![]() |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
BIULETYN - WRZESIEN 2002SPIS TRESCI | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||
MIEJSCE POLSKI W NOWEJ EUROPIE(Uwaga redaktora: Normalnie wystrzegam sie od zamieszczania w Biuletynie artykulow o wydzwieku politycznym. Tym razem zdecydowalem zamiescic ponizszy artykul ze wzgledu na fakt, ze omawia potencjalny rozwoj sytuacji, ktora moze decydowac o miejscu Polski w swiecie na wiele lat.) Nasz najlepiej rozumiany interes gospodarczy to Unia Europejska, a polityczny i wojskowy to sojusz z USA Reportaze z wizyty prezydenta Aleksandra Kwasniewskiego w USA, w lipcu b.r., byly entuzjastyczne: wizyta panstwowa, obiad oficjalny, inwestorzy amerykanscy u progu. Komentarze krajowe natomiast byly pelne zadziwienia: czemu wlasciwie zawdzieczamy takie honory? Na pewno nie kwestiom gospodarczym. Wymiana handlowa jest niewielka (trzy miliardy dolarow). Nie bedzie latwo ja zwiekszyc. W przeddzien wizyty prezydencki minister podkreslil w wywiadzie, ze Polska jest potega w eksporcie ozdob choinkowych do USA. Wlasnie. Za chwile staniemy sie czlonkiem UE, co utrudni handel ze Stanami Zjednoczonymi, i tak nielatwy ze wzgledu na dystans, roznice w poziomie rozwoju technologicznego, przestrzeganie prawa autorskiego. Nie ma przeciez jednak miedzy Polska a USA wojny handlowej, do ktorej zalagodzenia konieczny bylby taki wlasnie spektakularny gest. Nie moze chodzic o wzgledy czysto militarne. Nasze postepy zwiazane z wejsciem do NATO sa dalekie od oczekiwan: nie zmodernizowalismy uzbrojenia, reorganizacja struktur nie jest zakonczona, a nawet gdy sobie z tym poradzimy, to na jak dlugo wystarczy stu czy dwustu oficerow, ktorzy naprawde potrafia porozumiec sie po angielsku (a nie tylko maja masowo produkowane zaswiadczenia jezykowe STANAG)? Strategiczna sympatia panstwa Bushow Zapewne to fakt, ze panstwo Bush lubia panstwa Kwasniewskich, co dla takiej wizyty moze byc warunkiem koniecznym, ale na pewno niewystarczajacym. Nie znaczy to oczywiscie, by nalezalo lekcewazyc aspekt "dobrej chemii". Serdeczna przyjazn Clintonow z Blairami byla faktem politycznym, a i na polsko-amerykanskim gruncie jest w tej dziedzinie znamienny precedens. Gdy wazyly sie losy decyzji o rozszerzeniu NATO, prezydent Walesa spotkal sie z prezydentem Clintonem w Gabinecie Owalnym przy okazji inauguracji Muzeum Holokaustu. Swoim zwyczajem odrzucil przygotowane tezy i wyglosil emocjonalny apel moralno-historyczny. Polscy uczestnicy spotkania (wiem, gdyz bylem jednym z nich) wyszli ze spotkania zdruzgotani: oto byla wielka szansa przedstawic prezydentowi USA powazne argumenty, a polski prezydent opowiadal o Jalcie i Katyniu; przy takim podejsciu do wielkiej polityki mozemy zapomniec o rozszerzeniu. Gdy jednak kilka lat temu zaczely sie ukazywac ksiazki analizujace proces podejmowania decyzji o rozszerzeniu (nie dlaczego, ale jak administracja amerykanska dochodzi do tak przelomowych wnioskow), okazalo sie, ze bezposrednio po spotkaniu z Walesa wyraznie wzruszony Clinton przekazal swym doradcom, iz wlasnie podjal decyzje o rozszerzeniu i zleca im jej realizacje. Warto o tym pamietac teraz. Tego rodzaju wzgledy moga oczywiscie byc pomocne tylko pod warunkiem, ze odpowiednie decyzje leza w interesie panstwa: przy calej charyzmie Lecha Walesy do rozszerzenia nie doszloby, gdyby nie lezalo ono w najlepiej rozumianym interesie USA. Podobnie jest dzisiaj: sympatia George'a W. Busha do Aleksandra Kwasniewskiego ma znaczenie tylko pod warunkiem, ze jest czescia dlugoterminowej strategii USA, w ktorej znalazlo sie miejsce dla Polski. Jaka zatem bylaby to koncepcja? Latwiej zrozumiec cel obecnej wizyty, jesli umiescic ja w dalszej perspektywie. Rozciaga sie ona od wczesnych dzialan na rzecz przyjecia Polski do NATO az po osiagniecie w przyszlosci przez Polske silnej pozycji przywodczej w Europie Srodkowowschodniej i znaczacej roli w strukturach europejskich, przy jednoczesnym potwierdzeniu spolegliwego partnerstwa wobec USA. Od doktryny powstrzymywania do idei integracji Ekipa decydujaca obecnie o polityce zagranicznej wywodzi sie w znacznej mierze z czasow prezydentury George'a Busha seniora. Po niemal trzech latach prac sformulowano wowczas tzw. regionalna strategie obronna, firmowana przez owczesnego sekretarza obrony Dicka Cheneya; w jej przygotowaniu brali udzial przede wszystkim Paul Wolfowitz, obecnie zastepca sekretarza obrony, i Lewis Libby, obecnie dyrektor zespolu wiceprezydenta Dicka Cheneya. Podstawowymi zalozeniami strategii bylo niedopuszczenie ("wszelkimi srodkami") do pojawienia sie konkurencyjnego supermocarstwa oraz aktywne ksztaltowanie wydarzen w swiecie - a nie tylko reagowanie na samoistny rozwoj wydarzen. W strategii znakomicie miescilo sie, zainicjowane przeciez za prezydentury George'a Busha, rozszerzenie NATO jako sprzeczne z mocarstwowymi ambicjami ZSRR/Rosji. Po powrocie na decyzyjne stanowiska autorzy strategii tym bardziej doceniaja potrzebe wypromowania pewnej liczby panstw - przywodcow regionalnych, ktore pomoglyby Stanom Zjednoczonym w utrzymaniu stabilnosci regionalnej i w realizowaniu koniecznych zadan taktycznych. Powinny to byc zarazem panstwa pozbawione potencjalu mocarstwowego, by nawet w odleglej przyszlosci nie byly w stanie wykorzystac swej promocji dla stworzenia konkurencyjnego osrodka o zasiegu globalnym. Jest to polityka o pokoleniowej przynajmniej w perspektywie czasu, a zatem stosunkowo malo czula na chwilowe zaklocenia. Dla jej realizacji nie ma zadnego znaczenia na przyklad poziom bezrobocia w Polsce w 2002 roku - choc z pewnoscia istotna zmiana bylo wejscie USA do Azji Srodkowej czy uzyskanie decydujacego wplywu na polityke Pakistanu. Jest juz wlasciwie oczywiste, ze takim panstwem w czesci Europy znajdujacej sie poza "tradycyjnym" obszarem NATO ma byc Polska, co jest wyborem poniekad naturalnym, zwazywszy na wielkosc, potencjal gospodarczy, sile wojskowa (na tym obszarze mimo wszystko najpowazniejsza) czy wreszcie polozenie. Dla realizacji tej koncepcji kluczowe znaczenie ma zarazem zapowiadane "wielkie rozszerzenie" NATO. Richard Haass, rowniez czlonek ekipy George'a Busha seniora, zostal obecnie dyrektorem Departamentu Planowania w Departamencie Stanu. Stanowisko to zostalo stworzone swego czasu dla i przez George'a Kennana, po jego powrocie z Moskwy, jako autora "Dlugiej depeszy". Zapytany, czy ekipa obecnego prezydenta mysli o koncepcji porownywalnej z "doktryna powstrzymywania" z czasow Kennana, Haass proponuje idee "integracji". Jej sens polegalby na przekonywaniu innych panstw do potrzeby zaakceptowania zasad demokracji, walki z terroryzmem i rozprzestrzenianiem broni masowej zaglady jako podstaw polityki zagranicznej - by nastepnie wlaczyc te panstwa w struktury, ktore wymuszalyby przestrzeganie tych zasad takze w przyszlosci. Polska i Europa Srodkowa w strukturze NATO Kraje naszego obszaru geograficznego maja rozne tradycje historyczne i polityczne, nie zawsze zgodne z wymienionymi pryncypiami. Wykorzystanie powszechnego dazenia do czlonkostwa w NATO (dajacego swego rodzaju certyfikat dojrzalosci politycznej) dla wzmocnienia i utrwalenia takich wartosci to klasyczny przyklad idei integracji w dzialaniu. W strukturze takiej jak NATO mozliwe jest przy tym wypromowanie jednego panstwa (w tym przypadku Polski) jako przywodcy regionalnego - co byloby znacznie trudniejsze, jesli w ogole mozliwe, bez takiego wsparcia instytucjonalnego. W tak pomyslanym porzadku traci zarazem sens alternatywa "USA czy Europa", a takze - megalomanskie skadinad - postrzeganie Polski jako amerykanskiego konia trojanskiego w zjednoczonej Europie. Utrzymanie stabilnosci w Europie lezy nie mniej w interesie USA niz Francji czy Niemiec. Jednoczesnie panstwa obecnej Unii nie maja czasu ani ochoty zajmowac sie Wschodem i zapewne z ochota sceduja ten obowiazek na kogos innego. Nie ulega przy tym watpliwosci, choc to temat do odrebnych rozwazan, ze ulega podstawowej zmianie charakter samego NATO, ktore w roli sojuszu integrujacego, a nie militarnego, staje sie zupelnie mozliwy do zaakceptowania przez Rosje. Paradoksalnie, na rzecz specjalnej roli Polski w szerokim NATO przemawia tez nasz mizerny bilans handlowy z USA: nasze wejscie do Unii i zwiazane z tym ograniczenia nie spowoduja istotniejszych skutkow dla dwustronnej wymiany handlowej i nie naraza nas na znaczaca krytyke amerykanskich eksporterow. Nasz najlepiej rozumiany interes gospodarczy to Unia Europejska, natomiast naszym najbardziej wartosciowym sojusznikiem politycznym, a takze wojskowym sa i powinny pozostac Stany Zjednoczone. Takie rozroznienie, a zarazem wspoldzialanie nie jest czyms wyjatkowym, by wspomniec tylko Wielka Brytanie, ktora znakomicie godzi specjalne stosunki z USA z powinnosciami wynikajacymi ze wspolnej Europy. Sygnal z Bialego Domu Nie mozna jednak zapominac, ze proponowana nam rola przywodcy regionalnego moze takze oznaczac koniecznosc podejmowania trudnych decyzji; pierwsza bedzie zapewne uczestnictwo w spodziewanej interwencji w Iraku. Szykujac sie do tej operacji - a tyle juz o tym powiedziano, ze niemal nie sposob sie wycofac - USA zapewne nie zwroca sie do NATO jako instytucji, ale zwroca sie, i juz sie zwracaja, do kilku jego czlonkow, ktorych udzial w tej interwencji bedzie oczywistoscia, jak w wypadku Wielkiej Brytanii, albo sprawdzianem spolegliwosci i powaznego podejscia do zobowiazan partnerskich, a tak nalezaloby traktowac udzial Polski. Istnieje wiele powodow, dla ktorych nie nalezy naciskac na aktywny udzial polskich zolnierzy w takiej operacji, i nie mozna wykluczyc, ze ostatecznie sami Amerykanie odstapia od takich oczekiwan. Jest jednak znacznie prawdopodobniejsze, ze zostaniemy zaproszeni do udzialu w operacji militarnej, a wowczas jakiekolwiek wahanie, mnozenie przeszkod czy trudnosci zostanie odczytane jako brak gotowosci do przyjecia na siebie obowiazkow strategicznego partnera USA. Trudno tez nie wspomniec o decyzji dotyczacej samolotu wielozadaniowego. Idealem byloby wybranie najlepszego samolotu (choc zaden nie ma istotnych wad) przy najlepszych warunkach ekonomicznych. Nie mozna jednak nie dostrzec specyficznej symboliki tej decyzji: jezeli mamy byc przywodca regionalnym, specjalnym partnerem politycznym USA, jezeli jest to (a jest) zupelnie nadzwyczajna szansa dla Polski nie tylko dla tego pokolenia - to moze w interesie panstwa jest, by pokazac, ze rozumiemy partnerstwo jako wzajemnosc, a nie tylko jako gotowosc do przyjmowania: "nie pytaj, co przyjaciel moze zrobic dla ciebie, ale co ty mozesz zrobic dla niego". Przyjecie Polski do NATO, przy wszystkich sprzyjajacych okolicznosciach, nie dokonalo sie samoczynnie: byl to proces starannie monitorowany, wspomagany i kierowany przez "grupe dobrej woli", skladajaca sie z dyplomatow i klasycznych szarych eminencji, ktorzy tak w Polsce, jak i w USA dzialali w najlepiej przez siebie rozumianym interesie swoich panstw, a interesy te okazaly sie zbiezne. Ukoronowaniem tych staran byloby teraz wypromowanie Aleksandra Kwasniewskiego na sekretarza generalnego NATO. Wizyta prezydenta RP w Waszyngtonie nie stala sie przebojem medialnym poza Polska, to oczywiste. Ale kilka tysiecy zagranicznych dyplomatow w Waszyngtonie zalicza sie do czolowki swojej profesji. Kazdy z nich doskonale rozumie symbolike i konsekwencje takiego dowodu uznania i kazdy zapewne poinformowal swoja stolice, ze dzialania na rzecz zapewnienia wielkiego miejsca dla Polski w nowej Europie wlasnie zyskaly dobitne potwierdzenie swej skutecznosci ze strony Bialego Domu. ZBIGNIEW LEWICKI Autor jest profesorem i dyrektorem Osrodka Studiow Amerykanskich Uniwersytetu Warszawskiego. W latach 1991 - 1994 byl dyrektorem Departamentu Ameryki Polnocnej i Poludniowej MSZ. (Polemiczny artykul, przedstawiajacy inny punkt widzenia roli Polski, bedzie zamieszczony w nastepnym numerze Biuletynu. Redakcja.) |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
DROGIE KOLEZANKI I DRODZY KOLEDZYWalne Zebranie Oddzialu w dniu 23 maja 2002 zatwierdzilo 2 wnioski Zarzadu:
A oto wyjasnienie, dlaczego tak postanowiono: Srednio tylko 60 czlonkow (2/3 stanu) placi skladki. Do tej pory tylko 50 % czlonkow zaplacilo skladki za 2002 rok. Biuletyn: Drukowanie Biuletynow kosztowalo nas srednio do tej pory ok. $1200.00 rocznie. Przyjmujac, ze 60 osob placi skladki, latwo policzyc, ze z kazdej zaplaconej skladki czlonkowskiej okolo $20.00 idzie na Biuletyn. Jak wszyscy czlonkowie wiedza, Biuletyn ukazuje sie na naszej stronicy internetowej (http://www.kpk-ottawa.org/sip/biuletyn.html) regularnie juz od listopada 2000 i to w dwoch wersjach - html i pdf. Mozna go wiec sobie samemu drukowac w domu lub w pracy. Z tego powodu Zarzad postanowil wprowadzic oplate za wysylanie Biuletynu poczta - dla tych, ktorzy nie maja dostepu do Internetu i do drukarki. Podniesienie skladek: Do paru lat coroczne zestawienie finansowe wykazuje staly deficyt Oddzialu. Wynika z tego, iz w kazdym roku czesc naszej dzialalnosci finansujemy z naszych oszczednosci. Tak dalej byc nie moze i Zarzad postanowil cos z tym zrobic. Oto zestawienie na co wydajemy pieniadze:
Razem: $20 (Biuletyn) + $12.50 + $1.50 + $8.00 + $1.00 + $1.00 + $2.00 + $4.00 + $2.00 + $1.50 + $1.00 + xy > $50.00 Jak latwo policzyc calosc przekracza $50.00 - normalna skladke czlonkowska, a przeciez skladka czlonka emeryta wynosi tylko $25.00. Jak jasno wynika z powyzszego rozliczenia, podniesienie skladek wydawalo sie konieczne i usprawiedliwione. Mamy nadzieje, iz wszyscy czlonkowie rozumieja i popieraja te podwyzke. Mala dygresja: kol. Bogdan Gajewski zaproponowal podczas Walnego Zebrania inny sposob zwiekszenia funduszy. Poniewaz prawie kazdy pracujacy czy emeryt placi rocznie jakas skladke na United Way, mozna byloby przekazywac czesc lub calkowita sume tej skladki do SIP. Doskonala i latwa do zrealizowania propozycja, nad ktora warto sie zastanowic! Czy jest jakas szansa, ze tak sie stanie? Poza tym przypominamy, iz nasz przewodniczacy, Jan Janeczek, zaapelowal aby kazdy czlonek postaral sie o jedno platne ogloszenie do Biuletynu oraz staral sie zachecac znajomych do wstepowania do Stowarzyszenia Inzynierow Polskich, jedynej polskiej organizacji technicznej na terenie Kanady. Prosimy o jak najwiekszy odzew czlonkow! Zarzad SIP Ottawa. |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
W PUSTYNI I W PUSZCZY14 maja 2002 spotkalismy sie w Domu Polskim SPK na kolejnej projekcji polskiego filmu. Tym razem byla to najnowsza ekranizacja powiesci Henryka Sienkiewicza "W pustyni i w puszczy" w rezyserii Gavina Hood. Publicznosc dopisala znakomicie i przyszlo ponad 100 osob w najrozniejszym wieku, zaczynajac od juniorow i skonczywszy na seniorach, ktorych bylo chyba nawet wiecej niz tych pierwszych. Widownia z zapartym tchem ogladala przygody Stasia i Nel w nowej, jakze blizszej terazniejszosci wersji. Nawet ci najmlodsi, dla ktorych normalnie przesiedzenie w jednym miejscu prawie dwoch godzin nie jest mozliwe, sprawowali sie bardzo dobrze i tylko troszeczke przeszkadzali pozostalej widowni. Opinie na temat filmu byly, jak sie mozna domyslic, roznorakie, aczkolwiek wszyscy zgodnie zaznaczali, iz milo spedzili 2 godziny i licza na zorganizowanie kolejnych projekcji tego typu. Lidia Zielinska |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
PODZIEKOWANIEChcialbym bardzo serdecznie podziekowac wszystkim, ktorzy odpowiedzieli na apel kol. Marii Zielinskiej o odnalezienie i dostarczenie nam starych numerow New Link i Biuletynow. Dzieki Waszej pomocy udalo sie skompletowac braki w kolekcji Biblioteki Narodowej oraz zapewnic dalszy, regularny legalny depozyt przez Zarzad Glowny SIP. Skompletowalismy tez dodatkowo dwa zestawy - jeden dla naszego Oddzialu a drugi przygotowalismy dla Biblioteki Towarzystwa Chrystusowego w Poznaniu (caly komplet wyslany bedzie jesienia tego roku). Szczegolnie chcialbym podziekowac kol. Marii Zielinskiej za kompleksowe zajecie sie uporzadkowaniem kolekcji New Link i Biuletynow w Bibliotece Narodowej. Czasem zdarza sie, ze otrzymujemy prosby o udostepnienie starych publikacji SIP dlatego zwracam sie do wszystkich z prosba, aby nie wyrzucali dawnych numerow New Link lub Biuletynow naszego oddzialu bez porozumienia sie z kol. Maria Zielinska, czlonkami Zarzadu lub ze mna. Jan Janeczek |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
SPOTKANIE Z PLK LOT. JANUSZEM ZURAKOWSKIMW dniu 25 czerwca 2002 odbylo sie, w audytorium Saint Paul University, spotkanie autorskie ze znanym nam wszystkim pilotem - legenda polskiego i kanadyjskiego lotnictwa, plk lot. Januszem Zurakowskim. Spotkanie zostalo zorganizowane przez kilka organizacji polonijnych pod patronatem Okregu Stolecznego KPK, tj. SIP, SPK, PINK oraz Polski Fundusz Wydawniczy w Kanadzie. W programie spotkania bylo przedstawienie autobiografii J. Zurakowskiego pt. "Nie tylko o lataniu", ktora wlasnie zostala wydana przez PFW. Juz na godzine przed spotkaniem zaczeli sciagac goscie, aby miec moznosc zakupic ksiazke i otrzymac dedykacje od autora. Ksiazka rzeczywiscie godna pochwaly za niezwykle piekna szate graficzna, bardzo liczne, kolorowe fotografie, piekna oprawe i koszulke, a takze wyrazny i czytelny druk. Drukowana i oprawiona przez University of Toronto Press przynosi specjalny zaszczyt nawet tak prestizowemu wydawnictwu jak UTP. Nic dziwnego, ze spotkanie autorskie z panstwem Zurakowskimi zgromadzilo cala elite intelektualna Ottawy, a duze audytorium uniwersyteckie bylo wypelnione prawie do ostatniego miejsca. Pisze: spotkanie autorskie z panstwem Zurakowskimi, bo choc p. Janusz tworzyl historie, to uwiecznila ja p. Anna. Zebranych powital dr Jerzy Dobrowolski z SPK, Kola nr 8. Nastepnie kilka slow wyglosil prezes KPK Ottawa dr Jerzy Zarzycki, a postac prelegenta przedstawil prezes PINK'u dr Aleksander Jablonski. Wprowadzenia autora oraz jego autobiografii dokonal w imieniu PFW red. Edward Zyman. Nastepnie, znana z wystepow na roznych obchodach i imprezach polonijnych studentka Uniwersytetu Ottawskiego, Magdalena Goledzinowska odczytala fragmenty z ksiazki. Doskonaly ich zestaw pozwolil przesledzic w skrócie cale zycie autora, ktore mozna podzielic na dwa 40-letnie okresy porownane bardzo pieknie do dwoch skrzydel samolotu. Pierwsze 40 lat to zycie autora jako pilota, a nastepne 40 jako kanadyjskiego pioniera i budowniczego osrodka wypoczynkowego Kartuzy Lodge nad malowniczym jeziorem Kaminiskeg. Po odczytaniu wyjatkow z ksiazki autor odpowiadal na liczne pytania, wywolujac salwy smiechu swymi dowcipnymi powiedzeniami. Podsumowania wieczoru, oraz podziekowanie za przybycie na spotkanie wyglosil prof. Juliusz Lukasiewicz a pani Annie wreczono piekny bukiet kwiatow. Po zakonczeniu oficjalnego spotkania wszyscy zostali zaproszeni przez organizatorow na przyjecie z lampka wina. Byl to naprawde wieczor, ktory na dlugo zostanie w pamieci wszystkich uczestnikow. Maria F. Zielinska |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
PIKNIKDorocznym obyczajem w dniu 14 lipca 2002 odbyl sie na farmie panstwa Galkow piknik urzadzony wspolnie przez SPK i SIP. Slowo "wspolnie" brzmi w tym wypadku niestety bardzo ironicznie, gdyz z posrod czlonkow SIP'u, nie bedacych rownoczesnie czlonkami SPK, zjawily sie zaledwie trzy osoby. A szkoda, bo metereolodzy odwolali zapowiadany deszcz i mielismy cudowna sloneczna pogode z przyjemnym, ochladzajacym wiaterkiem. Nie wiem co sie stalo z tradycyjna flaga, ktora od lat oznaczala wjazd na teren pikniku, ale w tym roku zastapil ja ... parasol w biale i czerwone pasy. Parasol wypelnil chlubnie swoje zadanie, nikt sie nie zgubil, a ci, co zdecydowali sie przyjechac, spedzili przemile popoludnie na swiezym powietrzu na przyjacielskich pogwarkach. Jedzenie bylo swietne, porcje, ktore zaspokoily chyba kazdego do poniedzialkowego obiadu, a desery - palce lizac. Panstwo Kuzminowie krolowali przy stoisku z napojami. Wybor byl jak zawsze ogromny, poczawszy od zimnej herbaty poprzez rozne wody gazowane, kilka gatunkow piwa i napoje alkoholowe. Kol. Kielar z malzonka zapewnili doskonala rozrywkowa muzyke, za co naleza sie im specjalne podziekowania. Rownie serdeczne podziekowania naleza sie tym Paniom i Panom, ktorzy zamiast sie bawic ofiarowali swoj czas na smazenie kielbasy i hamburgerow, przygotowanie kawy i obsluge slodkiego bufetu. Slowa uznania dla Pan, ktore przyniosly wypieki! Na piknik przybyl z ramienia Ambasady gen. Saczonek oraz znany wszystkim plk. Williams. Prezes SPK Piotr Nawrot wyglosil jak zwykle krociutkie przemowienie, zlozyl zyczenia tym, ktorzy w tym dniu obchodzili urodziny czy imieniny i wreczyl kazdemu solenizantowi czerwona roze. W sumie trzeba ocenic piknik jako bardzo udana impreze. Maria F. Zielinska |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
ZYCZENIAZ okazji Srebrnych Godow naszego Przewodniczacego, Kolegi Jana Janeczka i jego malzonki Jadwigi, skladamy najserdeczniejsze zyczenia doczekania w zdrowiu i wzajemnej milosci Godow Brylantowych! Zarzad i czlonkowie SIP, |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
TLOCZYC CZY SSAC?Finansowanie polskiej nauki wymaga fundamentalnych zmian. Juz niedlugo Komitet Badan Naukowych ma przeksztalcic sie w ministerstwo nauki. Proponowane zalozenia tej reformy zawieraja jednak - obok swietnych pomyslow - kilka rozwiazan nierealistycznych. Trudno zrozumiec dlaczego, mimo negatywnych doswiadczen z ostatnich dziesiecioleci, sa one nadal forsowane. Utworzenie Komitetu Badan Naukowych zlozonego z wybieranych w wyborach bezposrednich przedstawicieli uczelni i instytutow badawczych mialo byc odpowiedzia na stary, centralistyczny system zarzadzania nauka i jej finansowania. Wkrotce jednak okazalo sie, ze taka hybryda administracji panstwowej i naukowcow, odpowiedzialnych tylko przed swoimi wyborcami, nie moze dzialac sprawnie ze wzgledu na partykularyzm interesow roznych grup. Dlatego od dawna mowiono o potrzebie reformy. Pierwszym jej krokiem bylo mianowanie przewodniczacego Komitetu Badan Naukowych na ministra nauki (na razie bez ministerstwa). Nowe ministerstwo nauki (a moze ministerstwo nauki i technologii lub nauki i informatyzacji) ma byc resortem o typowej strukturze, ale pozostaloscia KBN ma byc w nim rada nauki, organ opiniodawczo-doradczy ministra. Czlonkow tej rady ma powolywac minister sposrod kandydatow wybranych przez srodowisko naukowe. To odejscie od wyborow bezposrednich jest bardzo dobrym pomyslem. W krajach zachodnich o utrwalonej demokracji nie tylko czlonkowie podobnych organow doradczych, ale nawet rektorzy uczelni sa powolywani przez odpowiedniego ministra sposrod przedlozonych mu kandydatow. To podkresla przeciez odpowiedzialnosc, jaka dana osoba ma wobec organow zwierzchnich, a nie tylko wobec swoich wyborcow. W "Projekcie zalozen reformy systemu realizacji polityki naukowej panstwa" KBN czytamy miedzy innymi, ze jednym z zadan rady nauki ma byc "opiniowanie lub przygotowywanie propozycji dzialan dotyczacych zwiekszenia innowacyjnosci gospodarki (w tym np. opracowanie propozycji strategicznych kierunkow modernizacji polskiej gospodarki)". Moim zdaniem jest to kontynuacja niczym nieuzasadnionej wiary, ze to wlasnie naukowcy powinni zajmowac sie reformowaniem gospodarki. Tymczasem naukowcy na gospodarce slabo sie znaja. Reformowaniem gospodarki na swiecie zajmuja sie wyksztalceni menedzerowie i tak tez powinno byc w Polsce. Przez dlugie lata panowala u nas wiara w efektywnosc dzialania "pompy tloczacej". Pracownicy instytutow naukowych mieli przekazywac wyniki swoich badan do przedsiebiorstw, a te natychmiast je wdrazac i podnosic nasza gospodarke na wyzszy poziom. Tymczasem efektywnosc takiej "pompy" okazywala sie bliska zeru, bo nasz przemysl nie myslal zmieniac ani swoich technologii, ani przyzwyczajen. Wyniki badan trafialy na polki i tak zrodzilo sie ironiczne powiedzenie, ze w wielu instytutach prowadzi sie "badania stosowane, ale niestosowalne". W innych krajach "pomp tloczacych" nie stosuje sie, natomiast wszedzie dzialaja "pompy ssace", bo to przedstawiciele przemyslu daja zadania instytutom, wiedzac, ze tedy prowadzi droga do zwiekszenia konkurencyjnosci ich firm. Te badania na zlecenie przemyslu sa oczywiscie finansowane przez przemysl, a nie przez organy rzadowe. I tak dochodzimy do najwiekszej wady proponowanych zalozen reformy, jaka jest utrzymanie jednego tylko zrodla finansowania wszystkich badan. Taki monopol nie moze dobrze dzialac, nie mowiac juz o tym, ze - jak wiadomo - tloczenie sie wszystkich petentow przy jednym tylko okienku nikomu nie sluzy. Wzory efektywnych rozwiazan finansowania nauki mamy chocby za miedza, w Niemczech. Federalne Ministerstwo Badan i Technologii jest tam najwiekszym, ale nie jedynym dysponentem srodkow budzetowych na badania. Pieniadze takie rozdziela takze kilka innych ministerstw, w tym na przyklad Ministerstwo Obrony. Istnieje wiele kanalow rozprowadzania srodkow rzadowych, jak Towarzystwo im. Maxa Plancka, Towarzystwo im. Fraunhofera, Niemiecka Wspolnota Badawcza, Niemiecka Sluzba Wymiany Akademickiej. Ponadto badania sa w znaczacym stopniu finansowane przez przemysl i rozne fundacje. Zatem w Niemczech nie wszyscy musza stac w jednej kolejce. Podobnie jest we Francji, gdzie poza Ministerstwem Badan i Technologii w finansowaniu badan udzial bierze kilka innych ministerstw, w tym Ministerstwo Obrony. Pieniadze na badania sa, podobnie jak w Niemczech, rozdzielane przez wiele "okienek", co zwieksza efektywnosc badan. Uwazam, ze w takim wlasnie kierunku powinna zmierzac reforma zarzadzania i finansowania nauki w Polsce. Nalezy odejsc od obecnego ukladu, w ktorym to KBN musial finansowac wszystkie badania, nie tylko na uczelniach i w instytutach PAN, lecz takze w jednostkach podleglych innym resortom. Przeciez na swiecie to resorty obrony finansuja badania na rzecz wojska, u nas zas proponuje sie, aby takie badania nadal finansowalo ministerstwo nauki. Sadze ponadto, ze nawet srodki w dyspozycji ministerstwa nauki powinny byc rozprowadzane przez kilka kanalow, w tym Polska Akademie Nauk oraz rozne agencje i fundacje. Pewna czesc pieniedzy umozliwiajaca przetrwanie infrastruktury badawczej moglaby byc kierowana bezposrednio z ministerstwa nauki do instytutow, natomiast pozostala powinna byc rozdzielana na zasadzie konkurencji projektow badawczych przy uwzglednieniu ustalonych priorytetow. ANDRZEJ KAJETAN WROBLEWSKI Autor jest profesorem na Wydziale Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego i czlonkiem rzeczywistym PAN, w latach 1989-1993 byl rektorem UW, a w latach 1992-2000 wiceprzewodniczacym Komitetu Badan Naukowych. |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
IGNACY DOMEYKO31 lipca 2002 r. minela dwusetna rocznica urodzin tego wybitnego geologa. "Jestem dzis w smutku, trace Domeyke, starego i doznanego przyjaciela. Bog wie, kiedy go zobacze" - napisal Adam Mickiewicz w 1838 r., gdy Ignacy Domeyko wyjezdzal z Francji, by objac stanowisko profesora chemii i mineralogii w szkole gorniczej w Chile. Badania prowadzone w tym wlasnie kraju mialy przyniesc polskiemu uczonemu miedzynarodowa slawe. Zanim sie tam jednak znalazl, studiowal na Uniwersytecie Wilenskim. Za udzial w dzialajacych tam Towarzystwach Filaretow i Filomatow w 1823 r. zostal uwieziony. Dzieki zabiegom krewnych uniknal jednak wywozki w glab Rosji i szesc kolejnych lat spedzil, zajmujac sie gospodarstwem stryja. W 1830 r. wlaczyl sie jednak w powstanie listopadowe, a po przegranej emigrowal najpierw do Drezna, a potem do Paryza. We Francji uzyskal dyplom inzyniera gornika, dzieki czemu wladze Chile zaoferowaly mu szescioletni kontrakt. I choc Domeyko mawial "lubie Chile, ale wzdycham do Polski", to do kraju rodzinnego zawital dopiero po 46 latach pracy w Ameryce Poludniowej. W tym czasie udalo mu sie m. in. opracowac i opublikowac pierwsza mape geologiczna Chile, opisac wiele nieznanych nauce mineralow (jeden z nich zostal pozniej nazwany domeykitem), odkryc zloza saletry oraz wegla, opublikowac trzytomowe dzielo o mineralogii Ameryki Poludniowej, zrealizowac projekt budowy wodociagu dla stolicy, zreformowac chilijskie szkolnictwo oraz przez 16 lat byc rektorem stolecznego uniwersytetu. Zmarl 23 stycznia 1889 r. - kilka tygodni po powrocie z Polski. miko, Gazeta Wyborcza (03-07-2002) |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
WIESCI Z KRAJU
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
IMPREZY, OGLOSZENIA*** Stowarzyszenie Inzynierow Polskich w Kanadzie
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||