowiadać się na ten temat, gdyż byłoby to przedwczesne. Pewne jest jedno - przyszły rząd ma program informatyzacji kraju, i jest to program dobry, trzeba go po prostu realizować. Szczegółowe rozwiązania organizacyjne będą dyskutowane w najbliższych dniach. Rozmawiał Nota redakcji. Prof. Kleiber jest obecnie szefem Komitetu Badań Naukowych w randze ministra. |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
HELIKOPTERY NA CO DZIEŃTo tytuł odczytu kol. dr Bogdana Gajewskiego w dniu 19 lutego 2002 w Domu Polskim SPK. Państwo Gajewscy są bodaj "najmłodszymi" członkami SIP i dlatego należą się im specjalne słowa uznania za aktywne włączenie się od razu do pracy naszego Stowarzyszenia. Kol. Bogdan jest z wykształcenia inżynierem mechanikiem kończąc Wydział Budowy Maszyn i Okrętów Politechniki Szczecińskiej. Mianowany na asystenta na Wydziale Mechanizacji Rolnictwa zajął się zastosowaniem sprzętu lotniczego w rolnictwie. W 1979 roku uzyskał tytuł doktora nauk rolniczych z zastosowania samolotów i helikopterów w rolnictwie. W 1985 roku przyjechał poprzez Grecję do Kanady i pracuje obecnie w Ministerstwie Transport Canada jako Senior Corrective Action Engineer, Rotorcraft, odpowiedzialny za bezpieczeństwo helikopterów. Oboje państwo Gajewscy są bardzo czynni w życiu kulturalnym Ottawy, prowadzili przez dłuższy czas polską stację radiowa, a obecnie prowadzą z werwą i zapałem Stowarzyszenie "STO", czyli Stowarzyszenie Twórców Ottawskich (malarzy, pisarzy etc.) i wydają miesięcznik "Mixer". W "wolnych chwilach" kol. Bogdan pisze również książki, a także własnymi rękami buduje dom w pięknej, miejscowości Poland niedaleko Ottawy. Po przedstawieniu naszego prelegenta wracam do treści i wrażeń z odczytu. W pierwszej części prelegent przedstawił podstawowe dane statystyczne świadczące o tym, że Kanada obecnie zajmuje pierwsze miejsce na świecie pod względem ilości helikopterów w przeliczeniu na jednego mieszkańca. Podobnie jest zresztą z samolotami. W Kanadzie jest zarejestrowanych ponad 1600 helikopterów i ponad 25,000 samolotów, a jedna z największych wytworni helikopterów na świecie mieści się niedaleko lotniska Mirabel pod Montrealem. Pierwszymi helikopterami w kanadyjskich siłach zbrojnych były helikoptery firmy Piasecki. Można obejrzeć jeden, zachowany jako eksponat w Muzeum Lotnictwa w Ottawie. Wraz z rozwojem gospodarczym i technicznym w ostatnim dwudziestoleciu wzrosło zapotrzebowanie na helikoptery do zadań specjalistycznych takich jak: transport na większe odległości (platformy wiertnicze, przewozy pasażerskie), przemieszczanie ciężkich ładunków (wyręby lasów, budowa linii wysokiego napięcia, pomniki) oraz mniejsze jednostki wielozadaniowe (patrole policyjne, transport chorych, akcje ratownicze czy wycieczki narciarskie). Helikoptery są bezpiecznymi maszynami do latania choćby ze względu na to, że latają nisko i powoli. W razie awarii silnika następuje samoczynne wysprzęglanie i wirnik silnika obraca się dalej kosztem uzyskanej wcześniej energii kinetycznej. Daje to pilotowi czas na przygotowanie się do lądowania. Tuż nad ziemią pilot robi manewr przypominający wznoszenie się do góry, co powoduje zatrzymanie się helikoptera w miejscu i łagodne opadnięcie na ziemię. Manewr ten jest wielokrotnie ćwiczony w trakcie szkolenia pilota. Stąd mała ilość wypadków helikopterowych. Liczne przezrocza pozwoliły uczestnikom zapoznać się z rozmaitymi typami helikopterów, które różnią się miedzy sobą tak pod względem wielkości, kształtu jak i ilości łopat w rotorze zależnie od ich przeznaczenia. Po prelekcji nawiązała się ożywiona dyskusja oraz szereg zapytań odnośnie stanu helikopterów w armii kanadyjskiej, ilości i budowy łopat oraz w jakim stopniu helikoptery zanieczyszczają środowisko naturalne. Ponieważ to ostatnie zagadnienie interesuje na pewno wszystkich czytelników podaję wyjaśnienie prelegenta. Jeżeli chodzi o paliwo lotnicze używane do silników helikopterowych, to we wszystkich helikopterach dwu i trzysilnikowych, a także w większości jednosilnikowych, jedynym używanym paliwem jest nafta lotnicza, która sama w sobie nie stanowi poważnego zagrożenia dla środowiska. Problemem są spaliny, bo w procesie spalania mogą wydzielać się związki niekorzystne dla środowiska naturalnego. Niestety obecnie nie stosuje się żadnych urządzeń w celu oczyszczania spalin, gdyż cały nacisk położono na wydajność silnika, a każde urządzenie do oczyszczania spalin by tą wydajność pomniejszało Składamy serdeczne podziękowania kol. Gajewskiemu za ten ciekawy, doskonale przedstawiony i ilustrowany odczyt! Maria F. Zielińska |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
FULLERENY I NANORURKIW poprzednim numerze Biuletynu przyrzekliśmy, że zamieścimy więcej informacji o nanorurkach i fulleronach. Odkrycie tych dwóch zjawisk zostało uznane jako jedno z największych osiągnięć naukowców w ubiegłym roku. Do niedawna ze szkolnych podręczników można się było dowiedzieć, że odmianą węgla jest grafit i diament. Różnice w ich wewnętrznej budowie przejawiają się nie tylko w wyglądzie, ale i w twardości. Diament jest niemal rekordzistą, grafit zaś jest tak miękki, że zostawia ślady nawet na papierze. Wszystkiemu jest winne inne poukładanie atomów. W diamencie każdy atom jest mocno związany z siecią pozostałych. W graficie płaszczyzny plastrów są ze sobą związane słabo. Węgiel w piłkach W 1985 r. prof. Robert F. Curl jr. i prof. Richard E. Smalley z uniwersytetu w Houston, USA, wraz z prof. Haroldem W. Kroto z brytyjskiego uniwersytetu Sussex w Brighton, korzystając z pomocy dwójki doktorantów, J. R. Heatha i S. C. O'Briena, przez jedenaście dni "katowali" promieniami lasera próbkę węgla zamkniętą w naczyniu z obojętnym helem. Próbowali w ten sposób odtworzyć warunki, jakie panują w przestrzeni kosmicznej. Wybite laserem atomy węgla trafiały do próżniowego naczynia, ochłodzonego niemal do zera bezwzględnego. Tam, stygnąc, tworzyły niezwykłe twory: łączyły się w nieznane wcześniej cząsteczki, po 60 atomów w każdej. Potem okazało się, że odpowiednio sterując warunkami reakcji, można otrzymywać także związki, w których cząsteczkach jest coraz więcej atomów węgla: 70 (przypomina piłkę do rugby), 76, 78, 84, a nawet 960. Smalley i Kroto zrozumieli, że laserowy promień wyrywa z grafitu kawałek węglowego plastra miodu, a on zwija się i skłębia, tworząc kulę zbudowaną z sześciokątów. Ale skąd wzięło się akurat 60 atomów; ani mniej, ani więcej? - Układali modele cząsteczek z wykałaczek, sklejali gumą do żucia. I nic - opowiada prof. Lucjan Piela z Uniwersytetu Warszawskiego. - Rozwiązanie przyszło do głowy Smalleyowi wczesnym rankiem w sierpniu 1985 r. Wymyślił, że atomy węgla, zamykając się, tworzą cząsteczki do złudzenia przypominające piłki używane w futbolu. Podobne do piłki szkielety w architekturze noszą nazwę kopuł geodezyjnych, a wymyślił je amerykański konstruktor Richard Buckminster Fuller, który przykrywał takimi ażurowymi konstrukcjami pawilony i hale fabryczne. Na jego cześć nowe cząsteczki węgla odkrywcy nazwali fullerenami. Inne nazwy, pochodzące od piłki nożnej - np. futboleny - nie przyjęły się. W 1996 Curl, Smalley i Kroto za badania nad fullerenami otrzymali Nagrodę Nobla z chemii. Co jeszcze umie węgiel Niedawno naukowcy pracujący nad fullerenami natrafili także na ich bliskich krewnych - nanorurki. Powstają one wtedy, kiedy plaster węglowych sześciokątów nie zamknie się w kulę, lecz zaczyna zwijać, tworząc długą cienką rurkę. 15 lat przed eksperymentatorami fullerenami zajmowało się także dwóch japońskich teoretyków - E. Osawa i Z. Yoshida. Jednak ich książki z matematycznymi modelami fullerenów wydane były tylko po japońsku. Nie znalazły większego odzewu i odkrywcy zarzucili dalsze prace nad piłkami. Udało im się nawet dzięki obliczeniom przewidzieć kolor fullerenu C60 - jest żółty - opowiada prof. Piela. I po co nam to - Od odkrycia tej trójki rozpoczęły się badania nad fullerenem i podobnymi cząsteczkami - mówi prof. Lucjan Piela. - Fullereny stały się surowcem w syntezie nowych związków organicznych i nieorganicznych oraz zupełnie dotychczas nieznanych, nowych materiałów - powiedział nam prof. Zbigniew Stojek, także z Wydziału Chemii UW. Ostatnio z fullerenami wiązane są ogromne nadzieje na produkcję nadprzewodników - substancji przewodzących prąd bez żadnego oporu. Będzie to prawdopodobnie możliwe po "nadzianiu" fullerenu atomem metalu, np. itru. Sprzyjają temu również wiązania pomiędzy węglami w fullerenie (ani pojedyncze, ani podwójne), które tworzą dla elektronów wygodne autostrady. Już dzisiaj naukowcy opanowali sztukę wciskania do środka fullerenów atomów kilku metali i mniejszych związków chemicznych. Niektóre z nich mogą w przyszłości służyć jako leki. Zespół prof. F. Wudla z Uniwersytetu Kalifornijskiego połączył np. cząsteczki fullerenów z grupami karboksylowymi. Dzięki temu otrzymano związki rozpuszczalne w wodzie. Wykryto także, że jeden z tych związków blokuje działanie dwóch ważnych enzymów wirusa HIV - proteazy i odwrotnej transkryptazy. Marcin Jamkowski |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
Z KART HISTORII
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
APEL O POMOCKończymy już sortowanie dokumentów z dawniejszych lat aby przekazać je do Archiwum Państwowego. Ponieważ chcemy przekazać dokumentację jak najbardziej kompletną zwracamy się do wszystkich Koleżanek i Kolegów, którzy byli członkami Zarządu w ostatnich 20 latach o przejrzenie starych dokumentów SIP. Poszukujemy protokółów zebrań Zarządu od czerwca 1988 do stycznia 1989 włącznie oraz kompletu protokółów z roku 1992-1993. Po zrobieniu fotokopii oryginały będą zaraz zwrócone. Poszukujemy również nadal New Link 1985, nr 2 oraz starych biuletynów Oddziału: 1973/74,nr 2 i3; 1974/75, nr 1 i 4; 1975/76 nr 1,4-8 oraz 1978/79 nr 3. Będziemy bardzo wdzięczni za pomoc w uzupełnieniu ciągów dokumentacji. Sprawa bardzo pilna! Proszę kontaktować się w tej sprawie z kol. Marią F. Zielińską, tel. 237-4517, e-mail: jmziel@alphainter.net. |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
OD REDAKTORA BIULETYNUW Biuletynie SIP - luty, 2002 r. - ukazało się wspomnienie o zmarłym koledze Jerzym A. Dobrodzickim podpisane przez panią Danutę Tabaka. Oryginalny tekst nie mógł być zamieszczony w Biuletynie ze względu na objętość. Poprosiłem autorkę, aby dokonała skrótów. Pani Tabaka zasugerowała, abym ja dokonał skrótów. Co uczyniłem starając się zachować wiernie fakty. Autorka wyraziła dezaprobatę dla opublikowanej treści Wspomnień i zażądała wycofania Jej nazwiska z publikacji. Redaktor |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
WIEŚCI Z KRAJU
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
IMPREZY, OGŁOSZENIA*** Zarząd SIP Oddział Ottawazaprasza na projekcję filmu MACIEJA DUTKIEWICZAzatytułowanego "FUKS"Data: 19 marca (wtorek) 2002 r. Dwa rozbite radiowozy policyjne, zniszczenie mienia przez podpalenie za pomocą ładunku wybuchowego, kradzież samochodu. Nieźle, jak na jedną noc! Taki jest bilans osiemnastych urodzin Aleksa - głównego bohatera sensacyjnej komedii romantycznej "Fuks". Wesołym solenizantem zaczyna interesować się policja, zwłaszcza doświadczony inspektor, stosujący niekonwencjonalne metody śledcze. Potem w życiu 18-latka pojawia się piękna dziewczyna. Więcej informacji na: http://www.kpk-ottawa.org/sip/imprezy/020319_film.html i w Komunikatach Ottawskich. *** SPK Koło Nr 8zaprasza na pogadankę p. Tadeusza Duncan"Aresztowanie w Krakowie i ciąg dalszy"Data: 5 marca (wtorek) 2002 r. *** Ambasada RP oraz SPK Koło Nr 8zapraszają na wyświetlenie filmu pt. "MODJESKA CANYON"Jest to fascynujący, przejmujący spektakl poruszający duszę i serca o Halinie Modrzejewskiej największej polskiej aktorce, największej gwieździe teatru amerykańskiego. Wyznania, nawet najbardziej intymne, tajemnice swego bogatego życia ujawnia sama artystka podczas pożegnalnego przyjęcia z udziałem licznych gości. Data: 21 marca (czwartek) 2002 r. *** KUPNO - SPRZEDAŻ NIERUCHOMOŚCI *** LOENARD SAMEK *** |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||