![]() |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
BIULETYN - WRZESIEN 2004SPIS TRESCI | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||
CZY W POLSCE MOZNA ZROBIC KARIERE W NAUCE?Czy w Polsce warto robic kariere naukowa? Jak najbardziej ! W ogole nie warto byc naukowcem ? Statystyka mowi, ze kariera naukowa staje u nas coraz bardziej pociagajaca. Czy jednak obecny ped do robienia doktoratow wynika z czystej milosci do szukania prawdy, a wiec tego, czym w istocie powinna zajmowac sie nauka? Takze, ale nie tylko. "Moim zdaniem - pisze w odpowiedzi na moj mail Marcin Hoffmann, chemik z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu - mlody czlowiek moze zrobic w Polsce kariere w nauce tak samo, jak w kazdym innym miejscu swiata. O ile wyzwania stojace przed naukowcami w kazdym miejscu na swiecie sa takie same (przynajmniej jesli idzie o nauki scisle), to wynagrodzenia nie. Jednak najwazniejsza jest satysfakcja z pracy, co ma szczegolne znaczenie w pracy naukowej, gdzie samodzielnosc i wyznaczanie sobie samemu zadan i obowiazkow jest codziennoscia". Marcin ma 31 lat, po doktoracie trafil na Uniwersytet Ermory w Atlancie, gdzie pracowal "nad rozwojem i wykorzystaniem metod obliczeniowych chemii kwantowej w duzych ukladach o znaczeniu biologicznym" (jest to istotne w poszukiwaniu nowych lekow). Byl stypendysta Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, co, jak sam pisze, pozwala poczuc sie docenionym rowniez materialnie, przynosi prestiz i daje satysfakcje, ze praca zostala zauwazona i wysoko oceniona przez fachowcow. Pieknie, prawda? Ale jest tez odpowiedz inna. Doktorant jednego z wydzialow humanistycznych UJ (prosi o niepodawanie nazwiska) bliski skonczenia pracy i zadowolony z promotora pisze: "Perspektywy mojej kariery sa niejasne. Na wszystkich wydzialach tzw. formalne procedury przyjec pracownikow, a takze doktorantow sa fikcja. Konkursy rozpisywane sa pod konkretne osoby. Skutkiem tego czesto zamiast osob wybitnych zatrudnia sie przecietne". Ktory z tych przykladow jest typowy, trudno przesadzic. Mozna sie obawiac, ze ten drugi. Jedyne twarde fakty na temat dalszej drogi absolwentow szkol wyzszych mozna znalezc w roczniku statystycznym. Cala reszta jest niewiadoma i nie pozwala na uogolnienia. Kariery mlodych w nauce sa po prostu bardzo rozne, tak jak niejednorodna jest nauka. Nawet na tym samym uniwersytecie sa roznice miedzy wydzialami, nie mowiac o roznicach miedzy szkolami wyzszymi i instytutami PAN albo humanistami i absolwentami nauk scislych. Humanistom na ogol powodzi sie gorzej. Nie pisze tego, bron Boze po to, by wywolac jakies biurokratyczne ingerencje, zmierzajace do sformalizowania i zglajchszaltowania wszystkiego. Rowniej nie znaczyloby na pewno lepiej. Nauka z natury nie jest demokratyczna, zwyciezaja najlepsi, a najlepsi - przekonywano mnie w roznych miejscach - takze w Polsce w koncu sie przebija. Statystyka mowi, ze kariera naukowa staje coraz bardziej pociagajaca. O ile w 1990 r. w Polsce bylo niewiele ponad 2,5 tys. doktorantow, w roku 2001 - juz 28,4 tys., a wiec ponad dziesieciokrotnie wiecej, na uniwersytetach nawet trzynastokrotnie. Czy ten ped wynika z czystej milosci do szukania prawdy, a wiec tego, czym w istocie powinna zajmowac sie nauka? Takze, ale nie tylko. Z jednej strony wielokrotnie zwiekszyla sie liczba studentow, z drugiej skurczyl sie rynek pracy. Tytul doktora na tym coraz bardziej wymagajacym rynku zwieksza szanse, bo doktor to juz jest ktos. Czesc absolwentow probuje sie dostac na studia doktoranckie, by przeczekac zle czasy albo przedluzyc mlodosc. - I bardzo dobrze - twierdzi fizyk prof. Andrzej Kajetan Wroblewski - nawet trzy, cztery lata w naukowym srodowisku sprawiaja, ze czlowiek staje sie madrzejszy, a madrych potrzeba nam wszedzie. Dla uniwersytetow i instytutow korzysc z tego trendu jest taka, ze moga przebierac i przyjmowac naprawde najlepszych. Z utrzymaniem ich potem na uczelni i stworzeniem jakiejs sciezki kariery jest gorzej. Chudy zywot doktoranta Robienie doktoratu to na ogol najtrudniejszy okres w zyciu mlodego naukowca. Stypendia, jesli sa, to marne - na UW np. minimalne od tego roku wynosi od 900 zl do 1200, zaleznie od wydzialu. Bo akurat ten uniwersytet dal wydzialom samorzadnosc finansowa - same decyduja, ile pieniedzy na co wydadza, ilu przyjma doktorantow, jak ich beda selekcjonowac. Jak mowi prof. Wroblewski, to wlasna decyzja, czy sie wyda pieniadze na przejedzenie (podwyzszy nieco pensje, kupi jeszcze jeden komputer), czy zainwestuje w przyszlosc, a wiec w doktorantow. Na niektorych wydzialach humanistycznych UW stypendiow nie ma wcale. Bez stypendium, a nawet za 900 zl, trudno sie jednak utrzymac, zwlaszcza, ze jest to tez wiek zakladania rodziny. Od trzech lat doktorantom wolno pracowac na pol etatu - to pomaga przezyc, ale przedluza czas robienia doktoratu. Pawel Boguszewski z Instytutu Biologii Doswiadczalnej im. Nenckiego ma 31 lat, niepracujaca zone i dwoje malych dzieci. Jest na finiszu pracy doktorskiej. Juz na studiach upatrzyl sobie ten wlasnie Instytut i zaczal w nim pracowac - to teraz coraz czestsze zjawisko. Marta Piasecka, szefowa Biura Karier UW potwierdza, ze zglaszaja sie do nich coraz mlodsi studenci chcacy podjac prace, takze w nauce. Pensja asystenta jest niewielka, choc akurat w tym dobrym Instytucie lepsza niz gdzie indziej. Pawel, zeby utrzymac rodzine, zalozyl firme komputerowa. Dzieli czas miedzy laboratorium, rodzine, firme. Jest ciezko. Miewal momenty zwatpienia, ale nauka to wedlug niego powolanie, jak bycie ksiedzem. Bez przekonania, ze ma to powolanie, nie moglby w niej zostac. Kreta sciezka do kariery Prof. Jerzy Duszynski, dyrektor Instytutu Nenckiego, od dwoch lat wprowadza, nie bez trudu, nowy tryb hodowania mlodych naukowcow. Kandydata na studia doktoranckie czeka duza konkurencja i duze wymagania - juz samo przyjecie jest sukcesem. Potem ma cztery lata na doktorat (ustawa o PAN mowi o osmiu latach). Po doktoracie zas musi wyjechac za granice, na posade tzw. post-doka. Musi, bo chodzi o plodozmian, nowe doswiadczenia i impulsy, bez ktorych nie ma rozwoju. W Polsce bywa sie na jednej uczelni od studiow po emeryture - a to jest chore. O ile jednak za PRL-u stypendium zagraniczne bylo jak zlapanie Pana Boga za nogi, dzisiejsi mlodzi naukowcy wcale sie do wyjazdu nie pala. Za granica mozna zarobic wiecej, ale to nie ten przelicznik jak przed laty, kiedy jeden wyjazd urzadzal czlowieka na kawal zycia. Pawel Boguszewski mowi np., ze pojedzie na post-doca, ale na rok, na wiecej nie chcialby sie rozstawac z rodzina. Wedlug zamyslu Instytutu post-dok na obcym uniwersytecie powinien zostac dwa-trzy lata. Potem, jesli sie sprawdzil, moze wrocic do "Nenckiego" i zaczac samodzielna prace. Bedzie mial wtedy ok. 30 lat. Prawdziwa samodzielnosc, czyli wlasna pracownia przychodzi jednak dopiero wraz z habilitacja, ktora w tym trybie mozna zrobic, majac lat 35. Gdyby ten harmonogram dalo sie zrealizowac, bylby to sukces duzej miary, bo terminowanie w Polsce trwa na ogol bardzo dlugo. 40-letni profesor budzi u nas zdumienie, w Ameryce to normalnosc. Powstalaby tez w miare przejrzysta sciezka kariery, czego ogromnie brakuje. Mlody wiek jest wazny, bo sprzyja lamaniu tabu, wystepowaniu przeciwko konwencjom. "Czasem mlody czlowiek proponuje nowa, wspaniala hipoteze. Gdyby mial wiecej wiedzy i doswiadczenia, pewnie nigdy nie poszedlby tak smialo do przodu" - mowil prof. Maciej Zylicz na konferencji "Starosc i mlodosc w nauce". Mlodosc ma szczegolne znaczenie w naukach przyrodniczych. "Fizyka to zabawa dla mlodych, filozofia to zabawa dla starych. Einstein swoje najwieksze odkrycie zrobil, majac lat 26, Newton - 24, natomiast wybitny socjolog Max Weber glowne dzielo napisal, majac 66 lat" - przypominal na wspomnianej konferencji socjolog prof. Piotr Sztompka. Humanisci maja wiec nieco wiecej czasu. Pozostali musza sie spieszyc, by zdazyc z dzielem zycia, poki para z nich nie uszla. Przyspieszenie naukowych karier, a raczej naukowej samodzielnosci jest wiec sprawa pierwszej wagi i dobrze, ze wreszcie przestaje sie o tym mowic, a zaczyna cos robic. Ale to zaledwie jaskolka. Latwiej wypromowac doktora i wyslac go za granice, nia znalezc dla niego potem etat, kontrakt, pracownie. Instytucje naukowe sa zatkane. Etatow nie przybywa tak szybko jak doktorow. Przyczyna jest ogolny brak pieniedzy, ale i to, ze wielu profesorow, kiedy juz minie okres ich najwiekszej naukowej plodnosci, dalej okupuje laboratoria i pracownie. Dyskusja, jak wykorzystac ich doswiadczenie, by nie blokowali nastepcom awansu trwa od dawna. - Profesor to reproduktor - powinien wychowac mlodych i zrobic im miejsce, bardzo wielu profesorow jednak o tym zapomina - mowi sklonny do prowokacyjnych opinii prof. Maciej Grabski, szef Fundacji Nauki Polskiej. Drenaz talentow Najbardziej zal, kiedy nie ma miejsca dla najlepszych. Nie ma takich bowiem wielu. Jak ocenia prof. Grabski - naprawde dobrych jest najwyzej 7-15 proc. Reszta to sredniacy, bo sredni jest tez ogolny poziom na wyzszych uczelniach. Skadinad radosny fakt ogromnego zwiekszenia liczby studentow, przy niewiele tylko zwiekszonej kadrze naukowej i srodkach finansowych, tworzy przecietnosc, zeby nie powiedziec miernote. Ci, ktorzy sie wyrozniaja, maja "blysk w oku" i chca cos robic, powinni wiec byc szczegolnie holubieni. Niestety w Polsce juz od szkoly rowna sie do najgorszych - twierdzi prof. Leszek Kaczmarek, ktory sam zostal profesorem przed czterdziestka, a dzis (46 l.) jest przewodniczacym Wydzialu Nauk Biologicznych PAN, w "Nenckim" zas prowadzi az 20 doktorantow. W amerykanskiej szkole wychwytuje sie polowe talentow, w europejskiej 10 proc., u nas najwyzej 4 proc. Jedyna, wyjatkowa instytucja, nastawiona na najlepszych jest Fundacja Nauki Polskiej i dlatego tak jest ceniona - twierdzi. Prof. Wroblewski mowi, ze odchodzi ponad polowa fizykow po zrobieniu doktoratu, odchodza nawet po habilitacji. Biora ich banki, instytucje finansowe, takze firmy komputerowe - za znacznie wieksze pieniadze. Kazdy niemal doktor znajdzie z pocalowaniem reki prace w uczelni prywatnej. Najlepsi z najlepszych czesto emigruja, rzadko do Europy, czesciej do USA. Najwiekszy uplyw krwi zdarzyl sie w polskiej nauce w latach 80. W latach 90. wyjechalo ok. 10 proc. naukowcow. Do niedawna traktowalismy to jak dramat i sama nadal mam wobec drenazu mozgow mieszane uczucia. - Skoro chcemy byc normalnym krajem, to niech wyjezdzaja, przeciez Holendrzy czy Niemcy tez jada pracowac w Ameryce - twierdzi prof. Wroblewski. A prof. Kaczmarek dodaje, ze kazdy ma prawo do szczescia - jesli widzi je tam, to czemu nie, szanse kariery ma na pewno wieksze. W Polsce wiecej przeciwnosci, w Ameryce - przeciwnikow Nauka od dawna jest globalna. Bez ciaglej wymiany doswiadczen jest niemozliwa, w getcie nie moze sie rozwijac. W Unii ten przeplyw mozgow bedzie jeszcze bardziej oczywisty. Chcialoby sie, zeby nie tylko od nas do nich, ale tez w odwrotna strone. Poszerzyloby to horyzonty i rozbilo ciasny krag wzajemnych recenzji i ukladow towarzyskich, wykluczajacych obiektywizm. Mlodzi ludzie zostaja w Ameryce nie tylko dla pieniedzy, ale takze dlatego, ze swobodniej sie tam oddycha i wydaje sie, ze kariera naprawde jest w zasiegu reki. Choc jak napisal jeden z post-dokow po powrocie ze Stanow: "W Polsce w nauce wiecej jest przeciwnosci, w Ameryce - przeciwnikow - bo konkurencja ostra". W srodowisku biologow opowiada sie z mieszanina zdziwienia i potepienia historie Michala Hetmana, wyjatkowo zdolnego mlodego doktora, zreszta z pracowni prof. Kaczmarka, ktory po kilkuletnim pobycie w Stanach jako post-dok, powrocil do kraju. Stworzono mu warunki, jakich ponoc nikt jeszcze w Polsce nie mial - w sztandarowym Miedzynarodowym Instytucie Biologii Molekularnej i Komorkowej UNESCO dostal wszystko, czego chcial - samodzielnosc, zaklad, wspolpracownikow. Po dwoch latach nieoczekiwanie zrezygnowal i wyjechal do Ameryki, do wcale nie najwiekszego i najwybitniejszego Uniwersytetu w Kentucky. Dzwonie do Louisville i pytam: "Dlaczego?" Jest lekarzem, zawsze chcial sie zajmowac neurologia, ale i bardzo chcial wrocic do Polski. W Warszawie mial rzeczywiscie warunki jak w Ameryce. Nie znalazl natomiast srodowiska medycznego, ktore byloby zainteresowane badaniami klinicznymi przydatnymi byc moze dopiero za 20 lat. Jego praca badawcza nie mialaby dalszego ciagu. Kiedy wiec dostal oferte ze Stanow, z niezbyt slawnego uniwersytetu, ale z bardzo dobra klinika neurochirurgii i ekscytujacymi mozliwosciami pracy badawczej, spakowal sie, choc uwaza, ze w Polsce zyje sie bardziej beztrosko, pod mniejszym naciskiem. - W Europie - mowi Hetman - nauka podzielona jest miedzy udzielne ksiestwa, jesli ksiaze jest dobry, wspolpracownicy sa promowani. Ale jednoczesnie ksiaze decyduje i kontroluje. Cala struktura nauki jest pionowa, hierarchiczna, feudalna. W Ameryce - pozioma. Samodzielnosc zaczyna sie tam wczesniej, wieksza jest odpowiedzialnosc, trzeba samemu zdobywac pieniadze na badania, ale jest tez wieksza stymulacja i presja. Dostaje sie piec-dziesiec lat na wykazanie sie, zgromadzenie wokol siebie ludzi. Kto w tym czasie nie osiagnie wynikow, ten odpada. To czysta gra. Tej czystej gry, przejrzystych zasad w Polsce brakuje - jest to czesto bardziej zniechecajace nia brak pieniedzy. W Polsce mala tez jest szansa na Nobla, co najambitniejszym moze doskwierac, choc w najlepszych placowkach zdarzaja sie badania na swiatowym poziomie. Kandydaci na uczonych siodmym zmyslem wyczuwaja zreszta, gdzie sa najlepsi, i tam wala szturmem. Prof. Grabski twierdzi nawet, ze te instytucje naukowe, do ktorych mlodzi sie nie pchaja, mozna spokojnie zamknac, bo znaczy, ze sa niedobre. Mimo ze nie mamy na razie warunkow na wielkie naukowe sukcesy, musimy jednak trzymac nauke "pod para", by moc przyjac nowe technologie i wynalazki, a niekiedy i sami sie do nich przyczynic. Jesli ktos ma polska nauke pchac do przodu, to przeciez nie kto inny jak wlasnie ci mlodzi, zdolni. Danuta Zagrodzka Wyjasnienia prof. Macieja Zylicza Czy w Polsce mozna zrobic kariere naukowa? W artykule Pani Danuty Zagrodzkiej pt. "Czy w Polsce mozna zrobic kariere w nauce?" znalazlo sie kilka niescislosci, ktore chcialbym sprostowac 1. Pani Zagrodzka napisala "Prof. Zylicz zaprzeczyl.... jakoby uczeni masowo uciekali za granice". W mojej wypowiedzi w "Nature" z dn. 19 lutego 2004 r. napisalem "Na prawie kazdym uniwersytecie czy w Instytucie PAN sa naukowcy, ktorzy zdecydowali sie na pozostanie w kraju, pomimo ze mogli znalezc zatrudnienie w USA czy w krajach Europy Zachodniej". To, ze ta nieliczna garstka ludzi pozostala w kraju, nie zaprzecza faktowi, iz wiekszosc z nas emigruje, nie widzac mozliwosci pracy naukowej w Polsce. 2. W mojej wypowiedzi w "Nature" na temat habilitacji jasno stwierdzilem, ze habilitacje trzeba zamienic na miedzynarodowy konkurs o kazde samodzielne stanowisko naukowe. Dlatego umieszczenie mojego zdania pod tytulem "Habilitacja do kosza" nie do konca oddaje sens mojej wypowiedzi. Dopoki nie bedziemy umieli zorganizowac rzeczywistych konkursow (a nie fikcyjnych jak obecnie) na samodzielne stanowiska, nie nalezy rezygnowac z habilitacji. 3. Nie kieruje Miedzynarodowym Instytutem Biologii Molekularnej i Komorkowej w Warszawie. Funkcje te pelni prof. Jacek Kuznicki. 4. W swojej wypowiedzi wymienilem tylko pare srodowisk naukowych: matematykow, fizykow, chemikow i biologow, gdzie standardy uzyskiwania samodzielnych stanowisk sa wyzsze nia te opisywane przez pana Cezarego Wojcika. Zdaje sobie dobrze sprawe, ze tak postawiona teza nie obejmuje wszystkich dziedzin naukowych i wszystkich srodowisk uprawiajacych nauke w Polsce. Maciej Zylicz |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
ALARM! FATALNY STAN POLSKIEJ NAUKIWydatki na nauke i liczba publikacji naukowych w Polsce Gdyby nie tradycyjne filary polskiej nauki - fizyka, matematyka, chemia, astronomia - znalezlibysmy sie w Trzecim Swiecie. Nasza informatyka i nauki techniczne, jeszcze calkiem mocne w latach 80., dzis stracily impet, a polska pedagogika wlecze sie w swiatowym ogonie Jaka jest rzeczywiscie pozycja polskiej nauki w swiecie? Wedlug niedawno opublikowanego w "Nature" rankingu pod wzgledem liczby publikacji w renomowanych czasopismach zajmujemy 19. pozycje. - Naprawde stoimy jedno miejsce nizej - mowi znany fizyk, byly rektor Uniwersytetu Warszawskiego prof. Andrzej K. Wroblewski. - Tak w swiatowej hierarchii plasuje nas filadelfijski Instytut Informacji Naukowej. - Niezaleznie od tego, czy bedzie to 19. czy 20. pozycja, to i tak nalezy ja uznac za niedobra - twierdzi Wroblewski. Spadamy powoli, lecz systematycznie, coraz bardziej tracac dystans do swiatowej czolowki. Sytuacje ratuja tradycyjne filary polskiej nauki - fizyka, matematyka, astronomia, chemia - lokujace sie wciaz na poczatku drugiej dziesiatki. Wysoka pozycje nauk scislych udaje sie zachowac m.in. dzieki temu, ze w czasach PRL cieszyly sie one stosunkowo duza swoboda badawcza. - Matematyka nie byla u nas terenem walk politycznych - mowi prof. Stefan Jackowski, dziekan Wydzialu Matematyki Uniwersytetu Warszawskiego. - Mimo strat wojennych i pozniejszej emigracji nadal istnieje silne srodowisko matematykow. I - co wazne - badania matematyczne sa stosunkowo niedrogie. Z przeprowadzonej przez Wroblewskiego analizy wynika, ze - poza naukami scislymi - dobra pozycja w swiecie (15.) moze sie pochwalic tylko historia. - Nasza historiografia miala od dawna silna pozycje w Europie Srodkowo-Wschodniej - mowi prof. Janusz Tazbir z Instytutu Historii PAN. - Przez lata bylismy dla historykow z tzw. demoludow "oknem na swiat" zapewniajacym dostep do cenzurowanych w innych krajach materialow, czyli tzw. prohibitow. Niestety, poza naukami scislymi i historia Polska nie ma sie czym dzis pochwalic. Nasza biologia, w ktora swiat inwestuje teraz najwieksze pieniadze, wciaz znajduje sie w trzeciej dziesiatce. Dramatyczny jest upadek nauk technicznych i informatycznych. - Slaby wynik informatyki wynika z tego, ze w swiecie rozwinela sie informatyka praktyczna, podczas gdy u nas silniejsze sa dzialy teoretyczne - tlumaczy prof. Jackowski. - Kryzys w naukach technicznych przyszedl wraz z upadkiem przemyslu - mowi prof. Wladyslaw Wlosinski, przewodniczacy Wydzialu IV Nauk Technicznych PAN. - Stracilismy partnera w badaniach i odbiorce wynikow. Poza tym nauki techniczne kosztuja, a pieniedzy jest jak na lekarstwo. - Jeszcze nizej na liscie filadelfijskiej plasuja sie nauki spoleczne - alarmuje Wroblewski. Polska pedagogika spadla az do siodmej dziesiatki. Od 1998 r. do 2002 r. nasi pedagodzy opublikowali zaledwie trzy liczace sie prace. Zdaniem Wroblewskiego polska nauka znalazla sie na rowni pochylej glownie z powodu fatalnie niskich nakladow. - Jesli to sie nie zmieni, mozemy zapomniec o szybkim rozwoju gospodarczym i dobrobycie - podkresla uczony. - Profesor Wroblewski, niestety, ma racje - komentuje minister nauki prof. Michal Kleiber, ktory probuje przekonac politykow, by na nauke dawali wiecej. Jak dotad bez wiekszych sukcesow. Andrzej Holdys |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
CHINSKI MAGELLANGeografia. Sto lat przed Europejczykami oplyneli swiat W roku 1421 chinska flota pod dowodztwem admirala Zheng He dotarla do Ameryki - 70 lat przed Kolumbem, do Australii - 350 lat przed Cookiem, i zamknela petle wokol globu 100 lat przed Magellanem. Wyprawa zostala jednak wymazana z kart historii przez samych Chinczykow jeszcze w XV wieku. Teraz statek wielkiego zeglarza bedzie zrekonstruowany. Admiral Zheng He przyszedl na swiat w 1371 roku. W latach 1405 - 1423 kierowal siedmioma wielkimi wyprawami oceanicznymi. W czasie pierwszej wyprawy - w roku 2005 przypada jej 600-lecie - okrety admirala przeplynely ciesnine Malakka i dotarly do Indii. W trakcie kolejnych wypraw Zheng He zbadal Zatoke Perska i wschodnie wybrzeza Afryki, wyladowal na Madagaskarze. Coraz wiecej historykow przychyla sie do zdania, ze w roku 1421 wielka wyprawa pod dowodztwem admirala dotarla do zachodnich wybrzezy Ameryki. Wyprawie tej poswiecil dziesiec lat badan Brytyjczyk Gevin Menzies, czlonek Royal Geographical Society; plywal sladami Chinczykow, swoja wiedze o ich dokonaniach zawarl w ksiazce "1421 rok, w ktorym Chinczycy odkryli Ameryke i oplyneli swiat". Niestety, Chiny zamknely sie programowo przed swiatem jeszcze w XV wieku, dlatego dorobek w dziedzinie nawigacji chinskich zeglarzy przepadl dla swiata na cale stulecia. Europejczycy nie mieli pojecia, ze Chinczycy wynalezli magnetyczny kompas juz w VII stuleciu, a pojeciem dlugosci geograficznej operowali blisko 400 lat przed Jamesem Cookiem. Oceaniczny Lewiatan Zespol geografow, historykow, inzynierow z Singapuru pracuje nad zrekonstruowaniem statku flagowego floty admirala Zheng He. Gromadzone sa wszystkie dostepne relacje o wyprawach admirala. W sierpniu przyszlego roku w Singapurze, podczas otwarcia wystawy poswieconej 600. rocznicy pierwszej wyprawy, zaprezentowany zostanie zrekonstruowany statek admiralski. Byla to olbrzymia jednostka, imponujaca wielkoscia nawet dzisiaj, przystosowana do najdalszych rejsow oceanicznych (czego nie mozna powiedziec o karaweli Krzysztofa Kolumba). Chinskie dzonki oceaniczne z przelomu XIV i XV wieku budowane byly z drewna tekowego. Dlugosc kadlubow siegala 444 chi (jednostka miary odpowiadajaca 32 centymetrom), czyli 142 metrow, szerokosc dochodzila do 50 metrow. Statki takie mogly zabierac do 1000 osob. Dziob chinskiej dzonki - w miejscu, gdzie na zaglowcu europejskim mocowano figure swietego - zdobila rzezba weza, majaca odstraszac zle moce. Statek wyposazony byl w dziewiec masztow, na ktorych rozpinano czerwone jedwabne zagle. Dyplomaci i naukowcy Kadlub admiralskiego statku wyposazony byl w 16 wewnetrznych przedzialow wodoszczelnych, nawet calkowite zalanie dwoch z nich nie powodowalo jeszcze zatoniecia jednostki. Niektore z nich celowo wypelniano woda, aby trzymac w nich ryby. "Salon admirala miescil sie przy rufie na gornym pokladzie statku. Pod nim znajdowalo sie 60 komnat dla zagranicznych ambasadorow i poslow ze switami. Ich konkubiny ulokowano w przyleglych kajutach, z ktorych wiekszosc dysponowala balkonami z widokiem na morze. W mniej okazalych, choc nie mniej obszernych, kabinach kwaterowali chinscy ambasadorowie - po jednym dla kazdego kraju, ktory flota miala odwiedzic" (Gavin Menzies). W odkrywczy rejs zabrano matematykow, astronomow, inzynierow, architektow i przyrodnikow. Kabiny ambasadorow przeznaczone byly - w perspektywie - na laboratoria dla naukowcow, gdy dyplomaci wysiada na ladach. Na prozno Yongle, trzeci cesarz z dynastii Ming, czuwal od 1406 do 1420 roku nad budowa slynnego Zakazanego Miasta (Pekin), a w nim palacu cesarskiego i Swiatyni Nieba. Gdy budowa zostala zakonczona, na uroczystosci ogloszenia miasta stolica przybyli wladcy krain utrzymujacych stosunki dyplomatyczne z Chinami. Po uroczystosciach wszystkich zgromadzonych cesarz rozkazal odwiezc do domow. Czym? Wlasnie flotylla dzonek dowodzonych przez admirala Zheng He. Skladala sie ze 107 dzonek oceanicznych. Po spelnieniu dyplomatycznego zadania admiral zostal zobowiazany do dotarcia do krancow ziemi, zbadania ich i podporzadkowania Chinom. Bioracy udzial w rejsie kartografowie mieli rysowac przebyta trase. Zheng He wyruszyl 8 marca 1421 roku. Powrocil w pazdzierniku 1423 roku. Rozkazy wypelnil. Ale na tronie w Pekinie nie zasiadal juz Yongle. Jego nastepcy mieli inna wizje Chin. Rezultaty wyprawy nie zostaly ogloszone, przeciwnie, zniszczono relacje z podrozy, flote rozwiazano. Krzysztof Kowalski |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
ZMIANA DOTKNIE WSZYSTKICHRozmowa z dr Davidem Bishopem, wiceprezesem ds. rozwoju nanotechnologii w Laboratoriach Bella Lucent Technologies i prezesem New Jersey Nanotechnology Consortium Nanotechnologia to nowa dziedzina nauki laczaca w sobie fizyke, chemie i biotechnologie. Zajmuje sie ona tworzeniem mikrourzadzen w skali czasteczkowej, czyli do ok. 100 nanometrow. Jeden nanometr to jedna miliardowa czesc metra. Rz: Panska specjalnoscia jest nanotechnologia, a pracuje pan dla firmy produkujacej sprzet telekomunikacyjny. Czy to znaczy, ze mikrourzadzenia, ktore powstaja w laboratoriach sa juz wykorzystywane i gotowe do sprzedazy? DAVID BISHOP: Na tym polega moja praca. Moim zadaniem jest poszukiwanie zastosowan w telekomunikacji dla roznych rozwiazan wykorzystujacych nanotechnologie. Nanotechnologia ma ogromny potencjal, ktory chcemy jak najszybciej wykorzystac. Chcemy robic m.in. baterie, oprzyrzadowanie sieciowe, czujniki, a nawet przewody wykorzystujace pomysly opracowywane w laboratoriach zajmujacych sie nanotechnologia. Moim zdaniem, nanotechnologia zmieni wszystko. Jezeli rozejrzymy sie po tegorocznych targach CeBIT(najwieksze targi przemyslu elektronicznego na swiecie), zobaczymy, ze wszyscy sprzedaja tu produkty wyposazone w tranzystory. A ja twierdze, ze juz za kilka lat trudno bedzie znalezc jakikolwiek produkt nie zawierajacy w sobie rozwiazan z dziedziny nanotechnologii. Beda wszedzie - od samochodow, przez baterie, a skonczywszy na ubraniach. Liczba dziedzin, w ktorych nanotechnologia bedzie mogla znalezc zastosowanie jest olbrzymia. Tak przynajmniej wynika z prognoz amerykanskiej National Science Foundation - w 2015 roku wartosc rynku rozwiazan nanotechnologicznych bedzie wynosila bilion dolarow. Nie, nie miliard. Bilion! Ta zmiana dotknie wszystkich. Rz: Na razie panskie laboratorium prezentuje tak zwane inteligentne baterie. To pomysl, ktoremu, jak sie wydaje, najblizej do realizacji. Na czym polega ich inteligencja? DB: Nalezace do Lucent Technologies Laboratoria Bella opracowaly m.in. inteligentne baterie, majace bardzo dlugi okres trwalosci, nie rozladowujace sie podczas przechowywania, gdy nie sa uzywane. Znajda zastosowanie na przyklad w urzadzeniach do ratownictwa medycznego. Problem z obecnie wykorzystywanymi bateriami polega na tym, ze same rozladowuja sie z czasem - nawet gdy nie sa uzywane. A nam chodzi o to, aby baterie byly zawsze gotowe do uzytku. Dotad, baterie rozwijaly sie - w sensie technicznym - bardzo powoli. Dzieki nowemu podejsciu, wykorzystaniu nanotechnologii, przyspieszymy tempo ich rozwoju. To gigantyczna zmiana w technice, ktora pozwoli na stosowanie baterii w calkiem nowych dziedzinach. Inteligentne baterie wykorzystuja opracowana przez nas nanotrawe, dzieki ktorej mozemy kontrolowac oddzialywanie cieczy z powierzchnia materialu. Nanotrawa to rodzaj cieniutkich wloskow - wystaja one z powierzchni materialu i wygladaja wlasnie troche jak trawa na lace. Gdy umiescimy na nim krople - np. elektrolitu - bedzie sie ona utrzymywac na powierzchni wloskow, nie wchodzac w zadne reakcje. Cala uroda tego rozwiazania polega na tym, ze wystarczy przylozyc napiecie, aby ciecz wniknela miedzy zdzbla nanotrawy. Jezeli zastosujemy ten material w bateriach i akumulatorach mozemy dowolnie kontrolowac reakcje chemiczna, dzieki ktorej uzyskujemy prad elektryczny. Baterie i akumulatory wykorzystujace nanotrawe prawdopodobnie trafia do produkcji w ciagu roku - poltora. Wybralismy juz firme - mPhase, ktora bedzie sie tym zajmowac. Rz: Inteligentne baterie i nanotrawa nie sa jednak tak atrakcyjne, jak zapowiadane przez laboratoria chociazby nowe super wytrzymale materialy. DB: Te baterie to tylko jedno z wielu zastosowan nanotrawy. To prosty pomysl, ale z wielkim potencjalem. Dam przyklad - taki material umozliwia przeciez kontrolowanie tarcia - gdy ciecz wnika miedzy wloski, jest ono wieksze, gdy ciecz slizga sie po samych koncowkach, tarcie jest znikome. Material posiadajacy takie wloski moze byc zatem stosowany np. do produkcji superszybkich lodzi. Rz: Czy to znaczy, ze nanotrawa pojawi sie na kadlubach szybkich lodzi zaglowych startujacych w regatach? DB: Tak, kontaktowali sie z nami przedstawiciele roznych syndykatow bioracych udzial w Pucharze Ameryki. Ale nic na ten temat nie moge powiedziec. Rz: Jakie jeszcze rozwiazania moga wkrotce trafic do produkcji? DB: W naszych laboratoriach realizowanych jest kilka innych interesujacych projektow. Najgoretszym tematem sa ostatnio weglowe nanorurki (nanotubes). Wykonane z nich przewody sa bardzo lekkie i bardzo wytrzymale. Gdzie je mozna stosowac? Doskonalym przykladem sa tu linie wysokiego napiecia. Slupy podtrzymujace takie kable stoja od siebie w takiej odleglosci, jaka dyktuje wytrzymalosc i ciezar przewodu. Gdyby przewod byl wykonany z super wytrzymalego materialu, czyli z nanorurek, bylby bardzo sztywny, a przy tym niezwykle lekki. Jednym z ciekawszych i rowniez bardzo bliskich realizacji sa mikromikrofony. Maja postac piramidek, a uklada sie je w cale zestawy, ktore moga zbierac dzwiek z roznych kierunkow. Potencjalnym zastosowaniem mikromikrofonow sa np. telefony komorkowe albo urzadzenia dla osob z uszkodzonym sluchem. Juz teraz dzialaja optyczne przelaczniki, ktore znajda zastosowanie w telekomunikacji. Wkrotce pojawia sie tez plastikowe tranzystory, ktore mozna bedzie drukowac za pomoca zwyklych drukarek atramentowych. Kolejnym niezwykle interesujacym pomyslem jest budowa mikroczujnikow. Moga one wykryc nawet niewielkie stezenia pewnych substancji w wodzie czy w powietrzu. To szczegolnie wazne w okresie zagrozenia terroryzmem. Rz: Te wszystkie rozwiazania sa raczej dla przemyslu. Co z nanotechnologii beda mieli zwykli ludzie? DB: Jednym z pomyslow jest na przyklad ubranie, ktore sie nie brudzi. Innym - elektroniczny papier (e-paper). Laboratoria Bella zaoferowaly kilka technologii, ktore umozliwily jego powstanie. To juz dziala. E-paper to w rzeczywistosci wyswietlacz, ktory zachowuje sie, jak zwykly papier - mozna go wyginac. Oferuje tez kontrast i czytelnosc taka jak prawdziwy wydruk atramentu na papierze. Mozna jednak dowolnie zmieniac jego zawartosc - tak jak na monitorze komputera. Jestem przekonany, ze w przyszlosci czasopisma beda w pelni elektroniczne. Ich zawartosc bedzie ladowana z Internetu i wyswietlana na naszym elektronicznym papierze. E-paper jest niezwykle wygodna rzecza. Osobiscie bylbym bardzo zdziwiony, gdyby za kilka lat jeszcze wszyscy z tego wynalazku nie korzystali. Rozmawial Piotr Koscielniak Laboratoria Bella stanowia naukowe i technologiczne zaplecze Lucent Technologies - firmy dostarczajacej osprzet do budowy sieci telekomunikacyjnych najwiekszym operatorom na swiecie. Od lat 20. ubieglego wieku laboratoria zyskaly ok. 30 tys. patentow zwiazanych z technikami telekomunikacyjnymi i informatycznymi. Az szesciu naukowcom zatrudnionym w Bell Labs przyznano Nobla w dziedzinie fizyki. (Nota redakcji. O nanotechnologii pisalismy juz kilkakrotnie w poprzednich numerach Biuletynu SIP) |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
POLSKA NAJBIEDNIEJSZA W UNIIPod wzgledem poziomu rozwoju gospodarczego wyprzedzily nas wszystkie panstwa baltyckie Polacy sa najbiedniejsi w Unii Europejskiej. Jeszcze w ubieglym roku nizszy dochod narodowy na mieszkanca mialy Lotwa i Litwa. Jednak - wedlug prognoz Eurostatu - w tym roku nas przegonia. Tempo rozwoju krajow baltyckich jest oszalamiajace. W minionym roku dochod narodowy Litwy zwiekszyl sie o 8,9%. W tym i przyszlym roku przewiduje sie wzrost po 6,2%. Lotwa nie jest gorsza. W zeszlym roku jej gospodarka urosla o 7,5%, a w tym o 6,9%. Na przyszly rok prognozuje sie 6,6% wzrostu. Choc Polska takze rozwija sie szybko, nie jest w stanie dorownac tym krajom. Dwie dziesiate procent W tym roku, jak podaje Eurostat, dochod narodowy przypadajacy na Polaka wyniesie 47,2% sredniej "25". Wskaznik ten uwzglednia sile nabywcza walut narodowych, czyli jest w niewielkim stopniu zalezny od aktualnego kursu narodowych walut. Jeszcze w 2003 r. najbiedniejszym krajem Unii pod wzgledem sily nabywczej dochodu narodowego przypadajacego na obywatela bylaby Lotwa. W tym roku bedzie ona juz jednak minimalnie bogatsza od nas: dla niej wspomniany wskaznik osiagnie 47,4%. Roznica miedzy Polska a Lotwa bedzie sie jednak poglebiala. W 2005 roku my osiagniemy 48,1% sredniej Unii, ale Lotwa juz 49,3% Jeszcze lepsza bedzie Litwa. W 2005 r. przekroczy symboliczny prog polowy bogactwa Wspolnoty (w tym roku bedzie to 48,5%). Do tej pory jedynym krajem zjednoczonej Europy, ktory po 1989 roku wyprzedzil pod wzgledem poziomu bogactwa Polske byla Estonia. Stalo sie tak trzy lata temu. W przyszlym roku wladzom w Tallinie uda sie, przewiduje Eurostat, pokonac kolejny kraj z naszego regionu: Slowacje. Poziom zycia w Estonii osiagnie w 2005 roku 54,9% sredniej Wspolnoty. Ukoronowaniem reform, podjetych przez republiki baltyckie jest przyjecie Estonii i Litwy do systemu walutowego ERM-2, przedsionka unii walutowej. Takze Lotwa powinna w tym roku zawrzec w tej sprawie porozumienie z Europejskim Bankiem Centralnym. Polska bedzie mogla to zrobic w 2007 - 2008 roku, bo wczesniej nie bedziemy w stanie spelnic warunkow dotyczacych stanu finansow publicznych. W Brukseli uwaza sie, ze Baltowie zawdzieczaja swoj sukces daleko idacej liberalizacji gospodarki, elastycznym regulacjom na rynku pracy, niskim podatkom. Republiki baltyckie odnotowuja blyskawicznie rosnaca wydajnosc pracy. Szybko spada tu poziom bezrobocia. W Estonii wynosi np. 9%, mniej niz w Niemczech. Sukces odnosza rowniez Czechy i Wegry, gdzie poziom zycia jest juz bliski temu w Portugalii, do 1 maja najbiedniejszym panstwie Wspolnoty. Zaszkodzilo nam oslabienie zlotego Jesli wziac pod uwage wielkosc dochodu narodowego na glowe w przeliczeniu na euro po aktualnym kursie, to Polska wypada znacznie gorzej. Z punktu widzenia statystyki bardzo zaszkodzilo nam oslabienie zlotego w minionym roku. Z tego m.in. powodu dochod narodowy przypadajacy na przecietnego Polaka wyniesie w tym roku zaledwie 4,8 tys. euro, czyli 21% tego, co otrzyma przecietny mieszkaniec Unii (22,36 tys. euro). Jeszcze wiekszy jest kontrast z naszym zachodnim sasiadem Niemcami (26,63 tys. euro). Wazne jest, ze w tej konkurencji Lotwa jest jeszcze minimalnie slabsza od nas (4,13 tys. euro). Wciaz bardzo niewielki (183 mld euro) bedzie takze laczny dochod narodowy naszego kraju. W takim ujeciu az 10 z 15 krajow dawnej Unii ma "wieksza" gospodarke od naszej, lacznie z Dania (195 mld euro), Austria (231 mld euro), Szwecja (278 mld euro) i Belgia (277 mld euro). Wsrod bogatych krajow Unii reformy strukturalne takze przynosza efekty. Poza malutkim Luksemburgiem na czolo tabeli wysforowala sie Irlandia, jeszcze niedawno jeden z biedniejszych krajow UE. A wsrod najwiekszych panstw "25" na pierwszym miejscu jest teraz Wielka Brytania (120,7%). W tej grupie Niemcy (108%) sa juz lepsze tylko od Wloch (106,2%). Jeszcze 6 lat temu nasz zachodni sasiad mogl sie pochwalic wskaznikiem 115,1%, najlepszym wsrod kolosow UE. Jedrzej Bielecki |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
WIESCI Z KRAJU
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
IN MEMORIAM***BRONISLAW TADEUSZ SZPAKOWSKI Z glebokim smutkiem zawiadamiamy, ze w dniu 13 czerwca 2004 r. zmarl nasz Kolega, wieloletni czlonek STP/SIP. Studia na Politechnice Warszawskiej przerwala mu wojna. W czasie wojny nauczal na tajnych kompletach w Stalowej Woli, gdzie zostal aresztowany przez Gestapo w roku 1943. Po sledztwie w Jaroslawiu zostaje osadzony w wiezieniu w Tarnowie jako zakladnik, a nastepnie przeniesiony do wiezienia na Monte Lupich w Krakowie, a nastepnie wieziony w obozach koncentracyjnych Gross Rosen, Mathausen i Sachsenhausen, gdzie doswiadczyl dwoch marszy smierci. Po wyzwoleniu konczy studia na Katolickim Uniwersytecie w Louvain, gdzie nastepnie obejmuje prace w Instytucie Fizyki. We wczesnych latach piecdziesiatych przenosi sie do Kanady. W Kanadzie i Stanach Zjednoczonych pracuje w firmach zwiazanych z przemyslem elektronicznym. Jest autorem 3 patentow oraz kilku publikacji na temat swej specjalnosci - zasilaczy mocy. Aktywny dzialacz spoleczny. Pieciokrotny przewodniczacy oddzialu STP/SIP w Ottawie. Czlonek kilku organizacji zawodowych. Czlonek Polskiego Zwiazku bylych Wiezniow Politycznych Niemieckich Obozow Koncentracyjnych. Zarzad SIP wyraza rodzinie Zmarlego wyrazy serdecznego wspolczucia. Zarzad SIP ***TEODOR JOZEF BLACHUT Zarzad SIP ze smutkiem donosi, ze w dniu 17 czerwca 2004 r. zmarl nasz Kolega, wieloletni czlonek STP/SIP. Studia ukonczyl na Lwowskiej Politechnice uzyskujac tytul dyplomowanego inzyniera. Doktorat uzyskal na politechnice w Zurychu. Autor kilku podrecznikow z dziedziny fotogrametrii, ktore zostaly przelozone na kilka jezykow. Uzyskal 7 patentow z dziedziny fotogrametrii. Nalezal do swiatowej czolowki w tej dziedzinie. Wieloletni pracownik National Research Council. Czlonek Royal Society of Canada oraz Polskiej Akademii Nauk. Weteran II Wojny Swiatowej. Zarzad SIP wyraza rodzinie Zmarlego wyrazy serdecznego wspolczucia. Zarzad SIP ***JAN M. ZIELINSKI Zarzad SIP, Oddzial Ottawa, zawiadamia z glebokim smutkiem o smierci naszego Kolegi, wieloletniego czlonka STP/SIP w dniu 11 sierpnia 2004 r. Studia ukonczyl w Polsce jako inzynier mechanik. Po emigracji do Kanady w roku 1957 ukonczyl kilka kursow specjalistycznych. Pracowal jako elektronik w Behavioural Laboratory, McGill University, Department of Psychiatry, najpierw jako technik, a potem jako kierownik (1957-1966). Nastepnie pracowal jako ekspert w Fairbanks Morse (Colt Industries Ltd) w dziale wag elektronicznych. Po przeniesieniu sie do Ottawy pracowal jako niezalezny konsultant. Zmarly Kolega pozostawil zone Marie, dzieci, wnukow i prawnukow dla ktorych byl ostoja i przewodnikiem. Wieloletni czlonek SPK oraz STP/SIP. Czynny w organizacjach polonijnych. Zawsze mozna bylo liczyc na Jego pomoc. Odznaczony brazowym, srebrnym oraz zlotym Krzyzem SPK, dyplomem Merit Award z okazji 40-lecia pracy dla STP/SIP oraz Volunteer Award od rzadu prowincji Ontario. Zarzad SIP przekazuje rodzinie Zmarlego wyrazy serdecznego wspolczucia. Zarzad SIP *** |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||