BIULETYN - STYCZEŃ 2001

SPIS TREŚCI

PRZEDŚWIĄTECZNE SPOTKANIE TOWARZYSKIE

Zgodnie z obyczajem wprowadzonym już od kilku lat, 10 grudnia miał miejsce tradycyjny Opłatek członków SIP w Domu Polskim SPK. Mimo dość trudnych warunków atmosferycznych przybyli starsi i młodsi członkowie z rodzinami, nawet mieliśmy kilku przedstawicieli tych najmłodszych, którzy zaledwie stawiają pierwsze samodzielne kroki. Zebrało się nas ponad 60 osób a obecność kilku "maluchów" podniosła rodzinną atmosferę spotkania.

Z powodu nieobecności Przewodniczącego, który musiał niespodzianie wyjechać, zebranych powitał w imieniu Zarządu kol. Czesław Piasta życząc wszystkim Wesołych Świąt oraz zdrowia i wszelkiej pomyślności w Nowym Roku. Łamiąc się opłatkiem wszyscy składali sobie potem życzenia indywidualne, przede wszystkim abyśmy mogli spotkać się znowu za rok w zdrowiu i pełni humoru.

Bufet zadowolił najbardziej wybredne gusty wyborem serów, różnych ciast, kilkoma gatunkami wina oraz wyborem innych napoi.

Naturalnie była i okazja poćwiczenia naszych głosów kolędując pod batutą naszego niezastąpionego kolegi Stasia Kielara. W sumie przemiło spędzone popołudnie w ciepłej, serdecznej atmosferze.

Szczere podziękowania należą się kol. Czesiowi Piaście za podjęcie się przygotowania spotkania w bardzo trudnych warunkach, oraz jego małżonce Grażynce, która zajęła się przygotowaniem bufetu oraz bardzo nastrojowym nakryciem stołów. Oboje włożyli mnóstwo pracy i serca, by pomimo niesprzyjających warunków i niespodziewanych problemów, które wymagały szybkich decyzji i zmian w ustalonych planach zorganizować Opłatek na medal. Dziękujemy Wam serdecznie za pracę i wysiłek oraz życzymy dalszych sukcesów w pracy dla naszej organizacji.

Maria F. Zielińska

Początek strony

PRZEWODNICZĄCY O OPŁATKU

Podtrzymywanie tradycji jest naszym miłym obowiązkiem.

Pomimo znacznych trudności jakie mieliśmy na początku grudnia udało nam się zorganizować tradycyjny Opłatek SIP/STP. Opłatek odbył się dzięki dużemu zaangażowaniu w sprawy organizacyjne kol. Czesława Piasty i jego żony Grażyny. Oboje poświęcili dużo czasu na przygotowanie i sprawne przeprowadzenie całej imprezy mimo, że w ostatniej chwili wypadły dodatkowe niespodziewane trudności organizacyjne. Państwo Maria i Jan Zielińscy jak zwykle pomagali w przygotowaniach i dekoracji sali, oni też udostępnili nam niezbędny sprzęt w czasie imprezy. W przygotowaniach do uroczystości pomogli również Państwo Krystyna i Ryszard Kuźmin.

Opłatek prowadzili Państwo Elżbieta i Stanisław Kielar, a przy wspólnie śpiewanych kolędach akompaniował pan Franciszek Kuca.

Wszystkim, którzy włączyli się w przygotowania do zorganizowania uroczystości oraz jej prowadzenie pragnę bardzo serdecznie podziękować za poświęcony czas oraz chęć pomocy w zorganizowaniu tradycyjnego Opłatka SIP/STP.

Wszystkim członkom SIP oraz ich rodzinom życzę Wesołych Świąt Bożego Narodzenia oraz Szczęśliwego Nowego Roku 2001, roku pełnego radości, zdrowia, sukcesów i zadowolenia.

Jan Janeczek
Przewodniczący

Początek strony

POLSKA NAUKA KOPCIUSZKIEM

Nauka z poprzedniej epoki wyszła biedna. Teraz jest jeszcze biedniejsza. Nakłady na nią w przyszłym roku mogą być niższe o 20 %. - tak wynika z założeń przyszłorocznego budżetu. Naukowcy szacują, że tak naprawdę spadną o 1/3. Polska nauka, która wydała Kopernika i Marię Skłodowska-Curie, dziś przeżywa kryzys.

Na spotkaniu z luminarzami nauki wicepremier Janusz Steinhoff powiedział, że ilość środków na badania nie została jeszcze przesądzona. Obiecał, że będzie popierał zwiększenie kwot z budżetu na naukę i edukację, pod warunkiem, że nie będą one marnotrawione.

Zbyt mało, by marnotrawić

Polska w przeliczeniu na jednego mieszkańca wydaje na naukę 40 dolarów US, dla porównania Finlandia - 450. średnio w krajach "15" (UE) wypada 350 dolarów.

Plasujemy się na jednej z ostatnich pozycji. Równie dramatycznie jawi się obraz, gdy porównamy nakłady na jednego badacza. Polska i w tej konkurencji zajmuje ostatnie miejsce z nakładami 45 667 USD PPP (w dolarach porównywalnych wg siły nabywczej (Purchasing Power Parity), podczas kiedy dla Finlandii odpowiednia pozycja wynosi 115 194, dla Hiszpanii ponad 90 tys., dla uczonego czeskiego 96 tys., irlandzkiego prawie 93 tys. i dla Portugalczyka ponad 96 tys. USD PPP. (źródło OECD).

Świat nam coraz szybciej ucieka

Pod względem publikacji naukowych w 1985 r. zajmowaliśmy 17. miejsce, w 1997 - 20. W 1997 r. wyprzedziła nas Korea Południowa. Teraz Polska spadła na 21. miejsce (według danych Instytutu Informacji Naukowej (ISI) w Filadelfii. Spadliśmy do trzeciej dziesiątki w rankingu światowym (pod względem liczby publikacji naukowych).

Pod koniec tego wieku wszystkie kraje uznały, że nauka - obok edukacji - decyduje o rozwoju gospodarczym.

Znamienny jest tu przykład Korei Południowej. Według World Science Report opublikowanego przez UNESCO, dochód narodowy w tym kraju w latach 60. wynosił 50 USD na mieszkańca. W ciągu 30 lat wzrósł on 70-krotnie, dzięki strategicznej decyzji powiązania rozwoju kraju z sektorem nauki i techniki.

Brazylia - kraj biedny - zdecydowała, że każdego roku przekazuje 2%. od podatków na rozwój nauki i techniki. - Brazylia jeszcze kilkanaście lat temu w ogóle była niewidoczna na mapie nauki światowej, dziś wyprzedziła Polskę - powiedział prof. Andrzej Kajetan Wróblewski (fizyk).

Nasz Komitet Ratowania Nauki traci rację bytu, bo niedługo nie będzie co ratować, a młodym będziemy mogli doradzić, by emigrowali - powiedział na spotkaniu prof. Henryk Samsonowicz.

Obecne niskie nakłady na naukę nie mogą zapewnić jej rozwoju, są niewystarczające nawet do utrzymania uprzednio zdobytej pozycji - twierdzili naukowcy.

Dwa razy szybciej

Nakłady na naukę powinny rosnąć wraz z kwadratem wzrostu PKB, czyli dwukrotnie szybciej, co oznacza 12-15 %. Wtedy możemy mówić o zrównoważonym rozwoju społecznym, ekologicznym i gospodarczym - powiedział prof. Andrzej Wiszniewski, przewodniczący Komitetu Badań Naukowych. W KBN został powołany zespół do restrukturyzacji instytutów badawczo-rozwojowych. Przypomniał, że z kontroli przeprowadzonej przez NIK w IBR, 10 %. z badanych placówek nie prowadzi badań. żyje z wynajmu lokali lub innej działalności usługowej niezwiązanej z nauką. Jego zdaniem, dla IBR należy wprowadzić ograniczenia finansowania budżetowego. - Mamy naukę państwową i najwyższy czas ja sprywatyzować - powiedział prof. Wiszniewski.

Janusz Steinhoff uważa, że IBR nie powinny korzystać z funduszy KBN. Należy skoncentrować się na wybranych dziedzinach nauki - radził wicepremier.

Przyznał, że trudny proces transformacji odbił się na nauce niekorzystnie. Fundusze celowe zostały zlikwidowane, nie był to racjonalny sposób wydawania pieniędzy podatnika. W ich miejsce nie powstały jednak inne mechanizmy dofinansowania placówek badawczych.

Rząd zdecydował, by 2%. z akcji przyszłych prywatyzowanych przedsiębiorstw skierować na naukę.

Zdaniem naukowców, nie zmieni to zasadniczo finansów nauki. Będzie to kwota ok. 700 mln zł, rozłożona na wiele lat.

Co po nas

Prognoza dla nauki i szkolnictwa wyższego w Polsce jest zła. W ciągu najbliższego dziesięciolecia objawi się bardzo wyraźnie luka pokoleniowa. Zmniejszy się liczba pracowników naukowych i nauczycieli akademickich, i tak już parokrotnie niższa (na mieszkańca) niż w krajach OECD. Do 2005 r. odejdzie na emeryturę blisko 60 %. obecnych profesorów z uczelni i instytutów naukowych. Tej luki nie da się zapełnić, tym bardziej że młodzież nie garnie się do kariery naukowej, "bo muszą kupić mieszkanie, samochód i założyć rodzinę".

Współczesna walka o dominacje nad światem nie rozstrzyga się na frontach wojennych, jak to było przed wiekami. Wojny wprawdzie toczą się, ale na peryferiach i mają drugorzędne znaczenie. Do prawdziwej konfrontacji dochodzi w edukacji, nauce, w zaciszach laboratoriów. Tę walkę przegrywamy.

KRYSTYNA FOROWICZ
Rzeczpospolita nr.00/175

Początek strony

MIĘKKIE LĄDOWANIE
Wywiad z Janem Winieckim, profesorem Uniwersytetu Europejskiego Viadriana we Frankfurcie przeprowadzony przez Jerzego Szydlewskiego.

(Nota redakcji. W Polsce toczy się gorąca dyskusja o wadach i zaletach członkostwa Unii Europejskiej. Poniżej drukujemy wywiad, który pomaga w rozumieniu racji związanych z członkostwem z UE.)

Od początku lat 90. poparcie dla Unii spadło z 80 procent do niewielu ponad 50...

Duża część tego rozczarowania spowodowana jest tym, że Unię źle się sprzedaje.

To znaczy...

Nasze rządy prowadzą fatalną strategię polityczno-informacyjną. Nie mówi się o tym, co we wstąpieniu do Unii naprawdę jest ważne. Ludzie tego nie wiedzą i dlatego tylu jest przeciw.

Przeciwnicy Unii mówią, że otwarcie na konkurencję i nadmiar liberalizmu przyniosą szkody polskiej gospodarce...

No właśnie. Stolicę przeniosą do Brukseli, zostaniemy wynarodowieni i zepchnięci do roli woziwodów. To nieporozumienie, wynikające z nieznajomości gospodarki i samej Unii. Bo tak naprawdę ci nasi rolnicy, górnicy, hutnicy i wszyscy inni nie dlatego będą musieli dostosować się do warunków współczesnej konkurencji, że wejdziemy do UE, ale dlatego, że my wchodzimy do świata. Przez lata byliśmy poza światem, w zakisłym RWPG, gdzie nie istniały normalne stosunki ekonomiczne. To w związku z wejściem do świata zmienia się struktura tego, co produkujemy, gdyż dopiero teraz odkrywamy, w czym jesteśmy dobrzy, a w czym nie. Tego w gospodarce odizolowanej od świata nie wiedzieliśmy.

Drugi nurt krytyki głosi: Unia to ugrupowanie interwencjonistyczne, przesocjalizowane, nadmiernie opiekuńcze, mało liberalne.

Z radością powitałbym na przykład unię polsko-hawajską, pod warunkiem, że jakaś siła przeniosłaby nas w tamte okolice, bardziej przyjazne pod względem klimatycznym. Ale prawdopodobnie to się nie zdarzy i na zawsze zostaniemy między Europą Zachodnią i Rosją. A wtedy wybór jest przecież zupełnie oczywisty!

Niedawny kandydat na prezydenta Janusz Korwin-Mikke uważa, że zamiast do UE, powinniśmy wstąpić do NAFTA - północnoamerykańskiej strefy wolnego handlu...

Ponad 70% handlu realizujemy z krajami UE. Z USA, Kanadą i Meksykiem zaledwie trzy, cztery procent - prawie 20 razy mniej. Więc to mrzonki.

Załóżmy, że głosy przeciwników jednak przeważyły i do Unii nie wchodzimy...

Pytanie: co dalej? Czy chcemy być częścią gospodarki światowej? Jeżeli tak, to spotkamy się z ostrzejszą konkurencją i koniecznością szybszego, bardziej bolesnego dostosowywania. Ci, którzy boją się Unii jako siły liberalnej, która może sprawić, że naszą gospodarkę, w wyniku otwarcia się na konkurencję, spotka katastrofa, nie rozumieją, że i tak będziemy musieli "zmniejszać" rolnictwo, górnictwo, hutnictwo, likwidować monopole, bo takie są wymagania konkurencji na rynku światowym.

A jeśli odpowiemy, że nie chcemy być częścią gospodarki światowej?

Można obrazić się na świat, jak w piosence z lat 60.: "Stop the world, I want to get off", i wysiąść ze świata. Białoruś wysiadła. Ale czy chcemy być Białorusią, gdzie przeciętna płaca jest równa siedmiu dolarom? Na to pytanie też trzeba odpowiedzieć. Sądzę, że gdyby powstała taka alternatywa, większość Polaków zareagowałaby: "Zwariowaliście?". Niemniej jednak, teoretycznie istnieją trzy możliwości: wysiąść ze świata i zostać Białorusią, zdecydować się na pełną otwartość na wszystkie azymuty, jak mawiał de Gaulle, czyli włączyć się do gospodarki światowej bez Unii, albo wchodzić do niego za jej pośrednictwem.

Co pan by wolał?

Jako liberał wolałbym, byśmy szybciej otworzyli się na świat.

A jak byłoby lepiej, zwłaszcza dla tych, którzy boją się liberalizmu?

Przez Unię. To droga łagodniejsza, dłuższa i mniej bolesna.

Zewsząd słychać: dostosowanie do Unii będzie bolesne i spowoduje konieczność wyrzeczeń. A pan mówi, że to droga łagodniejsza...

Trzeba sensownie odpowiedzieć na pytanie: która część świata zewnętrznego jest bardziej liberalna i otwarta, w większym stopniu oparta na zasadzie self-reliance, czyli polegania na samym sobie? Rynek światowy czy UE? Dla tych, którzy cokolwiek o Unii wiedzą, jest oczywiste, że jest ona stowarzyszeniem sytych narodów, które przez kilkadziesiąt lat żyły w warunkach tego, co liberałowie nazywają złośliwie fools paradise, czyli rajem głupców, którym się wydaje, że można utrzymywać, a nawet poszerzać opiekuńczość państwa, nie tracąc zdolności konkurowania ze światem. Dlatego Unia jest częściowo od tego świata odgrodzona całym zestawem rozmaitych mechanizmów ochronnych. A do tego Unia w miarę życzliwie patrzy na to, że jakiś kraj ma kłopoty, na przykład ze zmniejszeniem rozmiarów pewnego sektora gospodarki. Bo oni już sami przeszli przez redukowanie górnictwa, hutnictwa i robili to nie na warunkach wolnorynkowych, lecz stopniowo zmniejszając moce produkcyjne i zatrudnienie, płacąc zasiłki socjalne, przedemerytalne, pomostowe, pomagając w założeniu własnej firmy itd.

Twierdzi pan więc, że Unia zapewni nam ochronę przed nagłym spotkaniem ze światem zewnętrznym?

My się przecież z tym światem codziennie, i to w rosnącym stopniu, spotykamy. Tyle że przez Unię nasze dalsze otwarcie na świat dokonywać się będzie w warunkach bardziej cieplarnianych. U jej członków będziemy mogli liczyć na zrozumienie potrzeby wsparć finansowych - oczywiście według ogólnych reguł, ustalonych w UE - pozwalających na wolniejsze zmniejszanie jakiegoś działu gospodarki. A tego od rynku światowego oczekiwać nie należy, bo tam mechanizmów kompensacyjnych, funduszy strukturalnych i innych podobnych rozwiązań nie ma.

Podobno z chwilą, gdy wejdziemy do Unii, dostaniemy od niej mnóstwo pieniędzy?

Za znacznie ważniejsze niż unijne fundusze uważam to, że przyjmiemy te same reguły gry, sprawdzone i zakodowane w świadomości tych, którzy zgodnie z nimi grają. Reguły te ewoluowały przez dziesięciolecia, stały się zwyczajami i normami, które wiadomo jak stosować i interpretować. To w biznesie bardzo ważne: pewność prawa i reguł gry. I dlatego, uwzględniając pewność w najszerszym rozumieniu tego słowa, mam jeszcze powody pozaekonomiczne, dla których chciałbym widzieć Polskę w Unii Europejskiej.

Polityczne?

Strategiczne.

Do NATO już należymy. Jesteśmy bezpieczni.

Jestem co prawda tylko ekonomistą, ale myślącym historycznie i dużo czytającym. Ciągle pamiętam rok 1939, kiedy też mieliśmy sojusze. I co z tego? UE i NATO nie są alternatywą, są komplementarne. Fakt, że jesteśmy w NATO, sprzyja napływowi inwestycji zagranicznych, bo to jeszcze jedna gwarancja ich bezpieczeństwa, tym razem przed zawirowaniami mogącymi przyjść z zewnątrz. Ale owa komplementarność działa i w drugą stronę. To, że należymy do NATO, wcale nie znaczy, iż nasi sojusznicy przyjdą nam rzeczywiście z pomocą, ponieważ, być może, jak w 1939, ich interesy nie będą tu aż tak żywotne. Lecz gdy zostaniemy członkiem Unii, do Polski może napłynąć i sto miliardów dolarów, a nawet więcej, inwestycji zagranicznych. A wtedy, jestem przekonany, w razie jakichś zawirowań kraje członkowskie NATO, które będą tu miały swoje inwestycje, z daleko większą energią, a w każdym razie z większą stanowczością, odniosą się do zagrożeń dla Polski.

Skoro więc przez Unię wiedzie do świata droga bardziej komfortowa, to dlaczego Unii się tak nie reklamuje?

Bo każdy nasz rząd jest słaby. A jak zachowuje się słaby rząd? Tak jak rządy w krajach Trzeciego Świata. Gdy już zrozumiały, że nie ma wyboru i trzeba udać się z czapką w ręku do Międzynarodowego Funduszu Walutowego, zaczynają robić miny do społeczeństwa: "Wiecie, my byśmy może i wydrukowali więcej tych pieniędzy, ale oni mówią: "Nie wolno". Jak nie posłuchamy, to nie dadzą funduszy oraz glejtu, że jesteśmy przyzwoici i można z nami robić interesy. W sposób populistyczny, dla celów doraźnej polityki wewnętrznej, wykorzystuje się tego "niedobrego", zewnętrznego partnera. Tak samo u nas. Nasi decydenci mówią: "Musimy zmniejszyć moce produkcyjne w hutnictwie, bo tego sobie życzy Unia".

A nie życzy sobie?

Oczywiście, że sobie życzy. Ale dlatego, że oni patrzą na relacje między mocami produkcyjnymi w całej Unii a popytem unijnym na produkty z żelaza i stali. I mówią: "Słuchajcie, ponieważ relacje są takie a nie inne, to i wy musicie zmniejszyć swoją część". Ale oni żądają tego, co i tak nastąpiłoby na rynku światowym, gdzie jest nadmiar stali i węgla, zwłaszcza drogiego z Europy. Więc wszyscy przycinają. I na nas rynek by to wymusił, tyle tylko, że znacznie większym kosztem. Trzeba byłoby zmniejszyć moce, zwolnić ludzi i koniec. A tak dostajemy te, powiedzmy, 300 mln dolarów na restrukturyzację, poprawienie jakości, wcześniejsze emerytury itp. To jest korzyść z przynależności do Unii. Ale tego w taki sposób nasi politycy nie przedstawiają, zachowując się jak kelner w socjalistycznej restauracji, który wskazując palcem za siebie, mówił: "To nie ja, to kolega...".

Ale i w krajach Unii jest ona krytykowana. Średnie dla niej poparcie wynosi poniżej 50 procent.

Bo częściowo jest tak, jak u nas. Politycy, nie czując siły politycznej, mówią: "My byśmy może dali więcej, ale Unia mówi, że możemy tylko tyle".

Unia to dobry chłopiec do bicia?

Tak. Jak każda biurokracja, często zajmuje się sprawami, które wywołują irytację. Ma dla mnie, liberała, odpychające skłonności do harmonizacji reguł, a Francuzi robią sery w określony sposób. Unia ustala normę sanitarną i okazuje się, że francuskie sery jej nie spełniają. Francuzi protestują: "Jak to, oni nam zakazują robić sery tak, jak robiliśmy przez tysiąc lat?". I dawaj na Unię...

Nam też już zapowiedzieli, że oscypki będziemy musieli robić inaczej...

Właśnie. Ale tak naprawdę, gdy porozmawia się z jakimś biurokratą francuskim i unijnym, to ten drugi jest znacznie bardziej otwarty na świat, lepiej rozumie problemy i potrzebę kompromisu niż ten lokalny. Z tego między innymi powodu Unia nie jest lubiana: będąc stowarzyszeniem wielu państw, wywiera presję na biurokracje krajowe w stronę kompromisu, gdzie każdy musi trochę ustąpić. To niewdzięczna rola.

Rzeczpospolita 00/11/10

Początek strony

Z KART HISTORII
SYMBOL POLSKI MORSKIEJ

Najbardziej znany polski statek "Dar Pomorza" stoi zacumowany przy nabrzeżu Skweru Kościuszki w Gdyni, gdzie pełni rolę muzeum, licznie odwiedzanego przez turystów z kraju i zagranicy. W ubiegłym roku minęła 90. rocznica jego zbudowania i 70. służby w polskiej marynarce. Został zbudowany w hamburskiej stoczni Blohm-Voss, jako statek szkolny niemieckiej marynarki handlowej, w 1919 r., w ramach reparacji wojennych, został przekazany Francji.

Pływający ambasador

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 r. Pomorski Komitet Floty Narodowej wystąpił z inicjatywą zebrania pieniędzy na zakup nowego statku szkoleniowego. W 1929 r. zakupiono od Francuzów poniemiecką fregatę. Statek otrzymał nazwę "Pomorze", po remoncie "Dar Pomorza". W pierwszą podróż szkolną pod polską banderą statek wyszedł 26 lipca 1930 r. pod dowództwem kpt. ż.w. Konstantego Maciejewicza. Opłynął Wyspy Brytyjskie, odwiedził kilka portów i 30 września wrócił do Gdyni. W swój pierwszy rejs transatlantycki wyruszył już następnego roku, zawijając do Cherbourga i Nowego Jorku. Najdłuższy przed wojną był rejs dookoła świata, od 16 września 1934 r. do 4 września 1935 r. Trasa prowadziła przez Danię, Wyspy Kanaryjskie, Wyspy Zielonego Przylądka, Martynikę i Haiti do Kanału Panamskiego. Po jego przepłynięciu statek skierował się na Galapagos, Hawaje, do Japonii, Chin, Singapuru, na Jawę i do Australii. Przemierzył Ocean Indyjski i dotarł do Mauritiusa i Durbanu. Na Atlantyk płynął mijając po drodze Przylądek Dobrej Nadziei, skierował się na Wyspę Świętej Heleny, Wyspę Wniebowstąpienia, Antwerpię i dotarł do Gdyni. Cała załoga i szkolący się adepci marynarki pamiętali potem ten rejs przez całe życie. Do znamiennych zalicza się także rejs wokół Ameryki Południowej, od 15 września 1936 r. do 2 czerwca 1937 r. Ostatnim przed wojną rejsem (15 września 1938 r. do 1 kwietnia 1939 r.) była wyprawa szlakiem kapitana Blooda - na Morze Karaibskie i z powrotem wzdłuż zachodniego brzegu Afryki i Maroka. W czasie wojny statek był internowany w Szwecji.

Operation Sail 72

Po wojnie "Dar Pomorza" wznowił działalność szkoleniową. Pierwszy rejs odbył w 1946 r. pod dowództwem kpt. ż.w. Stefana Gorazdowskiego, z Gdyni do Marsylii. Od końca listopada komendantem żaglowca został kpt. ż.w. Kazimierz Jurkiewicz, który tę funkcję sprawował do czasu przejścia na emeryturę w 1977 r.

Pierwszy powojenny rejs przez Atlantyk na "Expo '67" wiódł do Montrealu. Bodaj najbardziej utkwiły w pamięci regaty podczas Operation Sail '72 na trasie z Cowes do Skagen, w czasie których "Dar Pomorza" stoczył pasjonującą walkę o zwycięstwo z niemieckim barkiem szkolnym "Gorch Fock". Do księgi pamiątkowej statku wpisali się m.in. kmdr Howard, główny żeglarz i pisarz Alan Viliers, armator żaglowca "Joseph Conrad". Z uznaniem wyrażali się o umiejętnościach całej załogi statku i o jego wysokich walorach. Nie mniej słynne były "Polska Operacja Żagiel '74", rejs z okazji 200-lecia USA, trwający od 16 kwietnia do 4 września 1976 r. oraz rejs "Kościuszkowski" do Savannah i Filadelfii, od 5 maja do 23 sierpnia 1979 r., pod dowództwem kapitana ż.w. Tadeusza Olechnowicza. Ostatnią podróż "Dar Pomorza" odbył w dniach 15-30 września 1981 r. do Kotki. Od tamtej pory stał się statkiem-legendą, statkiem który, jak powiedział kapitan Kazimierz Jurkiewicz, zrealizował marzenia Polaków o morzu.

Przez 52 lata "Dar Pomorza" godnie rozsławiał polską banderę na morzach i oceanach całego świata, będąc wizytówką Polski, polskiej marynarki handlowej i polskiego szkolnictwa morskiego. W tym czasie prawie 14 tys. absolwentów WSM w Gdyni zdobyło wiedzę morską w corocznych rejsach oceanicznych, aby potem zasilić polską i inne floty handlowe.

Dla potomności

Miłośnicy białej fregaty, jeszcze przed wycofaniem jej z eksploatacji, zawiązali Komitet Założycielski Muzeum "Dar Pomorza", którego celem było najpierw uzyskanie decyzji pozostawienia żaglowca w kraju. Tak też się stało i w czerwcu 1981 r. przekazano go Centralnemu Muzeum Morskiemu. W roku następnym Komitet Założycielski przekształcił się w Obywatelski Komitet Opieki nad "Darem Pomorza" z zamiarem zdobywania środków na utrzymanie i konserwację żaglowca. W 1983 r. komitet przystąpił do Towarzystwa Przyjaciół "Daru Pomorza", którego głównym celem jest zachowanie żaglowca dla przyszłych pokoleń.

Najpilniejsza jest budowa suchego doku.

Po rozmaitych peregrynacjach uzyskano lokalizację na placu przy Basenie Prezydenta w Gdyni. Ale już w 1990 r. władze cofnęły zgodę na lokalizację. W marcu 1991 r. wydano nowe wskazania lokalizacyjne, zresztą zgodne z pierwotnym założeniem, na końcu Alei Zjednoczenia w Gdyni. w grudniu 1993 r. Towarzystwo przekazało CMM dokumentację doku. Kosztorys opiewał na 40 mld zł, w cenach z 1993 r. Jak mówi przedstawiciel Towarzystwa, Bolesław Mazurkiewicz, opracowanie projektu rozpoczęło ciernistą drogę ku spełnieniu niezbędnych formalności. Mimo ich załatwienia oraz uzyskania środków finansowych od Ministerstwa Transportu i Gospodarki Morskiej, Rady Miasta Gdyni oraz z ofiar społeczeństwa, nie udało się Towarzystwu pokonać zasadniczej przeszkody. Okazało się nią Ministerstwo Kultury i Sztuki, które nie wprowadziło budowy doku do swego planu inwestycyjnego. Oznacza to m.in. konieczność ograniczenia zbiórki pieniędzy wśród społeczeństwa. Działacze Towarzystwa nie mogą pojąć, dlaczego Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego tak konsekwentnie odmawia realizacji tej inwestycji. Przecież, jak powiedział dyrektor CMM Andrzej Zbierski "Dar Pomorza" to nie tylko wyjątkowy pomnik Polski Morskiej - to także symbol dla jednoczącej się Europy. Zachowanie przez 90 lat tylu oryginalnych elementów, świadczy również o tym, że budowniczowie statku i ci, którzy na nim pływali, stanowili jedną rodzinę cywilizowanej Europy.

"Dar Pomorza" to trzymasztowy rejowiec, o powierzchni żagli ok. 1900 m2 Długość z bukszprytem 91 m, długość między pionami 72,6 m, szerokość 12,6 m, zanurzenie 5,7 m. 28 osób załogi oraz 150-200 uczniów-praktykantów.

W ciągu 51 lat służby pod polską banderą "Dar Pomorza" odbył 102 rejsy szkolne, przebywając pół miliona mil morskich. Statek-muzeum odwiedza rocznie ponad 100 tys. osób.

Wojciech Adam Pawłowski
Przegląd Techniczny nr. 00/07

Początek strony

TAJEMNICZE DETEKTORY

Był rok 1996. Nowy typ detektora podczerwieni, produkt małej polskiej firmy, został wyróżniony prestiżową nagrodą amerykańskiego czasopisma specjalistycznego "Photonics Spectra". W branży optoelektronicznej oznaczało to miejsca w czołówce światowej. Życie pokazuje, że nie był to przypadek.

W latach 70. powstał w Wojskowej Akademii Technicznej zespół zajmujący się badaniami nad detektorami podczerwieni działającymi nie jak dotychczas w temperaturze ciekłego azotu ( -196° C), ale w temperaturze pokojowej. Na owe czasy w literaturze fachowej uznawano to za niemożliwe.

Na wyboistej drodze

W 1987 r. trzech pracowników naukowych WAT, entuzjastów i optymistów, podjęło odważną decyzję - założenia firmy. Miałaby wytwarzać jako podstawowe produkty: detektory podczerwieni i filtry optyczne. Wszystko to przy zastosowaniu nowoczesnych technologii wzrostu warstw półprzewodnikowych w atmosferze super czystego wodoru lub naparowywania w próżni warstewek tlenków metali na powierzchni elementów optycznych. Grubość tworzonych w ten sposób struktur jest rzędu mikrometrów. Technologie, to minimum konieczne do realizowania zupełnie nowych wizji mikronowych przestrzennych konstrukcji półprzewodnikowych, których inicjatorem intelektualnym wówczas i dziś jest prof. dr hab. Józef Piotrowski - fizyk, absolwent Uniwersytetu Warszawskiego i byłego Uniwersytetu Leningradzkiego, później pracownik WAT (tu zdobywał kolejne tytuły naukowe). Jeden z trzech współtwórców firmy.

Jako pierwszy na świecie wykazał, że fotonowe detektory dalekiej podczerwieni mogą działać w temperaturze pokojowej. W odróżnieniu od wielu uczonych na świecie nie tylko udowodnił to "na papierze", ale opracował technologie ich wykonywania. Oznaczało to absolutny przełom w zastosowaniach detektorów. Powstają nowe obszary ich wykorzystywania, nowe konstrukcje przyrządów pomiarowych itp. Ten dorobek stał się szansą dla działalności małej firmy.

Podglądanie struktur atomowych

Typowy detektor produkowany przez firmę, to okrągła, czarna płytka o metalicznym połysku i średnicy 1 mm, pokryta wypukłą soczewką. Detektor wtopiony jest w materiał soczewki i stanowi z nią nierozerwalną całość. W sumie obiekt ma grubość kilkumikrometrową. Zwykle, dla podniesienia parametrów detektora umieszcza się go na miniaturowej chłodziarce termoelektrycznej (ma powierzchnię dwukrotnie mniejszą niż jednogroszowa moneta). Potrafi oziębić detektor do temperatury -60° C. Chłodzenie detektorów ciekłym azotem było dotąd niezbędne, aby "zamrozić" generowane termicznie elektrony zagłuszające sygnał użyteczny. Prof. Piotrowski po raz pierwszy udowodnił, że można z tym poradzić innym sposobem. To stało się osiągnięciem naukowym na skalę światową. Wiele detektorów produkowanych przez firmę ma w temp. -60° C takie parametry, jak do niedawna można było osiągać wyłącznie w temperaturze ciekłego azotu. Cały zestaw - detektor i chłodziarka mieści się w obudowie wielkości kostki cukru! A warto dodać, że chłodzone azotem detektory o podobnych parametrach mają dużą masę, są kłopotliwe w użyciu, często niebezpieczne, zużywają więcej energii i są kosztowne.

Proces wzrostu kryształu półprzewodnika, z którego powstanie przyszły detektor podczerwieni jest sterowany przez komputer, kontrolujący przebieg kolejnych etapów epitaksji ("hodowla" w osłonie czystego wodoru cienkich warstw półprzewodnikowych na podłożu krystalicznym). Następnie, w skomplikowanym procesie trawienia jonowego, chemicznego i dyfuzji domieszek, buduje się wewnątrz kryształu trójwymiarowe obszary (połączone ze sobą) o różnych właściwościach elektrycznych. Czułość i szybkość działania detektora zależy od architektury tego strukturalnego układu, którą można z góry zaprogramować, np. dostosowując się do życzenia klienta.

Tajemnica firmy

to wiedza o tym, jak właściwości detektora zależą od wewnętrznej struktury kryształu półprzewodnika i jak tę pożądaną strukturę zaprojektować i zbudować, by działał w temperaturze pokojowej lub lekko zmrożonej. Nie potrafi tego zrobić nikt inny na świecie. W programie sterującym hodowlą kryształów zawarta jest głęboka znajomość procesów fizycznych, zachodzących w tworzonym materiale. Większość tych zjawisk została odkryta przez prof. Piotrowskiego. Pierwsze lata były dość burzliwe dla działalności firmy. Ludzie świadomi swojej siły umysłu, wiedzy ukierunkowanej na światowe osiągnięcia "high-tech", musieli się zmierzyć z mało przenikliwym gąszczem przepisów gospodarczych, finansowych, skarbowych itd. Mieli w ręku "gorący produkt" do sprzedania, ale dookoła biurokrację, którą trzeba było oswajać i uczyć się jej reguł gry... Było - minęło (ale czy do końca?!). Po kolejnych przekształceniach własnościowych, w 1993 r. firma zaistniała jako prywatna, bez kapitału zagranicznego - VIGO System Ltd. Dziś ma ok. 50 pracowników. Oprócz Profesora jest w niej siedmiu naukowców z tytułem doktora, kilkunastu inżynierów itd. W sumie skład osobowy odpowiadający przeciętnemu instytutowi w kraju. Są to specjaliści z dziedziny fizyki, optyki, technologii półprzewodnikowej oraz elektroniki.

Dr inż. Mirosław Grudzień, wiceprezes zarządu: - Wielka pomysłowość Profesora i pracowitość zespołu powodują, że utrzymujemy się na topie, na szczycie osiągnięć światowych. Nie mamy konkurencji produkującej niektóre typy detektorów - chodzi tu o te same parametry, warunki pracy: temperatura i długość fali - które my umiemy projektować i budować. Mamy swoją dziedzinę, w której jesteśmy najlepsi., Technologia jest całkowicie polska, opracowana w firmie przez zespół pod kierunkiem Profesora.

Dokończenie w następnym numerze Biuletynu
Przeczytaj dokończenie

Początek strony

WIEŚCI Z KRAJU

  • Rodacy rozdają laurki. Politycy, którzy cieszą się największym zaufaniem to A. Kwaśniewski, L. Kaczyński, H. Gronkiewicz-Waltz, J. Kuroń, A. Olechowski i J. Kalinowski - wynika z najnowszego sondażu CBOS-u. Kwaśniewskiemu ufa 73% badanych (spadek o 5% wobec sondażu z listopada); L. Kaczyńskiemu - 60% (wzrost o 6%), a H. Gronkiewicz-Waltz - 59% (wzrost o 1%).
    Tytuł polityka roku zdobył także w corocznym rankingu CBOS prezydent A. Kwaśniewski. Już po raz czwarty został on uznany za polityka, który najlepiej działał i najwięcej zrobił dla kraju. Prezydentowi, który od czterech lat otrzymuje coraz więcej głosów, miano Polityka roku 2000 przyznało tym razem 31% respondentów CBOS. Drugą lokatę w rankingu zajął A. Olechowski, którego wskazało 4% osób. Po 2% uzyskali premier J. Buzek, szef UW B. Geremek, minister sprawiedliwości L. Kaczyński, żona prezydenta J. Kwaśniewska, prezes PSL J. Kalinowski i lider AWS M. Krzaklewski. Według 1/4 badanych nie ma takiego polityka, któremu należy się miano Polityka roku 2000, a co piąty nie umiał odpowiedzieć na to pytanie.
  • Gdyby wybory do parlamentu odbyły się w grudniu ub. r., wygrałby je SLD zdobywając 41% głosów. Na drugim miejscu znalazłaby się AWS, którą poparłoby 13% ewentualnych wyborców - wynika z najnowszego sondażu CBOS. Do parlamentu weszłoby także PSL - 10% i UW - 9%.
    Pięcioprocentowego progu wyborczego nie przekroczyłyby: KPEiR, ROP, UPR - z 2% poparciem oraz ChD III RP, KPEiR RP, PLD, Samoobrona - na które głosowałoby po 1% ankietowanych.
    Natomiast sondaż PBS, przeprowadzony pod koniec listopada ub. r., wykazał, że SLD popiera 49% wyborców, AWS - 17%, UW - 11%, PSL - 8%. Pozostałe partie nie osiągnęły wymaganego pięcioprocentowego progu, aby wejść do sejmu.
    Wg sondażu Pentora SLD uzyskało w grudniu 48% poparcia; AWS - 16% a PSL - 12%, UW - 11%. 69% ankietowanych jest zadowolonych z działalności prezydenta a 30% z pracy premiera. 22% badanych chwali rząd.
    Sondaż Demoskopu także wykazał, że gdyby wybory do parlamentu odbyły się w grudniu br., wygrałby je SLD zdobywając 38% głosów; na drugim miejscu znalazłaby się AWS, którą poparłoby 12% ewentualnych wyborców. Do parlamentu weszłaby także UW z wynikiem 11%; PSL - 8% i UP z 6% poparciem.
    Zgodnie z sondażem, pięcioprocentowego progu wyborczego nie przekroczyłyby: ROP z 3-procenowym poparciem, KPEiR i UPR - na które głosowałoby po dwa procent wyborców. Samoobrona uzyskała 1% poparcie.
  • Rząd w dół. W porównaniu z sondażem listopadowym liczba zwolenników rządu zmalała z 22 do 19% - wynika z grudniowego sondażu CBOS. Poparcie dla premiera spadło o 4% i wynosi 22%.
    Prawie połowa badanych (47%) jest przeciwna rządowi. Grupa przeciwników gabinetu powiększyła się w porównaniu do ostatniego sondażu o 5%.
    Dwie trzecie respondentów (64%, wzrost o 5%) negatywnie ocenia wyniki działalności rządu od chwili jego powołania, natomiast jedna piąta (21%, spadek o 4%) ma o nich pozytywną opinię. 69% jest zdania, że polityka gospodarcza rządu nie stwarza szans poprawy sytuacji gospodarczej kraju. Zdania przeciwnego jest 17%.
    Zdecydowanie najlepiej oceniono działalność rządu w dziedzinie polityki zagranicznej (łącznie 34% ocen dobrych i bardzo dobrych). Tylko 9% respondentów uznało działania rządu w dziedzinie gospodarki za dobre. 40% wystawiło ocenę niedostateczną. 56% uważa, że rząd niewłaściwie gospodaruje pieniędzmi publicznymi. Tylko 4% uznało, że rząd w dobry sposób gospodaruje tymi środkami.
  • Prezydent wszystkich Polaków. Prawie dwie trzecie ankietowanych (63%) uważa, że Aleksander Kwaśniewski jest prezydentem wszystkich Polaków - wynika z ostatniego sondażu CBOS. Przeciwnego zdania jest blisko jedna trzecia badanych (29%). Pogląd, że Kwaśniewski zasłużył sobie na miano prezydenta wszystkich Polaków, wyraża zdecydowana większość sympatyków SLD(85%), PSL(70%) i UP(76%). Także większość sympatyków UW (63%) jest podobnego zdania. Do powyższego poglądu przychyla się jedna trzecia ankietowanych zwolenników AWS. Sympatycy AWS w większości są zdania, że Kwaśniewski nie jest prezydentem wszystkich Polaków. Taką opinię wyraziło 60% zwolenników tej partii. Podobnie uważa jedna trzecia sympatyków UW (34%), 27% ankietowanych popierających PSL, co piąty respondent sympatyzujący z UP i trochę więcej niż co dziesiąty(12%) zwolennik SLD. Wg prawie 80% respondentów (78%) Aleksander Kwaśniewski dobrze wypełnia swoje obowiązki, tylko 15% jest przeciwnego zdania.
  • Gospodarka tkwi w kryzysie, sprawy kraju idą w złym kierunku - uważa większość respondentów ośrodka TNS OBOP. Co drugi przewiduje, że sytuacja materialna w najbliższych latach się pogorszy. Dwie trzecie (66%) ankietowanych ocenia, że sprawy w Polsce idą w złym kierunku, jedna czwarta (24%) wykazuje optymizm. Gospodarka jest w kryzysie - uważa blisko trzy czwarte (73%) uczestników sondażu. Rozwija się zdaniem co piątego (22 %). Obawę, że w ciągu trzech lat materialne warunki życia w kraju pogorszą się, wyraża połowa pytanych. Poprawy oczekuje 15%, a blisko jedna trzecia (29%) pytanych nie spodziewa się żadnych zmian. Nastroje Polaków po "powyborczej euforii" wróciły do normalnego poziomu tego roku - zauważa TNS OBOP.
  • Przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw w listopadzie br. wyniosło 2.160,45 zł, czyli o 3,4% więcej niż w październiku i o 10,2% więcej, niż przed rokiem.

Początek strony

IMPREZY, OGŁOSZENIA

***

SPK Koło Nr 8 oraz PINK
zapraszają Polonię na pogadankę
dra Jerzego Iwaszkiewicza
"Wiarygodność przekazu historycznego
w świetle niektórych istotnych
a powszechnie nieznanych faktów historycznych"

Data: 9 stycznia (wtorek) 2001 r.
Godz.: 19.30
Miejsce: Dom Polski SPK, 379 Waverley Street, Ottawa
Po pogadance Kolo Pań przy SPK zaprasza na kawę i ciastka.

***

SPK Koło Nr 8
zaprasza na pokaz filmu Fundacji AK z roku 1999
"AKOWCY"

Data: 18 stycznia (czwartek) 2001 r.
Godz.: 19.30
Miejsce: Dom Polski SPK, 379 Waverley Street, Ottawa

***

Zarząd SIP
zaprasza na pogadankę
dra Tadeusza Rygasa
"ALGORYTM WYNALAZKU, czyli jak robić wynalazki"

Data: 23 stycznia (wtorek) 2001 r.
Godz.: 19.30
Miejsce: Dom Polski SPK, 379 Waverley Street, Ottawa
Po pogadance SIP zaprasza na kawę i ciastka.

***

KUPNO - SPRZEDAŻ NIERUCHOMOŚCI
Real Estate Agent
Terry Gleeson B.A.
Prudential Maximum Realty Inc.
Residential, Investment, Industrial,
Commercial (Licenced since 1981)
Tel: 749-7355 Res: 824-3260
E-mail: gleeste@sprint.ca

***

LOENARD SAMEK
Adwokat - Radca prawny - Notariusz
oferuje usługi w zakresie spraw:
* karnych;
* cywilnych;
* notarialnych (nieruchomości, testamenty, etc.);
* porad prawnych.
102-99 Holland Ave., Ottawa ON K1Y 0Y1
Biuro: (613) 725-2424 Fax: (613) 725-0464
Dom: (613) 722-4464

***

Początek strony

Przewodniczący:

J. Janeczek

tel.: 736-1620

Sekretarz:

L. Zielińska

tel.: 721-8238

Skarbnik:

S. Ozorowski

tel.: 225-3948

Redaktor:

K. Styś

tel.: 224-1707

Redakcja Techniczna: K. Lipowski, tel.: 565-3272; J. Taracha, tel.: 225-4678

Association of Polish Engineers in Canada, P.O. Box 8093, STATION "T", Ottawa, Ontario K1G 3H6

SIP Internet: http://www.kpk-ottawa.org/sip/

Redakcja e-mail: af736@ncf.ca