![]() |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
BIULETYN - PAZDZIERNIK 2003SPIS TRESCI | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||
PROBLEMY PRZYSZLOSCI SIPartykul dyskusyjny Jak wykazuje praktyka szeregu ostatnich Walnych Zjazdow i Zjazdow Prezesow zebrania te poswiecone sa z natury rzeczy biezacym problemom Stowarzyszenia i nie stwarzaja mozliwosci przedyskutowania problemow przyszlosci, problemow, ktore w chwili biezacej nie rysuja sie jako palace. Wlasciwie nie moze to byc inaczej, gdyz przeciez czas, ktory tam jest do dyspozycji jest ograniczony, Moze to i dobrze, bo przeciez na tych zebraniach wiekszosc osrodkow, poza gospodarzami spotkania, reprezentowana jest przez mala liczbe osob, a niektore osrodki w ogole nie sa reprezentowane, co jest naturalne wziawszy pod uwage nasze rozne obowiazki rodzinne i zawodowe. Dyskusja w tym ograniczonym gronie moglaby wiec nie w pelni oddawac poglady czlonkow Stowarzyszenia. Z drugiej strony szereg czlonkow Stowarzyszenia, zarowno na tych zebraniach jak i przy roznych innych okazjach, wyraza potrzebe odbycia dyskusji, ktora zmierzalaby do poszukiwania odpowiedzi na nastepujace pytania: Jakie sa tendencje (kierunki) rozwojowe Stowarzyszenia, wynikajace z konkretnych warunkow, w jakich Stowarzyszenie dziala obecnie i bedzie dzialac w nastepnych latach? Jaki obraz Stowarzyszenia rysuje sie nam w perspektywie 5-u, 10-u, ?-u lat? Czy ten obraz nas zadowala? Jesli nas nie zadowala, to czy mozemy zrobic cos teraz, aby ten obraz zmienic? Niniejsze wystapienie jest propozycja przeprowadzenia takiej dyskusji na forum Internetu, na stronie internetowej Stowarzyszenia, a dokladniej na "podstronie" Oddzialu Kitchener. Wszystkie osoby, ktore zechca wziac w niej udzial proszone sa o nadsylanie swoich wypowiedzi na adres e-mailowy nizej podpisanego: bulik@sympatico.ca, a ten rozesle je do wszystkich oddzialow i do czlonkow ZG oraz umiesci je na wymienionej stronie internetowej. Oczywiscie "internetowosc" dyskusji nie wyklucza mozliwosci publikowania wybranych glosow w calosci lub we fragmentach w biuletynach oddzialowych w porozumieniu z ich autorami. Jezeli dyskusja rozwinie sie to wnioski z niej wyplywajace beda mogly byc wykorzystane na najblizszym Zjezdzie Prezesow lub na czekajacym nas w roku 2004 Zjezdzie Walnym. Zdaniem piszacego potrzeba dyskusji na temat przyszlosci Stowarzyszenia wynika rowniez z tego, ze mniej wiecej od 10-u lat Stowarzyszenie znajduje sie w nowym, innym od poprzedniego okresie swego rozwoju. Mozna przyjac, ze poczatek tego nowego okresu wyznaczaja nastepujace dwa zwiazane ze soba wydarzenia:
Wymienione dwa fakty sprawily, ze naplyw Polakow do Kanady znacznie sie zmniejszyl, a wiec zmniejszyl sie tez naplyw nowych, potencjalnych czlonkow Stowarzyszenia. Jak wykazuje bowiem praktyka ludzie szukaja Stowarzyszenia i staja sie jego czlonkami raczej w krotkim czasie po przyjezdzie; w pozniejszym okresie pobytu wstepuja do Stowarzyszenia znacznie rzadziej. Stad tez w okresie ostatniego 10-lecia notuje sie zmniejszajaca sie liczbe nowo wstepujacych czlonkow, tak mala, ze nie rownowazy ona ubytku liczby czlonkow spowodowanego przyczynami naturalnymi takimi jak zgony, zmiany miejsca zamieszkania, zmiany miejsca pracy i t.p. Tendencja ta wyraznie ilustrowana jest przez statystyke ilosci skladek czlonkowskich oplacanych w kolejnych latach, przedstawiana na Zjazdach Prezesow i na Walnych Zjazdach przez skarbnika Z.G. Stad jeden wazny wniosek dotyczacy przyszlosci: stale zmniejszajaca sie liczba czlonkow. Wypada w tym miejscu nadmienic, ze tendencja ta dotyczy wszystkich organizacji polonijnych. Wszystkie one, podobnie jak Stowarzyszenie, stoja przed ta sama perspektywa topniejacej liczby czlonkow. W wyniku tego procesu pewne organizacje polonijne znikaja nawet juz teraz, jak np. ma to miejsce z grupami SWAP (Stowarzyszenie Weteranow Armii Polskiej) w niektorych osrodkach polonijnych. Stad drugi wniosek dotyczacy przyszlosci: Stowarzyszenie ma przed soba perspektywe zmniejszajacej sie liczby wlasnych czlonkow oraz zmniejszajacej sie liczby organizacji polonijnych, o rowniez zmniejszajacej sie liczebnosci. Drugim, poza liczba czlonkow, waznym czynnikiem rzutujacym na dzialalnosc Stowarzyszenia w nadchodzacych latach sa inne niz w poprzednim okresie potrzeby czlonkow. W zwiazku z tym, ze procent osob nowo przybylych zarowno w Stowarzyszeniu jak i w calej spolecznosci inzynierskiej jest maly, mozna z powodzeniem przyjac, ze znakomita wiekszosc czlonkow Stowarzyszenia (i podobnie wiekszosc calej spolecznosci inzynierskiej) ma juz za soba okres urzadzania sie, okres nauki jezyka, okres weryfikowania swojego wyksztalcenia, okres szukania swojej pierwszej pracy. Wynika stad, ze mniejsze znaczenie ma obecnie obszar dzialalnosci Stowarzyszenia zdefiniowany w Statucie, w punkcie - b celow Stowarzyszenia:- Udzielanie pomocy czlonkom w adaptacji do kanadyjskiego technicznego rynku pracy, w poszukiwaniu pracy i wlaczaniu sie do kanadyjskiego srodowiska. Jednoczesnie wiekszego ciezaru gatunkowego nabieraja inne punkty - celow wymienione w Statucie, jak np.:
Zarysowuje sie wiec nastepujaca perspektywa: Z jednej strony inzynierowie polskiego pochodzenia beda rozwijali sie w swoich profesjach, bedzie powiekszala sie ich rola i znaczenie w przemysle, w biznesie, w administracji, w edukacji i w innych dziedzinach. Jednoczesnie z drugiej strony naturalna i jedyna reprezentacja tego srodowiska, ich jedyny glos, czyli Stowarzyszenie bedzie topnialo do garstki ludzi, ktorzy nie beda sie liczyc w skali Polonii, a tym bardziej w skali Kanady czy Polski i ktorzy nie beda w stanie zaspokoic roznorakich potrzeb tej spolecznosci, jako ze do efektywnego dzialania potrzebna jest pewna masa krytyczna. Jest to moze wizja pesymistyczna, ale za to raczej dosc realistyczna. Nizej podpisany zywi przekonanie, ze jesli bedziemy podtrzymywac blogie (?) status quo, to taka jest przyszlosc Stowarzyszenia. Nizej podpisany nie ma gotowej recepty na zmiane tak zarysowujacej sie przyszlosci Stowarzyszenia. Jednak uwaza, ze nawet dosc pobiezna analiza problemow stojacych przed Stowarzyszeniem prowadzi do wyodrebnienia trzech waznych obszarow, ktore wymagaja ustosunkowania sie: a)powiekszanie liczby czlonkow, b)utrzymywanie podnoszenie prestizu Stowarzyszenia, c)uzyskiwanie materialnych srodkow dzialania. A oto kierunki i rozwiazania organizacyjne, ktore nasuwaja sie na mysl autorowi w kazdej z tych grup przedstawiane tu dla przykladu i ewentualnie jako punkt startowy do dalszych rozwazan i dyskusji. Powiekszanie liczby czlonkow:
Utrzymywanie podnoszenie prestizu Stowarzyszenia:
Uzyskiwanie materialnych srodkow dzialania:
Powyzsza lista oczywiscie nie jest w zadnej mierze kompletna. Jest ona jedynie materialem do dalszego rozwiniecia i dyskusji. Nizej podpisany optymistycznie uwaza, ze jesli bedzie sie mowic o problemach przyszlosci Stowarzyszenia i szukac rozwiazan, to jakies rozwiazania, byc moze nie zadowalajace nas w calej pelni, ale zawsze lepsze niz zadne, zostana jednak wypracowane. Pozwoli to swiadomie ksztaltowac Stowarzyszenie na miare potrzeb polonijnego srodowiska inzynierskiego i na miare pozycji i roli tego srodowiska w Polonii i w Kanadzie. Jezeli Kolezanki i Koledzy uwazaja, ze przedstawione wyzej problemy powinny byc dyskutowane to zapraszam do wypowiadania sie. Zalaczam kolezenskie pozdrowienia |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
CZY W POLSCE MOZNA ZROBIC KARIERE W NAUCE?Czy w Polsce warto robic kariere naukowa? Statystyka mowi, ze kariera naukowa staje u nas coraz bardziej pociagajaca. Czy jednak obecny ped do robienia doktoratow wynika z czystej milosci do szukania prawdy, a wiec tego, czym w istocie powinna zajmowac sie nauka? Takze, ale nie tylko. "Moim zdaniem - pisze w odpowiedzi na moj mail Marcin Hoffmann, chemik z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu - mlody czlowiek moze zrobic w Polsce kariere w nauce tak samo, jak w kazdym innym miejscu swiata. O ile wyzwania stojace przed naukowcami w kazdym miejscu na swiecie sa takie same (przynajmniej jesli idzie o nauki scisle), to wynagrodzenia nie. Jednak najwazniejsza jest satysfakcja z pracy, co ma szczegolne znaczenie w pracy naukowej, gdzie samodzielnosc i wyznaczanie sobie samemu zadan i obowiazkow jest codziennoscia". Marcin ma 31 lat, po doktoracie trafil na Uniwersytet Ermory w Atlancie, gdzie pracowal "nad rozwojem i wykorzystaniem metod obliczeniowych chemii kwantowej w duzych ukladach o znaczeniu biologicznym" (jest to istotne w poszukiwaniu nowych lekow). Byl stypendysta Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, co, jak sam pisze, pozwala poczuc sie docenionym rowniez materialnie, przynosi prestiz i daje satysfakcje, ze praca zostala zauwazona i wysoko oceniona przez fachowcow. Pieknie, prawda? Ale jest tez odpowiedz inna. Doktorant jednego z wydzialow humanistycznych UJ (prosi o niepodawanie nazwiska) bliski skonczenia pracy i zadowolony z promotora pisze: "Perspektywy mojej kariery sa niejasne. Na wszystkich wydzialach tzw. formalne procedury przyjec pracownikow, a takze doktorantow sa fikcja. Konkursy rozpisywane sa pod konkretne osoby. Skutkiem tego czesto zamiast osob wybitnych zatrudnia sie przecietne". Ktory z tych przykladow jest typowy, trudno przesadzic. Mozna sie obawiac, ze ten drugi. Jedyne twarde fakty na temat dalszej drogi absolwentow szkol wyzszych mozna znalezc w roczniku statystycznym. Cala reszta jest niewiadoma i nie pozwala na uogolnienia. Kariery mlodych w nauce sa po prostu bardzo rozne, tak jak niejednorodna jest nauka. Nawet na tym samym uniwersytecie sa roznice miedzy wydzialami, nie mowiac o roznicach miedzy szkolami wyzszymi i instytutami PAN albo humanistami i absolwentami nauk scislych. Humanistom na ogol powodzi sie gorzej. Nie pisze tego, bron Boze po to, by wywolac jakies biurokratyczne ingerencje, zmierzajace do sformalizowania i zglajchszaltowania wszystkiego. Rowniej nie znaczyloby na pewno lepiej. Nauka z natury nie jest demokratyczna, zwyciezaja najlepsi, a najlepsi - przekonywano mnie w roznych miejscach - takze w Polsce w koncu sie przebija. Statystyka mowi, ze kariera naukowa staje coraz bardziej pociagajaca. O ile w 1990 r. w Polsce bylo niewiele ponad 2,5 tys. doktorantow, w roku 2001 - juz 28,4 tys., a wiec ponad dziesieciokrotnie wiecej, na uniwersytetach nawet trzynastokrotnie. Czy ten ped wynika z czystej milosci do szukania prawdy, a wiec tego, czym w istocie powinna zajmowac sie nauka? Takze, ale nie tylko. Z jednej strony wielokrotnie zwiekszyla sie liczba studentow, z drugiej skurczyl sie rynek pracy. Tytul doktora na tym coraz bardziej wymagajacym rynku zwieksza szanse, bo doktor to juz jest ktos. Czesc absolwentow probuje sie dostac na studia doktoranckie, by przeczekac zle czasy albo przedluzyc mlodosc. - I bardzo dobrze - twierdzi fizyk prof. Andrzej Kajetan Wroblewski - nawet trzy, cztery lata w naukowym srodowisku sprawiaja, ze czlowiek staje sie madrzejszy, a madrych potrzeba nam wszedzie. Dla uniwersytetow i instytutow korzysc z tego trendu jest taka, ze moga przebierac i przyjmowac naprawde najlepszych. Z utrzymaniem ich potem na uczelni i stworzeniem jakiejs sciezki kariery jest gorzej. Chudy zywot doktoranta Robienie doktoratu to na ogol najtrudniejszy okres w zyciu mlodego naukowca. Stypendia, jesli sa, to marne - na UW np. minimalne od tego roku wynosi od 900 zl do 1200, zaleznie od wydzialu. Bo akurat ten uniwersytet dal wydzialom samorzadnosc finansowa - same decyduja, ile pieniedzy na co wydadza, ilu przyjma doktorantow, jak ich beda selekcjonowac. Jak mowi prof. Wroblewski, to wlasna decyzja, czy sie wyda pieniadze na przejedzenie (podwyzszy nieco pensje, kupi jeszcze jeden komputer), czy zainwestuje w przyszlosc, a wiec w doktorantow. Na niektorych wydzialach humanistycznych UW stypendiow nie ma wcale. Bez stypendium, a nawet za 900 zl, trudno sie jednak utrzymac, zwlaszcza, ze jest to tez wiek zakladania rodziny. Od trzech lat doktorantom wolno pracowac na pol etatu - to pomaga przezyc, ale przedluza czas robienia doktoratu. Pawel Boguszewski z Instytutu Biologii Doswiadczalnej im. Nenckiego ma 31 lat, niepracujaca zone i dwoje malych dzieci. Jest na finiszu pracy doktorskiej. Juz na studiach upatrzyl sobie ten wlasnie Instytut i zaczal w nim pracowac - to teraz coraz czestsze zjawisko. Marta Piasecka, szefowa Biura Karier UW potwierdza, ze zglaszaja sie do nich coraz mlodsi studenci chcacy podjac prace, takze w nauce. Pensja asystenta jest niewielka, choc akurat w tym dobrym Instytucie lepsza niz gdzie indziej. Pawel, zeby utrzymac rodzine, zalozyl firme komputerowa. Dzieli czas miedzy laboratorium, rodzine, firme. Jest ciezko. Miewal momenty zwatpienia, ale nauka to wedlug niego powolanie, jak bycie ksiedzem. Bez przekonania, ze ma to powolanie, nie moglby w niej zostac. Kreta sciezka do kariery Prof. Jerzy Duszynski, dyrektor Instytutu Nenckiego, od dwoch lat wprowadza, nie bez trudu, nowy tryb hodowania mlodych naukowcow. Kandydata na studia doktoranckie czeka duza konkurencja i duze wymagania - juz samo przyjecie jest sukcesem. Potem ma cztery lata na doktorat (ustawa o PAN mowi o osmiu latach). Po doktoracie zas musi wyjechac za granice, na posade tzw. post-doka. Musi, bo chodzi o plodozmian, nowe doswiadczenia i impulsy, bez ktorych nie ma rozwoju. W Polsce bywa sie na jednej uczelni od studiow po emeryture - a to jest chore. O ile jednak za PRL-u stypendium zagraniczne bylo jak zlapanie Pana Boga za nogi, dzisiejsi mlodzi naukowcy wcale sie do wyjazdu nie pala. Za granica mozna zarobic wiecej, ale to nie ten przelicznik jak przed laty, kiedy jeden wyjazd urzadzal czlowieka na kawal zycia. Pawel Boguszewski mowi np., ze pojedzie na post-doca, ale na rok, na wiecej nie chcialby sie rozstawac z rodzina. Wedlug zamyslu Instytutu post-dok na obcym uniwersytecie powinien zostac dwa-trzy lata. Potem, jesli sie sprawdzil, moze wrocic do "Nenckiego" i zaczac samodzielna prace. Bedzie mial wtedy ok. 30 lat. Prawdziwa samodzielnosc, czyli wlasna pracownia przychodzi jednak dopiero wraz z habilitacja, ktora w tym trybie mozna zrobic, majac lat 35. Gdyby ten harmonogram dalo sie zrealizowac, bylby to sukces duzej miary, bo terminowanie w Polsce trwa na ogol bardzo dlugo. 40-letni profesor budzi u nas zdumienie, w Ameryce to normalnosc. Powstalaby tez w miare przejrzysta sciezka kariery, czego ogromnie brakuje. Mlody wiek jest wazny, bo sprzyja lamaniu tabu, wystepowaniu przeciwko konwencjom. "Czasem mlody czlowiek proponuje nowa, wspaniala hipoteze. Gdyby mial wiecej wiedzy i doswiadczenia, pewnie nigdy nie poszedlby tak smialo do przodu" - mowil prof. Maciej ˚ylicz na konferencji "Starosc i mlodosc w nauce". Mlodosc ma szczegolne znaczenie w naukach przyrodniczych. "Fizyka to zabawa dla mlodych, filozofia to zabawa dla starych. Einstein swoje najwieksze odkrycie zrobil, majac lat 26, Newton - 24, natomiast wybitny socjolog Max Weber glowne dzielo napisal, majac 66 lat" - przypominal na wspomnianej konferencji socjolog prof. Piotr Sztompka. Humanisci maja wiec nieco wiecej czasu. Pozostali musza sie spieszyc, by zdazyc z dzielem zycia, poki para z nich nie uszla. Przyspieszenie naukowych karier, a raczej naukowej samodzielnosci jest wiec sprawa pierwszej wagi i dobrze, ze wreszcie przestaje sie o tym mowic, a zaczyna cos robic. Ale to zaledwie jaskolka. Latwiej wypromowac doktora i wyslac go za granice, niz znalezc dla niego potem etat, kontrakt, pracownie. Instytucje naukowe sa zatkane. Etatow nie przybywa tak szybko jak doktorow. Przyczyna jest ogolny brak pieniedzy, ale i to, ze wielu profesorow, kiedy juz minie okres ich najwiekszej naukowej plodnosci, dalej okupuje laboratoria i pracownie. Dyskusja, jak wykorzystac ich doswiadczenie, by nie blokowali nastepcom awansu trwa od dawna. - Profesor to reproduktor - powinien wychowac mlodych i zrobic im miejsce, bardzo wielu profesorow jednak o tym zapomina - mowi sklonny do prowokacyjnych opinii prof. Maciej Grabski, szef Fundacji Nauki Polskiej. Drenaz talentow Najbardziej zal, kiedy nie ma miejsca dla najlepszych. Nie ma takich bowiem wielu. Jak ocenia prof. Grabski - naprawde dobrych jest najwyzej 7-15 proc. Reszta to sredniacy, bo sredni jest tez ogolny poziom na wyzszych uczelniach. Skadinad radosny fakt ogromnego zwiekszenia liczby studentow, przy niewiele tylko zwiekszonej kadrze naukowej i srodkach finansowych, tworzy przecietnosc, zeby nie powiedziec miernote. Ci, ktorzy sie wyrozniaja, maja "blysk w oku" i chca cos robic, powinni wiec byc szczegolnie holubieni. Niestety w Polsce juz od szkoly rowna sie do najgorszych - twierdzi prof. Leszek Kaczmarek, ktory sam zostal profesorem przed czterdziestka, a dzis (46 l.) jest przewodniczacym Wydzialu Nauk Biologicznych PAN, w "Nenckim" zas prowadzi az 20 doktorantow. W amerykanskiej szkole wychwytuje sie polowe talentow, w europejskiej 10 proc., u nas najwyzej 4 proc. Jedyna, wyjatkowa instytucja, nastawiona na najlepszych jest Fundacja Nauki Polskiej i dlatego tak jest ceniona - twierdzi. Prof. Wroblewski mowi, ze odchodzi ponad polowa fizykow po zrobieniu doktoratu, odchodza nawet po habilitacji. Biora ich banki, instytucje finansowe, takze firmy komputerowe - za znacznie wieksze pieniadze. Kazdy niemal doktor znajdzie z pocalowaniem reki prace w uczelni prywatnej. Najlepsi z najlepszych czesto emigruja, rzadko do Europy, czesciej do USA. Najwiekszy uplyw krwi zdarzyl sie w polskiej nauce w latach 80. W latach 90. wyjechalo ok. 10 proc. naukowcow. Do niedawna traktowalismy to jak dramat i sama nadal mam wobec drenazu mozgow mieszane uczucia. - Skoro chcemy byc normalnym krajem, to niech wyjezdzaja, przeciez Holendrzy czy Niemcy tez jada pracowac w Ameryce - twierdzi prof. Wroblewski. A prof. Kaczmarek dodaje, ze kazdy ma prawo do szczescia - jesli widzi je tam, to czemu nie, szanse kariery ma na pewno wieksze. W Polsce wiecej przeciwnosci, w Ameryce - przeciwnikow Nauka od dawna jest globalna. Bez ciaglej wymiany doswiadczen jest niemozliwa, w getcie nie moze sie rozwijac. W Unii ten przeplyw mozgow bedzie jeszcze bardziej oczywisty. Chcialoby sie, zeby nie tylko od nas do nich, ale tez w odwrotna strone. Poszerzyloby to horyzonty i rozbilo ciasny krag wzajemnych recenzji i ukladow towarzyskich, wykluczajacych obiektywizm. Mlodzi ludzie zostaja w Ameryce nie tylko dla pieniedzy, ale takze dlatego, ze swobodniej sie tam oddycha i wydaje sie, ze kariera naprawde jest w zasiegu reki. Choc jak napisal jeden z post-dokow po powrocie ze Stanow: "W Polsce w nauce wiecej jest przeciwnosci, w Ameryce - przeciwnikow - bo konkurencja ostra". W srodowisku biologow opowiada sie z mieszanina zdziwienia i potepienia historie Michala Hetmana, wyjatkowo zdolnego mlodego doktora, zreszta z pracowni prof. Kaczmarka, ktory po kilkuletnim pobycie w Stanach jako post-dok, powrocil do kraju. Stworzono mu warunki, jakich ponoc nikt jeszcze w Polsce nie mial - w sztandarowym Miedzynarodowym Instytucie Biologii Molekularnej i Komorkowej UNESCO dostal wszystko, czego chcial - samodzielnosc, zaklad, wspolpracownikow. Po dwoch latach nieoczekiwanie zrezygnowal i wyjechal do Ameryki, do wcale nie najwiekszego i najwybitniejszego Uniwersytetu w Kentucky. Dzwonie do Louisville i pytam: "Dlaczego?" Jest lekarzem, zawsze chcial sie zajmowac neurologia, ale i bardzo chcial wrocic do Polski. W Warszawie mial rzeczywiscie warunki jak w Ameryce. Nie znalazl natomiast srodowiska medycznego, ktore byloby zainteresowane badaniami klinicznymi przydatnymi byc moze dopiero za 20 lat. Jego praca badawcza nie mialaby dalszego ciagu. Kiedy wiec dostal oferte ze Stanow, z niezbyt slawnego uniwersytetu, ale z bardzo dobra klinika neurochirurgii i ekscytujacymi mozliwosciami pracy badawczej, spakowal sie, choc uwaza, ze w Polsce zyje sie bardziej beztrosko, pod mniejszym naciskiem. - W Europie - mowi Hetman - nauka podzielona jest miedzy udzielne ksiestwa, jesli ksiaze jest dobry, wspolpracownicy sa promowani. Ale jednoczesnie ksiaze decyduje i kontroluje. Cala struktura nauki jest pionowa, hierarchiczna, feudalna. W Ameryce - pozioma. Samodzielnosc zaczyna sie tam wczesniej, wieksza jest odpowiedzialnosc, trzeba samemu zdobywac pieniadze na badania, ale jest tez wieksza stymulacja i presja. Dostaje sie piec-dziesiec lat na wykazanie sie, zgromadzenie wokol siebie ludzi. Kto w tym czasie nie osiagnie wynikow, ten odpada. To czysta gra. Tej czystej gry, przejrzystych zasad w Polsce brakuje - jest to czesto bardziej zniechecajace niz brak pieniedzy. W Polsce mala tez jest szansa na Nobla, co najambitniejszym moze doskwierac, choc w najlepszych placowkach zdarzaja sie badania na swiatowym poziomie. Kandydaci na uczonych siodmym zmyslem wyczuwaja zreszta, gdzie sa najlepsi, i tam wala szturmem. Prof. Grabski twierdzi nawet, ze te instytucje naukowe, do ktorych mlodzi sie nie pchaja, mozna spokojnie zamknac, bo znaczy, ze sa niedobre. Mimo ze nie mamy na razie warunkow na wielkie naukowe sukcesy, musimy jednak trzymac nauke "pod para", by moc przyjac nowe technologie i wynalazki, a niekiedy i sami sie do nich przyczynic. Jesli ktos ma polska nauke pchac do przodu, to przeciez nie kto inny jak wlasnie ci mlodzi, zdolni. Danuta Zagrodzka |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
KOMIN BEZ FUNDAMENTOWPanie profesorze, prosze odsunac na bok wszelkie realne uwarunkowania oraz aktualne okolicznosci i powiedziec jak powinna byc "urzadzona" cala sfera nauki w Polsce? HENRYK SAMSONOWICZ: To jest temat na dluga rozmowe; powiem o niektorych rzeczach podstawowych. Najpierw trzeba zapewnic warunki, ktore moga sie wydawac wzajemnie sprzeczne, tj. autonomie ludzi nauki w zakresie prowadzonych badan, a z drugiej strony dyspozycje centralna, ktora bylaby odpowiedzialna za pieniadze podatnikow, czyli budzet nauki i potrafila zorganizowac zycie naukowe, nie liczac sie z istniejacymi podzialami administracyjnymi. Dalej... i gorzej. Jaka jest definicja wyzszej uczelni? Instytucja prowadzaca badania naukowe i ksztalcaca mlodych? Tak, a wszystkie ustawy o szkolnictwie wyzszym, w tym najnowszy projekt, mowia niemal wylacznie o nauczaniu, mimo ze awanse w uczelniach zaleza od wynikow pracy naukowej. Nie biora pod uwage faktu, ze uczelnie nie sa jednakowe pod zadnym z tych wzgledow. I nie nalezy do tego dazyc - potrzebne sa nam wyzsze szkoly zawodowe, dajace tytul licencjata, inzyniera czy jeszcze jakis, ale one powinny dzialac na innych prawach niz te, ktore maja wartosciowe zaplecze badawcze. Uzyskawszy prawa przyznawania stopnia magistra, doktora czy doktora habilitowanego powinny byc inaczej finansowane niz szkoly, ktore tych praw nie maja. Jakie byloby najwlasciwsze finansowanie calej nauki? Musi byc jasny podzial srodkow - tych, ktore panstwo przeznacza na nauke i na nierozerwalnie z nia zwiazany proces edukacji na najwyzszym poziomie, mysle tu o porzadnie robionych magisteriach, o doktoratach, o roznych mozliwosciach ksztalcenia podoktorskiego. Ma powstac rada nauki - tu dygresja dotyczaca jej tworzenia: Moglby ja powolywac minister, ale, po pierwsze, sposrod tych gremiow, jakie istnieja w wyniku wyborow (np. Rada Glowna Szkolnictwa Wyzszego, Konferencja Rektorow Akademickich Szkol Polskich, prezydia PAN i PAU), po drugie, kandydatury bylyby konsultowane i glosy poszczegolnych srodowisk upubliczniane. Nie powinna, w moim przekonaniu, liczyc wiecej niz kilkanascie osob. Rada dokonywalaby pierwotnego podzialu srodkow przeznaczanych z budzetu na nauke, majac przy tym uprawnienie do opiniowania odpowiednich projektow ustaw, jak ma je np. Rada ds. Sadownictwa. Pieniadze na scisle okreslone projekty badawcze, granty, moglaby dzielic jakas agencja panstwowa (nie powinna tego robic rada nauki) poprzez powolywane ad hoc - bron Boze nie stale! - zespoly specjalistow, najlepiej z udzialem kolegow zagranicznych. Czy w dzialaniu takiej rady upatrywalby pan sposobu na zapewnienie harmonii miedzy autonomia a "dyspozycja centralna"? Oczywiscie, ze tak. Dobrym przykladem moga tu byc programy nauczania w szkolnictwie wyzszym. Otoz, w ich ukladanie wladza centralna w ogole nie powinna ingerowac. Natomiast powinna pilnowac, czy realizuje sie to, co gremia (wybrane!) decyduja, jesli idzie o standardy nauczania niezbedne w danym zawodzie, przy czym nie jest to tak samo wazne np. w zawodzie historyka sztuki i w zawodzie lekarza. W tym drugim niezbedne jest swiadectwo - w postaci egzaminow - dane od tylu i tylu specjalistow. I wladza centralna ma sie troszczyc, zeby tak bylo. Jest to bardzo potrzebne uczelniom slabszym. Czy w obrebie samego srodowiska naukowego potrzebne sa zmiany? Wobec dewaluacji tytulu profesora, z jaka mamy do czynienia, przewody habilitacyjne (doktorskie tez, choc to troche trudniej) powinny byc przeprowadzane nie przed radami pochodzacymi z macierzystych instytucji kandydatow. Dzisiaj niektore przewody przypominaja taki rytual, ktorego tresc wszyscy dawno zapomnieli. Podobnie konkursy na stanowiska nie powinny obejmowac wlasnych pracownikow. Argument: nie mamy mieszkan, jest nieprawdziwy, wiemy, jak swietnie sobie z tym radza profesorowie zatrudnieni w paru miastach. Wiaze sie z tym sprawa bardzo istotna - wszystkie umowy (moze wylaczyc z tego profesorow tytularnych?) nalezy zawierac na czas okreslony. O przedluzeniu niech decyduja wyniki. Nadaloby to sens konkursom. Jakie lekarstwo widzi pan na upadek obyczajow? Przed wojna byl wymog, zeby stanowisko profesora obejmowal czlowiek reprezentujacy wysoki poziom etyczny. Wycofano sie z tego, gdyz w warunkach Polski Ludowej wladze majace wplyw na obsade stanowisk profesorskich utozsamialy "wysoki poziom etyczny" z postawa polityczna przez nie pozadana. Mam nadzieje, ze to nam juz nie grozi, wobec tego powinnismy sie zastanowic nad wprowadzeniem kryteriow etycznych do procedury nadawania tytulu profesora. Spelnianie okreslonych wymagan stawialo kiedys pracownika uniwersytetu na szczycie hierarchii prestizu spolecznego. Nawet jesli umasowienie wyzszego wyksztalcenia, wzrost liczby ludzi tym sie zajmujacych, sprawia, ze i wykroczen jest wiecej, to na pewne rzeczy nie wolno sie godzic. Plagiat nie moze byc przedawniony. Mnie sie zdaje, ze pojecie karygodnosci rozmaitych wykroczen przestalo byc jednoznaczne, takze w srodowisku naukowym. Zapewne, ale srodowisko powinno te jednoznacznosc przywracac. Nie wydaje mi sie wlasciwe (jest powszechne) unikanie dyskusji o tym, ze kandydat zbyt czesto zaglada do kieliszka albo nie przestrzega przepisow drogowych. Jakie jest miejsce Akademii w obszarze nauki? Uwazam, ze instytuty PAN powinny funkcjonowac na zasadzie tej samodzielnosci, ktorej sie dorobily. Uwazam takze, ze jesli Akademia ma byc instytucja badawcza, to, po pierwsze, musi miec pieniadze na badania wlasne, na wlasne granty, przyznawane, naturalnie, nie przez urzednikow, ale np. przez komitety naukowe PAN, ktore skupiaja przedstawicieli wszystkich mozliwych dziedzin. Dlaczego nie mialaby korzystac z tej agencji panstwowej, o jakiej pan profesor mowil wczesniej? Akademia powstala w drodze pewnego wyboru czy kolejnych wyborow, wobec tego, moim zdaniem, ma mandat spoleczny do prowadzenia wlasnych badan, zatem powinna miec i srodki na nie. Wiecej, powinno sie rozszerzyc jej uprawnienia powierzajac opieke (znow, zapewniajac srodki) nad spolecznym ruchem naukowym, tj. towarzystwami, ktore odgrywaja duza role w srodowiskach regionalnych. Mozna oczywiscie pytac, czy Akademia Nauk jest potrzebna - to jest temat na inna rozmowe. W moim przekonaniu jest potrzebna m.in. do tego, zeby organizowac miedzydyscyplinarne, miedzysrodowiskowe, miedzynarodowe zespoly badawcze - niezaleznie od tego, co robia jej instytuty. Jak daleko od tych wizji i postulatow do rzeczywistosci? Jestesmy swiadkami powstawania kolejnych aktow prawnych dotyczacych nauki... One powstaja, powiedzialbym, w odwrotnej kolejnosci. A mysle, ze latwo mozna by opracowac najpierw cos w rodzaju sciagaczki dla tych, ktorzy nad ustawami pracuja. Opisanie (moze w postaci jakiegos "pierwszego" aktu prawnego?) calej sfery nauki oraz szkolnictwa wyzszego - one sa nierozlaczne - i wlasciwych relacji miedzy tymi sferami. A my, nie majac fundamentow, nie znajac wielkosci gmachu, stawiamy komin i debatujemy o dachowce. Rozmawiala Magdalena Bajer Prof. dr Henryk Samsonowicz, historyk, sekretarz Wydzialu I Nauk Spolecznych PAN |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
DYPLOMY POLSKICH UCZELNI W UEPo wejsciu Polski do UE, nasz Polska podobnie jak i inne kraje unijne, bedzie rozrozniac proces uznawania dyplomow z zagranicy dla kontynuowania nauki oraz dla celow pracy zawodowej - poinformowala PAP Danuta Czarnecka z MENiS. W Unii niektore polskie dyplomy beda wymagaly rowniez suplementow. W ramach Unii, jesli uznanie dyplomu uzyskanego w innym panstwie UE sluzy wylacznie kontynuacji nauki, zwykle potrzebne jest porownanie programow studiow. O takie uznanie wyksztalcenia dla celow akademickich student stara sie wowczas, gdy chce podjac nauke w innym panstwie czlonkowskim. "Natomiast w przypadku uznawalnosci dyplomu dla celow zawodowych, czyli podjecia pracy, chodzi o uznanie kwalifikacji osob w pelni wykwalifikowanych do wykonywania danego zawodu" - wyjasnila Czarnecka. Kwestie te na szczeblu wspolnotowym reguluja odpowiednie dyrektywy. W kilku zawodach - lekarza, dentysty, lekarza weterynarii, pielegniarki, poloznej, architekta i aptekarza - kwalifikacje uznawane sa automatycznie, bo ksztalcenie na tych kierunkach w roznych krajach zostalo zharmonizowane. Dyplomy potrzebne do wykonywania innych zawodow, w ktorych przypadku wymagane sa odpowiednie kwalifikacje, moga zostac uznane na podstawie mechanizmow okreslonych w przepisach prawa wspolnotowego - obowiazujacych we wszystkich panstwach czlonkowskich Unii. "W innych zawodach nie ma harmonizacji ksztalcenia, kazde panstwo moze ksztalcic nieco inaczej, stawiac inne wymagania co do kwalifikacji" - oswiadczyla Czarnecka. Jesli wiec w ktoryms z krajow UE powstanie watpliwosc, czy uznac dyplom polskiego absolwenta zamierzajacego podjac tam prace, ze wzgledu np. na zasadnicze roznice w ksztalceniu i szkoleniu przygotowujacym do zawodu, osoba ta powinna sie liczyc z tym, ze moze zostac zobowiazana do zlozenia testu albo odbycia stazu adaptacyjnego. Jedna z istotnych zmian czekajacych Polakow po wejsciu do UE bedzie prawne wymaganie suplementu do dyplomu. Suplement taki stanowic bedzie opis kwalifikacji danej osoby - m.in. tego, co i w jakim zakresie studiowala, i ulatwi znajdowanie pracy za granica Obecnie polski dyplom zawiera informacje, ze ktos jest magistrem i informacje ogolne. Potencjalny pracodawca powinien jednak wiedziec, co absolwent naprawde umie. Na prosbe studenta suplement powinien byc wystawiany rowniez po angielsku. Obecnie uznawanie dyplomow uczelni zagranicznych w Polsce i polskich za granica odbywa sie na podstawie bilateralnych umow miedzynarodowych. Wsrod krajow UE umowy takie Polska podpisala z Niemcami i Austria. Tam, gdzie nie ma dwustronnych umow, obowiazuja przepisy danego panstwa, regulujace sposob uznania dyplomow wydanych w innym panstwie. w/g PAP 2003-06-04 |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
WIESCI Z KRAJU
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
IMPREZY, OGLOSZENIA***Stowarzyszenie Inzynierow Polskich w Kanadzie, Oddzial Ottawazaprasza na odczyt Jacka Dubiela"Lodolamacze i nie tylko"Data: 21 pazdziernika (wtorek) 2003 r. ***SPK Kolo Nr 8zaprasza na pogadanke Dr Trudy RosenbergWalka o zycie mlodej Polki-ZydowkiData: 7 pazdziernika (wtorek) 2003 r. Po programie Kolo Pan przy SPK zaprasza na kawe i ciastka. ***SPK Kolo Nr 8zaprasza na pokaz filmu Jozef PilsudskiDroga do NiepodleglosciData: 23 pazdziernika (czwartek) 2003 r. *** |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||