![]() |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
BIULETYN - MAJ 2001SPIS TRESCI | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
PRZESTRZEN I CZAS, ROZWAZANIA O KOCIE KONFUCJUSZA Co to jest przestrzen i czas? Czy przestrzen jest skonczona? Co znajduje sie na zewnatrz przestrzeni? Czy czas mial poczatek? A jesli tak, to co bylo wczesniej? Czy bedzie mial koniec i co wydarzy sie potem? Te pytania nurtowaly filozofow od starozytnosci. Probowano na nie odpowiadac na rozne, czesto niezwykle pomyslowe sposoby, ale zadna z tych odpowiedzi nie byla do konca satysfakcjonujaca. A jesli mimo wielu prob nie udaje nam sie rozwiazac problemow, gdy wioda nas one za kazdym razem w slepa uliczke absurdu, byc moze warto zastanowic sie, czy aby pytania, ktore stawiamy nie sa bezsensowne. Byc moze zastanawiajac sie nad nimi, przyjmujemy jakies ukryte, nieprawdziwe zalozenia? Czy nie jest przypadkiem tak, jak w powiedzeniu Konfucjusza "Najtrudniej znalezc czarnego kota w ciemnym pokoju. Szczegolnie, kiedy nie ma w nim zadnego kota"? Dlatego wlasnie sadze, ze zanim zaczniemy zastanawiac sie, czym jest przestrzen i czas, powinnismy poswiecic troche miejsca naszemu umyslowi i jego zwiazkom ze swiatem. Umysl i rzeczywistosc Gatunek ludzki przeszedl dluga ewolucje. Pierwotni ludzie trudnili sie zbieractwem, polowali, budowali proste narzedzia. Ich mozgi analizowaly dziesiatki informacji naplywajacych ze srodowiska zewnetrznego, a powstajace w umyslach obrazy musialy dokladnie odpowiadac zewnetrznej rzeczywistosci. Coz to jednak jest ten "powstajacy w umysle obraz"? Mysle, ze najlepiej porownac go do czegos, co znawcy komputerow nazywaja rzeczywistoscia wirtualna. Nie jest to rzeczywistosc taka, jaka istnieje wokol nas, ale ma z nia wiele wspolnego. Procesy zachodzace w umysle musza byc odzwierciedleniem tego, co dzieje sie na zewnatrz. Prymitywny lowca musial wyobrazac sobie prawdopodobny tor lotu oszczepu, obliczac nieswiadomie, pod jakim katem i z jaka sila nalezy go wyrzucic, by trafil w cel. W jego umysle tworzyl sie pewien obraz rzeczywistosci, na tyle zgodny z rzeczywistoscia zewnetrzna, ze mozliwe bylo przetrwanie. W swiecie powstajacej w umysle rzeczywistosci wirtualnej obowiazuja te same prawa fizyki, co w swiecie zewnetrznym. Prawa te mamy niejako "wbudowane" w nasz umysl. Nie musimy dokonywac mozolnych obliczen matematycznych, by wyobrazic sobie, po jakim torze poruszac sie bedzie rzucony reka kamien. Obliczenia takie jestesmy zreszta w stanie przeprowadzic dopiero od okolo trzystu lat, a przeciez ludzie potrafia rzucac celnie kamieniami od zarania dziejow. Zdolnosc ta jest chyba najlepszym dowodem, ze tworzona w umysle rzeczywistosc wirtualna ma wiele wspolnego z "prawdziwa rzeczywistoscia" realnego, zewnetrznego swiata. Wbudowana w nasz umysl rzeczywistosc wirtualna ma na celu zapewnienie biologicznego przetrwania w ziemskim srodowisku. A natura jest oszczedna. Nasz biologiczny mechanizm analizy i rozumienia otaczajacego swiata zostal zaprojektowany tak, ze obcych jest nam wiele zjawisk zachodzacych w przyrodzie, ale nie majacych bezposredniego wplywu na biologiczne przetrwanie. Nie potrafimy w pelni objac swoim umyslem tego, co dzieje sie w swiecie czastek elementarnych, ani przy predkosciach bliskich predkosci swiatla. Wazniejsze, ze fundamentalnymi elementami wirtualnej rzeczywistosci naszego umyslu sa pojecia przestrzeni i czasu. Pozwalaja nam one na umiejscowienie obiektow i grupowanie zdarzen w ciagi przyczynowo-skutkowe. Czy jednak pojecia te maja swoje odpowiedniki w realnej, zewnetrznej rzeczywistosci, czy tez sa one jedynie wygodnym sposobem myslenia, wprowadzania porzadku w powstajacym w umysle obrazie obserwowanego swiata? A jesli prawdziwa jest ta druga mozliwosc, moze postawione na wstepie pytania sa w ogole bez sensu? Zanim sprobuje odpowiedziec na te pytania, musze opowiedziec o jeszcze jednym rodzaju rzeczywistosci wirtualnej, istniejacym w ludzkich umyslach. Jest to rzeczywistosc matematyczna. Biologiczna "rzeczywistosc wirtualna" nie pozwala nam poznac swiata rzeczy bardzo malych i bardzo duzych. Ale przeciez je poznajemy, caly postep nauki jest tego dowodem. Jak to mozliwe? Mozemy to czynic, korzystajac ze specyficznego rodzaju rzeczywistosci wirtualnej - modeli matematycznych. Zamiast mowic o realnych obiektach, za pomoca liczb i funkcji matematycznych tworzymy w umyslach abstrakcyjne modele tych obiektow, tak je konstruujac, by obowiazywaly w nich - na tyle, na ile to mozliwe - podobne "reguly gry" jak w rzeczywistym swiecie. Modele wirtualnej rzeczywistosci matematycznej czesto zyja wlasnym zyciem. Moze sie zdarzyc, ze pomimo iz usilnie staramy sie wyobrazic sobie, co oznaczaja symbole, ktorych uzywamy w teoriach fizycznych, w naszym umysle, w owej "biologicznej" rzeczywistosci wirtualnej nie powstana obrazy odpowiadajace rzeczywistosci "matematycznej". Nie potrafimy sobie na przyklad wyobrazic przestrzeni czterowymiarowej, choc kazdy, kto zna nieco matematyke, bez trudu opisze ja za pomoca symboli matematycznych. Z drugiej strony - uczeni, fizycy, astronomowie, filozofowie sa ludzmi i tak jak wszyscy nie moga uwolnic sie od ograniczen narzuconych przez "biologiczna" rzeczywistosc wirtualna. W tworzeniu matematycznych modeli rzeczywistosci niezwykle wazna role odgrywa ludzka intuicja, bedaca mieszanina nagromadzonej wiedzy i pewnego nieuchwytnego wrazenia, ze swiat powinien byc taki, a nie inny. Trzeba wielkiego wysilku myslowego, wielkiej odwagi, by pokonac te ograniczenia, oddzielic to, co obiektywnie rzeczywiste, od tego, co narzucone przez konstrukcje naszego umyslu, sposob, w jaki myslimy o swiecie. Jesli tego nie uczynimy, co rusz napotkamy pozornie nierozwiazywalne problemy, podobne do pytan zadanych na wstepie. Pojemnik z materia Jednym z najbardziej podstawowych pojec wbudowanych w nasz umysl jest pojecie przestrzeni. Wyobrazamy ja sobie jako wielki, byc moze nawet nieskonczony pojemnik, w ktorym znajduje sie materia. Wszystko, z czym sie stykamy, zdaje sie miec okreslone miejsce w przestrzeni. Ale jest to wrazenie pozorne. Kiedy chcemy okreslic polozenie jakiegos obiektu, znajdujemy jakies punkty odniesienia, wzgledem ktorych ustalamy interesujace nas miejsce. Nigdy nie mowimy o polozeniu w przestrzeni, a zawsze o polozeniu rzeczy materialnych wzgledem siebie. Jak powiedzialem, przestrzen wyobrazamy sobie jako "pojemnik", w ktorym znajduje sie materia. Ale pojemnik ten ma niezwykle wlasciwosci. Jest "scena", na ktorej czastki materialne poruszaja sie, oddzialuja na siebie wzajemnie, ale ktora sama nie bierze w tych procesach udzialu. Przestrzen nie ma zadnego wplywu na procesy fizyczne i na odwrot, procesy zachodzace w przyrodzie nie maja zadnego wplywu na niezmienna przestrzen. Chwila refleksji wystarczy, by zrodzilo sie pytanie: czy przestrzen rzeczywiscie istnieje? A moze jest tylko wytworem naszego umyslu? Pojecie absolutnej, niezmiennej przestrzeni zostalo wprowadzone do fizyki przez Isaaca Newtona, odkrywcy zasad dynamiki i prawa powszechnego ciazenia. Spotkalo sie ono z krytyczna reakcja wielu myslicieli, m.in. Gottfrieda Wilhelma Leibniza. Leibniz wierzyl, ze wszystko we wszechswiecie dzieje sie z okreslonego powodu. Jesli miejsce czegos okreslic mozemy jedynie w stosunku do polozenia innych rzeczy, dlaczego Bog, zapytywal Leibniz, umiescil swiat w tym miejscu w przestrzeni, a nie w innym? Jesli swiat ma jakis sens, jesli zasada racji dostatecznej jest prawdziwa, to znane z codziennego doswiadczenia pojecie przestrzeni prowadzi nas natychmiast do nierozwiazywalnego paradoksu. Stad juz prosta droga do wniosku, ze byc moze przestrzen po prostu nie istnieje. Realne sa tylko ciala materialne i sploty relacji miedzy nimi. Posluze sie przykladem. Gospodarka to zaklady produkujace towary, placace wynagrodzenie swoim pracownikom, hurtownie, sklepy i konsumenci kupujacy wyprodukowane produkty. Gospodarka - tak jak przestrzen - to nic innego jak zespol podmiotow gospodarczych i wiazacych je relacji. Jest to wiec tylko skrot myslowy, pozwalajacy na uporzadkowanie pojec, a nie cos, co istnieje samo z siebie. Na bezludnej wyspie nie ma gospodarki. Podobnie tam, gdzie nie ma rzeczy i zachodzacych miedzy nimi relacji, nie ma rowniez przestrzeni. Nie ma boskiego zegara Nie ma chyba niczego, co bardziej niz czas pasowaloby do porownania z kotem Konfucjusza. Wydaje sie, ze wszyscy doskonale wiemy, czym jest, a jednak niezwykle trudno to pojecie w jakis konkretny sposob okreslic. Problem, czym jest czas, niepokoil rowniez nowozytnych myslicieli. Wedlug Immanuela Kanta czas nie moze byc nieskonczony. Gdyby bowiem taki byl, to do chwili obecnej zajsc by musialo nieskonczenie wiele zdarzen, co jest niemozliwe. A jednoczesnie czas nie moze byc skonczony. Jesli bowiem istnialaby pierwsza chwila czasu - mowi Kant - to mozna by zapytac, co zdarzylo sie przedtem. Podobnie nie moze istniec ostatnia chwila, bowiem zawsze mozemy zapytac, co bedzie potem. A jesli czas nie moze byc ani skonczony, ani nieskonczony, byc moze nie jest on wlasciwoscia swiata rzeczywistego, a jedynie sposobem myslenia o swiecie wbudowanym w ludzki umysl? A co na temat czasu ma do powiedzenia wspolczesna nauka? Wiemy na pewno, ze nieaktualna jest wizja Newtona, wedlug ktorego czas - podobnie do przestrzeni - jest czyms absolutnym i niezaleznym od rzeczy, a odmierza go jakis, znajdujacy sie poza swiatem, boski zegar. Nie wiemy jednak tak naprawde, czym powinnismy zastapic ten obraz. To, o czym opowiem, nie jest na pewno pelna wizja czasu, ale obrazem wylaniajacym sie z nie w pelni jeszcze poznanej ukladanki, ktorej znamy tylko niektore elementy. Kiedy mowimy "przestrzen", wyobrazamy sobie cos na ksztalt statycznej fotografii. A czym rozni sie fotografia od filmu? Ogladajac film mamy poczucie uplywajacego czasu. Gdybysmy zmontowali go tak, zeby kazda klatka byla dokladnie taka sama, widzowie powiedzieliby, ze zobaczyli po prostu fotografie. Czas zatem to zmiana. Mamy poczucie, ze "czas plynie" tylko wtedy, gdy cos sie zmienia. Ale co sie zmienia? Powiedzialem poprzednio, ze przestrzen jest skrotem myslowym opisujacym rzeczy i relacje miedzy nimi. Ale wiemy doskonale, ze i rzeczy, i ich wzajemne zwiazki moga ulegac zmianie. To wlasnie te zmiany nazywamy czasem i kazda z nich jest dobra miara jego uplywu. Gdyby nie bylo rzeczy, podobnie jak przestrzeni, nie byloby rowniez czasu. Aby czas mogl istniec, rzeczy nie tylko musza byc, musza miedzy nimi zachodzic dajace sie zauwazyc zmiany, musi istniec jakis regularny proces, ktory moglibysmy potraktowac jako zegar. Na ile prostsze byloby to, gdybysmy mieli do dyspozycji absolutna przestrzen! Wtedy moglibysmy po prostu sledzic ruch jednej czastki i zmiane jej polozenia w przestrzeni traktowac jako uplyw czasu. Czastka ta pelnilaby role wskazowki zegara, zas absolutna przestrzen - jego tarczy. Ale absolutnej przestrzeni nie mamy. Mozemy jedynie sposrod wszystkich rzeczy we wszechswiecie wydzielic jakis uklad, ktorego zmiany traktowac mozemy jako miare uplywu czasu. Moze nim byc na przyklad Ziemia obracajaca sie wokol swojej osi lub dookola Slonca. Ale pojecie "roku" nie mialo zadnego sensu przed powstaniem Ukladu Slonecznego. Czy istnial jakis "zegar" dzialajacy wczesniej? O co tak naprawde pytamy? Chodzi nam o to, czy istnial we wszechswiecie jakis regularny proces. Jesliby go nie bylo, nie mielibysmy zadnej mozliwosci pomiaru czasu, wrecz nie byloby czasu. Ale sam proces nie wystarcza. Musi byc w jakis wyrazny sposob oddzielony od reszty rzeczy. Znaczy to, ze aby istnial czas, we wszechswiecie musza istniec dajace sie wyodrebnic struktury i przebiegajace w nich procesy. To niezwykle wazny wniosek. Wszechswiat musi byc zroznicowany, zeby mozna bylo w sensowny sposob mowic o jego zmianach, o tym, ze cos w ogole sie dzieje. Podstawowym postulatem starej, zdezaktualizowanej juz fizyki Newtona bylo istnienie absolutnej przestrzeni i absolutnego czasu. Nie mialo znaczenia, czy wszechswiat sklada sie z planet, gwiazd, galaktyk, czy istnieje w nim zycie i swiadomosc. Swiat mogl byc zlozony, ale rownie dobrze mogl byc niezwykle prosty. W takim swiecie to, ze istniejemy, nie mialo zadnego fundamentalnego sensu. Zupelnie inna wizja wylania sie z nauki wspolczesnej. Samo istnienie tego, co nazywamy przestrzenia i czasem, zwiazane jest z istnieniem w swiecie skomplikowanych rzeczy, splecionych miedzy soba niezliczonymi, dynamicznymi relacjami. Ewolucja wszechswiata od prostoty do coraz wiekszej zlozonosci jest rownoczesnie tworzeniem swiata, przestrzeni i czasu. Wszystko, nawet najmniejsza czastka elementarna, jest splecione z caloscia. Nie ma niczego bezwzglednego, istniejacego w oderwaniu od reszty swiata. To calosc wyznacza miejsce i czas kazdej ze swoich czesci. To czesci przez wzajemne relacje ksztaltuja calosc. Sens tego wszystkiego Wielkie systemy filozoficzne, polityczne i spoleczne mialy zawsze scisly zwiazek z tym, jak ludzie postrzegali swiat. A nowa wizja swiata, ktora przedstawilem, ma bezposredni zwiazek z naszym zyciem, z miejscem, jakie przypisac chcemy czlowiekowi w swiecie i spoleczenstwie. Od starozytnosci az po wieki srednie obowiazujaca wizja swiata byl geocentryczny kosmos. W srodku znajdowala sie Ziemia, nad nia Slonce i planety, dalej sfera gwiazd, a poza nia niebo, z siedzacym na tronie Bogiem otoczonym aniolami. W tej wizji swiata wazna byla hierarchia, niezmienna i uwazana za doskonala. Wielcy mysliciele starozytnosci przeniesli te hierarchie, ktora uwazali za naturalny porzadek rzeczy, na spoleczenstwo. Uwazali za zupelnie naturalne, ze istnieje waska grupa wladcow, nieco wieksza ludzi wolnych i olbrzymia rzesza pozbawionych wszelkich praw niewolnikow. Wedlug przyjetych pogladow wszelki ruch byl zjawiskiem niezwyklym, zas naturalnym stanem rzeczy byl bezruch i degeneracja wszystkiego, co istnieje. Aby swiat mogl istniec, wymagal ciaglej boskiej interwencji. Podobnie spoleczenstwo mialo przyrodzona tendencje do degeneracji i tylko interwencja silnej wladzy mogla je przed ta degeneracja uchronic. XVII wiek stal sie wielkim przelomem. Przyjeto system kopernikanski, zdano sobie sprawe, ze wszechswiat jest wielki, znacznie wiekszy, niz sobie poprzednio wyobrazano. Ziemia z centrum swiata zmienila sie nagle w mala planete, krazaca wokol jednego z niezliczonej liczby slonc, we wszechswiecie zanurzonym w nieskonczonej, pustej i zimnej przestrzeni. Gdzies w zaswiatach czas odmierzany byl przez tykajacy miarowo boski zegar. Czyz moze byc dzielem przypadku, ze w podobny sposob ludzie rozumieli swoja role w spoleczenstwie? Czuli sie pojedynczymi "atomami", podlegajacymi niezmiennym naturalnym prawom, w ostatecznym rozrachunku pozbawionymi mozliwosci wplywu na ksztalt swojego zycia, bez nadziei i sensu. Czlowiek w spoleczenstwie, tak jak Ziemia w zimnym, wrogim wszechswiecie, byl jak pylek, jeden z niezliczonej liczby trybikow wielkiej maszyny, ktorej dzialania nie rozumial i na ktora nie mial zadnego wplywu. XX wiek byl poczatkiem nowej wielkiej rewolucji naukowej. I choc rewolucja ta nie zakonczyla sie jeszcze, wiemy juz w ogolnych zarysach, jaka forme przybierze plynaca z niej wizja wszechswiata przelomu wiekow. Jest to wizja swiata pozbawionego elementow absolutnych, bedacego splotem zmieniajacych sie relacji miedzy rzeczami, w ktorym najdrobniejsza czasteczka powiazana jest z caloscia kosmosu, najmniejsza czesc ksztaltuje calosc i rownoczesnie jest przez calosc ksztaltowana. Nie ma w niej niczego absolutnego i niezmiennego, wszystko podlega nieustannym zmianom. I wizja ta pozwoli na zupelnie nowe, godne spojrzenie na czlowieka i jego miejsce we wszechswiecie i w spoleczenstwie. Jestesmy obdarzeni wolnoscia dlatego, ze wlasnie taki jest swiat i posiadamy te wolnosc, by swiat ksztaltowac. Jestesmy spolecznoscia wolnych jednostek, a nie oddzielnymi atomami. To my mamy prawo i obowiazek formowac swoje otoczenie, spoleczne i przyrodnicze, zgodnie z zasadami demokracji, poszanowania praw jednostek i rownouprawnienia. To wlasnie ta nowa wizja swiata zapewni demokracje nam wszystkim i wolnosc kazdemu z nas. JERZY KOWALSKI-GLIKMAN Dr hab. Jerzy Kowalski-Glikman jest profesorem w Instytucie Fizyki Teoretycznej Uniwersytetu Wroclawskiego. W swych badaniach zajmuje sie teoria pola i ogolna teoria wzglednosci i kosmologii. Wiele uwagi poswieca popularyzacji i objasnianiu problemow wspolczesnej fizyki. Rzeczpospolita 01-04-07 |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
"SZTUCZNA INTELIGENCJA: ZAGROZENIE CZY ZBAWIENIE" Ten frapujacy i niezwykle aktualny temat byl przedmiotem odczytu zorganizowanego przez SIP w Domu Polskim SPK w dniu 27 marca 2001. Obecna sytuacje w rozwoju komputerów zdolnych do "samodzielnego" myslenia oraz prognozy na przyszlosc przedstawil jeden z czolowych naukowcow Kanady w tej dziedzinie, prof. Stanislaw Matwin z University of Ottawa. Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego, prelegent jest obecnie profesorem Informatyki na University of Ottawa, gdzie kieruje Zakladem Maszyn Uczacych sie i Inteligentnej Analizy Tekstow i jest autorem ponad stu artykulow naukowych z tej dziedziny. Trudno wiec byloby znalezc bardziej kwalifikowanego prelegenta by przedstawic ten skomplikowany temat. Dla tych, ktorzy nie mieli moznosci uczestniczyc w wykladzie, warto moze przytoczyc krotkie wyjasnienie terminow "inteligencja" i "sztuczna inteligencja". Wedle encyklopedii "Britannica" inteligencja jest to zdolnosc uczenia sie z doswiadczen, adaptacji do nowych sytuacji, rozumienie pojec abstrakcyjnych i zdolnosc uzycia zdobytej wiedzy do manipulowania otoczenia. Inteligencja ma baze biologiczna, jest oparta na cechach genetycznych uformowanych nastepnie przez nauke i doswiadczenie. Sztuczna inteligencja jest to zdolnosc komputera lub robota kierowanego przez komputer do wykonywania czynnosci przypisywanych wyzszym procesom intelektualnym i zwiazanych zwykle z mozgiem ludzkim, jak zdolnosc do rozumowania, generalizacji, odkrywania znaczenia jakiegos faktu czy nauki z przezytych doswiadczen. Rozwoj techniki w ostatnich latach pozwolil na ogromny postep na tym polu, a dzieki niezwyklej szybkosci komputera w wykonywaniu roznych manipulacji cyfrowych oraz umiejetnosci automatycznego wlaczania nowo odebranych "doswiadczen" do uprzednio wlozonych instrukcji, wspolczesny komputer moze z powodzeniem w wielu sytuacjach zastapic mozg ludzki. Profesor Matwin przedstawil szereg interesujacych przykladow zastosowania sztucznej inteligencji w przemysle czy wojskowosci. Oczywiscie, czy rozwoj wiedzy w tym dziale zostanie uzyty dla powszechnego dobra, czy stanie sie jeszcze jednym narzedziem zagrozenia ludzkosci, bedzie zalezalo jedynie od ludzi majacym dostep do "myslacych" maszyn i ktorzy beda znali tajniki ich operowania. Temat przedstawiony zostal w taki sposob, aby wywolac reakcje sluchaczy. Ze sie to podejscie calkowicie prelegentowi udalo, moze swiadczyc ilosc zapytan i ozywiona dyskusja, ktora zakonczyla prelekcje. Maria F. Zielinska |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
75-lecie SIMP Stowarzyszenie Inzynierow i Technikow Mechanikow Polskich, jedno z najstarszych i najwiekszych stowarzyszen naukowo-technicznych, obchodzi w tym roku 75-lecie swego istnienia. Z dr. Andrzejem CISZEWSKIM, p.o. prezesa SIMP, rozmawia Jerzy Nocun. 75-letnia tradycja to wartosc sama w sobie, powod do uzasadnionej satysfakcji, jednak minione dziesiec lat transformacji ustrojowej to czas nielatwy rowniez dla Stowarzyszenia. Rozpad wielu kol naruszyl strukture organizacyjna, szeregi czlonkowskie stopnialy z ponad 80 tys. do niespelna 20 tys. osob, niepokojaco spadlo zainteresowanie przynaleznoscia. Bedzie to jubileusz radosny czy raczej niewesoly? Na pewno nie bedzie to ani czcza rocznicowa wesolosc, ani gleboki smutek, ale przede wszystkim wyjatkowa okazja do poglebionej refleksji, z jakich korzeni wyrastamy, w jakim miejscu jestesmy, co nam sie udalo, a co nie, co i jak robic teraz i w najblizszej przyszlosci, aby - wykorzystujac nagromadzone doswiadczenia - zachowac i rozwijac to, co dobre, a unikac potkniec. Rzeczywiscie, lata 80. i 90. przyniosly znaczny spadek liczebnosci naszych szeregow, co zostalo wywolane glownie restrukturyzacja przemyslu elektromaszynowego, naszej naturalnej bazy czlonkowskiej. Przestawaly istniec wielkie przedsiebiorstwa, a w slad za tym wiele kol zakladowych, ludzie tracili prace, szli w rozsypke. Kto wtedy myslal o tym, zeby zglosic sie do oddzialu Stowarzyszenia i ponownie zarejestrowac. Czlonkostwo zamieralo wiec w sposob naturalny. Na szczescie, mamy juz za soba lawinowosc tego zjawiska. Od pewnego czasu zauwazamy, ze zapanowala rownowaga miedzy liczba tych oddzialow, w ktorych ciagle jeszcze ubywa czlonkow, i takich, gdzie sa juz nowe przyjecia. Co ciekawe, ubytki maja miejsce w oddzialach duzych. Tak czy inaczej, pod wzgledem liczebnosci, nadal pozostajemy bardzo duzym Stowarzyszeniem, ustepujac tylko miejsca Stowarzyszeniu Elektrykow Polskich. Przyjmujac, ze sytuacja ustabilizowala sie i regres minal, to przeciez tym bardziej aktualne staja sie pytania, jak zlagodzic jego skutki? Jak pozyskac nowych czlonkow, zwlaszcza mlodych? Jak odnalezc sie w nowych okolicznosciach, aby zapewnic Stowarzyszeniu nie tylko przetrwanie, ale przede wszystkim skuteczne wypelnianie jego zadan statutowych? Niestety, musimy pogodzic sie z tym, ze w wiekszosci przedsiebiorstw funkcjonujacych w nowej strukturze formalnoprawnej nie ma warunkow, aby mogly w nich istniec i pracowac kola naszego Stowarzyszenia. Wobec tego uznalismy, ze musi sie zwiekszyc rola oddzialow i innych komorek organizacyjnych, w tym 19 sekcji towarzystw naukowo-technicznych. Chcemy, aby oprocz swoich tradycyjnych zadan merytorycznych, organizowania szkolen, sympozjow, konferencji naukowo-technicznych, wziely one na siebie czesc prozaicznej pracy organizacyjnej, np. przekazywanie informacji, zbieranie skladek itp. Spotkalo sie to z pozytywna reakcja wiekszosci oddzialow. Na przyklad tworzone sa kolejne kola przyoddzialowe, ale od razu pojawia sie nowy problem. Takie kola, sila rzeczy, skupiaja inzynierow i technikow roznych specjalnosci. Trzeba wiec tak programowac tematyke spotkan, aby zainteresowala ona przynajmniej wiekszosc czlonkow. Oznacza to przeniesienie ciezaru z tematyki wasko branzowej na bardziej ogolna. Na szczescie takiej nie brakuje. Wspolnym i bardzo nosnym tematem, interesujacym nie tylko srodowiska akademickie, ale rowniez i praktykow, jest na przyklad model ksztalcenia inzynierow. Ubolewam, ze tematyka niedawnego kongresu poswieconego ksztalceniu inzynierow na potrzeby XXI w., nie zostala dostatecznie naglosnia. Chcemy te tresci rozpropagowac i upowszechnic w naszym Stowarzyszeniu. To temat frapujacy zwlaszcza dla adeptow sztuki inzynierskiej, dla mlodego pokolenia inzynierow, bo to oni beda musieli odpowiedziec na wyzwania nowego stulecia. Tymczasem Stowarzyszenie Mechanikow zapewne nie cierpi na nadmiar mlodziezy, skoro jeszcze niedawno dzialala w nim komisja do zlagodzenia luki pokoleniowej, a obecnie ds. czlonkostwa mlodych. Problem ten dostrzegamy od dawna, stad wziely sie te komisje, ale ich dzialalnosc nie przynosi spodziewanych efektow. Szansy obnizenia sredniej wieku szukamy w istnieniu uczelnianych kol SIMP. One nie tylko ostaly sie, ale - z racji zwiekszenia sie liczby studiujacych i kadry naukowo-dydaktycznej - sa silniejsze. Zaczelismy przywiazywac ogromna wage do ich efektywnego funkcjonowania. Doszlismy bowiem do wniosku, ze najistotniejszym, a nie wykorzystanym dotychczas, motywem wstapienia do naszego Stowarzyszenia, czlonkostwa niewymuszonego, lecz naturalnego, jest jego pozycja i prestiz dostrzegany w najblizszym studenckim otoczeniu, na uczelni. Taki prestiz buduja nam np. bardzo prezne kola w politechnikach: wroclawskiej, radomskiej, czestochowskiej, lodzkiej, krakowskiej, gdanskiej i lubelskiej. W ciagu najblizszych dwoch lat chcemy zwiekszyc liczbe kol uczelnianych z 20 do co najmniej 30 aktywnie dzialajacych. To na poczatek, bo moze byc ich wiecej, jesli wlaczymy w krag zainteresowania, np. uczelnie wojskowe i rolnicze. Z mysla o pozyskaniu mlodych uruchomilismy w tym roku I edycje ogolnopolskiego konkursu o dyplom i nagrode prezesa SIMP na najlepsza prace dyplomowa o profilu mechanicznym w uczelniach technicznych. Ostatnio pojawila sie kolejna ciekawa inicjatywa. Grupa inzynierow i studentow nosi sie z zamiarem uruchomienia niebawem pierwszego internetowego kola SIMP. Daje to szanse dotarcia z idea stowarzyszeniowa do nowego grona osob, zwlaszcza mlodych. ... i moze takze odszukania tych wielu dawnych czlonkow, ktorych transformacja rozproszyla po malych i srednich firmach lub uczynila samodzielnymi przedsiebiorcami. Okazalo sie to kolejnym wyzwaniem, jakie stanelo przed nami w nowej rzeczywistosci. Nawiazywanie lacznosci z ta rozproszona rzesza dawnych czlonkow i w ogole inzynierow nie funkcjonuje jeszcze najlepiej. Niezaleznie od tego, udzielaniu sie w pracy stowarzyszeniowej inzynierow z malych i srednich, a nawet duzych, sprywatyzowanych przedsiebiorstw, nie sprzyjaja pewne nowe okolicznosci, z czym jednak trzeba sie pogodzic. Otoz wlasciciele wielu firm niechetnie patrza na takie "stowarzyszeniowe" kontakty swoich pracownikow, w obawie przed przechwyceniem przez konkurencje tajemnic produkcyjnych i technologicznych. Te same wzgledy oraz rygory dyscypliny pracy sprawiaja, ze dzialalnosc stowarzyszeniowa mozna uprawiac niemal wylacznie poza miejscem pracy i w czasie wolnym od pracy. Sa jednak rowniez optymistyczne sygnaly. Wielu naszych dawnych czlonkow, ktorzy stali sie wlascicielami firm, nawiazuje z nami ponownie kontakt, deklaruje gotowosc zaangazowania sie w dzialalnosc Stowarzyszenia i taka czy inna pomoc. A moze, zamiast zabiegac o powiekszanie szeregow, postawic na elitarnosc Stowarzyszenia? Tak jak u jego zarania, kiedy to czlonkow bylo kilkudziesieciu, ale za to takich, ze dzisiaj ich nazwiska mozna znalezc w slownikach biograficznych i encyklopediach? Teraz rowniez, chociaz jestesmy organizacja otwarta na wszystkich i masowa, nie brakuje w naszych szeregach osob, ktorych wiedza i dorobek naukowy zjednaly im szacunek i uznanie, nierzadko miedzynarodowe i ktorzy juz maja pewne miejsce w historii. Swiadczyloby to o tym, ze masowosc nie przeszkadza prawdziwym talentom, ze znakomite moze byc nie tylko to, co nieliczne. Natomiast rzeczywiscie elitarnosc znowu staje sie modna i takze w naszym srodowisku temat ten pojawia sie przy roznych okazjach. Wprawdzie nie przeprowadzalismy zadnych badan, ale wiemy, ze zdania sa mocno podzielone i na razie nie ma powodu, aby te kwestie rozstrzygac definitywnie. Nigdzie tez nie jest powiedziane, ze elitarnosc to automatycznie wiekszy prestiz. Ale za to buduje sie go przez kontakty z otoczeniem. Na ile widoczny jest SIMP na forum publicznym? Czy zdarza sie mu byc partnerem wladzy, decydentow gospodarczych? Przeglad Techniczny nr 01/2-3 |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
Elementy najwiekszego w swiecie radioteleskopu, urzadzenia techniki kosmicznej, telefony komorkowe czy rownie powszechnie uzywane kuchnie mikrofalowe - to niektore konstrukcje i produkty wielu swiatowych firm, jakie projektuje sie m.in. przy wykorzystaniu symulatorow elektromagnetycznych - oprogramowania, ktorego tworcy z warszawskiej firmy QWED otrzymali tytul Lidera Eksportu Oprogramowania 2000. Tytul taki, juz po raz drugi, przyznany zostal takze firmie Logotec Engineering z Myslowic, jedynej polskiej firmie, ktora na rynkach zachodnich stworzyla grupe, ma swoje oddzialy i sprzedaje swoje produkty. Sa to systemy do zarzadzania przeplywem informacji w przedsiebiorstwach. Laury przypadly dwom firmom w konkursie, jaki od 5 lat organizuje corocznie Stowarzyszenie Polski Rynek Oprogramowania "PRO". To dzieki temu konkursowi nieco glosniej stalo sie o polskich firmach informatycznych - ciagle niezbyt licznych - ktore mysla o ekspansji na obce rynki, oferuja i sprzedaja tam swoje produkty (glownie oprogramowanie). Niektore za jednorazowe kontrakty uzyskuja kwoty siegajace miliona dolarow, ale caly polski eksport informatyki jest nieduzy - rzedu kilkudziesieciu mln dolarow. Spolka QWED oferuje na swiatowych, najbardziej wymagajacych rynkach oryginalny i bardzo uzyteczny produkt. Symulatory elektromagnetyczne Quick Wave sprzedawane sa w 12 krajach, glownie w USA i Unii Europejskiej. Pozwalaja modelowac i analizowac rozklad pola elektromagnetycznego w roznego rodzaju urzadzeniach, a tym samym skrocic czas ich projektowania, ograniczyc niekorzystne skutki promieniowania wielkiej czestotliwosci, zmniejszyc koszt przygotowania produkcji nowych wyrobow. Uzywane sa do projektowania urzadzen dla techniki kosmicznej opracowywanych przez m.in. tak slynna placowke jak Jet Propulsion Laboratory (najwieksze laboratorium finansowane przez NASA) czy przez amerykanskie National Radio Astronomy Observatory, budujace najwiekszy w swiecie radioteleskop Green Bank. Jego elementy sa obliczane przy wykorzystaniu polskiego programu QW-3D. Spolka QWED ma na swym koncie takze Tytul Mistrza Techniki NOT. Zbigniew Zwierzchowski |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
28 lutego 2001 r. zmarl Claude Shannon, emerytowany profesor Massachusetts Institute of Technology, tworca teoretycznych podstaw rewolucji informacyjnej. Mial osiemdziesiat cztery lata, od dluzszego czasu walczyl z choroba Alzheimera. Spokrewniony z Thomasem Edisonem, Claude Shannon studiowal matematyke i inzynierie elektryczna, uzyskal doktorat na Massachusetts Institute of Technology w 1940 roku. Przystapienie USA do wojny mialo bez watpienia wplyw na jego dalsza kariere. Shannon trafil do Laboratoriow Bella, gdzie zajal sie pracami nad kryptografia i urzadzeniami szyfrujacymi. Najwazniejsza okazala sie powstala wtedy praca, zatytulowana "Matematyczna teoria komunikacji". Shannon jako pierwszy sformulowal w niej wprost twierdzenie, ze dowolna informacje da sie zapisac i przeslac w postaci ciagow skladajacych sie z jedynek i zer. Dzis, w epoce techniki cyfrowej, jest to oczywiste nawet dla dzieci przerzucajacych sie szybkoscia transmisji modemow w swych komputerach (notabene o "pojemnosci kanalu informacyjnego", mierzonej w jednostkach informacji - czyli bitach - na sekunde, takze pierwszy pisal Shannon). Jednak bez tego spostrzezenia nie byloby rewolucji informacyjnej. Wsrod pozniejszych dokonan matematyka o niepospolitym umysle i nieco kaprysnym charakterze znalazly sie m.in. urzadzenie do zonglowania, mechaniczna mysz znajdujaca wyjscie z labiryntu oraz urzadzenie automatycznie ukladajace kostke Rubika. A.J. |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
*** Zarzad Glowny SIP Data: 2 (sobota) czerwca 2001 r. *** BRATNIE ODDZIALY SIP Oddzial Montreal wznowil dzialalnosc. Wiecej informacji o dzialalnosci oddzialu mozna znalezc na witrynie: http://www.polisheng.ca/montreal. *** SPK Kolo Nr 8 Data: 8 maja (wtorek) 2001 r. *** SPK Kolo Nr 8 Data: 17 maja (czwartek) 2001 r. *** WITAMY TOMASZ SMETNY-SOWA *** KUPNO - SPRZEDAZ NIERUCHOMOSCI *** LOENARD SAMEK *** |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||