![]() |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
BIULETYN - GRUDZIEŃ 2001SPIS TREŚCI | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||
APELSPK zwróciło się z prośbą do organizacji polonijnych o pomoc finansową w zakupie nowego pianina do Domu Polskiego SPK. W opinii zarządu SPK pianino służyć będzie w większości organizacjom polonijnym, które wynajmują Dom Polski na organizowane przez siebie imprezy. Kosz zakupu instrumentu szacuje się na 3,500 dolarów. Stan finansowy wielu organizacji, do których zwrócił się zarząd SPK, w tym również SIP'u, nie pozwala na dołączenie się do projektu w sposób znaczący. W tej sytuacji Zarząd SIP proponuje następujące rozwiązanie:
Biorąc pod uwagę stan osobowy obu organizacji możemy zebrać sumę około $800.00 co na pewno stanowić będzie liczący się wkład do funduszu na zakup instrumentu. Datki należy wysyłać na adres SIP'u w terminie do 20 grudnia lub przekazać skarbnikowi w czasie najbliższego zebrania Zarządu SIP. Zarząd SIP |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
PUSTKA W PRZYSZŁOŚCIMateria, z której jesteśmy zbudowani my sami i nasze otoczenie, prawdopodobnie jest czymś nienormalnym we Wszechświecie. Jesteśmy zbudowani ze znanych nam jeszcze ze szkoły protonów, neutronów i elektronów (wypada wiedzieć, że uważane dawniej za cząstki elementarne protony i neutrony składają się z kwarków, ale w tym artykule nie jest to dla nas istotne). Z tego samego, chciałoby się powiedzieć "swojskiego", tworzywa zbudowane jest Słońce i okrążające je planety. Taką samą protonowo-neutronowo-elektronową materię, która podlega prawidłowościom zaobserwowanym w ziemskich laboratoriach, znajdujemy w obiektach odległych od Ziemi o miliardy lat świetlnych. Umacniało to w nas do niedawna wizję Wszechświata, w którym możemy czuć się jak we własnym domu. Może trochę za dużym, może miejscami niegościnnym, ale mimo wszystko własnym. Ostatnie odkrycia zachwiały jednak tym przekonaniem. Kosmologia odniosła w minionym ćwierćwieczu olbrzymie sukcesy. Wprawdzie nadal nie wiemy, skąd wziął się Wszechświat, ale jesteśmy pewni, że miał początek i że obecnie liczy sobie kilkanaście miliardów lat. Potrafimy opisać pierwsze sekundy jego istnienia, wytłumaczyć, jak powstały pierwiastki chemiczne i wyjaśnić, dlaczego występują w takich a nie innych proporcjach. Za pomocą komputerów możemy prześledzić, jak z pierwotnie jednorodnej materii uformowały się obserwowane dziś przez nas obiekty kosmiczne. Wszystko to jednak nie wystarcza, by spocząć na laurach. Wielkie zdobycze kosmologii przyszło okupić wątpliwościami i nowymi pytaniami. Badając Wszechświat stopniowo nabraliśmy przekonania, że dostrzegamy tylko drobną część jego zawartości. Pierwsze niepokojące sygnały pochodziły od obserwatorów odległych gromad galaktyk. Okazało się, że większości tworzywa, z którego zbudowane są te olbrzymie obiekty (ich rozmiary sięgają kilkunastu milionów lat świetlnych), po prostu nie widzimy! Między gwiazdami w galaktykach i w kosmicznej przestrzeni międzygalaktycznej jest rozsiana niezwykła materia, która o swoim istnieniu daje znać jedynie pośrednio - poprzez przyciąganie grawitacyjne. Astronomowie mówią o niej "ciemna", ale jest to bardzo mylące. Ona nie jest ciemna: jest po prostu niewidzialna. Nie tylko nie widzą jej nasze oczy. Niemal w ogóle nie "wyczuwają" jej nasze protony, neutrony i elektrony, dlatego nie udało się jej jeszcze zaobserwować w żadnym ze zbudowanych specjalnie w tym celu laboratoriów. Precyzja obserwacji zwiększa się jednak nieustannie i być może już niedługo usłyszymy o pierwszej detekcji tego widmowego składnika Wszechświata. Problem zawartości Wszechświata jest badany nie tylko w obserwatoriach astronomicznych i specjalistycznych laboratoriach nastawionych na wykrywanie ciemnej materii. Bardzo ważna rola przypada też niesłychanie czułym przyrządom wynoszonym ponad gęste warstwy atmosfery na pokładach sztucznych satelitów i w gondolach balonów stratosferycznych. Ponad rok temu dwa międzynarodowe zespoły prowadzące eksperymenty balonowe dokonały czegoś, co trochę nieprecyzyjnie można nazwać "zważeniem Wszechświata": stwierdzono, że w każdym metrze sześciennym przestrzeni kosmicznej znajduje się średnio 10-23 grama materii (ściślej mówiąc, chodzi tu zarówno o masę materii, jak o masę, która zgodnie ze słynnym wzorem Einsteina jest równoważna wszelkim rodzajom energii wypełniającej Wszechświat). Jak się okazało po dokładnej analizie danych, której wyniki opublikowano w maju br., w owej mieszaninie "zwykła" materia stanowi zaledwie 5%, co oznacza, że na jeden atom wodoru przypada objętość aż trzech metrów sześciennych. Tyle samo przewiduje teoria Wielkiego Wybuchu, zgodnie z którą młody Wszechświat wypełniała materia o dużej gęstości i wysokiej temperaturze. Potwierdzenie teorii Wielkiego Wybuchu nie jest jednak największym sukcesem eksperymentów balonowych. Ich wyniki, uzupełnione danymi zebranymi w obserwatoriach astronomicznych, prowadzą do zaskakującego wniosku: zwykła i ciemna materia stanowią łącznie zaledwie około 30% zawartości Wszechświata! Pozostałe 70% przypada na składnik jeszcze bardziej tajemniczy niż ciemna materia, który bywa nazywany "ciemną energią" lub "kwintesencją". Ten ostatni termin został zapożyczony od starożytnych Greków, którzy do czterech składowych materialnego świata (ziemi, wody, powietrza i ognia) dodawali czasem piątą - właśnie kwintesencję, by za jej pomocą wyjaśnić, jak ciała niebieskie utrzymują się na swych orbitach. Materia - ta zwykła i ta ciemna - jest źródłem sił grawitacyjnych, które hamują rozbieganie się galaktyk i spowalniają zapoczątkowaną Wielkim Wybuchem ekspansję Wszechświata. Także energia, z którą stykamy się na co dzień, ma swój (choć niewielki) udział w grawitacyjnym hamowaniu kosmosu. Natomiast kwintesencja nie tylko nie współdziała z materią i zwykłą energią, lecz przeciwdziała wytwarzanej przez nie grawitacji. W jej obecności grawitacyjne hamowanie galaktyk staje się z upływem czasu coraz mniej skuteczne, a w pewnej chwili przeradza się w "kwintesencyjne" przyspieszanie. Nasz Wszechświat zaczął przyspieszać już kilka miliardów lat temu, by z coraz większą prędkością rozbiec się w nieskończoność. Jego daleka przyszłość to pustka i nicość. Perspektywa smutna, lecz na szczęście na tyle odległa, że można się nią nie przejmować. Trudno jednak zachować obojętność wobec wyników bilansu zawartości Wszechświata. Może już niedługo dowiemy się, czym jest ciemna materia. Jej natura jest dla nas w tej chwili jedną wielką zagadką, ale zapewne uda się ją kiedyś rozwiązać. Jednak nawet wtedy nasze protony, neutrony i elektrony będą we Wszechświecie czymś po prostu nienormalnym... Michał Różyczka Autor jest profesorem astronomii w Centrum Astronomicznym Mikołaja Kopernika PAN w Warszawie. |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
STARY SPOSÓB, NOWA TECHNOLOGIA: TERMICZNA TERAPIA RAKA MÓZGUZłośliwe nowotwory, czyli rak, są obecnie, obok schorzeń serca, głównym źródłem śmiertelności w świecie zachodnim, nic więc dziwnego, że terapia nowotworowa jest od wielu lat przedmiotem wysiłków wielu uczonych tak w dziedzinie medycyny jak i fizyki i chemii. Nowotwory rakowe cechuje niekontrolowany rozrost komórek, które nie mają specjalnych funkcji. Konkurują one z normalnymi komórkami o pokarm i zabijają zdrową tkankę przez pozbawienie jej materiałów odżywczych. Prelegent przedstawił w sposób zrozumiały nawet dla laika różne metody wykrywania schorzeń tkanek takie jak tomografia komputerowa, tomografia emisji pozytronowej (PET), na który to temat mieliśmy już odczyt kilka lat temu, rezonans magnetyczny funkcjonalny (MRI) i inne, jak również klasyczne terapie zaoferowane przez nauki fizyczne (radioterapia) i chemiczne (chemoterapia). Celem ich jest zniszczenie zwyrodniałych komórek bądź przez użycie promieniowania jonizującego lub aktywnych związków chemicznych. Problemem w użyciu tych metod leczenia jest trudność ograniczenia promieniowania czy działania trujących związków chemicznych wyłącznie do tkanek chorych bez uszkodzenia otaczających ich tkanek zdrowych. Jest to specjalnie ważnym w wypadkach raka mózgu, gdyż uszkodzenie tkanki zdrowej otaczającej nowotwór może łatwo spowodować uszkodzenie centrów funkcyjnych wzroku, mowy, ruchu itd. Hypertermia, która obecnie obraca się w granicach 42-45 stopni C wzmaga znacznie skuteczność innych terapii. Prof. Jarosz pracuje obecnie nad wyprodukowaniem wewnętrznych aplikatorów elektromagnetycznych i ultradźwiękowych. Wszczepione wokół nowotworu pozwolą na bardziej precyzyjne działanie przy wyższych temperaturach bez uszkadzania tkanki otaczającej. Współpracując z neurochirurgami prof. Jarosz ma nadzieję wyprodukować ulepszony model aplikatora, a następnie rozpocząć przeprowadzanie pomiarów na zwierzętach. Ostatecznym etapem jest przeprowadzenie badań klinicznych, które pozwolą z kolei na wprowadzenie termicznej metody leczenia raka mózgu do praktyki medycznej. Dr Bogusław Jarosz uzyskał dyplom magisterski na Uniwersytecie Warszawskim ze specjalizacją w fizyce reaktorów jądrowych, a doktorat w dziedzinie fizyki ciała stałego w Instytucie Fizyki Politechniki Warszawskiej. Po kilku latach zatrudnienia tamże jako adiunkt wyjechał do Nigerii organizując studia dyplomowe z fizyki. Osiemnaście lat temu przybył do Kanady i pracuje na Carleton University jako profesor fizyki, specjalizując się w fizyce i inżynierii biomedycznej, a w szczególności zastosowania ultradźwięków w onkologii. Dr Jarosz pełnił na uniwersytecie również szereg obowiązków administracyjnych a obecnie jest członkiem Senatu. Uczestniczy również aktywnie w międzynarodowych organizacjach naukowych i jest edytorem żurnalu Medical Physics oraz recenzentem prac naukowych dla kilku innych publikacji. Jesteśmy dumni, że jesteśmy pierwszą grupą polonijną, której dr Jarosz przedstawił wyniki swych prac w języku polskim i życzymy mu wielu dalszych sukcesów w jego pracy naukowej! Maria F. Zielińska |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
NOWE TECHNOLOGIE W POLSCERaport Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową i "Gazety Wyborczej" Sektor nowych technologii kojarzy się przede wszystkim z produkcją procesorów w sterylnych warunkach, Internetem i komputerami. Tymczasem firmy wysoko-technologiczne produkują również leki, samoloty, sprzęt medyczny. "Gazeta" i IBnGR przyjrzały się sytuacji tego sektora w Polsce Sektor nowych technologii kojarzy się z produkcją procesorów w sterylnych warunkach, Internetem i komputerami. Tymczasem firmy wysoko-technologiczne (jak piszą o nich ekonomiści) produkują też leki, samoloty, sprzęt medyczny... Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową i "Gazeta" przyjrzały się sytuacji tego sektora w Polsce. Silny i dynamicznie się rozwijające przedsiębiorstwa wysokich technologii to jeden z najważniejszych czynników decydujących o powodzeniu całej gospodarki. Firmy high-tech wykorzystują przede wszystkim wiedzę i kapitał ludzki. Wymagają również intensywnej działalności innowacyjnej i wysokich nakładów na badania i rozwój, wspierając rozwój wszystkich działów gospodarki. - W gospodarce globalnej, która podlega nieustannym zmianom, innowacje nie są potrzebne. One są bezwzględnie konieczne - mówi jeden z guru zarządzania Peter Drucker. To właśnie dzięki firmom high-tech do gospodarki trafiają nowe rozwiązania. Z ich doświadczeń korzysta tradycyjna część gospodarki - tak było i jest w najbardziej rozwiniętych krajach, takich jak USA, Wielka Brytania, Japonia czy Izrael. Mało nas Z badania IBnGR i "Gazety" wynika, że polski sektor wysokich technologii jest jeszcze stosunkowo niewielki w skali całej gospodarki kraju. Nie doczekaliśmy się jeszcze Doliny Krzemowej nad Wisłą. W tym roku firm, które można zaliczyć do sektora wysokich technologii, było w Polsce tylko 810. Oznacza to, że na każde 10 tys. przedsiębiorstw tylko 66 korzysta z zaawansowanych technologii w produkcji. Jedna firma wysoko-technologiczna przypada na 50 tys. mieszkańców. W porównaniu z Europą to niewiele - np. w fińskim parku technologicznym w Kuopio funkcjonują aż 82 takie firmy, podczas gdy samo Kuopio ma 86 tys. mieszkańców. A to tylko jeden z parków technologicznych w Finlandii. - Kondycja sektora wysokich technologii w Polsce pozostawia wiele do życzenia - mówi Przemysław Rot z IBnGR, jeden z autorów badania. - Odbiegamy poziomem zaawansowania technologicznego od średniej krajów OECD. Aby to zmienić trzeba intensywnie integrować środowiska biznesowe i naukowe. Konferencje, sympozja, współpraca naukowców z firmami to tylko niektóre z możliwości. Takie kontakty mogą zaowocować wdrożeniem konkretnych rozwiązań zaproponowanych przez naukowców, których badania finansują biznesmeni. W Polsce taka praktyka jeszcze nie wykształciła się w takim stopniu, by dawać efekty w postaci nowoczesnych produktów. Miliony na rozwój? Liczba przedsiębiorstw to nie jedyna słabość polskiego sektora high-tech. Polskie firmy technologiczne nie mogą konkurować ze swoimi zagranicznymi odpowiednikami pod względem ilości pieniędzy przeznaczanych na badania i rozwój nowych produktów. Tylko 6,6 proc. polskich firm wysokich technologii w ogóle nie finansuje badań nad swoimi produktami. Prawie co trzecie przedsiębiorstwo wydaje rocznie od 1 do 5 mln zł na prace badawcze, aż 40 proc. firm na prace B+R przeznacza do 250 tys. zł. w skali roku. Z reguły te firmy należą do najmniejszych na rynku. - W porównaniu z zagranicą pieniądze przekazywane na badania i rozwój są w Polsce symboliczne - mówi Przemysław Rot. - W tym zakresie musi być prowadzona jasna i zdecydowana polityka państwa, a u nas ona się dopiero powoli tworzy. Są wprawdzie centra transferu technologii, idea zaczerpnięta z UE, ale nie ma spójnego programu, który zdynamizowałby cały sektor. Pomoc dla dużych Obecnie wsparcie publiczne (między innymi pieniądze z UE przekazywane w ramach programów ramowych i środki uzyskiwane z Komitetu Badań Naukowych) dla sektora high-tech trafia przede wszystkim do firm dużych, mających już ugruntowaną pozycję na rynku. Aż 95 proc. firm korzystających z pieniędzy publicznych na badania i rozwój należy do grupy, która uzyskuje rocznie ponad 5 mln zł przychodu. Może to wskazywać na to, że małe, rozwijające się firmy wysokich technologii nie mogą liczyć na pomoc państwa lub nie potrafią jej uzyskać - po prostu o niej nie wiedząc. Są one potencjalnie bardzo innowacyjne, ale w początkowej fazie rozwoju brakuje im pieniędzy. Nie ma oficjalnych statystyk wskazujących, ile firm upadło z powodu braku takich środków, ale eksperci twierdzą, że jest to znaczna liczba. Taka tendencja może prowadzić do zatrzymania rozwoju badanego sektora w przyszłości, co przy obecnej konkurencji zagranicznej powinno budzić obawy o przyszłość polskiej gospodarki. - W branży farmaceutycznej nie powstają praktycznie żadne nowe polskie firmy. To po prostu zbyt kosztowna inwestycja wymagająca nowoczesnych technologii, wykwalifikowanej kadry, spełnienia rygorystycznych warunków branżowych - mówi jeden z dyrektorów polskiej firmy działającej w tym sektorze, pragnący zachować anonimowość. - Sporo w tym winy polityki państwa. Zmniejszanie nakładów na rozwój nowych technologii w instytutach naukowych spowodowało, że musimy kupować myśl techniczną z zagranicy, a to wymaga astronomicznych pieniędzy. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś poza koncernami zachodnimi miał wystarczająco dużo środków na otworzenie zakładu produkującego zaawansowane farmaceutyki. Dlatego ten sektor na pewno nie będzie się powiększał o polskie firmy. Dyrektor departamentu strategii w Ministerstwie Gospodarki Bronisław Kowalak twierdzi, że w Polsce jest wiele inicjatyw i projektów, które mają zdynamizować nasz sektor wysokich technologii: - Niestety, nie wszyscy przedsiębiorcy o nich wiedzą i stąd bierze się mylne przekonanie, że w Polsce nie wspiera się nowych technologii. Cały czas pracujemy nad polityką informacyjną w tym zakresie. Docieramy powoli do firm na poziomie gmin, pokazując, jak ubiegać się o pieniądze z UE, jak zarządzać firmami, gdzie szukać rynków zbytu, partnerów w interesach. Kowalak zapowiada, że jeszcze w tym roku pod egidą Agencji Techniki i Technologii powstanie fundacja, która zajmie się pomocą dla firm wysokich technologii. Jej zadaniem będzie "prowadzenie za rękę" wynalazców, którzy mają pomysł, ale nie wiedzą, jak go wdrożyć w gospodarce. Fundacja będzie złożona z ekspertów, którzy pomogą przedsiębiorcom napisać biznes plan, znaleźć banki gotowe sfinansować działalność, znaleźć partnerów w biznesie. Więcej stref Firmy high-tech narzekają: pomoc państwa w zakresie wyznaczania stref, w których byłyby korzystne warunki rozwoju tego typu działalności, jest nadal niewystarczająca, podczas gdy na świecie tworzenie specjalnych stref sprzyjających wysokim technologiom jest rutynowym działaniem. Wystarczy podać przykłady Wielkiej Brytanii, wspomnianej już Finlandii czy USA. Z badania wynika, że w Polsce trzeba stworzyć odpowiednie warunki dla nowoczesnych firm i dotrzeć do zainteresowanych przedsiębiorców z informacjami o już istniejących możliwościach rozwoju. Jeżeli tak się nie stanie, nasza gospodarka będzie skazana na technologiczną peryferyjność i traktowana jako zaplecze surowcowe dla lepiej rozwiniętych sąsiadów. Jest jeszcze czas, by wziąć udział w wyścigu o nowoczesność, ale czas ten kurczy się coraz szybciej. Maciej Kuźmicz |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
POLSKIE SZTUCZNE SERCEPolscy specjaliści opracowali prototyp implantowanej komory wspomagania serca i w ciągu 5 lat będą w stanie skonstruować w całości wszczepiane sztuczne serce. Pierwsze na świecie takie urządzenie jest już stosowane w USA. W tym roku wszczepiono je 5 chorym cierpiącym na przewlekłą niewydolność serca. - Jeszcze do 1997 r. dorównywaliśmy badaczom amerykańskim. Straciliśmy kilka lat, bo zabrakło pieniędzy - powiedział prof. Zbigniew Religa z okazji rozpoczęcia nowej kampanii promocyjnej Funduszu Rozwoju Kardiochirurgii. Potrzeba 25 mln zł, część środków zaoferował Komitet Badań Naukowych, który współ finansował wszystkie dotychczasowe prace Instytutu Protez Serca w Zabrzu. To kosztowne przedsięwzięcie. Jednak w pełni implantowane sztuczne serce jest przyszłością kardiochirurgii. Coraz więcej osób cierpi na niewydolność serca, jednocześnie spada liczba przeszczepów tego narządu. W USA na 45 tys. chorych zakwalifikowanych do takich operacji, z braku dawców udaje się je przeprowadzić jedynie u 3 tys. pacjentów. W Polsce sztuczne serce każdego roku mogłoby uratować życie kilku tysiącom chorych. Dla wielu z nich nie ma dawców albo są w tak złym stanie zdrowia, że nie kwalifikują się do transplantacji. - Nie mamy już wątpliwości, że w pełni implantowane sztuczne serce nie tylko przedłuża życie wielu chorych, ale i umożliwia im powrót do normalnego życia i aktywności zawodowej - twierdzi inż. Roman Kustosz z Zabrza. Stale poprawia się stan zdrowia 59-letniego Roberta Toolsa, któremu 2 lipca tego roku po raz pierwszy wszczepiono pierwszą pompę elektromechaniczną o rozmiarach zaledwie grapefruita. Pod koniec tego roku, jeśli nie wydarzy się nic nieoczekiwanego, będzie mógł opuścić szpital. W Polsce prawie 90 chorym w 5 klinikach wszczepiono pneumatyczne komory wspomagania serca skonstruowane w Zabrzu (zastosowała je także jedna z klinik w Argentynie). Część z nich mogła doczekać się przeszczepu serca żywego, stan pozostałych pacjentów po zapaleniu mięśnia sercowego lub chorobie wieńcowej poprawił się na tyle, że mogli powrócić do zdrowia. Niektórzy byli podłączeni do komory wspomagającej przez 52 dni. Przykładem jest 14-letnia dziewczynka z Torunia z ostrą niewydolnością serca na skutek pogrypowego zapalenia mięśnia sercowego (miała też niewydolność wątroby oraz nerki). Na salę operacyjną przewieziono ją już po zatrzymaniu akcji serca. - Po 5 dniach od wszczepienia komory wspomagającej wykryto ślady ruchu serca. Po 40 dniach kurczliwość mięśnia sercowego powróciła do normy. Zniknął proces zapalny. Dziś - po upływie 2 lat - dziewczyna może normalnie żyć, chodzi do szkoły. - Potrzebne są obydwa typy urządzeń: zarówno pompy wspomagające serce, jak i zastępujące je w pełni implantowane urządzenie - twierdzi prof. Religa. Takie właśnie aparaty nowej generacji w ciągu kilku lat mają być skonstruowane w Instytucie Protez Serca. - Do 2003 r. będzie gotowy do użycia w klinikach prototyp udoskonalonej komory wspomagającej serce, w całości wszczepianej w podbrzusze chorego - mówi inż. Kustosz. Będzie ona zdolna pracować nawet przez kilka lat. W następnym etapie - w ciągu 5 lat - ma być opracowane w pełni implantowane elektrohydrauliczne polskie sztuczne serce - niewymagające połączeń z zasilającą je aparaturą. Nad podobną protezą w Europie pracują tylko Niemcy. Na świecie oprócz USA jest konstruowane także w Japonii i Australii. Sztuczne narządy to przyszłość. Zbigniew Wojtasiński |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
MÓZG z MIKROPROCESOREMSprzężenie ludzkiego mózgu z komputerem przestaje być jedynie mało realnym wymysłem autorów powieści fantastyczno-naukowych. Niemiecki biofizyk opracował pierwszy neurochip: układ scalony zawierający komórki mózgu. W pracowniach neurobiologów powstają pierwsze protezy i roboty sterowane przez niepełnosprawnych jedynie myślą. Pentagon pracuje nad samolotami reagującymi na mentalne polecenia pilota. Nikomu jednak nie udało się przekształcić fragmentu ludzkiego mózgu w twardy dysk do przechowywania dodatkowych danych, jak pokazano w filmie "Johnny Mnemonic". I choć nadal nie ma pewności, czy kiedykolwiek będzie to możliwe, pierwszy krok w tym kierunku uczeni mają już za sobą. 58-letni Peter Fromherz z Instytutu Biochemii Maxa Plancka w Monachium stworzył najprostszy układ neuroelektroniczny, w którym obwody półprzewodnika zostały sprzężone z dwoma komórkami mózgu ślimaka. Neurony i łączące je włókna nerwowe umieszczono na powierzchni krzemowego chipa, gdzie sąsiadują z wytrawionymi na jego powierzchni połączeniami elektronicznymi - informuje "Proceedings of the National Academy of Sciences". Obydwa te samodzielnie działające obwody zostały tak sprzężone, by mogły się ze sobą komunikować: pole elektryczne wzbudzone w tranzystorze wyzwala kaskadę reakcji chemicznych, za pośrednictwem których porozumiewają się komórki nerwowe w żywym organizmie. Możliwy jest też odwrotny proces: pod wpływem zmian zachodzących w neuronach zmienia się napięcie w tranzystorze. Nie zostają przy tym uszkodzone żywe komórki. Układ taki jest zatem dość stabilny. Podobne eksperymenty były już wcześniej prowadzone, ale wyłącznie z użyciem pojedynczych neuronów zwoju nerwowego pijawki. Ten sam uczony po raz pierwszy wykazał wtedy, że w ogóle możliwe jest przekazywanie sygnałów między komórką nerwową i mikroprocesorem. Teraz nie ma wątpliwości, że można tworzyć nawet skomplikowaną sieć dość trwałych połączeń neuroelektronicznych. Nadal nie wiadomo tylko, do jakiego stopnia będzie można sprzęgnąć mózg z komputerem. Jak dotąd najbardziej spektakularnym osiągnięciem jest wszczepienie implantów pniowych - podłączanego do pnia mózgu sztucznego zmysłu słuchu przywracającego kontakt ze światem ludziom z niesprawnym nerwem słuchowym. W Polsce taki zabieg przeprowadzono już u trzech pacjentów. Kobieta, której prof. Henryk Skarżyński z Warszawy wszczepił w 1998 r. implant pniowy, uzyskała najlepsze na świecie efekty przywrócenia słuchu i mowy. Potrafi nie tylko swobodnie porozumiewać się w języku polskim, ale jako jedyna posługuje się też dwoma językami obcymi: niemieckim, który znała wcześniej, i włoskim, jakiego nauczyła się już po wszczepieniu implantu. Podobne próby prowadzone są także u ludzi niewidomych. Pierwsza elektroniczna gałka oczna o nazwie "Dobelle eye", którą skonstruowali amerykańscy bioinżynierowie, umożliwia niewidomym poruszanie się po pokoju lub w tunelu kolejki metra. W przypadku utraty słuchu zamiast stymulacji wewnętrznej (pnia mózgu) rozważane jest podłączenie urządzenia przekazującego dźwięki bezpośrednio do kory mózgowej. - Wiele będzie zależało od tego, na ile uda się poznać kod sygnałów, jakim posługuje się mózg oraz znaleźć odwzorowanie myśli i uczuć w przebiegu sygnałów nerwowych - twierdzi dr Peter Fromherz Z. Wojtasiński |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
WIEŚCI z KRAJU
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
IMPREZY, OGŁOSZENIA*** POSZUKUJEMY STARYCH BIULETYNÓW Poszukujemy starych biuletynów tak Zarządu Głównego jak i wydawanych przez Oddział Ottawa. Jeśli ktoś posiada takowe i byłby chętny ofiarować je dla uzupełnienia ciągów tak Oddziału jak i w Bibliotece Narodowej prosimy o skontaktowanie się z Marią Zielińska, tel. 237-4517, fax 237-5547, e-mail: jmziel@alphainter.net, lub z przewodniczącym Oddziału Janem Janeczkiem. Poszukujemy w szczególności New Link 1985 nr 2 i 1990, nr 1 i 2 oraz biuletyny Oddziału 1973/74 - nr 2, 3; 1974/75 - nr 1, 4; 1975/76 - nr 1, 4, 5+; 1978/79 - nr 3. Jeśli ktoś takowe posiada, a nie chce się ich wyzbyć, to chętnie je pożyczymy by zrobić fotokopie. Z góry serdecznie dziękujemy za pomoc! *** SPK Koło Nr 8 oraz PINKzapraszają na pogadankę dra Macieja Jabłońskiego
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||