BIULETYN - LISTOPAD 2004

SPIS TRESCI

NIZSZE SZKOLY WYZSZE

Polskie uczelnie nie uprawiaja juz nauki, tylko biznes edukacyjny

500 z Jiao Tong

Ranking 500 uczelni z calego swiata przygotowywali przez trzy lata uczeni z Chin, zbierajac informacje o niemal 2 tys. uniwersytetow. Ranking oparto na czterech podstawowych kategoriach: 1. liczbie laureatow Nobla, lub zdobywcow Medali Fieldsa (odpowiednik Nobla dla matematykow); 2. najczesciej cytowanych pracach w latach 1981-99; 3. artykulach opublikowanych w "Science" oraz "Nature" (1999-2003); 4. liczbie cytowan w waznych pismach naukowych (tworzacych tzw. liste filadelfijska) w 2003 r.

Erupcja uczelni w Polsce

RokLiczba
1900-1991112
1999-2000287
2000-2001310
2001-2002344
2002-2003377

Na polska nauke spadla hiobowa wiesc. W jedynym rankingu porownujacym 500 uczelni z calego swiata znalazly sie tylko dwie polskie - Uniwersytet Warszawski i Uniwersytet Jagiellonski. Sklasyfikowano je dopiero w czwartej setce. Nasza nauka poniosla spektakularna porazke niczym nasi olimpijczycy na igrzyskach. Sami uczeni, ci z dorobkiem i ci na dorobku (wsrod nich stypendysci akcji POLITYKI "Zostancie z nami!"), a takze studenci, bija na alarm. Polskie uczelnie zastygly w organizacyjnym i intelektualnym bezruchu, dziwnej mieszance feudalizmu z kapitalizmem.

W Polsce jest niemal 400 wyzszych uczelni, zarowno panstwowych jak i niepanstwowych, w ktorych ksztalci sie ponad 1,8 mln studentow. A Uniwersytet Warszawski i Uniwersytet Jagiellonski - by trzymac sie sportowej metafory - sa tym w rodzimej nauce, czym Legia i Wisla w naszej pilce noznej: u nas sa najlepsze, w konfrontacji z uczelniami w Stanach Zjednoczonych czy na zachodzie Europy - niespelnione i gdzies w tyle. Taki stan rzeczy rektorzy tlumaczyli jednym glosem. Po opublikowaniu rankingu, zestawionego przez naukowcow z uniwersytetu Jiao Tong w Szanghaju (patrz ramka), profesorowie Jan Weglenski (UW) oraz Franciszek Ziejka (UJ) mowili, ze decydujace znaczenie ma sposob finansowania nauki na swiecie i ze pod tym wzgledem nigdy nie dogonimy liderow rankingu: amerykanskich Harvarda i Stanforda czy brytyjskiego Cambridge. To prawda. Dotacje budzetowe to jednak nie wszystko.

Kasjerzy, fornale i karbowi

Na zakonczonym niedawno zjezdzie Polskiego Towarzystwa Socjologicznego Zygmunt Bauman, jeden z niewielu polskich socjologow o swiatowej renomie, mowil o kryzysie wspolnoty, ktory ogarnal takze badaczy spolecznych. Bauman mowil, ze dzis mozna zobaczyc co najwyzej "wspolnote w szatni" albo cos na ksztalt "wspolnoty foyer" - wspolnego korytarza, ktorym przechadzaja sie profesorowie.

Prof. Henryk Domanski, socjolog

Klopot polskich uczelni wynika m.in. z braku dobrej kadry, takiej, ktora ma staly kontakt z nauka amerykanska i zachodnioeuropejska, postawionymi (srednio rzecz biorac) na wyzszym poziomie.

W ciagu ostatniej dekady z pewnoscia obnizyl sie sredni poziom prac naukowych w Polsce, co jest naturalna konsekwencja wzrostu liczebnosci kadry badawczej, co zanizylo srednia. Oczywiscie, mamy elite naukowa (skoncentrowana w Warszawie i Krakowie i rozproszona w innych osrodkach), ale juz zupelnie inaczej wyglada sytuacja w Opolu czy w Rzeszowie. Gdzie widze szanse? Na pewno w kontaktach z nauka swiatowa: polscy uczeni musza brac udzial w projektach miedzynarodowych i doskonalic swoje umiejetnosci za granica. Bo nie ma co sie ludzic, ze dobrzy naukowcy zaczna nagle przyjezdzac stamtad. Podobny ton mozna uslyszec z drugiego bieguna, wsrod studentow. - Sytuacja jest przytlaczajaca - mowi Grzegorz Lewinski, student Uniwersytetu Slaskiego w Katowicach. - W srodowisku studenckim panuje apatia, kazdy goni za wlasna kariera, co powoduje, ze braterstwo, o ktorym tak duzo sie kiedys mowilo, dzis praktycznie nie istnieje.

W ciagu ostatnich pieciu lat liczba studiujacych podwoila sie, niegdys kameralne placowki akademickie napecznialy, zmienila sie tez mentalnosc i oczekiwania studiujacych.

- Kiedys czas studiow byl okresem wyjatkowym - mowi historyk, profesor Uniwersytetu Warszawskiego. - Zawiazywane wtedy przyjaznie trwaly czesto przez dziesiatki lat. Teraz uniwersytet traktuje sie jak lotnisko. Jak tranzyt, przez ktory trzeba przejsc, najlepiej bez stresu, nadmiernych obciazen i bezbolesnie.

Inny profesor z UW dodaje, ze dzisiejszych studentow cechuje bezceremonialnosc. - Wielokrotnie sie zdarza - tlumaczy - ze dzwonia na moj prywatny telefon i to o wszelkich mozliwych porach, a norma jest, ze lapia mnie gdzies w przelocie na ulicy, by uzyskac wpis do indeksu.

Relacje miedzy nauczycielami akademickimi a studentami przypominaja coraz bardziej wiez, jaka panuje miedzy kasjerka a klientem w hipermarkecie. - Wazne, by w papierach byl porzadek. No i by kasa sie zgadzala - puentuje prof. Wojciech Burszta, antropolog kultury.

Rozpad wspolnoty akademickiej widac na kazdym kroku, niekiedy w zachowaniach, ktore maja kryminogenny charakter. Ostatnio glosno zrobilo sie o Uniwersytecie Gdanskim i tamtejszym Wydziale Prawa. Oto okazalo sie, ze na Wydzial Prawa przyjmowane sa - zgodnie z procedura odwolawcza - te dzieci z prawniczych rodzin trojmiejskich, ktorym nie poszczescilo sie w normalnym trybie egzaminacyjnym. Teraz, dzieki protekcji i listom polecajacym, przyjmowane sa z "waznych powodow spolecznych". Listy przyjetych z odwolania Uniwersytet Gdanski utajnil (chociaz w mysl przepisow cala procedura egzaminu powinna byc jawna), co podgrzalo tylko emocje. Ale oprocz slusznego oburzenia, pietnujacego uniwersytecki nepotyzm, mozna bylo uslyszec i inne glosy. To zaden nepotyzm, tylko naturalny branzowy przywilej. Swoje przywileje ma gornik czy hutnik, dlaczego ma ich nie miec nauczyciel akademicki.

- Ci, co tak pomstuja, niech sami uderza sie we wlasne piersi - mowi jeden z profesorow. - Prawie kazdemu zdarzylo sie, ze choc raz w komisji egzaminacyjnej przepchnal jakiegos znajomego. Powiem cynicznie: to, ze corka rektora dostala sie kiedys z odwolania, nie mialo sie prawa zdarzyc. Powinna zostac przyjeta, tak sie to zalatwia, w normalnym trybie i nie byloby klopotu.

Swiadectwem kryzysu wspolnoty akademickiej sa czestokroc fatalne relacje w obrebie kadry. - Szczegolnie dramatyczna sytuacja panuje wsrod doktorantow. Wraz z urynkowieniem edukacji postanowiono znalezc tania sile robocza. I wlasnie ci ludzie u progu kariery wykonuja taka katorznicza prace - mowi medioznawca prof. Wieslaw Godzic.

Mozna powiedziec, ze dzisiejsi doktoranci wioda i tak beztroskie zycie, sa ubezpieczeni (gdy wprowadzano studia doktoranckie, zadnego systemu ochrony socjalnej nie bylo), na studiach dziennych otrzymuja stypendium od 600 do 1 tys. zl w tych bogatszych uniwersytetach. - Na poczatku moj promotor powiedzial mi, ze studia doktoranckie ucza pokory - mowi doktorantka z Lodzi. - I rzeczywiscie, czuje sie tak, jakbym dostawala regularnie w twarz. Prowadze zajecia za darmo, spycha sie na mnie zastepstwa i wszelka papierkowa, biurokratyczna robote. W takiej sytuacji, gdy jeszcze na dodatek trzeba szukac jakichs zrodel utrzymania poza uczelnia, pisac doktorat. Jestem jak jakas chlopka, ktora karbowy zmusza do ugiecia karku.

Oczywiscie, bywaja ludzcy promotorzy, ale zdarzaja sie ludzie nikczemni, nie gardzacy szantazem. - Gdy chcialem wykrecic sie od dodatkowych zajec, bo i bez nich mialem pensum, uslyszalem, zebym lepiej sie wzial do roboty, bo moj doktorat wisi na wlosku. Wczesniej ta sama praca byla przez tego samego czlowieka zachwalana. Gdyby nie to, ze szkoda mi trzech lat, rzucilbym to wszystko w cholere - opowiada doktorant z Warszawy.

Klopoty bywaja tez z recenzentami: - Pani profesor powiedziala, ze moge liczyc na bardzo pochlebna recenzje, ale niezbedne sa poprawki. Poprawki sprowadzajace sie do obfitszego korzystania z dorobku recenzentki - mowi niedawno upieczony doktor.

Ludzie, ktorzy - uzywajac znanej dewizy klasyka polskiej socjologii Stanislawa Ossowskiego, powinni "w mysleniu byc nieposluszni" - pracuja czesto w aurze wyscigu, oporu i leku przed rewanzem, dlatego rozmowcy czesto mowia na stronie. Anonimowo. Tak, by nie mozna ich bylo namierzyc. Bo i metody rewanzu bywaja subtelne. Na wydziale filozofii jednego z uniwersytetow mowilo sie na przyklad o dwoch skloconych profesorach, ktorzy podczas kwalifikacji na studia doktoranckie wycinali w pien kandydatow adwersarza.

Prof. Jacek Holowka, filozof, uwaza, ze kryzys wspolnoty akademickiej jest przejawem szerszego zjawiska - atrofii wiezi miedzyludzkich i systemow wartosci w nowej Polsce. - Brakuje teraz prawdziwych mistrzow, dla ktorych nauka bylaby powolaniem, a nie tylko zawodem. Takich, ktorzy mogliby byc autorytetami dla calej uczelni i ksztaltowac poglady dla elity calego kraju. Brakuje tez u nas - inaczej niz w uczelniach brytyjskich - miedzywydzialowego zycia akademickiego. Lancuch miedzy pokoleniami, typowy dla tradycji uniwersytetu, gdzies sie zerwal.

Uczeni sa zgodni, ze o takie autorytety - wzmocnione opozycyjna legenda - bylo latwiej w czasach PRL. W systemie demokratycznym i o postaci trudno, i zbiorowo swiat uniwersytecki takiej roli nie gra. Konferencja Rektorow Akademickich Szkol Polskich wypowiada sie najczesciej w kwestiach finansowych, gdy w budzecie szykowane sa kolejne ciecia w dotacjach na nauke. Trudno juz spodziewac sie, by zabrali glos w sprawie kolegow z Gdanska lub by odcieli sie od haniebnych dla srodowiska glosow profesury niedawno odmawiajacej Czeslawowi Miloszowi godziwego pochowku.

A przeciez przypadkow patologii jest znacznie wiecej: w nowych czasach, wraz z dostepem do Internetu i szybkiej informacji, wzrosla chocby skala plagiatow. Prace na uczelniach przepisuja wszyscy: od studentow do nawet dziekana jednego z wydzialow uniwersyteckich. Co ciekawe, o takich zjawiskach mowi sie w srodowisku, ale polgebkiem. Ale glosno - zwlaszcza gdy chodzi o profesora - prawie wcale, bo przeciez ucierpialaby renoma uczelni, a i bylby wstyd dla recenzentow, ktorzy pozytywnie ocenili plagiat. Nic nie wskazuje tez na to, bysmy doczekali sie czegos w rodzaju Naukowego Centralnego Biura Sledczego. Wprawdzie uczelnie na wlasna reke kupuja program komputerowy wykrywajacy plagiaty, ale wiadomo, ze tak naprawde nikt nie jest zainteresowany w stworzeniu jednego osrodka tepiacego naukowych piratow.

Przedsiebiorca w todze

- Dzis zamiast autorytetow mamy tzw. spin doctorow, ekspertow obrotowych, co to wypowiedza sie na kazdy zadany temat; jak sie to mowi, daja klapa do telewizora. Raz o pedofilii, a raz o meandrach brytyjskiego futbolu. Doktorantka psychologii z Uniwersytetu Warszawskiego dodaje, ze trudno jej szanowac przelozonego, ktory wbiega zdyszany, bo wlasnie odwalil chalture dla telewizji albo skonczyl zajecia na innej uczelni.

Prof. Michal Kleiber, minister nauki i informatyzacji

Bez watpienia mamy za malo nauczycieli akademickich w stosunku do liczby studentow. Uczelnie ratuja sie wieloetatowoscia, ale, wiadomo, ze to z kolei wplywa negatywnie na poziom nauczania. Mamy takze niedostosowany profil ksztalcenia do potrzeb rynku pracy. O tym powinno sie myslec w perspektywie 5 czy nawet 10 lat i przewidywac, jacy specjalisci beda nam wtedy potrzebni, nie zas kierowac sie koniunktura panujaca na rynku pracy obecnie.

Poziom prac badawczych wykonywanych na uczelniach nieslychanie sie zroznicowal: mamy uczonych, ktorzy naleza do swiatowej czolowki, ale srednia prac w ciagu ostatniej dekady raczej sie nie podniosla i nie jest na zbyt wysokim poziomie. Pamietajmy tez, ze istnieje znaczaca grupa pracownikow naukowych, ktorzy w ogole nie prowadza badan, a i tak, ze wzgledu wlasnie na sytuacje kadrowa, musza na uczelniach pozostac.

Co mozna zrobic?  Zbyt duzo jest uczelni malych i slabych kadrowo, nieodzowny wydaje sie proces scalania mniejszych szkol w danym regionie w jedna wieksza instytucje uniwersytecka. Wreszcie powinien pojawic sie u nas menedzer akademicki organizujacy prace uczelni zwany niekiedy kanclerzem. Przeciez czesto uczelnia jest najwiekszym przedsiebiorstwem w regionie i musi byc fachowo zarzadzana. I wreszcie kwestia kontraktow: taki powinien byc dominujacy model zatrudnienia.

Pojawienie sie spin doctorow to tylko jeden z przejawow komercjalizacji, ktorej nieuchronnie podlega szkolnictwo wyzsze. Wlasnie urynkowienie nauki sprawilo, ze norma stala sie praca na kilku etatach i uczelniach, czesto konkurujacych ze soba. Praktyka ta jest nadal stosowana, bywa bowiem, ze profesor uczelni panstwowej otrzymuje (bez dodatku) niewiele ponad 2,5 tys. zl brutto i moze tylko pomarzyc o dochodach w wysokosci 6,5 tys. zl, jakie obiecywano od poczatku roku akademickiego 2004/2005. Trudno tez wyobrazic sobie, by naukowiec z doktoratem na stanowisku adiunkta utrzymal swoja rodzine w wielkim miescie za niespelna 2 tys. zl. Wiec powszechna stala sie w srodowisku wieloetatowosc.

Panstwowa Komisja Akredytacyjna, powolana do oceny studiow, toleruje teraz prace na dwoch etatach. Gdy odkryje, ze kadra w danej uczelni lub wydziale to trzyetatowcy (albo i wiecej), Komisja moze wnioskowac do ministra edukacji o zamkniecie kierunku studiow.

Prof. Andrzej Jamiolkowski, szef Komisji, wskazywal wielokrotnie tez na inne przyczyny zamykania uczelni: gdy na poczatku lat 90. na prawo i lewo otwierano kierunki kojarzone z marketingiem i zarzadzaniem, na wielu sposrod nich brakuje odpowiedniej liczby tzw. pracownikow samodzielnych (czyli po habilitacji). Okrojone plany studiow albo przekraczanie limitu studentow zaocznych w stosunku do dziennych (pierwszych moze byc najwyzej 50 proc.) to kolejne przyklady opacznie pojetej ekonomii i urynkowienia. - Przy calym szacunku dziwie sie - mowi czlonek Panstwowej Komisji Akredytacyjnej - po co w Polsce az 17 uniwersytetow. Na wielu z nich, na przyklad na Uniwersytecie Rzeszowskim czy Zielonogorskim, wystawialismy kierunkom oceny negatywne lub warunkowe.

W ubieglym roku PKA zawiesila lub zamknela 16 kierunkow studiow, 9 w szkolach prywatnych i 7 w panstwowych. Wedlug danych z PKA ok. 5 proc. z ocenianych od 2002 r. kierunkow uzyskalo ocene dyskwalifikujaca i mozna by sadzic, ze to niewiele. Jednak az nastepnych 25 proc. to kierunki, ktorym umozliwiono studiowanie warunkowe, opatrzone licznymi zastrzezeniami. W sumie - prawie na co trzecim kierunku poziom odbiega od przyjetych standardow, a to juz liczba niemala.

Narzekajac na brak pieniedzy z budzetu, uczelnie rzadko szukaja oszczednosci we wlasnym portfelu. - W szkolach panstwowych tworzy sie na przyklad 5-osobowa grupe dla profesora, by nie sprawic mu przykrosci - mowi rektor warszawskiej uczelni. - Albo zostawia komus cwiartke etatu, od ktorego trzeba odprowadzic ZUS.

Trzeba jednak powiedziec, ze uczelnie panstwowe szybko ucza sie liczyc i tzw. kosztochlonnosc studenta tu oraz w szkolach niepanstwowych staje sie porownywalna: 6 lat temu uczelnia panstwowa wydawala na jednego studenta o prawie 4,5 tys. zl wiecej niz prywatna. W ubieglym roku panstwowy byl drozszy o niecale 3 tys. zl.

- Trzeba uswiadomic sobie jedno - mowi prof. Wieslaw Godzic - uniwersytety to oprocz publicznej telewizji ostatnie skanseny zarzadzania socjalistycznego. Z tego, ze rektor jest cenionym literaturoznawca czy biologiem, nie wynika, ze bedzie radzil sobie z 30-tysiecznym przedsiebiorstwem.

Takie kolosy jak UW czy UJ to wlasnie wielotysieczne przedsiebiorstwa. - Rektor powinien zastanawiac sie, komu przyznac doktorat honoris causa, a nie rozstrzygac, czy na zakup olowkow rozpisac przetarg czy nie - dodaje Godzic. W wielu uczelniach zachodnich (u nas w szkolach niepanstwowych powoli tez) istnieje tzw. system kanclerski. Sprawami administracyjnymi zawiaduje wiec juz nie rektor, ale kanclerz, ktorego praca oceniana jest przez cos na ksztalt rady nadzorczej zlozonej z pracownikow naukowych, personelu pomocniczego i studentow. Na razie doszlismy do tego, ze dyrektorzy instytutow, na ktorych scedowano dzielenie pieniedzy, robia, co moga, by pozenic ogien z woda, czyli dydaktyke z nauka. Chwytem stosowanym powszechnie jest przerzucanie pod byle pretekstem srodkow z badan na honoraria za przeprowadzone zajecia. Bo za psie pieniadze pracowac chce dzis malo kto.

Konkurencja na rynku uslug edukacyjnych zacheca nie tylko do przyspieszonego kursu matematyki i ekonomii, ale takze marketingu.

- Polska nauka - wyjasnia jeden z profesorow - jest zupelnie niemedialna. Brakuje ludzi, ktorzy potrafiliby w sposob przejrzysty i atrakcyjny popularyzowac idee. Nie mowie o spin doctorach, bo to osobna kategoria. Wprawdzie w szkolach wyzszych coraz bujniej kwitna dzialy promocji, a w dniu egzaminow na UW ustawia sie pod brama glowna dlugi szpaler wyslannikow z innych szkol rozdajacych ulotki z wlasna oferta, ale rola dobrze pojetego PR w nauce jest wciaz za malo ceniona. - Niedawno dyrektor jednego z instytutow na Uniwersytecie Warszawskim zakazal swoim doktorantom udzielac wypowiedzi dla prasy za darmo - opowiada studentka. Jedna sposrod stypendystek "Polityki" uslyszala od promotora, ze ma zaniechac wypowiedzi dla mediow, bo juz "starczy tego gwiazdorstwa". - A przeciez - tlumaczyla rozgoryczona - zakaz taki uderza nie we mnie, tylko w instytucje, ktora reprezentuje.

Profesor trzeciego wieku

Kolejna bolaczka szkolnictwa wyzszego jest jego skostnienie personalne i geriatryczny - jak mowia sami profesorowie - charakter instytucji naukowych. - Trzeba powiedziec brutalnie: nasza kadra jest niekonkurencyjna w stosunku do kadry na uniwersytetach zachodnich - twierdzi prof. Godzic. Dzieje sie tak z wielu powodow. Po pierwsze - weryfikacja dorobku uczonych ma czesto charakter iluzoryczny i towarzyski. Trudno, by bylo inaczej, skoro wydzialy do takiej lustracji powoluja kolezanki i kolegow zainteresowanego, nie zas ludzi z zewnatrz, ktorzy mogliby dokonac niezaleznego audytu.

Prof. Alina Brodzka-Wald, historyk literatury

Katastrofalna sytuacja finansowa sprawia, ze na studia doktoranckie dostaja sie ci, ktorych na to stac, a nie zawsze sa to osoby najzdolniejsze. Nieslychanie zroznicowal sie tez poziom prac: mozna zaslonic reka strone wskazujaca na uczelniany przydzial autora, a i tak - na podstawie tego, co pisze - mozna niemal bezblednie ocenic, w jakim osrodku powstawala jego praca. Trzeba by wreszcie wprowadzic niezalezny system oceniania. Dopoki dorobek oceniac bedzie kolega koledze, nigdy nie wyjdziemy z tego bagna koteryjnosci.

- Trudno nam sie pogodzic - to glos jednego z rektorow - ze na stale powinno byc zatrudnionych najwyzej 15-20 proc. pracownikow naukowych, osob rzeczywiscie dla uczelni strategicznych. Reszta powinna byc na odnawianych kontraktach. Napotykamy tu oczywista bariere psychologiczna: trudno nam zrozumiec, ze sami wybralismy niezwykle stresujacy i ryzykowny zawod, wydaje sie bowiem, ze - gdzie jak gdzie - ale tu, na uczelni, zapewniamy sobie bezpieczny byt.

Niewiele wnosza tez weryfikacje kadry dokonywane przez studentow, choc wprowadzila te forme oceny wiekszosc szkol. - Jestem na SGH - mowi Ewa - i trzy czwarte tak zwanych profesorow to lenie, ktorzy po otrzymaniu tytulu spoczeli na laurach. Wykopalabym ich ze stolkow w minute. Ewie wtoruje Konrad, student z Krakowa: - Nie slyszalem jeszcze, by komukolwiek zaszkodzila negatywna weryfikacja dokonywana przez nas.

- U nas piecdziesieciolatek uwazany jest za gowniarza - zali sie profesor z UJ. W naukach matematyczno-przyrodniczych awans nastepuje szybciej, w humanistyce 40-letni profesor uchodzi za dziwolaga. Przynajmniej w oczach 60-latkow ze swieza profesura.

Osobna kwestia, ktora niedawno na naszych lamach wzbudzila niemale emocje ("Profesor dr hab. dozywotni" i glosy polemiczne, POLITYKA 30 i 35), sa kwestie zwiazane ze zdobywaniem kolejnych stopni i tytulow naukowych. Wielu uczonych, takze takich, ktorzy ten szczebel maja dawno za soba, uwaza na przyklad koniecznosc pisania rozprawy habilitacyjnej za anachronizm bedacy spuscizna zmurszalego XIX-wiecznego niemieckiego jeszcze uniwersytetu. - Habilitacja wstrzymuje dynamike rozwoju naukowego, wymiane kadr i mysli - mowi czterdziestokilkuletni profesor fizyki. - Mlody doktor po trzydziestce, gdy ma najwiecej sil i pomyslow, zamiast je tworczo spozytkowac, pisze jakiegos akademickiego gniota. Rozmowcy przyznaja, ze ze wzgledow taktycznych lepiej napisac prace "solidna" - trzymajaca sie kanonow, niezbyt odkrywcza i, nie daj Panie Boze, interdyscyplinarna, bo moga byc klopoty. - Piszesz habilitacje, przyjmuja cie do szeregu, ale jednoczesnie daja po lapach, bys znal w nim swoje miejsce - komentuje mlody, jak na nasze standardy, doktor po habilitacji.

Zdarzaja sie habilitacje na skroty; gdy czyjs szybki awans jest w interesie wydzialu, sprawia bowiem, ze rosnie tzw. moc kadry, a ta przeklada sie na wymierne korzysci, chocby podzial pieniedzy dla uczelni. - Mialem brac udzial w realizacji bardzo atrakcyjnego, miedzynarodowego projektu badawczego. Od mojego pryncypala uslyszalem, ze moge wybrac projekt, ale wtedy, jak to niedwuznacznie ujal, przeprowadzenie habilitacji stanie sie klopotliwe.

Mala dynamika rodzimej nauki to jednak nie tyle efekt zlej woli ludzi, ile skutek funkcjonowania zmurszalych instytucji nieprzystosowanych do dzisiejszych czasow. Mowi o tym prof. Wojciech Bursza. - U nas ciagle dominuja projekty indywidualne, brakuje badan interdyscyplinarnych i udzialu w przedsiewzieciach miedzynarodowych, ktore na swiecie od lat dominuja i sa przyszloscia nauki. Wtoruje mu prof. Godzic: - Aby trzy jednostki mogly polaczyc sie w jedna, deliberowano nad tym caly rok, bo takie byly procedury. Tracimy mnostwo czasu na posiedzenia rad wydzialow, komisji, cial opiniujacych i innych gremiow.

Ta biurokratyzacja daje sie we znaki takze wyrozniajacym studentom, studzac ich zapal do kariery naukowej. Jakub Paprocki, student historii z Poznania, opowiada, jak to postanowil o rok przyspieszyc studia, by rozpoczac prace nad doktoratem i skorzystac z szansy wyjazdu na stypendium do Seulu, bo z Korea wiazaly sie jego plany badawcze: - Zostal mi jeden przedmiot, 15 godzin w semestrze, czyli 30 w roku - wylicza Kuba. - To jakies 10 dni nauki, miesiac wystarczy na zapoznanie sie z materialem i na jego zaliczenie. W dziekanacie potraktowano mnie zas tak, jakbym chcial wyludzic dyplom magisterski.

Przypadkow podobnej urzedniczej bezdusznosci sa na uczelniach dziesiatki. Zamykanie sie w obrebie wlasnych dyscyplin i okopywanie na dawno temu wyznaczonych polach badawczych niewiele ma wspolnego z dynamika zmian w nauce i postepujaca interdyscyplinarnoscia. Wystarczy popatrzec na wymagania stawiane kandydatom startujacym w konkursach na stanowiska adiunktow czy profesorow: na socjologii chca kogos z dyplomem socjologa, na polonistyce - poloniste, ale juz nie odwrotnie, choc swieze spojrzenie z innej perspektywy w nauce nikomu nie zaszkodzilo. Nie jest jednak tajemnica, ze konkursy rozpisywane sa dla upatrzonych z gory osob, jego warunki musza byc okreslone wiec w ten sposob, by wyeliminowac ewentualne ciala obce.

Mozna wprawdzie powiedziec, ze w swiecie nauki powinny istniec dwa porzadki: jeden - wspolbiezny z rzeczywistoscia, i drugi - seminaryjny, pozwalajacy spojrzec na swiat z dystansu. Trudno jednak nie zgodzic sie z prof. Burszta, gdy mowi: - Moj ojciec (wybitny etnograf prof. Jozef Burszta) mawial, ze "Koscielne mlyny wolno miela". Nasze zhierarchizowane i zinstytucjonalizowane uczelnie sa takimi kosciolami nauki i miela rzeczywiscie powoli.

Znikajacy peleton

Gdy nasze zycie akademickie przypomina obloznie chorego, takze projekt nowej ustawy o szkolnictwie wyzszym musial rodzic sie w bolach. Plan naprawy, przygotowany przez zespol ekspertow powolanych przez prezydenta pod kierunkiem prof. Jerzego Woznickiego, jak bywa w takich przypadkach, wszystkich nie zadowoli. Ustawa porzadkuje wiele spraw: dzieli uczelnie na akademickie (z uprawnieniami do nadawania stopnia naukowego doktora) i nieakademickie, ogranicza tez prace nauczycieli na kilku etatach. Podjecie drugiego (i ostatniego) etatu bedzie mozliwe jedynie po uzyskaniu zgody rektora. Wreszcie do wazniejszych rozwiazan nalezy i to, ze uczelnie niepubliczne beda mogly otrzymywac refundacje czesnego za ksztalcenie studentow stacjonarnych. - Mimo tej zmiany - mowi prof. Jozef Szablowski, przewodniczacy Konferencji Rektorow Uczelni Niepublicznych - trudno mowic o naszej satysfakcji. Ciagle w wielu miejscach ustawy pobrzmiewa echo, ze istnieja szkoly lepsze - publiczne, i te gorsze - niepubliczne. Studenci powinni otrzymywac bony czy dotacje  wyrownujace koszt czesnego, bez tego trudno mowic o wyrownaniu szans edukacyjnych, co jest niezwykle istotne zwlaszcza w malych miastach, gdzie istnieja czesto dobre uczelnie.

Niejasnosci w ustawie jest wiecej. Zdaniem wielu profesorow zbyt maly nacisk kladzie sie w niej na badania miedzynarodowe. Krajowa Sekcja Nauki Solidarnosc, ktora kilka lat temu opracowala wlasny projekt, uwaza, ze powinno sie uproscic model kariery akademickiej, jednak projekt miast likwidowac habilitacje, konserwuje stary system.

Prezydencki plan naprawy wprowadza jednolity trzystopniowy model ksztalcenia na poziomie wyzszym: od licencjatu przez magisterium do doktoratu. Tymczasem wciaz nie wiadomo, ile zyskow, a ile szkod pojawilo sie wraz z systemem licencjackim. Jedno mozna powiedziec na pewno: licencjaty przeksztalcily uczelnie w szkoly zawodowe, sprawily, ze swiadczenie uslug edukacyjnych stalo sie priorytetem i odwrocilo uwage od dzialalnosci naukowej. Ta jest bowiem koszto- i czasochlonna, zyski nie zawsze sa wymierne, a tymczasem pieniadze za ksztalcenie studentow plyna wartkim strumieniem. I wlasnie o tej zmianie warto pamietac, gdy mowa o niskich miejscach polskiej nauki w swiatowym rankingu.

Trzeba tez stworzyc warunki Panstwowej Komisji Akredytacyjnej - dzialalnosc takich instytucji powolanych w roznych krajach ma doprowadzic w 2010 r. do stworzenia "wspolnego europejskiego obszaru szkolnictwa wyzszego", a do tego niezbedne jest okreslenie jednolitych standardow akademickiej jakosci. Rankingi wyzszych uczelni (takie jak ranking "Polityki") pokazuja, jak bardzo szkoly roznia sie poziomem.

Na uniwersytetach w jakis dziwnie wykoslawiony sposob odbijaja sie przemiany, ktore sa znakami naszych czasow: komercjalizacja, pospiech, oslabienie wiezi spolecznych, banalizacja kultury. Nawet w jezyku, jakim sie mowi o edukacji na poziomie wyzszym i w nowej akademickiej obyczajowosci, widac co nieco: chodzi sie juz nie "na uczelnie", ale "do szkoly" i jak w szkole, tak i na cwiczeniach czy seminariach norma stalo sie odczytywanie listy obecnosci. Norma jest i to, ze zamiast z ksiazek korzysta sie z ich surogatow w postaci kilku niezbednych stron odbitych na ksero. I taka w gruncie rzeczy jest kondycja akademicka: uczelnie sa nie tyle osrodkami mysli, ile ich powielarniami i czescia biznesu edukacyjnego.

W zestawieniu 500 najlepszych w tym roku jeszcze sie zalapalismy. Ale moze byc gorzej. Mozliwe sa dwa czarne scenariusze. Pierwszy - ze zdolni, aktywni, tworczy naukowcy zostana przejeci przez inne europejskie uczelnie, ktore nie beda sie ogladac na to, czy ktos jest po habilitacji, czy przed nia, ale beda patrzec, czy ten ktos jest po prostu dobry. Scenariusz drugi zaklada, ze wkroczenie na studia - juz od nastepnego sezonu - rocznikow nizu demograficznego nie tyle doprowadzi do upadku szkol slabych, ile zintensyfikuje brutalny populizm akademicki, przejawiajacy sie w obiecywaniu potencjalnym studentom gruszek na wierzbie. Mozliwa jest kombinacja obu wariantow, co wykluczy nas z peletonu swiatowej nauki. Na razie trzymamy sie jego konca. Za chwile moze sie okazac, ze widziec bedziemy plecy maruderow. Albo i ci znikna nam w koncu za jakims zakretem.

MARIUSZ CZUBAJ

Polityka nr 40/2004 r.

Poczatek strony

INTELLIGENCE MATTERS

Letter from Poland

By Peter Gentle

A new study has concluded that, on average, Poles have the third highest IQ in Europe. So what were all those dumb American Polack jokes about then?

You must have noticed that people have become very interested in finding out their IQ scores. If you have been on the Internet recently then you will probably have been confronted with one of those extremely annoying pop-up adverts inviting you to 'test your IQ'. And this obsession is not just confined to the Internet. Last October, the private Polish TV station, TVN, ran a programme entitled The National IQ Test, where viewers were invited to test their intelligence along with a few in-studio celebs. And I have seen exactly the same type of programme in Britain.

Now comes the revelation that Poles have an above the European average crop of brain cells. Apparently only two countries in Europe - Germany and Holland - attain higher IQ scores. And this latest finding concurs with an earlier study, which again put Poland third from the top in Europe. Poles achieve an average score of 108.03 - which is, of course, 8.03 better than the average European.

And here's an interesting fact - maybe: to get into the American version of Mensa you have to have an IQ score of 135 or above. To get into the Polish Mensa you need a score of at least 148.

So if Poles are so intelligent, then why were they (are they?) for so many years, the butt of jokes in America? You know the sort of thing: How many Poles does it take to change a light bulb, etc. Even in the age of Political Correctness, the Internet still crawls with this sort of rubbish.

But telling these jokes in public can get you into a lot of trouble. In 1998, Ted Turner, the founder of CNN, was, for some reason, making a speech to delegates from the National Family Planning and Reproductive Association in Washington DC. He was talking about how great contraception was when he was asked by someone in the audience what he thought of the Pope - who, of course, isn't particularly keen on condoms and the like. After a moments thought, Ted Turner answered (strangely) by telling a Polack joke. "What do you call a Polish mine detector?" asked Turner jocularly, and then pointed at his boot.

Boom, boom.

Have you picked yourself up off the floor yet? Good. I have heard English people tell exactly the same joke about the Irish. All nationalities seem to find some group of people for the butt of their jokes. The French used to tell jokes about the Belgians - maybe they still do. The Belgians told jokes about... other Belgians. The Canadians told jokes about people from Newfoundland.

The Poles, by the way, used to tell the same type of jokes about people from a little town in Poland called Wachock. For instance: Why did the Major of Wachock buy a round field? Because he bought his horse from a circus.

Sigmund Fraud, though not noted for his joke telling prowess, certainly wrote lots about jokes. He thought that jokes were a way of escaping from psychological repression. Jokes were a way of saying the unsayable. All very interesting, but it doesn't explain why certain groups of people are picked on in this way. Nor does it tell us why some Americans thought that Poles were a bit thick.

I have heard many different explanations for this - ranging from the demographic characteristics of those early immigrants to the US from Poland, to the type of syntax used by Poles when learning English.

Not long ago I read a book by Christie Davies, called The Mirth of Nations. Davies is a joke sociologist - he analyses why nations tell jokes. The book was the full of the usual impenetrable sociological theorising; but basically, he was saying that people tell jokes, not as a release from their repression, or to relieve pent up aggression between ethnic groups, but simply because they are funny. (Sociologists have always been good at stating the bleedin' obvious)

Well, when Ted Turner told his unfunny joke to the National Family Planning and Reproductive Association in Washington DC, Poles were not amused. In fact, a Polish foreign minister announced that Turner was a racist and a bigot, and that if he didn't apologise, quick, then, "there would be financial consequences." Turner did immediately apologise, of course, to the whole of Poland; all 39 million of them.

So making jokes about Poles and how thick they are is no longer acceptable, mainly because these jokes do not comply with reality. Poles seem to do particularly well in IQ tests for some reason, as the latest study proves.

But if Poles are the third most brainy Europeans (on the basis of IQ scores) then who are the least brainy? Well, with an average score of 96.1 - and that's 12 below the Polish score - it's... the French.

Check out how brainy your European country is at http://members.shaw.ca/delajara/NationalIQs.html.

Poczatek strony

WIESCI Z KRAJU

  • W pazdzierniku br. zwiekszyl sie dystans miedzy prowadzaca PO a trzema kolejnymi partiami. Platforma odrobila wrzesniowe straty - chce na nia glosowac 26% z wyborcow (o dwa punkty wiecej niz miesiac temu). Minimalnie stracily LPR - 15% (-1), Samoobrona i PiS - po 14% (obie -1).

    Bardzo powoli straty odrabia SLD, ktory w tym miesiacu moglby liczyc na 8% poparcie. Do Sejmu weszlyby jeszcze UW, PSL i SdPl - po 5%. Ponizej progu znalazlyby sie KPEiR z 3% i Unia Pracy z dwoma.

    Jak wygladalby Sejm? PO mialaby 129 poslow, LPR - 73, Samoobrona - 71, PiS - 70, SLD - 40, Unia Wolnosci i PSL - po 26, a SdPl - 25.

    Sondaz "Rzeczpospolitej" przeprowadzila Pracownia Badan Spolecznych 2 i 3 pazdziernika br. na 1022-osobowej reprezentatywnej probie doroslych Polakow.

    Sondaz OBOP, pokazuje takze, ze wyraznym liderem jest wciaz PO, a o drugie miejsce walcza LPR, Samoobrona oraz PiS. Na PO chce glosowac 23% Polakow (4 punkty wiecej niz we wrzesniu). LPR moze liczyc na 15% (bez zmian), Samoobrona na 14 (takze bez zmian), a PiS na 13 (+1). Do Sejmu weszlyby jeszcze PSL z 7% (+1), SdPl z takim samym wynikiem (+1), UW z 6% (+3) oraz SLD z 5 (-4). Sondaz - 30 wrzesnia -3 pazdziernika,953-osobowa reprezentatywna proba doroslych. Zamiar udzialu w wyborach zadeklarowalo 26% ankietowanych.

    Gdyby wybory odbywaly sie w pazdzierniku br., Platforme Obywatelska poparloby 27% ankietowanych, PiS 14%, LPR 13%, a Samoobrone 12% - wynika z sondazu Pentora.

    SLD otrzymaloby 7%, SdPl - 5%, PSL - 5%, UP - 3%, UW - 4%.

    W porownaniu z wrzesniem PO stracila 3 pkt %, PiS i LPR - po 1 pkt %, Samoobrona - bez zmian, SLD zyskal 1 pkt%, Socjaldemokracja Polska - bez zmian, PSL - bez zmian, UP - bez zmian, UW zyskala 2%.

    Wedlug Pentora, zadowolonych ze sprawowania wladzy przez prezydenta Aleksandra Kwasniewskiego jest 48% ankietowanych (spadek w porownaniu z wrzesniem o 1%), a niezadowolonych - 52% (wzrost o 1%).

    Zadowolonych ze sprawowania wladzy przez premiera Marka Belke jest 30% ankietowanych (bez zmian), a niezadowolonych - 69% (bez zmian).

    Zadowolonych z pracy rzadu jest 13% pytanych (wzrost o 2%), a niezadowolonych - 87% (spadek o 2%).

    Zadowolonych z pracy Sejmu bylo 8% ankietowanych (spadek o 1%), a niezadowolonych - 92% (wzrost o 1%).

    Zadowolonych ze sposobu sprawowania wladzy przez wojewodow bylo 42% pytanych (spadek o 3 pkt%), niezadowolonych - 55% (bez zmian).

    Zadowolonych i niezadowolonych z pracy burmistrzow i wojtow bylo dokladnie po 50% ankietowanych (we wrzesniu zadowolonych bylo 52%, niezadowolonych - 48%).

    Zadowolonych z pracy starosty bylo 47% ankietowanych (spadek o 1%), niezadowolonych bylo 52% (bez zmian).

    Zwolennikow zmian politycznych zachodzacych w Polsce bylo 50% (spadek o 2%), przeciwnikow - 35% (wzrost o 2%).

    Sondaz przeprowadzono w dniach 9-10 pazdziernika 2004 roku na 1000-osobowej, reprezentatywnej probie Polakow.

  • Sto lat temu (1904-10-06) powstala uczelnia, ktora dzis jest Politechnika Gdanska. Jej pierwotna nazwa to Krolewska Szkola Wyzsza Techniczna.

    Jednoczesnie obchodzone jest 60-lecie narodzin Politechniki Gdanskiej, ktora oprocz przedwojennych absolwentow Wyzszej Szkoly Technicznej stworzyli profesorowie ze Lwowa, Wilna i Warszawy. - Dzis politechnika ma dobra marke. Siedem na dziewiec jej wydzialow posiada I kategorie Komitetu Badan Naukowych.

    To w Gdansku od roku pracuje najszybsza maszyna obliczeniowa w Polsce, superkomputer Holk 320, ktory jako jedyny polski klaster zajmuje wysokie miejsce na prestizowej liscie najszybszych komputerow swiata Top 500.

  • Spadek konkurencyjnosci. Swiatowe Forum Ekonomiczne w dorocznym raporcie dotyczacym konkurencyjnosci poszczegolnych krajow bardzo surowo ocenilo Polske. Tak drastycznego spadku nie odnotowalo zadne z panstw uwzglednianych na liscie. W tegorocznym rankingu Polska znalazla sie na 60. miejscu. W ubieglym roku Polska zajmowala 45. miejsce w rankingu. I, niestety, Polska zajmuje takze najnizsza lokate posrod krajow przyjetych ostatnio do UE. Swiatowe Forum Ekonomiczne przeprowadzalo swoje badania w 104 krajach.

    Juz drugi raz z rzedu Finlandia jest najbardziej konkurencyjnym krajem. Na drugim miejscu sa Stany Zjednoczone. Wsrod nowoprzyjetych krajow do UE najbardziej konkurencyjna jest Estonia (20. miejsce) co plasuje ja w swiatowej czolowce.

  • Dume z przynaleznosci narodowej deklaruje 90% osob, a tylko 8% nie podziela tego uczucia - wynika z sondazu Centrum Badania Opinii Spolecznej, przeprowadzonego od 18 do 21 czerwca 2004 roku na reprezentatywnej probie losowej 961 Polakow. Z tego samego sondazu wynika jednak, ze Polacy uwazaja sie za gorszych od innych Europejczykow, choc polowa rodakow sadzi na przyklad, ze Polak jest pracowity, a niewiele mniej - ze jest schludny i przedsiebiorczy. Rowniez polowa respondentow zarzuca natomiast typowemu Polakowi naduzywanie alkoholu, a co czwarty - samowole i brak tolerancji. Typowy Europejczyk jest przez Polakow podejrzewany o te przywary znacznie rzadziej. Ma byc przede wszystkim nowoczesny oraz znacznie bardziej schludny, przedsiebiorczy i zdyscyplinowany.

  • Zdecydowana wiekszosc Polakow (90%) jest przekonana, ze sytuacja na krajowym rynku pracy jest zla, w tym prawie co drugi (46%) ocenia ja jako bardzo zla - wynika z pazdziernikowego sondazu CBOS. Negatywnie postrzegana jest takze sytuacja na lokalnych rynkach pracy. Ponad jedna czwarta badanych (29% - wzrost o 2%) sadzi, ze w ich miejscowosci lub okolicy nie ma zadnej pracy, a ponad dwie piate (44% - spadek o 5%) uwaza, ze w miejscu zamieszkania trudno znalezc jakiekolwiek zatrudnienie.

  • Bezrobocie. Pierwszy raz od trzech lat bezrobocie spadlo ponizej 3 mln. We wrzesniu br. pracy nie mialo 2 mln 970 tys. Polakow - podal GUS.

    Sytuacja poprawia sie od lutego tego roku - wtedy bez pracy byl co piaty (20,5%) aktywny zawodowo Polak. W maju bezrobocie spadlo do 19,6%, a we wrzesniu do 18,9% Przez miesiac - od sierpnia - ubylo niemal 35 tys. osob (w sierpniu pracy nie mialo 3006 tys. Polakow).

    Najwieksza grupe wsrod bezrobotnych stanowia osoby mlode. Prawie co trzeci (27,6%) Polak bez pracy mial od 25 do 34 lat. Tylko nieznacznie lepiej wyglada sytuacja mlodziezy. Co czwarty bezrobotny ma nie wiecej niz 24 lata. Osoby z dyplomami szkol wyzszych stanowia 4,9% ogolu zarejestrowanych bezrobotnych.

  • Kogo lubimy. Najwiecej Polakow (47%) za dobrego sasiada Polski uwaza Czechy, a jako zlego najczesciej (39%) wymienia Rosje - wynika z pazdziernikowego sondazu TNS OBOP. Ankietowani jako dobrego sasiada Polski wymienili rowniez Slowacje (38% wskazan). Na dalszych miejscach znalazly sie Niemcy (37%) oraz Litwa (22%). Zdaniem respondentow zlym sasiadem Polski jest Rosja (39%). Dla jednej czwartej ankietowanych sa nim Niemcy. Na kolejnych miejscach w tej kategorii znalazly sie Bialorus (22%) i Ukraina (18%).

  • Inflacja w kraju. We wrzesniu br. tempo wzrostu cen spadlo do 4,4%.

Poczatek strony

IMPREZY, OGLOSZENIA

SPK Kolo nr 8

zaprasza na odczyt Attaché Wojskowego RP
plk dr inz. Dobroslawa Maka

"Zagrozenia asymetryczne i ich wplyw na doktryne obronna Rzeczypospolitej Polskiej w wymiarze narodowym i sojuszniczym"

Data: 2 listopada (wtorek) 2004 r.
Godz.: 19:30
Miejsce: Dom Polski SPK
Adres: 379 Waverley Street, Ottawa

Po programie Kolo Pan przy SPK zaprasza na kawe i ciastka.

***

SPK Kolo nr 8

zaprasza na pokaz montazu filmowego z okazji

26-tej rocznicy Pontyfikatu Ojca Swietego

Data: 18 listopada (czwartek) 2004 r.
Godz.: 19:30
Miejsce: Dom Polski SPK
Adres: 379 Waverley Street, Ottawa

***

Poczatek strony

Przewodniczacy:

B. Gajewski

tel.: (613) 259-5015

Sekretarz:

L. Zielinska

tel.: (613) 721-8238

Skarbnik:

S. Ozorowski

tel.: (613) 225-3948

Redaktor:

K. Stys

tel.: (613) 224-1707

Redakcja Techniczna: K. Lipowski, tel.: (613) 565-3272; J. Taracha, tel.: (613) 225-4678

Association of Polish Engineers in Canada, P.O. Box 8093, STATION "T", Ottawa, Ontario K1G 3H6

SIP Internet: http://www.kpk-ottawa.org/sip/

ISSN 1496-7251

Redakcja e-mail: af736@ncf.ca