Ottawskie SPK i SIP w natarciu na farme Galkow

Kiedy koledzy-kombatanci odkladali dolary na cottage w lesie, sp. Zygmunt Galko zbieral na farme. Syn osadnika z kresow marzyl o kawalku uprawnego pola z malym domkiem po srodku. Przeciez trzeba bylo gdzies te malwy zasadzic, plot swoj pobielic, kotu nalac mleka... W roku 1976 zrealizowal swoj cel i kupil podupadla farme w Osgood tuz przy drodze nr. 31. Zamiast jeziora i kajakow mial kawal zyznej ziemi i stodole. Jak wspomina pani Maria Galko - "To byla istna ruina! Przez pierwsze lata musielismy gospodarstwo jakos podciagnac, doprowadzic do uzytku. Tu, gdzie jest teraz ogrod, bylo skladowane drzewo na opal. Nie tylko tam, ono bylo tu wszedzie. Nic dziwnego w tym nie ma, w tamtych latach ogrzewano tylko drzewem i kazdy farmer zwozil je, skad tylko mogl. Wreszcie usunelismy te ogromne bale i wtedy to odbyl sie pierwszy piknik SPK. Mysle, ze to byl 1979 rok... Usiedlismy wszyscy kolo domu, tam gdzie dzis sa zaparkowane samochody. Byly spiewy, dobre jedzenie i bylismy razem, tak wszyscy jeszcze razem".

Szybko rosl wymarzony ogrod, a wraz z nim dom, wiekszy o kolejne pokoje. Kazdego lata rodzina Galkow - rodzice z chlopcami, spedzali tu pracowite lato. Nikomu sie jeszcze nie snilo o organicznych warzywach i owocach, a Galkowie juz je mieli. I na "swojej" marchewce i kartoflach wyrosly jak deby synowie. Kto zna mlodych Galkow, te wie ze prawde mowie. Nie czesto widzi sie tak przystojnych, mocno zbudowanych, o ogorzalych twarzach mezczyzn. Tak, tak... to ten naturalny, zdrowy pokaram i miesiace pracy na powietrzu, ktorych do dzis nie moze zniszczyc urzednicza codziennosc, wybielic ekran komputera czy zgrabic kolejny papieros... A pani Maria? Tak jak synowie, nie choruje, wiecznie mloda na swe... siedemdziesiat lat. To wymierny, nazwijmy go "zdrowy" sukces Farmy Galkow.

Letnie spotkania przy ognisku, kielbaskach i dobrym piwie staly sie tradycja. Farma u Galkow zaslynela z wspanialych piknikow organizacji Stowarzyszenia Polskich Kombatantow... Choc nie ma wsrod nas inicjatora tych spotkan, sp. Zygmunta Galki, tradycje przejeli synowie - Leszek i Zygmunt i przy pomocy i z blogoslawienstwem Matki - Marii Galko, sercem kolegow Taty witaja. Pan Zygmunt przed smiercia zapytal synow - Czy chcecie trzymac farme? Jesli tak, to wam zapisze. Jesli nie, to sprzedam i pieniadze zostawie. Mlodzi uzgodnili, ze "ojcowizne" trzymac beda i latem, zamiast wyjazdow nad jezioro, beda pracowac. "Tu jest odpoczynek - mowi Leszek - ani telefonu, ani nic. Jak tu przyjade i popracuje na swiezym powietrzu, to potem mam spokojny sen. Tata zawsze mowil, chcesz odpoczac, przyjedz do nas. Posiedzisz pod grusza i zaraz bedzie ci lepiej".

W tym roku swa obecnoscia Piknik SPK/SIP zaszczycili: ambasador RP dr B. Grzelonski oraz konsul Janusz Wach z rodzina. Kielbaski im smakowaly, spiewy kombatantow wzruszyly i zapowiedzieli sie za rok. Moze tu bylo wiecej Polski niz w Polsce?

Jola Szaniawska
11/07/1999

Poczatek strony