2 lipca 2003 w Central Park Nowego Jorku – wsrod poruszenia ludzi i zywiolow – umiera Mimi Pucciniego, aby odrodzic sie powtornie na tej samej scenie juz 30 lipca, ale tym razem jako Mimi Leoncavalla. Obydwie opery nosza taki sam tytul La Boheme (Cyganeria) i obydwie sa o milosci tej samej. W obydwu jednakich lecz zarazem roznych - glownych rolach – wystepuje ta sama polska artystka z Ottawy.

Maria Knapik, maestro, zywioly i milosc

Vincent La Selva – maestro i ulubieniec Nowego Jorku - wyroznia nasza rodaczke ta rola podwojna – bardziej niz podwojnie. Otwiera ona bowiem tym samym 30 jubileuszowy sezon sceny letniej o ogromnych tradycjach, ktora przyciaga jednorazowo na wystep publicznosc rzedu 10 tysiecy. I nic w tym dziwnego skoro wystepuja tu gwiazdy operowe swiatowej czolowki, do ktorych nowojorska publicznosc zalicza tez Marie. Aby sie o tym przekonac wystarczy tam zajrzec, albo do Carnegie Hall na pierwsza lepsza opere, kiedy wystepuje Maria Knapik. O przepraszam – juz nie pierwsza lepsza - kiedy wystepuje pani Maria Knapik. Mozna powiedziec, ze polska artystka zadomowila sie w Carnegie Hall na dobre, a przeciez ta prestizowa scena jest marzeniem wszystkich artystow - aby przynajmniej raz jeden w zyciu tutaj wystapic.

Ostatnio byla tu Maria w styczniu jako Alzira Verdiego. Mialem przyjemnosc namawiac Panstwa na ten wystep w artykule “Sukcesy jak z worka”. Z doswiadczenia wiem przeto, ze lepiej takich pelnych workow z sukcesami nie rozwiazywac bo prezentacja w zaden sposob nie miesci sie wtedy w objetosci przyzwoitego tekstu. Alzira jeszcze do worka nie trafila. Wspomnienia o niej wciaz sa jeszcze zywe. Powiem wiecej. Naliczylem w prasie amerykanskiej kilkanascie przychylnych recenzji na temat Marii jako Alziry. Nie bylo natomiast nic prawie na ten temat w polonijnej prasie. Wypelniajac przynajmniej czesciowo te luke - skorzystam z amerykanskiego "gotowca" i to nie z lenistwa lecz z podziwu dla plastycznosci zapisu. Otoz David La Marche - dyrygent American Ballet Theatre - muzyk i kompozytor zarazem - zachwyca sie artystycznym przekazem Marii jako Alziry, a glos jej porownuje do polysku atlasowego - mieniacego sie blaskiem lagodnej miekkosci, lecz z moca zywiolu... Wspominano tez o artystce w kontekscie slawnych Osmiu siostr Knapik - porownujac ten polski zespol rodzinny - do rownie slawnego austriackiego Von Trapp. Na wystepie Marii w Carnegie Hall, a wlasciwie tuz po nim - byl szczegolnie wzruszajacy moment. Jeden z rozentuzjazmowanych wystepem Marii widzow, wygladajacy na Japonczyka – probujac przekrzyczec ogromny aplauz publicznosci – krzyczal po angielsku: “ona jest Polka – powiedzcie do niej cos po polsku.., powiedzcie po polsku.., ona jest Polka !” Tak tez sie stalo.

Vincent La Selva – zwiazany z Carnegie Hall od lat 50 – strzeze na amerykanskim kontynencie resztek dziedzictwa klasycznej kultury – bez ktorej Ameryka stoczylaby sie w otchlan duchowego ubostwa. Jest mecenasem sztuki, ktory niejako przy pomocy pieciolinii muzycznej zasila cala Ameryke w humanistyczne wartosci prosto ze starej Europy. Z ta Europa zwiazany jest maestro swoim wloskim pochodzeniem. Ratuje w ten sposob Ameryke - bedac jej mezem opatrznosciowym. Tak mozna okreslic teoretycznie misje jaka tutaj pelni. Praktycznym przykladem wymiaru jego dobrodziejstwa - dla kontynentu na ktorym zamieszkuje - jest wspoludzial w zaslugach w istnieniu ostatniego kanalu telewizji amerykanskiej bez reklam.

O ratowaniu Ameryki przez maestro, przekonal mnie rowniez jubileuszowy wybor – klasycznej milosci romantycznej - jako tematu na 30 rocznice sezonu sceny letniej w Central Park. Przeciez najwiekszym kryzysem na kontynencie amerykanskim jest kryzys milosci. To nie przypadek, ze Mimi umiera na scenie na oczach tysiecy Amerykanow a maestro niejako na bis ozywia ja zaraz w nastepnym spektaklu. Tworzy w ten sposob obraz milosci wiecznie zywej – jaka moze byc tylko milosc romantyczna – uduchowiona przeciez, a wiec przygotowujaca wnetrze czlowieka na spotkanie z Panem. Taka tez milosc jedynie w przypadku gdy czlowiek u kresu zywota – przemienic sie moze w wiekuista milosc. Oto model milosci jaka poleca Amerykanom Vincent La Selva. Takiej milosci nie sposob jest kupic lecz mozna ta milosc zwyczajnie odnalezc. Wystarczy na to wszakze troche czasu w swiecie oblednie pedzacym za niczym.

Wciaz jestem winien Panstwu wyjasnienie jak do tego doszlo, ze istnieja tematycznie dwie takie same opery, lecz muzycznie rozne i obie pelne milosci najwiekszej. Tymczasem sprawa jest banalnie prosta. Puccini podkradl pomysl Leoncavallo. Pierwszy ukonczyl opere i pierwszy wystawil ja w 1896 w Turynie. Cyganeria Leoncavallo miala premiere w 1897 w Wenecji. Vincent La Selva prezentuje obie muzycznie rozne opery. Jednak role pieknej lecz smiertelnie chorej – kochajacej sie w poecie - hafciareczki Mimi, powierza Marii Knapik-Sztramko w obydwu operach. Motywy takiej obsady glownej roli sa zupelnie oczywiste. Juz pierwszy wystep Marii jako Mimi 2 lipca byl bardzo udany. Wywolal sensacje. Mial takze dobra prase. O Marii pisze The New York Times i takze The Ottawa Citizen i trudno sie dziwic skoro pierwszy raz sie zdarzylo w historii istnienia opery, ze ta sama spiewaczka wystapila w obydwu rolach w czasie jednego sezonu.

Maria Knapik-Sztramko jako interpretatorka na scenie tradycyjnej milosci mezczyzny z kobieta – zyskala dla tego uczucia gigantyczny aplauz, a rola artystki w obu spektaklach byla glowna – pomimo, ze Mimi w drugiej operze Leoncavallo – nie jest wcale pierwszoplanowa. Ten pozorny paradoks wytlumaczyc mozna w jeden tylko sposob; ze Maria gdy wystapi w drugorzednej roli – przemieni ja natychmiast w pierwsza. Dostrzega to rowniez zafascynowana jej wystepem recenzentka New York Times – Anne Midgette stwierdzajac, ze Maria w obu wersjach byla bezsporna gwiazda wystepow.

Pierwszy spektakl - pomimo pewnych kaprysow w naturze pogody - zgromadzil osiem tysiecy widzow. Drugi juz tysiecy dwanascie. Oto sila przyciagania Marii Knapik-Sztramko rowna sile przyciagania gwiazdy. Nie sposob w tym wypadku dziwic sie jednak - zjawisku powiekszania sukcesu z wystepu na wystep, skoro juz w czasie pierwszego spektaklu na wolnym powietrzu - pomagaly Marii naturalne zywioly - wzmaganiem artystycznego wyrazu. Traby powietrzne niebieskie od razu ze sceny porywaly wszystkie jej frazy muzyczne i ciskaly z piaskami lotnymi w widownie. Szczegolnie widoczne to bylo w czwartym dramatycznym akcie, kiedy Mimi umiera - osiagnawszy milosc najwieksza, czyli w zasadzie wszystko co do zdobycia na ziemi.

Na koniec niespodzianka: 30 listopada Maria - specjalnie dla Panstwa - zostala zaproszona do Toronto dla uswietnienia rowniez 30 rocznicy, lecz tym razem torontonskiej sceny Opera in Concert. Nie bedzie to co prawda Moniuszko ani Warszawa tylko Verdi i Toronto ale zawsze... Z kolei dla tych z Panstwa, ktorzy nie moga tak dlugo czekac na kolejny wystep Marii Knapik-Sztramko - proponuje niezmiernie renomowana scene "Lincoln Centre" w Nowym Jorku juz 1 listopada.

Wojciech Kozlowski

Wiecej zdjec i szczegolow o Marii mozna znalezc na stronie: The New York Grand Opera Company http://www.newyorkgrandopera.org/index.htm.

Poczatek strony